-
Posts
2372 -
Joined
-
Last visited
-
Days Won
5
Content Type
Profiles
Forums
Events
Everything posted by Madie
-
Klatkę mamy trochę ponad tydzień. Sprawdza się u nas znakomicie: dziewczyny albo obgryzają wspólnie smakołyki w klatce, albo biją się w niej, o te smakołyki, albo wykorzystują jako miejsce do spania. Panda wchodzi do klatki jak nie chce się bawić z Sadzą, obraca się dupą do wejścia i ogryza kość/piłkę/sznur. Także wyjątkowo smaczne kąski są przez nią od razu przynoszone do klatki i tam zjadane. Kiedy chcemy rozdzielić dziewczęta, w klatce ląduje Sadza. Dlaczego? Otóż Sadza to pies święty i spokojny. Można ją bez kłopotu zaprosić do klatki, zamknąć drzwiczki i bez protestów zostaje jak długo trzeba. Żeby jej tę klatkę osłodzić dajemy do środka coś wyjątkowo smacznego, np. suszone żwacze. Panda niestety ze względu na swoją siłę i gabaryty potrafi prawie wyjść z drzwiami:roll: Może to kwestia słabych zamków, więc nie chcą jej zniechęcać powoli kontynuujemy naukę z zamiarem nauczenia jej nie walenia w drzwiczki w formie zabawy. Za to Sadza upodobała sobie klateczkę w jeszcze jednym celu:)))):loveu: [IMG]http://i62.tinypic.com/2lvy6mu.jpg[/IMG] Tak wyglądała przed naszym dzisiejszym wyjście do pracy. Za to Panda woli kafelki w kuchni: [IMG]http://i58.tinypic.com/2z8ud78.jpg[/IMG]
-
Hej, dzięki. Tak też słyszeliśmy, w sensie że działanie może być nieco opóźnione. Tula od samego początku jeździ codziennie na rehabilitacje. Trenuje w wodzie, na piłce, ma masaże, rozciąganie. Myślę, że teraz Pani Fizjoterapeutka zmieni zestawy ćwiczeń na inne jeśli będzie to konieczne. Niestety...Ostatnio przestała kontrolować mocz i kał, co jeszcze miało miejsce na początku choroby. Pieluchy zazwyczaj nie zdają egzaminu, bo ona robi na raz w takiej ilości że wszystko przemięka przez pieluchę. Oczywiście Tula już w ogóle się nie rusza, ogonem także nie. Czasami w nocy piszczy i pojękuje, ale przednie łapy też ją bolą, więc to rodzina przekłada ją często z boku na bok itd. Na szczęście ma apetyt i cierpliwie znosi wszystkie zabiegi. Wiem, że jest im bardzo ciężko, bo ona była żywym srebrem. Jeszcze rok temu jak miała 9 lat, latała, skakała, cieszyła się, goniła za piłeczką, zachęcała do zabawy. Zawsze aktywna, żywa. A teraz smutnieje z dnia na dzień.
-
Oto nasz najnowszy członek rodziny -łaciaty "kucyk" w ciele psa. Panda. Nieznośna, krnąbrna, piekielnie silna - ale nasza. Mieszanka bernardyna z "?". Trwa proces przyśpieszonej socjalizacji jędzy. W tej chwili Panda ma około 4 miesięcy, waży około 23 kilo i ma paszczę pełną igieł. [IMG]http://i57.tinypic.com/1sim9s.jpg[/IMG] [IMG]http://i57.tinypic.com/120s8pv.jpg[/IMG] Tutaj z koleżanką: [IMG]http://i58.tinypic.com/2qntsb8.jpg[/IMG] [IMG]http://i59.tinypic.com/2whds42.jpg[/IMG] i zmęczenie po całym dniu: [IMG]http://i59.tinypic.com/25hn6tz.jpg[/IMG] Pozdrawiamy:)
-
Sterylizacja suczki - poszukuję dobrego veta w Warszawie
Madie replied to asher's topic in Sterylizacja
Jeśli chodzi o sterylizację to byłam w dwóch klinikach: na Białobrzeskiej i w Multivecie. Zaczęłam od Białobrzeskiej, wszystko było w porządku, ceny przystępne. Co prawda nie podobało mi się, że zostawiłam zwierzaka samego przed uśpieniem, ale tak kazali. Przy odbiorze dostałam wybudzonego zwierzaka, listę leków, kołnierz etc. Bez komplikacji. Potem postanowiłam za radą siostry spróbować w Multivecie. Tam bywa skandalicznie drogo, ale w przypadku sterylizacji starszej suki bardzo mi się opłaciło. Na początku zrobili jej badania krwi kompleksowe, porozmawiano ze mną o zabiegu. Następna wizyta to była już operacja. Pies został w pomieszczeniu, trzymany u mnie na kolanach uśpiony, dopiero jak zasnął doktor poprosił mnie o wyjście i podał dokładną godzinę kiedy powinnam się pojawić, żeby " piesek się niepotrzebnie nie denerwował". Tak kazał tak zrobiłam. Poczekałam sobie pół godzinki aż się sucz wybudzi do końca, dostałam wypis, leki ( kupiłam kaftanik). Wszystko było bardzo schludne, szybkie, profesjonalne. Podsumowując: oba psy zniosły dobrze zabiegi. Wydaje mi się, że po Multivecie skóra była mnie zaczerwieniona, swędząca i mniej kłopotów ze zwierzem było, ale tak naprawdę może to zależeć od wrażliwości zwierzaka. Cenowo o wiele bardziej opłaca się iść na Białobrzeską i jest dobrze. Natomiast mimo, że tam leczę zwierzaki zazwyczaj i że naprawdę ufam tej lecznicy, jak będę sterylizować teraz swoje dwie duże suczki, wybiorę dopłacenie i multivet. Nie pamiętam nazwiska lekarza na Białobrzeskiej, ale w Multivecie zabieg wykonywał dr Marek Turos. -
Wczoraj Tula była na konsulatacji. Wieści nie są dobre. Lekarz po obejrzeniu starych wyników i zrobieniu nowych badań stwierdził "zanik rdzenia kręgowego". Tula dostała jakieś mocne sterydy, które trzeba jej podawać przez najbliższe 3 dni dożylnie 3x dziennie. Lekarz zawyrokował, że jeśli to ją nie postawi na nogi, to już nic:/ I oczywiście choroba będzie postępować, podobno może objąć także przedni kończyny, bo lekarz już zauważył wyraźną bolesność i drżenie.:(((( Ktoś się spotkał z takim przypadkiem?
-
[B]Panda:[/B] H[I]auuuuuuuu[/I]. Zabierzcie mnie stąd! Proszę! Tu jest okropnie...Drogi człowieku, zlituj się nad moim ciężkim losem i zabierz mnie z powrotem do domu. [I]Pi pi pi[/I]. Oto moja straszna historia: Zabrali mnie od mamy i rodzeństwa szybko. Trafiłam do jakiegoś miejsca gdzie było mnóstwo ludzi, hałasów, krzyków. Byłam wtedy malutka, ważyłam ze 3 kg. Potem wszyscy mówili, że trzeba mnie oddać do „schroniska” cokolwiek to jest, ale chyba nic miłego. Zlitowała się nade mną fundacja Mikropsy, bo wtedy jeszcze byłam mikro. Trafiłam do cudownego miejsca. Był wieeeeelki dom, ludzie których mogłam non-stop podgryzać, ludzki braciszek do zabawy, i 3 wielgachne psy, które były podobne do mojej mamy. Było nam dobrze, nikt mi nie dokuczał, wychodziłam na dwór kiedy chciałam na zabawę i szczekanie, siusiałam w domu wszędzie i zaraz potem mogłam iść spać. Gryzłam co mi wpadło pod żeby a wszyscy mnie za to chwalili. Zaczęłam rosnąć, chociaż starsze psy odganiały mnie często od misek, więcej rzeczy mnie zaczęło interesować, miałam wszystkie gryzaki tego świata: meble, ściany, podłogę, maskotki – nadal byłam ulubienicą wszystkich. A potem pojawili się ONI:angryy:. Przyszli mnie odwiedzić, a ja głupia i naiwna szłam się przytulać, trochę pomemłać paszczą żeby zobaczyć kto to, na szczęście sobie poszli. Potem moja ukochana pańcia, która jak sama mówi rozpuściła mnie na dziadowski bicz ( czy to coś do jedzenia??) zabrała mnie do samochodu i zawiozła do NICH. Na początku myślałam, że jak obszczekam nową, czarną koleżankę to mnie zabierze z powrotem. Nic z tego. Długo też szczekać nie mogłam więc zaczęłam się bawić i jakoś tak weszłam do nowego domu. Były tam inne śmieszne psy z pazurami, które na mnie naprychały, ale czarna koleżanka szybko mnie zainteresowała. Gdzieś w międzyczasie zniknęła moja ukochana pańcia. Gzie ona sobie poszła?:-( Szukałam jej potem na spacerach, ale nikogo nie było...I drogi człowieku od tamtej pory jest tylko gorzej. Wysłuchaj, [I]hauuuuuu[/I], mojej skargi, bo może zgłosisz to gdzieś dalej. [B]NIC MI NIE WOLNO!!! NIC!!![/B] Chcę gryźć – nie wolno. Chcę gonić te dziwne psy? Nie wolno. Ścian i mebli też nie wolno gryźć, ale dlaczego?! Wynoszą mnie na dwór jak mi się nie chce iść, bo lubię w domu siedzieć. Każą siadać jak ja nie chce, i czekają aż to zrobię. W moim starym domu siadałam jak chciałam!. Zabawki trzymają w ręku, nie mogę sobie sama, ot tak, zabierać. Nie wolno mi warczeć, bo zabawek potem nie ma! A one są M O J E!. Kamieni jeść nie wolno, kup jeść nie wolno. To co wolno?:mad: Wymyśliłam więc sposób. Na spacerach zaczynam się kłaść i gryźć. Niech mają! Jestem duża i silna, nie mogą mnie przecież ciągnąć prawda? Ale to działało tylko raz. Potem musiałam tak leżeć dopóki sama nie wstałam, bo inaczej spędziłabym całe życie w tym miejscu. Jeśli nie kładzenie się to szarpanie za smycz. To jest superzabawa. Oni się tak śmiesznie denerwowali na początku, ale teraz nic z tego:-( Nie wolno mi już szarpać ani łapać zębami za ubranie. Jak tak robię to czekają aż przestanę więc tego tez nie wolno mi robić. Na dodatek ciągle mi mówią, że robię coś źle albo dobrze. Obie rzeczy mam pod ogonem...Nie interesuje mnie ich zdanie.:shake: Ale lubię jeść i gryźć...A jak robię coś dobrze to zawsze dostanę coś na ząb, albo coś na chwile do pogryzienia. Tak naprawdę wcale tego nie chce, ale czasami to silniejsze ode mnie. [I]Mniam mniam mniam[/I]. Dziś na spacerze miałam ogon z krowy... Ale nadal jestem biedna. Uwierzycie, że te potwory zostawiają nas same w domu? I że nic sobie nie robią z moich pisków? Nie opłaca się już piszczeć, a tak fajnie można było tym włączać ludziom różne funkcje. Więc teraz całe dnie śpimy – nuuuuuda. Aha! Szczekać na ludzi też nie wolno, na żadnych. Oni są głupi, każdy pies wie, że obcych trzeba odstraszać, starsi koledzy mnie tego bardzo dobrze nauczyli. Ale tutaj nie można...:crazyeye: Tęsknię bardzo za starym domem. Próbuje im pokazać, że mogę robić to co chcę, ale rzadko się udaje. Plus jest taki, że jak ktoś chce do mnie wyciągać rękę to nie muszę już często szczekać, bo nowi coś mówią do tych wszystkich ludzi i tamci odchodzą. Dla nich jestem ładna, ale ja do nich nie podbiegam i nie gryzę ( bo nie mogę...) a oni do mnie cały czas łapy pchają...Cóż za brak wychowania! Na szczęście, jak wspominałam, Ci nowi nie pozwalają się tamtych zbliżać, chyba, że sama kogoś chcę poznać. Poza tym zawsze mam swoją miskę, nikt mi z niej nie wyjada. Ja też nie mogę jeść z miski tej czarnej drugiej. To trochę niesprawiedliwie, ale mogę to znieść skoro ja mam spokój. Tak czy inaczej, dziwnie się tu czuje. W starym domu wszystko było łatwiejsze. Więc jeśli czyta to ktoś, kto może mnie stąd tam zabrać to proszę o ratunek. A teraz, [I]zieeeeew[/I], idę się położyć na kocyku spać. Położyć się tylko, bo gryźć też mi go nie wolno:angryy: Cóż za los...
-
U nas dziś jakby trochę lepiej. Może wiatr mniejszy. Ale specjalnie chodziłyśmy pod wiatr i pandziocha kręciła mordą, wywijała kółka ale szła (podejrzewam, ze wybitnie w tym pomógł byczy ogon do gryzienia). Do domu też nie ciągnęła w panice, ale widać że bardzo niespokojna była.
-
Hej, dziękuję za odwiedziny. Tula nadal nie chodzi i robi pod siebie. Codziennie jeździ do katowic na rehabilitacje, ćwiczenia na piłce, rozciąganie. Co do wizyty, na miejscu okazało się, że owszem, termin był na piątek, ale na samą wizytę. O tomografie można pomarzyć...:/ We wtorek konsultacja w Chorzowie prawdopodobnie połączona własnie z tk. Został polecony jeszcze kręgarz z żywca... Szyszunia, piszę na PW.
-
Hej, od tygodnia jesteśmy właścicielami około 4 miesięcznej bernardynki (mix?) Zanim ja przygarnęliśmy dokładnie zapoznaliśmy się z opisem rasy, żywienia, przypadłościami jakie mogą nas czekać itd itd. To nasz pierwszy tak duży pies i chcieliśmy być przygotowani. Teraz nurtują mnie dwa pytania, bo znalazłam sprzeczne wypowiedzi przeszukując internet: 1. Jak powinno się czesać właściwie Benka? Podobno najpierw wyczesywać podszerstek pod włos a potem dopiero z włosem. Ale znalazłam też opinie, że nie wolno czesać w ten sposób i bądź tu człowieku mądry...:roll: 2. Jak suplementowaliście wapń swojemu psu? Teoretycznie mam preparat z DT o nazwie dolfos, podaje się go 1 tabletkę (300mg) na 5 kg. Młoda waży teraz około 20. Ale na opakowaniu jest napisane, że szczeniętom można podawać dwa razy większe dawki. Weterynarze też nie są zgodni. Jedni mówią, że jeśli je dobra karmę dla psów dużych ( a je) to nie trzeba podawać dodatkowo. Inni, że jest to konieczne, skoro pies liże i wygryza ściany (opowieści z dt) Panda i my będziemy wdzięczni za rady.
-
Hej, mam taki nietypowy kłopot, oczywiście pracuję już nad nim sama, ale może ktoś zna podobny problem. Nasza 2 suka ( 4 mieś mix bernardyna) jest u nas tydzień. W tym czasie oduczyła się bać schodów, ciemności, wąskich przejść itd itd. Dziś mamy nowy kłopot. Dziś pogoda jaka jest każdy widzi (przynajmniej Ci z mazowieckiego). Wszystko było ok mimo, że zbierało się na burze, ale w czasie powrotu do domu zaczął wiać bardzo mocny wiatr. I jak zawiało to się sucz przestraszyła (tańce na smyczy, piski). Postałyśmy trochę żeby zobaczyła, że to nic strasznego, ale przy kolejnym mocnym powiewie prawie wyrywając mi rękę ze stawu pociągnęła do domu. Ponieważ dziś musimy wyjść jeszcze ze 2 razy, a na jutro pogoda zapowiadana taka sama, może ktoś ma pomysł jak szczyla oswoić z wiatrem?:roll: smakołyki jak się zdenerwuje nie zdają egzaminu.
-
A mnie krew zalewa. Na Rembertowie prawie nikt nie sprząta. Mniejsza już, że ludzie patrzą się na mnie jak na pomyloną jak zbieram po swoich, ale nagminne jest, że moje psy bawią się z innymi i właściciele tych innych pozwalają srać psom na środek chodnika. I co? G%^*()o. Dosłownie. Niestety brak mi tupetu żeby zwracać uwagę x razy starszej ode mnie osobie, że może posprzątać...Raz zaproponowałam Panu swój woreczek, odmówił twierdząc, że "nikt tu nie sprząta". Ostatnio coraz więcej się nad tym zastanawiam, bo moje dwie kobyły się tarzają po ziemi i o ile butelek/szkła nie ma, to kup od zatrzęsienia...:shake:
-
Długo nas nie było, powodów masa, a czasu do opisywanie brak:) W dużym skrócie: 1.Sadza jest coraz grzeczniejsza, waży już ponad 16 kilo, jest naszą pociechą i szczęściem 2. Sadza ma nową koleżankę w domu od tygodnia ( stad tez powód bardzo małej ilości czasu na internet) i bardzo nam pomaga ją cywilizować. 3. Sadza wytrzymała naszą 12 dniową nieobecność i została totalnie rozpuszczona przez kolegę który się nią zajmował 4. Zaliczyliśmy w międzyczasie wizytę szkoleniowca i Sadza oducza się ciągnięcia ( to w sumie nasz jedyny kłopot z nią) 5. Kupilismy klatkę i dzeiwczyny spędzają tam razem coraz więcej czasu Z pozdrowieniami:) [IMG]http://i57.tinypic.com/2wea0z4.jpg[/IMG] [IMG]http://i60.tinypic.com/2nulk43.jpg[/IMG]
-
Zgadzam się z Beatrx w 100%. Niezależnie od tego jak bardzo chcesz przyjąć "pokrzywdzoną bidę" najpierw zasady, żelazna konsekwencja kiedy już je wprowadzasz, uwaga ( ale w formie obserwowania a nie niańczenia psa) i dopiero potem czułość/miłość. Znałam wiele psów, które na nowym dt/ds były aniołkami w psie skórze. Nieśmiałe, grzeczne, posłuszne. Właściciele/opiekunowie brali to za brak pewności siebie (i pewnie słusznie) ale zamiast to wykorzystać, sami się omotali i próbowali "wyciągać" psa z tego stanu. Najczęściej konsekwencjami był szybki powrót starych nawyków albo jeszcze gorzej...:roll:
-
Przytulisko p.Joli czyli jest taki mały domek wypełniony miłością po dach
Madie replied to zoja.'s topic in Psy do adopcji
Hej, ja dziś wróciłam z zagranicy, i co widzę na skrzynce?:angryy: Pytanie od sprzedawcy, "to co robimy z karmą". Jakbym mu nie napisała, że ma wysyłać ponownie na adres przytuliska... Dziś już się tym nie zajmę, ale zrobię to jutro z samego rana i dam znać co z tym urinary. Wstyd mi strasznie, bo Pani Jola do mnie dzwoniła jak była za granica, ale nie mogłam odebrać wtedy... -
Niestety...Było lepiej, Tula choć chwiejnie, ale chodziła po trawie, sama się załatwiała. Rodzina oczywiście ją z kanapy ściągała, wkładała, znosiła po schodach itd itd. I z dnia na dzień pogorszenie. Pies leży i robi pod siebie, przeraźliwie piszczy, ponoć mało je i nie cieszy się już na widok bliskich tak jak dawniej. pewnie cierpi biedulka:((((( Próbowali jej zakładać pieluchy, ale niestety, ściąga je sobie i rozszarpuje. Cały dom ponoć śmierdzi wydzielinami, ale co poradzić... Wizyta u dr. Wrzoska we Wrocławiu 16 marca. Najwcześniejszy termin. Do tego czasu Tula od tygodnia co dwa dni dostaje zastrzyki i codziennie jeździ do katowic na 1,5h rehabilitację. Póki co efektów niestety nie widać:(((
-
Ja właśnie też tego nie rozumiem... Mówimy tutaj o istocie, o którą dużo osób na forum walczy za wszelką cenę. O psie. W tym przypadku o cudownym psie, który mógłby dostać swoją szansę. A tutaj sprowadza się go do roli karty przetargowej. Ku%^&*() to jest tak smutne, że się zaraz popłaczę w pracy. I to nie jacyś zwyrodnialcy, ale dogomaniacy, którzy powinni sie hamować dla dobra zwierzaków:( edit: literówki spowodowane zmęczeniem
-
[quote name='Berek']Myślę, że zdarza się polewanie po kątach, tylko tego nie odkryłaś.;) A może jakiś cud się zdarzył - jednak nie pisz tak kategorycznie w - hmmm, jakby to rzec? - poradnikowym tekście, bo możesz w ten sposób wyrządzić krzywdę jakiemuś psu, którego właściciel weźmie to na poważnie. Przeważająca większość szczeniąt nie jest w stanie aż tak długo utrzymać czystości, i tyle. Ten stały dostęp do jedzenia by mnie martwił, no ale skoro tak młode szczenięta zostają same na 8 - 9 godzin, to rozumiem, że taka jest Twoja linia postępowania, tzn. bardzo świadomie wybrana. P.S. Czy mogę spytać, co u Harleya?[/QUOTE] Berek, jestem w stanie jako przykład dać tylko to co widzę/widziałam. Mam takie szczęście, że u mnie psy nie leją ( po kątach też nie). Oczywiście nigdzie nie piszę, że jest to reguła, ale zwracam uwagę na fakt, że istnieje taka możliwość. Co do żarcia - tak. Dzielę odpowiednią ilość żarcia na 3 porcje - na pobyt samemu w domu, na wieczór kiedy wrócę i na spacery w ramach nagrody. Upewniam się też najpierw, że szczeniak nie łyka już wszystkie z pazerności, "bo może i ma w misce". Nie wyobrażam sobie zostawić zwierzaka w tym wieku, na głodniaka i bez odpowiedniej ilości wody...Więc tak, jest to mój świadomy wybór. Co do Harleya- możesz:) Ma się lepiej niż dobrze. Ostatnio widziałam go u siebie w domu, przez tydzień w listopadzie, kiedy jego 2 właściciel ( teraz tak naprawdę już jedyny) miał remont w mieszkaniu. Jedynym kłopotem Harleya , który nie daje mu się we znaki za bardzo, jest konieczność przyjmowania kreonu do każdego posiłku. Zewnątrzwydzielnicza niewydolność trzustki. edit: 1.Żeby była jasność, ja wiem, że wiele młodziaków, a także tych starszych psów ma kłopoty z różnego powodu z utrzymywaniem czystości w domu. Nie uważam, że pies, który załapie "w 5 dni" jest lepszy/madrzejszy itd. od tego, któremu potrzeba na to miesiąca i więcej. W pierwszym poście zaznaczyłam od razu tylko to, że pozostaniem te kilka dni w domu jesteśmy w stanie, także w tej materii, nauczyć psa wiele. Mnie zawsze dawało to bardzo dużo. 2. Gdyby mój pies lał ( a miałam taka sytuację z rezydentem) po kątach bo jest za młody/stary to albo załatwiłabym sobie kogoś do wychodzenia z nim w tzw. międzyczasie, albo sama robiła sobie przerwy w pracy i wyprowadzała. Trudno.
-
[quote name='Impresja&Simarilion']moim zdaniem 3 spacery dla młodego psa to a mało, lepsze krótsze ale częściej[/QUOTE] Oczywiście, że się zgadzam. Im częściej tym lepiej, nie mniej mówimy o sytuacji, gdzie młody zwierzak już musi być sam w domu te x czasu.
-
[quote name='Berek']Metabolizm 3-4 miesięcznego szczeniaka jest taki, że nie nauczymy go "zachowywania czystości" w tym wieku, bo zwyczajnie nie wytrzyma przez kilka godzin. chyba że chodzi tylko o uświadomienie zwierzęciu, że na dworze TEŻ można się załatwić. Po tym tygodniu wrócimy do pracy na 8 - 10 godzin a pies i tak będzie sikał w domu. Luzik; tak po prostu ma być. Nie można wymagać od tak młodego zwierzęcia żeby jego zwieracze pracowały jak u dorosłego. BTW, przepraszam, nie obraź się, ale Twój tekst robi wrażenie ładnej, starannej kompilacji z kilku psich poradników. :lol: Oczywiście dobrze ze ktoś zadał sobie trud zebrania tych informacji w jednym wątku.[/QUOTE] Hej, nie mogę się z Tobą zgodzić. Zarówno mój obecny szczeniak - Sadza, jak i wcześniejsze psy były już jako maluchy w stanie wytrzymywać 8 godzinną nieobecność. Może to po prostu takie przypadki, albo ma na to wpływ, że to psiaki z tych większych ( większy pęcherz:roll:). Sadza (4miesiące) w tej chwili siedzi w domu ok.9 h sama i jeszcze jej się nie zdarzyło czegokolwiek zrobić. Oczywiście ma dostęp do wody i jedzenia non-stop. Nie obrażam się, chociaż tekst pisałam w przerwach w pracy z głowy:D Może jego charakter jest taki, ponieważ naczytałam się w życiu sporo "psich poradników" oraz nasłuchałam się rozmów o tym "jak powinno to wyglądać". Dodam jeszcze, że nie napisałam niczego, czego nie zrobiłabym w praktyce - z zegarkiem w ręku:)