Jump to content
Dogomania

bunia2010

Members
  • Posts

    292
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by bunia2010

  1. Nielegalny azyl czy ratunek dla zwierząt? Inspekcja weterynaryjna w Kuflewie Karolina Daczkowska / am 2026-01-30 https://warszawa.tvp.pl/91332465/nielegalny-azyl-czy-ratunek-dla-zwierzat-inspekcja-weterynaryjna-w-kuflewie Inspekcja weterynaryjna w kolejnym azylu dla zwierząt, tym razem w Kuflewie w powiecie mińskim, w gminie Mrozy. Zdaniem starosty mińskiego i burmistrza Mrozów miejsce działa nielegalnie, nie widnieje w żadnym rejestrze, a zwierzęta są zaniedbane. Z tymi zarzutami nie zgadza się właściciel azylu. Azyl dla zwierząt w gminie Mrozy, prowadzony przez stowarzyszenie "Pogotowie dla zwierząt" działa od 5 lat. Mieszkańcy pobliskich domów już wtedy zaczęli zgłaszać problemy z hałasem i smrodem. W związku z tym w Urzędzie Miasta i Gminy Mrozy odbyło się spotkanie starosty z burmistrzem. – Ujawniliśmy na terenie powiatu coś, co można nazwać schroniskiem a schroniskiem nie jest, dlatego, że jest to miejsce nielegalnego przetrzymywania kilkuset zwierząt domowych: kotów i psów – mówił Remigiusz Górniak, starosta powiatu mińskiego. – Oni nigdy nie podjęli starania. Tu nie było takiej sytuacji że oni wystąpili, a gmina odmówiła zezwoleni czy wydała negatywną opinię - zaznaczał z kolei burmistrz Mrozów, Dariusz Jaszczuk. Toczą się dwie sprawy w prokuraturze przeciw azylowi w Kuflewie Po skargach mieszkańców, w 2021 roku burmistrz złożył zawiadomienie do prokuratury w związku z prowadzeniem nielegalnej działalności i łamaniem ustawy o utrzymaniu czystości i porządku w gminie. Obecnie toczą się dwa postępowania. Akt oskarżenia skierowany przez prokuraturę oraz sprawa z powództwa cywilnego jednego z sąsiadów, który narzekał na ciągły smród i hałas. W azylu odbyła się kolejna inspekcja weterynaryjna. W tym samym czasie przyjechały budy zakupione przez piosenkarkę Dodę. – Jesteśmy bardzo wdzięczni tym bardziej, że jest ich aż 29. Prowadzimy tu azyl jako wolontariusze. Organizacja jest zarejestrowana, prowadzimy też hotel dla zwierząt. Ratujemy zwierzęta, rocznie odbieramy około 2 tys. zwierząt. – mówił Grzegorz Bielawski, ze stowarzyszenia "Pogotowie dla zwierząt", które prowadzi azyl w Kuflewie. Postępowanie o palenie zwierząt w Kuflewie umorzone Do burmistrza Mrozów wpływały też zawiadomienia, że na terenie azylu znajduje się spalarnia zwierząt. – Był zawiadomienie że są spalane zwłoki zwierząt i sąd umorzył to postępowanie bo nie znalazł dowodów. Wcześniej też mieliśmy podobne sprawy i sądy mnie uniewinniały – podkreślał Grzegorz Bielawski z "Pogotowia dla zwierząt". – Grzegorz Bielawski zasłania się tym, że on właściwie nic złego nie robi, bo to nie jest schronisko tylko azyl – mówił z kolei Remigiusz Górniak, starosta powiatu mińskiego. Wolontariusz "Pogotowia dla zwierząt" uważa, że azyl jest zarejestrowany jako szpital dla zwierząt, a on sam prowadzi własną firmę – Czy ktoś może nam zakazać jako wolontariuszom opiekować się na prywatnym terenie zwierzętami? – pytał Grzegorz Bielawski. Karolina Daczkowska, reporterka Telewizyjnego Kuriera Warszawskiego zapewnia, że zwierzęta, które widziała w azylu w Kuflewie były wykarmione i codziennie wychodzą na wybieg. W miniony weekend azyl przyjął kilkadziesiąt psów ze zlikwidowanego schroniska w Sobolewie. Obecnie w Pogotowiu dla Zwierząt jest ok. 220 psów.
  2. Jacek Zarzecki 2 dni trwała kontrola IW w asyście Polska Policja w Kuflewie w zdelegalizowanym Pogotowiu dla Zwierząt Bielawskiego. Mam nadzieję, że protokół z tej kontroli wraz z załącznikami, gdzie widać, padłe psy oraz hałdy darów od ludzi do wywalenia trafią do opinii publicznej. Pora pokazać Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi jak działają patoorganizacje zajmujące się zarabianiem a nie pomaganiem. Może wtedy politycy oraz społeczeństwo zrozumieją jak działa ten system, o kulisach którego mówimy od lat.
  3. Portal Warszawski "Schronisko Na Paluchu to "państwo w państwie", w którym gwałci się wszelkie zasady . Jest źle zarządzane, marnotrawione są pieniądze obywateli i generuje się niepotrzebne cierpienie zwierząt. (...) Mimo wielu skarg i petycji nic nie zmienia się Na Paluchu oprócz dekoracji. Obecną sytuację sankcjonują od lat urzędnicy Biura Ochrony Środowiska, mimo wielu skarg i osobistych rozmów wspomagają dyrekcję w tworzeniu fałszywego wizerunku tego miejsca!" - tak brzmią pierwsze zdania wielkiego raportu, który otrzymaliśmy od naszego czytelnika, a który był tam wolontariuszem. Dlatego już dziś zapraszamy Najwyższa Izba Kontroli (𝐍𝐈𝐊), Rafał Trzaskowski, ale i pozostałych prezydentów Warszawy i wolontariuszy z SOS Paluch. Co ciekawe nikt, ŻADNA warszawska redakcja NIE CHCIAŁA tego opublikować - co jest kolejnym dowodem na mafijny charakter Miasto Stołeczne Warszawa. Swoich chronimy - kosztem naszych stanowisk. "W następnych latach dyrekcja zabrała się za wylewanie betonu na wybiegach ,aby wyrównać poziom, ale robiono to zimą w 20 st. mrozy ,Beton nie wiązał, zrywano go trzy razy, gdy pracownik sprzątał, beton kruszał i zostawał na łopacie . Psy w tym czasie na wiele dni zagoniono do środka i zabito wyjście na wybieg dechami. Ostatecznie spadek na wybiegach pawilonów zrobiono ..do wewnątrz ,zbiera się tam woda z odchodami ,sierścią , i resztkami, nie można tego w żaden sposób „ wybrać”. PSY PRZEBYWAJĄ W WIECZNYM „BAJORZE” Również zimą sadzono rośliny, pracownicy kilofami rąbali lód , ROŚLINY POUSYCHAŁY. CO NA TO ZASTĘPCA DYREKTOR BOŚ PAN MIEJSKI ARCHITEKT ZIELENI? Skala marnotrawstwa i bałaganiarstwa ,którego nikt nie monitoruje jest przerażająca" "DLACZEGO W NAJBOGATSZYM SCHRONISKU W POLSCE NIE SĄ WYSTERYLIZOWANE WSZYSTKIE ZWIERZĘTA ? Psy przeciągają się przez niezabezpieczone klatki, odgryzają sobie nawzajem ogony ,uszy, łapy." Z listu wolontariusza: "Upiększone z zewnątrz schronisko nie staje się miejscem bardziej przyjaznym zwierzętom. Nadal masowo zdarzają się tu pogryzienia przez niezabezpieczone kraty. W tym celu pomiędzy klatki montuje się dykty. Dykt jednak powszechnie brakuje i psy gryzą się przez kraty, często dokonując poważnych i rozległych zranień. Psy zagryzają się w zle dobranych stadach, w walce o miskę i przy cieczkach. Poniżej zagryziony pies" "Przychodząc tam byłem pełna nadziei, że pomagam zwierzakom, wyprowadzając i dokarmiając je ile się da. Z czasem zacząłem widzieć, iż wiele zwierząt cierpi tam nie z traumy z powodu zamknięcia w klatce i braku spacerów, ale również z gnicia we własnych odchodach, z powykręcanych łap, z powodu nie obciętych pazurów, głodu, wiecznego rozwolnienia, picia wody z zielonych od glonów misek, doprowadzania psów i kotów do stanów agonalnych i braku pomocy w godnym odejściu, tylko trzymaniu w agonii aż do śmierci ( tak naprawdę z głodu i odwodnienia gdyż w agonii zwierzę nie wstaje, nie je, nie pije). Wiele starych psów jest w stanie skrajnego wychudzenia, gdyż nie są w stanie dostać się do miski i zdobyć pokarm. W geriatrii trzyma się tam psy zdrowe lecz stare, ślepe, głuche, z powykręcanymi reumatyzmem łapami, przede wszystkim BRZYDKIE psy, gdzie nikt ich nie ogląda (bo szpecą ogólny wygląd schroniska) i nie mają szans na dom. Wyprowadzam psy w w/w schronisku od lipca 2011. Przez około półtora roku zaobserwowałem wiele nieprawidłowości, a przede wszystkim krzywdę schroniskowych zwierząt. W wyniku tych obserwacji obiektywnie stwierdzam, że osoba zarządzająca schroniskiem wyraźnie sobie nie radzi z tak wielką placówką. Dziesięć lat temu była to placówka o połowę mniejsza. Wiadomo, że zwierząt przybywa, standardy się zmieniają, sposoby zarządzania się zmieniają i trzeba iść z duchem czasu. Stare komunistyczne sposoby zarządzania nie sprawdzają się w dzisiejszym świecie! Osoba kierująca schroniskiem źle zarządza finansami, budując „ogrody Saskie” z betonowymi gazonami w miejscu, gdzie jest potrzebna przestrzeń do pracy, by móc dowieźć jedzenie i wodę do klatek na wózkach, zwłaszcza w zimie, w śniegu. Tworząc dodatkowe zajęcie dla pracowników – czyszczenie gazonów z psich odchodów – odbiera czas potrzebny do pracy z psami. Rozumiem, że ważnym jest wizualne wrażenie miejsca, dokąd przychodzą ludzie adoptować zwierzaki, lecz kwiatami nie przykryje się fatalnego wyglądu psów, braku ich wychodzenia z klatek po parę lat (bo są i takie przypadki) czy gnijących rozpadających się bud. " Raport, po którym muszą być wyciągnięte konsekwencje - i my wszyscy musimy TEGO DOPILNOWAĆ - liczy dobrze ponad 100 stron. Dlatego też będziemy publikować wybrane fragmenty, - jutro pierwsze z nich! Natomiast całość już dziś może dostać Najwyższa Izba Kontroli (𝐍𝐈𝐊), która otrzymuje od nas właśnie dodatkowe dowody na piekło, które od DEKAD towarzyszy zwierzętom na warszawskim Paluchu! UWAGA! Według oficjalnych danych na rok 2025, budżet Schroniska na Paluchu wynosi 23 423 260,00 zł. - zatem pytamy - gdzie są te pieniądze A my też potrzebujemy wsparcia, bo miasto i wszystkie podmioty należące do niego, od ponad dekady robią wszystko abyśmy przestali istnieć. Możesz: postawić nam wirtualną kawę: buycoffee.to/portalwarszawski
  4. Filip Jan Wąs Bardzo ważne . Mam sporo pytań od Was i telefonów w sprawie prawa i ochrony Waszych zwierząt - głównie od hodowców, ale też od opiekunów psów. Najczęściej pytacie, co zrobić w sytuacji, kiedy na Waszej posesji pojawia się organizacja prozwierzęca oraz jakie macie prawa i jak z nich faktycznie korzystać. Zasada numer jeden jest banalnie prosta i jednocześnie najczęściej łamana: w każdym przypadku, bez względu na to, co mają napisane na koszulkach, kamizelkach czy samochodach, nie rozmawiacie z nimi i nie próbujecie się „dogadać po ludzku”. To nie jest rozmowa przy kawie ani negocjacje. Natychmiast wzywacie Policję, informujecie o agresywnie pobudzonych osobach przed posesją lub już na niej i wyciągacie telefon. Od tej chwili wszystko nagrywacie. Prawo jest w tym miejscu wyjątkowo czytelne. Naruszenie miru domowego: „Kto wdziera się do cudzego domu, mieszkania, lokalu, ogrodzonego terenu albo wbrew żądaniu osoby uprawnionej miejsca takiego nie opuszcza, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do roku.” Posesja, hodowla, dom, ogród, a nawet nieogrodzony parking znajdujący się na Waszym terenie są prawnie chronione. Nie trzeba się włamywać. Wystarczy, że ktoś przebywa tam bez Waszej zgody i nie chce wyjść. To już jest przestępstwo. Macie też prawo do obrony koniecznej, bo zagrożone jest Wasze mienie i Wasi bliscy. To nie jest opinia - to kodeks. Fundacji i OPP nie wolno wejść na Wasz teren „bo pies szczeka”, „bo ktoś zadzwonił”, „bo chcą zrobić dokumentację”, ani „bo przyjechali z weterynarzem”, jeśli nie ma Policji i jeśli wyraźnie się sprzeciwiacie. Każdy z tych wariantów jest złamaniem prawa. Oni o tym wiedzą, ale liczą, że Wy nie wiecie. Liczą, że się zestresujecie, że sprawa nie trafi do sądu albo że wystarczy postraszyć mediami. Tymczasem prawo stoi po stronie właściciela, o ile nie było Policji, nie było bezpośredniego zagrożenia życia i był wyraźny sprzeciw. Fundacja i lekarz weterynarii bez Policji nie mają prawa wejść na teren prywatny. I jeszcze jedna ważna rzecz: osoba odpierająca naruszenie miru domowego w swoim domu ma znacznie szersze uprawnienia niż w innych sytuacjach. Przekroczenie granic obrony jest tu oceniane zupełnie inaczej, bo naruszenie miru domowego jest traktowane jak realny atak. Macie prawo się bronić. Jak to wygląda proceduralnie? Fundacji nie musicie wpuszczać nigdy. Policji - tak, ale tylko Policji. Macie obowiązek podporządkować się decyzjom Policji. Ocena stanu zdrowia zwierząt należy wyłącznie do lekarza weterynarii. Nie do fundacji, nie do Policji i już na pewno nie do emocji osób postronnych. Policja sama ani Policja w duecie z fundacją nie ma żadnych kompetencji do oceny stanu zdrowia Waszych psów. Jeżeli policjanci zaczynają Was „delikatnie” namawiać do oddania psów, straszyć kosztami, problemami czy „lepszym rozwiązaniem dla wszystkich”, to jest to przekroczenie uprawnień i działanie na rzecz prywatnego podmiotu, jakim jest fundacja. W takich sytuacjach nagrywanie bardzo szybko studzi entuzjazm. Fundacja nie ma żadnych uprawnień do oceny stanu zdrowia ani warunków utrzymania zwierząt. Jeżeli przyjeżdżają z Policją, pytacie spokojnie: kto, na jakiej podstawie i w jakim trybie. Wpuszczacie Policję i mówicie jasno: wyrażam zgodę na czynności Policji, nie wyrażam zgody na obecność osób trzecich. Lekarza weterynarii wzywa Policja albo Wy, nie fundacja. Prawidłowy model interwencji to Policja i lekarz weterynarii, bez „społecznego nadzoru”. Wpuszczacie Policję i lekarza, żądacie opinii lekarza na piśmie i wskazania konkretnego zagrożenia życia. Obserwujecie i nie przeszkadzacie. Lekarz odpowiada zawodowo i prawnie, dlatego jego opinia musi dotyczyć zdrowia, a nie estetyki, wrażeń czy narracji fundacyjnej. Jeżeli pojawiają się naciski na oddanie zwierząt bez dokumentów, mówicie jedno zdanie i powtarzacie je do znudzenia: nie wyrażam zgody na dobrowolne przekazanie zwierząt, proszę działać wyłącznie w ramach prawa i procedury. „Dobrowolne oddanie” jest dla Was prawnie zabójcze - zamyka drogę do sądu, odbiera możliwość odwołania, przerzuca odpowiedzialność na Was i legalizuje bezprawną interwencję. To jest mechanizm, na którym fundacje jadą. Będą naciski, presja psychiczna i granie na emocjach. To rosyjska ruletka, tylko że Wy możecie im ten pistolet spokojnie wyjąć z ręki. Powtarzacie: proszę o prowadzenie czynności wyłącznie w granicach prawa, nie wyrażam zgody na działania niepoparte decyzją lekarza weterynarii lub sądu. Nie istnieje coś takiego jak „kontrola fundacji”. Żaden byt, nieważne jak się nazywa i jak bardzo jest „społeczny”, nie ma prawa kontrolować Waszych podwórek ani zdrowia Waszych psów. Od tego jest Policja i lekarz weterynarii. Zwierzęta mogą zostać odebrane wyłącznie na podstawie art. 7 ustawy o ochronie zwierząt i wyłącznie na skutek decyzji lekarza weterynarii działającego przy zabezpieczeniu Policji. Lekarz może podjąć decyzję o czasowym odebraniu tylko konkretnych zwierząt, wobec których stwierdzono realne zagrożenie życia lub zdrowia albo faktyczne przesłanki znęcania. Tylko te chore, skrajnie zaniedbane lub ranne. Nie wolno zabrać wszystkich zwierząt, bo jedno było chore, nie wolno zabrać wszystkich „profilaktycznie”, nie wolno opierać się na emocjach, zdjęciach, wrażeniach czy donosach bez weryfikacji. To są poważne naruszenia prawa. Dla każdego zwierzęcia osobno musi być opis stanu, rozpoznanie lekarza, wskazanie zagrożenia i decyzja o odbiorze. Macie prawo żądać, aby w protokole znalazła się dokładna liczba zwierząt, ich identyfikacja, dane lekarza, podstawa prawna, miejsce przewiezienia, podmiot odpowiedzialny oraz stan zwierząt w chwili odbioru. Policja ma obowiązek wpisać dokładny adres przetrzymywania zwierząt. „Adres zostanie ustalony później” albo „to tajne” nie istnieje w prawie. Brud, bałagan, duża liczba zwierząt, kojce, hodowla, trening obrony, brak „standardów fundacji” czy używanie klatek kennelowych nie są podstawą do odbioru zwierząt. W polskim prawie nie ma zakazu używania klatek, limitu godzin ani definicji „klatka równa się znęcanie”. Jeśli pies ma wodę, jest karmiony, wyprowadzany, nie ma obrażeń, a klatka służy bezpieczeństwu lub pracy behawioralnej, jest to standard kynologiczny, nie patologia. Prawo ochrony zwierząt to Wasze prawa, nie fundacji. Do momentu decyzji lekarza weterynarii przy zabezpieczeniu Policji fundacja nie ma prawa wstępu ani żadnych działań. Ostatnie ataki na państwową inspekcję weterynaryjną nie są przypadkowe - chodzi o przejęcie kompetencji i narracji. Tymczasem każdy z Was może żądać kontroli fundacji i ich domów tymczasowych, a robi to Policja i lekarz weterynarii w imię realnej ochrony zwierząt. Następnym razem napiszę, dlaczego udział OPP w odbiorach interwencyjnych powinien zostać zakazany ustawowo. Fundacje ryzykują, kłamią i straszą, licząc na Waszą niewiedzę i emocje. A to jest gra, w której bardzo szybko można odebrać im broń. Filip Jan Wąs
  5. Przeciwstawianie sobie hodowców "prawdziwych" i "pseudo" to konflikt pozorny, ukrywający brak regulacji rynku zwierząt domowych przez państwo, a taka regulacja jest standardem w cywilizowanych krajach. Spory o to "czyj" ma to być rynek skutecznie zastąpiły dyskusję "jaki" powinien to być rynek. Nowelizacja ustawy o ochronie zwierząt z 2011 r. spowodowała gwałtowny rozwój zjawiska nazywanego powszechnie "pseudohodowlami", przez co zwykle rozumie się hodowle psów niezrzeszone w Związku Kynologicznym w Polsce (ZKwP) albo hodowle w których dochodzi do znęcania się nad zwierzętami i oszukiwania nabywców. Albo jedno i drugie. Pseudohodowlom przypisuje się znaczący wkład z zjawisko bezdomności zwierząt. 1. Jak do tego doszło? Poselski projekt nowelizacji ustawy o ochronie zwierząt z 2011 r. autorstwa Parlamentarnego Zespołu Przyjaciół Zwierząt (PZPZ), pod przewodnictwem posła Pawła Suskiego, przewidywał generalny zakaz handlu zwierzętami domowymi ("wprowadzania do obrotu"), stanowiąc wyjątek dla: "hodowli zwierząt zarejestrowanych w organizacjach społecznych, których wykaz określi w drodze rozporządzenia minister rolnictwa" (1) Oczywistą intencją było tu oddzielenie właściwych, porządnych hodowli, przypisywanych Związkowi Kynologicznemu w Polsce, od czarnego rynku rozmnażania tanich "podróbek" modnych ras. Jednak ostatecznie pod obrady Sejmu trafił i został uchwalony przepis w innym brzmieniu, stanowiący wyjątek dla: "hodowli zwierząt zarejestrowanych w ogólnokrajowych organizacjach społecznych, których statutowym celem jest działalność związana z hodowlą rasowych psów i kotów". Realny skutek uchwalonego przepisu był odwrotny do zamierzonego, co było oczywiste od momentu przyjęcia takiego sformułowania w podkomisji. Hodowcy działający dotąd (w powszechnym przekonaniu) pokątnie, na czarnym rynku psów nibyrasowch, otrzymali prezent w postaci podstawy prawnej traktowania ich na równi ze ZKwP. Oprócz zgłoszenia działalności w "dziale specjalnym produkcji rolnej" wystarczyło teraz zgłosić staroście założenie stowarzyszenia zwykłego (podpisy 7 osób) i już można było legalnie produkować rasowe psy, wystawiać własne certyfikaty a nawet rodowody. Poseł Paweł Suski tłumaczył się potem, że ta zmiana przepisu narzucona została podczas prac podkomisji sejmowej przez "legislatora" (tak nazywani są potocznie etatowi prawnicy Sejmu służący posłom pomocą). Ale przecież tu nie szło o jakieś formalne uchybienie, ale o sprawę zasadniczą – o to czy ustawa ma zjawisko pseudohodowli ograniczać czy wspierać. Czy legislator może narzucać posłom sam kierunek zmian ustawowych? Warto to konkretne "nieporozumienie" przeanalizować, bo przejawia się w nim sedno patologii rynku psów w Polsce. 2. Trochę historii Związek Kynologiczny w Polsce powstał w 1948 r. w sytuacji, gdy dorobek przedwojennych związków kynologicznych został niemal całkowicie zniszczony, a usilnie wprowadzany nowy ustrój nie przewidywał ani swobody stowarzyszania się, by ten dorobek reaktywować, ani nie przewidywał hodowli i rynku zwierząt domowych. Podobnie, w konsekwencji nacjonalizacji lasów straciło też rację bytu tradycyjne łowiectwo, oparte na prawie do polowania, które z kolei wynikało z prywatnej własności lasów. Z powodów, na których omówienie nie ma tu miejsca, łowiectwo nie zostało jednak po prostu upaństwowione, lecz przybrało dziwaczną formę szczególnego, para-państwowego niby-stowarzyszenia myśliwych, w której to formie trwa do dzisiaj. Rasowe psy potrzebne były przede wszystkim myśliwym i to pod ich patronatem powołano do życia ZKwP jako "młodszego brata" Polskiego Związku Łowieckiego (PZŁ). Rola PZŁ została określona w ustawie, ale rola ZKwP już nie. W praktyce, sytuacja obu związków wynikała najbardziej z ich – tak to nazwijmy – elitarnego charakteru. Dość powiedzieć, że honorowym prezesem PZŁ był premier, generał Piotr Jaroszewicz, a szefami ZKwP były takie postaci jak minister Władysław Wolski czy generał Edwin Rozłubirski. ZKwP miał więc nieformalny, politycznie gwarantowany monopol na hodowlę rasowych psów, podobnie jak PZŁ na polowanie (2). Zadbano też o to, by urząd skarbowy nie zawracał hodowcom głowy. Hodowanie rasowych psów i kotów zakwalifikowano do "działów specjalnych produkcji rolnej", to znaczy praktycznie zwolniono z podatków. Pomimo, że psów ani nie wypasamy na łąkach, ani nie pozyskujemy ich mięsa, mleka czy skór. Dziesięciolecia takiego naturalnego monopolu ZKwP spowodowały, że w powszechnej świadomości samo pojęcie rasy psa, stanowiące normę wewnętrzną tego stowarzyszenia, traktowane było jak norma prawa powszechnie obowiązującego. Na przykład, w ustawie o ochronie zwierząt z 1997 r. ustawodawca uregulował utrzymywania psów "ras uznawanych za agresywne" nie troszcząc się o definicję prawną rasy psa i odwołując się w ustawie do normy wewnętrznej stowarzyszenia Związek Kynologiczny w Polsce (3). Monopol ZKwP na hodowlę rasowych psów całkowicie wyręczał państwo od jakiejkolwiek regulacji w tym zakresie, co miało i ten skutek że tolerowany był czarny rynek zwierząt "rasowych bez rodowodu" czy też "w typie rasy", nie mówiąc o "zwykłych" psach i kotach. Bo nikomu tak naprawdę nie przeszkadzał. 3. Trzeba było coś uchwalić Czymś naturalnym było więc, że Parlamentarny Zespół Przyjaciół Zwierząt, podejmując — już w nowym ustroju — walkę z pseudohodowlami, z motywów humanitarnych i przeciw nadpopulacji generującej bezdomność psów, uznał że najprostszym środkiem będzie prawne usankcjonowanie "naturalnego" monopolu ZKwP, co dałoby narzędzia do delegalizacji psudohodowli i pozwoliło je wytępić. Ten sam pomysł różnie formułowano w kolejnych projektach. Raz wpisywano do projektów ustawy wprost nazwę Związku, kiedy indziej wskazywano go pośrednio, przez przynależność do organizacji międzynarodowej, zaś w 2011 r. uznano, że najlepiej będzie gdy to minister umieści Związek w wykazie organizacji jedynie uprawnionych do "wprowadzania do obrotu psów i kotów" (zapewne razem z którymś ze związków hodowców kotów). Obecny na obradach podkomisji legislator mógł nie mieć pojęcia o ochronie zwierząt, kynologii i przedmiocie obrad, ale był pewny jednego — że w obecnym systemie prawnym nie może być mowy o żadnym arbitralnym tworzeniu przez jakiegoś ministra jakiegoś wykazu uprawnionych do czegoś organizacji społecznych, bez umocowania takiej kompetencji w systemie prawa powszechnie obowiązującego w Polsce. W dzisiejszych czasach, inaczej niż w PRL, funkcjonuje realna wolność zrzeszania się, a system prawny zawiera liczne zasady skutecznie chroniące przed taką prostacką arbitralnością władzy, jaką proponował PZPZ. Jedyne ustępstwo, na jakie legislator zgodził się pójść, to ustawowe przyznanie takiego uprawnienia równo i sprawiedliwie wszystkim organizacjom społecznym o odpowiednim celu statutowym. Czyli na wzór licznych wskazań na takie organizacje w obowiązującej ustawie. Wprawdzie takie przepisy z punktu widzenia systemu prawa też są anachroniczne — no ale przynajmniej jest precedens. Winą przedstawiciela projektodawców, posła Pawła Suskiego było to, że akceptując sprzeciw legislatora nie wycofał się z pomysłu nowelizacji w tym zakresie, lecz podpisał się pod proponowaną przez legislatora zmianą, byle tylko projekt przeszedł. W przeciwieństwie do legislatora, musiał zdawać sobie sprawę z konsekwencji. Przeważyła jednak koncepcja, którą trafnie ujął potem wiceprzewodniczący PZPZ Marek Suski, że "lepiej było zrobić coś niż nic". To zrozumiałe, bo projekt był ogromnie napompowany medialnie. Na koniec kadencji ocieplał wizerunek posłów, którzy "jednogłośnie, ponad podziałami, dla dobra zwierząt" ...itd. Pod Sejmem czekała już radosna manifestacja miłośników zwierząt i media, którym nie można było powiedzieć, że coś poszło na opak. 4. Konflikt zastępczy Zwalczanie pseudohodowli monopolem ZKwP na produkowanie psów, czy to zapisanym wprost czy np. za pośrednictwem ustawowej definicji rasy (projekt "piątka dla zwierząt"), są niepoważne bo nierealne z powodów systemowych. Jednak przejawiany latami upór i pomysłowość autorów takich projektów nasuwa przypuszczenie, że nie chodzi tu o realne ograniczenie podaży psów lecz raczej o podtrzymywanie wojny hodowców z psudohodowcami, jako tzw. konflikt zastępczy w interesie całego pet-biznesu. Trwanie takiego konfliktu pozwala z jednej strony wykazywać się miłością do zwierząt pomstując na "pseuduchów", a z drugiej dbać o to by jak najwięcej ludzi nabywało i posiadało jakiekolwiek zwierzęta. Profesjonalny pet-biznes doskonale zdaje sobie sprawę, jak wielkie negatywne emocje w społeczeństwie budzi obecnie znęcanie się nad zwierzętami. Tym bardziej zorganizowane i dla zysku. Wiadomo też, że najważniejszą dźwignią dla tego biznesu są pozytywne emocje i naturalna empatia dla zwierząt, choć wymagająca umiejętnego pokierowania nią dla sformatowania konkretnych potrzeb i wykreowania popytu. Skupienie emocji na konflikcie "dobre organizacje hodowców" kontra "złe organizacje hodowców" służy konserwowaniu cennego dla pet-biznesu spadku po PRL, kiedy to rynek rasowych psów nie tylko nie był opodatkowany, ale także wyjęty spod jakiejkolwiek kontroli państwa. Polska nadal pozostaje jednym z nielicznych krajów europejskich, które nie przystąpiły do Europejskiej konwencji ochrony zwierząt domowych, która przewiduje nadzór państwa nad hodowlami tych zwierząt (4). Dzięki temu ilość zwierząt domowych utrzymuje się w Polsce na wyjątkowo wysokim poziomie. A to jest podstawowy, wspólny interes pet-biznesu, wszystkich jego branż: hodowców, weterynarzy, schronisk, organizacji miłośników, producentów karmy, gadżetów. reklamy i różnych usług. Państwo dysponuje rozbudowanymi instrumentami regulowania i nadzorowania wszelkiej działalności gospodarczej, więc jest w stanie prowadzić politykę uzgadniania interesu producentów i konsumentów z nadrzędnym interesem społecznym jakim jest w tym przypadku ograniczenie nadpopulacji i deprecjacji zwierząt domowych. Ale nie ma instrumentów prawnych wobec stowarzyszeń, które formalnie niczego nie produkują i niczym nie handlują ani za nic nie odpowiadają, bo tylko skupiają miłośników zwierząt, np. rasowych psów. Dopóki państwo nie uzna wszelkich producentów zwierząt domowych za przedsiębiorców prowadzących działalność regulowaną, obecny kształt rynku zwierząt domowych się nie zmieni. 5. Rynek Populacja zwierząt domowych w Polsce nie została wyprodukowana ani przez hodowców ani pseudohodowców, bo nie wzięła się z obrotu handlowego, tylko zacofania. Tradycyjnie, czyli na wsiach, suki "się" szczeniły a szczenięta topiono lub rozdawano chętnym. Umyślnie wyhodowane psy użytkowe były marginesem populacji. Potrzeba posiadania psa, analogiczne jak inne potrzeby ludzi, została z czasem skomercjalizowana. Powstał rynek i marki produktów (rasy), choć w Polsce, gdzie nigdy nie podjęto radykalnych działań przeciw nadpopulacji psów, nadal dominuje "naturalne" nabywania zwierząt, w tym niemała "adopcja" psów bezdomnych, która wprawdzie ogranicza ona obrót zwierzętami wyhodowanymi, ale dla całego petbiznesu jest per saldo korzystna. Hodowcom, prezentującym się oczywiście jako miłośnicy zwierząt, wytykane jest, że działają dla zysku, więc często tłumaczą jakie to ogromne koszty trzeba ponosić, by wyhodować rasowego psa zgodnie z najlepszymi wzorami światowej kynologii. Zatem nie zarabiają a dokładają do tego interesu, co ma uzasadniać ich status amatorów, odrębny od normalnych przedsiębiorców, którzy płacą podatki. Nie jest to tłumaczenie logiczne, wszak jeśli zyski są minimalne lub żadne, to i podatki byłyby takie same. Duże koszty profesjonalnych hodowców to prawda, tyle że nie cała. Normalny producent, który ponosi racjonalnie wysokie koszty, rekompensuje je sobie wysoką ceną. Problem w tym, że obecnie w Polsce nie bardzo może, bo zwierząt nie sprzeda z powodu nadpopulacji i ogólnej deprecjacji zwierząt domowych. Wysokie ceny możliwe są między profesjonalnymi hodowcami, ale powszechny popyt zadowala się tańszym psem "w typie rasy", o ile nie darmowym bez pozorów żadnej rasy. Skoro hodowcy trudno zarobić na kosztownej jakości, musi zarabiać na taniej ilości. Prawdziwi hodowcy potrzebują więc rynku pseudohodowli. Zaś pseudohodowcy, nawet ci najbardziej bezwzględni, potrzebują wzorców ras i modnych marek, by klient przyszedł i dał się oszukać u nich, a nie ryzykował nabycia dowolnego psa w schronisku, psa uratowanego ze schroniska, uratowanego z innej hodowli, czy po prostu z ogłoszenia o psie "szukającym domu". A te marki i mody tworzą prawdziwi hodowcy. Jedni i drudzy potrzebują siebie nawzajem, a pytaniem jest tylko to, jaka część hodowców działa równocześnie po obu stronach konfliktu. 6. Interes publiczny Interes publiczny w tej dziedzinie określić jest łatwo. Zwierząt domowych powinno być mniej za to powinny mieć lepszą opiekę, więc nabywanie psów musi być ograniczane. Psy specjalnie wyhodowane na sprzedaż powinny być drogie, zaś psy bezdomne utrzymywane z pieniędzy publicznych powinny być darmowe. Państwo musi zadbać o przestrzeganie profesjonalnych norm w hodowli, a z drugiej strony o gwarancje właściwej opieki w przypadku nieodpłatnego nabywania zwierząt bezdomnych. Posiadanie zwierząt domowych powinno być związane z odpowiedzialnością za nie, w tym za ich zdolność do rozrodu. Aby realizować ten interes publiczny, państwo powinno przyjąć jakąś spójną politykę w tym zakresie, obejmującą całość problemu, zatem określającą wiele różnych środków prowadzących do wspólnego celu. Jak dotąd, podstawowym problemem jest jednak to, że państwo w ogóle nie widzi tu ani problemu, ani interesu publicznego, zatem też nie ma zamiaru prowadzić żadnej spójnej polityki na szczeblu centralnym. Pierwszy i podstawowy warunek zmiany, to uznanie hodowli psów i kotów za działalność gospodarczą. Po drugie, działalność regulowaną, tj. dostępną za zezwoleniem i nadzorowaną. Oczywiście hodowla rasowych zwierząt to nie wypiek ciastek, które każdy przedsiębiorca może sobie produkować osobno od innych, lecz efekt zorganizowanej współpracy wielu hodowców. Ale hodowcy nie potrzebują do tego związku miłośników, amatorów i hobbystów lecz związku o charakterze samorządu profesjonalistów, który będzie regulował a także nadzorował działanie swoich członków. Regulacja ustawowa może polegać na koncesjonowaniu takich związków pod warunkiem przestrzegania przez nie ich własnych, profesjonalnych norm hodowlanych (wzorce rasy, regulaminy, księgi rodowodowe), na nadzorze nad ewidencjonowaniem i opodatkowaniem obrotów zwierzętami, a w końcu także nad wymogami humanitarnej ochrony zwierząt. Tadeusz Wypych Fundacja dla Zwierząt "Argos" 15.06.2021 P r z y p i s y projektowany art. 10a ust. 6 u.o.z, druk sejmowy 4257 z 12.05.2011, art. 1 pkt 5 Ustrój słusznie miniony stworzył własny model stowarzyszeń, jako "pasów transmisyjnych od Partii do mas". Organizacje społeczne nie realizowały swobody zrzeszania się obywateli lecz aktualną politykę władz. W jednej dziedzinie działało tylko jedno stowarzyszenie, ściśle nadzorowane ale i finansowane przez państwo. Zwierzętami zajmowały się: Polski Związek Łowiecki, Polski Związek Wędkarski, Liga Ochrony Przyrody (ochrona gatunkowa), Związek Kynologiczny w Polsce i Towarzystwo Opieki nad Zwierzętami (ochrona humanitarna), Patrz art. 10 ust. 3 ustawy o ochronie zwierząt. Normy hodowli rasowych zwierząt są prawem powszechnie obowiązującym, ale wyłącznie w ścisłym zakresie zwierząt gospodarskich (bydło domowe, świnie, owce, kozy, koniowate). Obecnie reguluje to unijne Rozporządzenie 2016/1012 z dnia 8 czerwca 2016 w sprawie hodowli zwierząt. patrz art. 8 Europejskiej konwencji ochrony zwierząt domowych, Strasbourg 1987 https://www.coe.int/en/web/conventions/full-list/-/conventions/treaty/125także > konwencja.boz.org.pl
  6. 1. Czy adoptujący bezdomne zwierzę nabywa prawo własności do niego? Potoczne rozumienie adopcji zwierzęcia domowego jest dziś w Polsce jasne. Termin adoptio oznaczał w prawie rzymskim to, co dziś w prawie cywilnym nazywane jest "przysposobieniem", tj. uznanie za własne dziecka biologicznie obcego i przyjęcie go do rodziny. Analogia jest uprawniona o tyle, że ustawowa definicja zwierzęcia domowego określa je jako „towarzysza” człowieka w jego domu (art. 4 pkt 17 ustawy o ochronie zwierząt, dalej: „u.o.z.”). Na tle ogólnej koncepcji prawnej dereifikacji zwierząt jest to krok dalej, w kierunku antropomorfizacji tej grupy zwierząt. Najwięcej psów i kotów adoptowanych jest ze schronisk, do których trafiły w ramach zadań publicznych gmin. Od czasu wprowadzenia w 1997 r., zakazu uśmiercania zwierząt domowych z powodu ich bezdomności, powszechnie przyjmuje się, że celem i zwieńczeniem zadania publicznego jest właśnie oddanie bezdomnego zwierzęcia do adopcji. Dlatego zastanawiający jest fakt, że choć przepisów o bezdomnych zwierzętach jest nadmiar, to na temat samej adopcji prawo milczy. Jedynym przepisem ustawowym, nawiązującym pośrednio do praktyki adopcji, jest wprowadzony w 2011 r. do u.o.z. przepis o tym, że gminne programy opieki nad zwierzętami bezdomnymi oraz zapobiegania bezdomności zwierząt powinny obejmować m.in. "poszukiwanie właścicieli dla bezdomnych zwierząt" (art. 11a ust. 2 pkt 5 u.o.z.). Skoro zwierzę bezdomne zdefiniowane jest przez brak możliwości ustalenia właściciela (art. 4 pkt 16 u.o.z.), to należy odczytywać, że chodzi tu o przyszłych, nowych właścicieli dla tych zwierząt, a nie o tych pierwotnych. Ustawodawca nie użył jednak słowa "adopcja", więc to tylko powszechny i konieczny domysł, że przez "poszukiwanie (nowych) właścicieli" rozumie się także przekazywanie im zwierząt. Co ważniejsze, z przepisu tego wynika, że dochodzi tu do przeniesienia własności, wszak mowa o nowych „właścicielach”. Takie przekonanie ma istotne znaczenie dla gmin i schronisk, bo w konsekwencji uzyskania właściciela, zwierzę przestaje być bezdomne na mocy jego definicji, więc wygasają wszelkie powody do dalszego interesowania się nim. Z punktu widzenia prawa rzeczowego, nabywanie własności zwierzęcia drogą adopcji wydaje się nader wątpliwe. Prawo własności powstaje na dwa sposoby. Jest albo pochodne, przeniesione od poprzedniego właściciela (czyli zmienia się tylko podmiot tego prawa), albo pierwotne (tj. nowe, nie związane z ewentualnym poprzednim właścicielem). Pochodne prawo własności nabywa się najczęściej w drodze umowy o świadczenie wzajemne (kupno-sprzedaż, zamiana) lub umowy bez świadczenia wzajemnego (darowizna), albo w drodze dziedziczenia. Pierwotne prawo własności można nabyć przez zawłaszczenie dobra wolnego (np. łowiąc ryby w morzu), przez zasiedzenie lub przez zawłaszczenie rzeczy niczyjej, tj. porzuconej z zamiarem wyzbycia się prawa własności do niej (np. grzebiąc po śmietnikach). Pod pewnymi warunkami można je nabyć także w wyniku znalezienia rzeczy cudzej. Nabycie zwierzęcia ze schroniska oczywiście nie jest pierwotnym sposobem nabyciem prawa własności do niego. Zaś nabycie pochodnego prawa własności zakłada, że prawo własności posiadała gmina lub schronisko. Bowiem nikt nie może przenieść na drugiego więcej praw, niż sam posiada. Należy zatem zapytać o sposób nabycia prawa własności do zwierzęcia bezdomnego przez gminę, które to prawo mogłaby ona przenieść (ew. za pośrednictwem schroniska) na osobę chętną do adopcji. W tej kwestii literatura prawnicza zna jeden tylko pomysł. Opiera się on na tej części definicji zwierzęcia bezdomnego, która mówi, że zwierzę bezdomne to takie, które "uciekło, zbłąkało się lub zostało porzucone". Wywodzi się, że skoro zostało przez kogoś porzucone, a ponadto z zamiarem wyzbycia się prawa własności do niego, to zgodnie z art. 180 i 181 kodeksu cywilnego (dalej: „k.c.”), gmina wchodząc w posiadanie takiego zwierzęcia nabywa od razu prawo własności do niego. Na tej zasadzie, że celowe porzucenie rzeczy ruchomej jest zasadniczo legalnym zadysponowaniem swoim mieniem przez właściciela, w wyniku czego rzecz ta staje się niczyja i jako taka podlega legalnemu zawłaszczeniu przez kogokolwiek. Pomysł ten ma szereg wad. Wada pierwsza, ale od razu dyskwalifikująca, to ta, że w przypadku tak szczególnej rzeczy jak zwierzę, porzucenie nie jest legalnym zadysponowaniem swoim mieniem przez właściciela. Bo jest przestępstwem opisanym w u.o.z. Znajduje tu zastosowanie nie tylko zapisana w tej ustawie zasada dereifikacji zwierząt i przepis karny tej ustawy, ale także generalna klauzula zawarta w art. 5 k.c., która niweczy cywilnoprawne skutki czynów przestępczych. Druga wada polega na tym, że koncepcja ta miałaby zastosowanie tylko do zwierząt „porzuconych”, nie obejmując „zbłąkanych” i tych co „uciekły”. Po trzecie zaś, pomysł ten zakłada, że w każdym przypadku niemal stu tysięcy zwierząt trafiających corocznie do schronisk, daje się ustalić nie tylko fakt, że doszło do „porzucenia” – w odróżnieniu od „zbłąkania” lub „ucieczki” – ale także daje się ustalić świadomy zamiar wyzbycia się zwierzęcia przez porzucającego. Z reguły jest to jednak niemożliwe, skoro – jak zakłada definicja zwierzęcia bezdomnego – nie udało się ustalić nawet osoby tego właściciela. W sumie nie ma więc żadnych podstaw prawnych, by zgodzić się z powszechnym przekonaniem, że praktykowana obecnie adopcja bezdomnych zwierząt ze schronisk skutkuje sama z siebie nabyciem prawa własności do nich. Niejasna wzmianka w art. 11a ust. 2 pkt 5 u.o.z. o nowych właścicielach zwierząt nie znajduje niezbędnego oparcia w prawie rzeczowym i może być traktowana tylko jako wyraz beztroski ustawodawcy. Pozostaje rozpatrzyć, czy gmina lub schronisko może mieć jakiś inny tytuł prawny do bezdomnego zwierzęcia – taki który mogłyby przenieść na adoptującego. Realizując ustawowe zadanie publiczne sformułowane jako „zapewnianie opieki oraz wyłapywanie” (art. 11 ust. 1 u.o.z.) gmina niewątpliwie wchodzi w legalne władanie zwierzęciem, a ponadto powinna przekazać to władanie schronisku (art. 11 ust. 3 u.o.z., a zwłaszcza §4 rozporządzenia Ministra Spraw Wewnętrznych i Administracji z dnia 26 sierpnia 1998 r. w sprawie zasad i warunków wyłapywania bezdomnych zwierząt). Ale czy jest choćby posiadaczem zwierzęcia? Z posiadaniem mamy do czynienia, gdy obywatel po prostu przygarnia zwierzę by je mieć jako swoje (częściej nie ma takiego zamiaru lecz rychło chce je już za swoje uznawać). Gmina jednak nie włada zwierzęciem bezdomnym jak swoim i nie po to, by mieć je dla siebie. Z punktu widzenia prawa rzeczowego, gmina a następnie schronisko są więc tylko dzierżycielami zwierzęcia – czyli władającymi rzeczą w czyimś imieniu i dla kogoś. Inaczej niż w typowych przypadkach dzierżenia rzeczy ruchomej (przez przewoźnika, pocztę, zakład naprawczy albo po prostu szatnię), nie dochodzi tu do dzierżenia w wyniku umowy z właścicielem lub posiadaczem, lecz z tytułu sprawowania władzy publicznej przez organ gminy, ewentualnie umowy wykonywania zleconych przez tę władzę zadań publicznych (np. umowy wójta z przedsiębiorcą prowadzącym schronisko). Adopcję można by zatem uznawać za przeniesienie dzierżenia zwierzęcia na kolejny podmiot, gdyby nie to, że w momencie przekazania do adopcji znika istotna cecha władania rzeczą w czyimś imieniu i dla kogoś. Wszak do adopcji oddaje się zwierzęta w zgodnej intencji obu stron, by adoptujący władał nim jak swoim (posiadanie), a nawet nabył prawo własności do niego. Podsumowując, trzeba stwierdzić, że polityka oddawania bezdomnych zwierząt do adopcji nie tylko nie powoduje powstania prawa własności do tych zwierząt, ale w ogóle nie daje się ująć w kategoriach prawa rzeczowego. Krótko mówiąc, jest to praktyka pozaprawna. W tym znaczeniu, że niekoniecznie sprzeczna z prawem, ale nie wywołuje sama przez się żadnych tych skutków prawnych, w szczególności tych, które są jej powszechnie przypisywane. Pozaprawny charakter adopcji ma inne znaczenie dla gmin i działających dla nich schronisk, a inne dla osób adoptujących zwierzęta. Organy gmin, jako organy władzy publicznej, mogą działać wyłącznie na podstawie przepisu prawa i w granicach prawa. Obywatel zaś może czynić wszystko, czego prawo wyraźnie nie zakazuje, zaś nabywając rzecz w dobrej wierze, korzysta z ochrony prawa. Adoptujący może więc po trzech latach nabyć pierwotne prawo własności przez zasiedzenie rzeczy ruchomej (art. 174 k.c.). Może też ewentualnie powołać się na art. 169 k.c. i uzyskać pochodne prawo własności, jeśli nabył zwierzę w dobrej wierze od osoby nieuprawnionej do rozporządzania nim. Gmina jest niewątpliwie uprawniona do rozporządzania zwierzęciem z mocy ustawy, zatem jest i schronisko, ale w wielu przypadkach można by podnosić, że wadliwa umowa gminy ze schroniskiem niweczy uprawnienie schroniska do rozporządzania zwierzęciem, zatem zwierzę zostało nabyte od osoby nieuprawnionej. Na przykład, w nierzadkich przypadkach, gdy umowa ze schroniskiem nie jest oparta na uchwale rady gminy lub umowa zawarta jest ze schroniskiem nielegalnym w rozumieniu przepisów dotyczących schronisk. Tym bardziej wtedy, gdy gmina przekazała zwierzę podmiotowi innemu niż schronisko.). 2. Czy pozaprawny charakter adopcji ma realne znaczenie? Gminy z reguły przyjmują, że ich publiczne zadanie i odpowiedzialność za bezdomne zwierzęta kończy się automatycznie w przypadku przekazania zwierzęcia do zewnętrznego schroniska (tj. innego niż jednostka budżetowa gminy), a już na pewno w momencie, gdy zwierzę oddano do adopcji. Bo wtedy uzyskało właściciela, a więc nie jest już bezdomne. Na gruncie prawa rzeczowego można się z takim rozumowaniem zgodzić tylko w przypadkach określonych w art. 169 k.c. a więc przyjmując, że gmina lub schronisko były nieuprawnione do dysponowania zwierzęciem, a tym samym uznając, że oddając zwierzę do adopcji (lub zlecając to schronisku) gmina działa poza granicami prawa. Paradoksalnie, praktykę adopcji daje się łatwo i spójnie przedstawić w kategoriach prawa rzeczowego, właśnie przy założeniu, że gminy działają wbrew prawu ochrony zwierząt, choć działają zgodnie z innymi przepisami, np. ustawą o utrzymaniu czystości i porządku w gminach (dalej: „u.c.p.g.”). Wygląda to tak, że zgodnie ze swym zadaniem ustawowym określonym w u.o.z., gminy wyłapują bezdomne zwierzęta do schronisk, ale wcale nie w celu wykonywania tam swego zadania „opieki”. Konkretyzacji zadania „opieki” próżno bowiem szukać, zarówno w przepisach prawa, w uchwałach rad gminnych, jak i w umowach gmin ze schroniskami. Należy przyjąć, że jest odwrotnie – gminy porzucają zwierzęta w schroniskach, podobnie jak legalnie porzucamy rzeczy na śmietniku czy na składowisku złomu, opłacając przyjęcie naszych odpadów do takiego miejsca. Nieprzypadkowo przepisy u.o.z. mówią tylko o ”umieszczeniu”, „zapewnieniu miejsca w schronisku”, a umowy gmin ze schroniskami jako tytuł płatności za usługę wymieniają samo „przyjęcie”, „odebranie” lub inne, równoznaczne określenie. Również przepisy regulujące działanie schronisk (tj. u.c.p.g. i prawo nadzoru weterynaryjnego) traktują schroniska jako szczególne zakłady utylizacji, więc nie ma tam mowy o żadnej opiece. Schroniska, do których gminy zobowiązane są odstawiać zwierzęta są zatem tylko dzierżycielem szczególnych odpadów, tak samo jak przedsiębiorcy wywożący szambo albo prowadzący spalarnie padliny – wyliczani w tym samym przepisie art. 7 ust. 1 u.c.p.g. co prowadzący schroniska. Odbieranie odpadów przez takie zakłady naturalnie wymusza jakieś ich pozbywanie się. Przed 1997 r. legalnie pozbywano się zwierząt ze schronisk przez ich uśmiercanie. Zabraniając tego w ustawie o ochronie zwierząt, nie wskazano jednak innego legalnego celu działania schronisk, tworząc dziurę prawną, którą wypełniło rozdawnictwo pod nazwą „adopcja”. Zwierzęta opuszczają schronisko tylko z powodu faktycznego interesu przedsiębiorcy, by się ich pozbyć i zwolnić miejsce na przyjmowanie nowych (a bywa, że ma interes odwrotny, gdy rozlicza się stawką dzienną utrzymywania). Z punktu widzenia przepisów prawa, adopcja zwierząt ze schronisk ma ten sam status prawny, co praktyka pokątnego nabywania rzeczy ze składowisk złomu czy wysypisk śmieci. Zjawisko adopcji zwierząt ze schronisk stanowi swoisty „recycling” zwierząt domowych, nieformalny ale napędzany publicznymi pieniędzmi gmin z opłat za możliwość porzucenia zwierzęcia w schronisku. Z drugiej strony, taki „recycling” zwierząt to praktyka powszechnie akceptowana, reklamowana i głośno wspierana, bo odwołująca się do powszechnej empatii wobec zwierząt. Cóż bardziej chwalebnego niż adopcja bezdomnego psa ze schroniska, a ten dobry los spotyka obecnie aż 90% psów trafiających do schronisk – jak to wynika z dostępnych statystyk. Mechanizm publicznego zajmowania się bezdomnymi zwierzętami oparty na ich porzucaniu przez gminy i pozaprawnym rozdawnictwie, jest jednak wysoce patologiczny. Z tego zasadniczego powodu, że finansowane z publicznych pieniędzy działania pozaprawne, choćby były chwalebne co do zamierzeń i skutków, nie poddają się żadnej kontroli. Oto przykładowe skutki uboczne takiego żywiołowego „recyclingu” zwierząt: Statystyka 90% adoptowanych psów (w tym odbieranych przez dotychczasowych właścicieli) dotyczy tylko ok. 210 schronisk nadzorowanych przez Inspekcję Weterynaryjną, do których trafia 80% wyłapywanych zwierząt. Los reszty wyłapywanych zwierząt pozostaje niejawny. Urzędowa wiedza o losie zwierząt z nadzorowanych schronisk polega na schroniskowym rejestrze zwierząt lub oświadczeniu prowadzącego schronisko. Rejestry te nie są weryfikowane spisem z natury. Najwyższe ujawnione manko w jednym schronisku obejmowało ponad tysiąc zwierząt. Zakres nadzoru Inspekcji Weterynaryjnej nad schroniskami nie obejmuje weryfikacji wykazanych w rejestrach adopcji. Umowy adopcyjne, traktowane są jako należące do sfery tajemnicy handlowej przedsiębiorcy oraz sfery prywatności adoptującego i pod tym pretekstem nie są publicznie ujawniane. W nielicznych przypadkach gdy badał to prokurator, stwierdzano fałszowanie rejestrów i umów adopcyjnych. Los zwierząt z zamykanych schronisk jest nieznany, bo ich status prawny jest nieokreślony. Po prostu znikają z pola widzenia nadzoru weterynaryjnego. Wielokrotny zakaz działania schroniska i powtórne jego rejestrowanie jest doskonałym sposobem na ukrycie losu znacznych ilości zwierząt. Jako „adopcja” wykazywane jest także hurtowe pozbywanie się zwierząt, W tym transporty za granicę, „adoptowanie” licznych zwierząt przez osobę prowadzącą schronisko, lub podstawione „słupy”. Rozdawanie zwierząt do adopcji nie opłaca się przedsiębiorcy, który zainwestował znaczne środki w kombinat na wiele tysięcy psów i narzucił gminom usługi płatne wedle stawek dziennych. Przemysłowy chów tysięcy bezdomnych psów jest wtedy bardziej opłacalny niż szybkie obroty nimi w typowym schronisku, bo psy zarabiają wtedy ciągle i „dożywotnio”. Średni ogólnopolski czas pobytu psa w schronisku wynosi 0,5 roku, a np. w schronisku w Wojtyszkach wynosi prawie 4 lata. Z takich schronisk wydawanych jest mniej niż połowa przyjmowanych zwierząt. Adopcja taka, jak chcielibyśmy ją rozumieć, znacznie różni się od tej z optymistycznych statystyk rozchodu zwierząt ze schronisk. Bliższa prawdy jest ocena, że tylko połowa wyłapywanych psów znajduje jakieś nowe domy. Druga połowa ginie. Najgorsze jest jednak to, że w niewielkim tylko stopniu przez profesjonalne i humanitarne uśmiercenie, a przeważnie przez zadręczenie na śmierć. Bo najtańszym bezpiecznym sposobem rozchodu zwierząt jest stłoczenie ich w zamknięciu byle gdzie i zaniechanie opieki. 3. Ucywilizowanie obrotu bezdomnymi zwierzętami Brak możliwości znalezienia dla praktyki adopcji podstaw w prawie rzeczowym ma swe źródło w tym, że sama u.o.z. postrzega zjawisko bezdomnych zwierząt jako żywioł przyrody, a nie jako rezultat dysponowania przez ludzi swoim mieniem. To przesądza, że zasadniczo przepisy prawa rzeczowego nie mają zastosowania, bo zwierzęta bezdomne mają tu status odpadów. Przepis art. 4 pkt 16 u.o.z. definiuje zwierzę bezdomne przez nawiązanie do prawa rzeczowego, bo przywołuje pojęcie „właściciela lub opiekuna” (generalnie – posiadacza zwierzęcia), który zobowiązany jest do zapewniania mu opieki. Brak możliwości ustalenia takiego posiadacza czyni zwierzę domowe bezdomnym. Z drugiej strony jednak, inaczej niż w prawie rzeczowym, ustawa nie dopuszcza by ów posiadacz mógł zwierzę zgubić, tak jak może zgubić każdą inną rzecz ruchomą. Zwykła rzecz zgubiona – gdy tylko ktoś się nią zainteresuje – nabywa status rzeczy znalezionej i podlega szczególnym procedurom prawa rzeczowego. Natomiast wedle definicji w u.o.z., zwierzę nie jest gubione, a może tylko samo z siebie „uciec” „zbłąkać się” lub „zostać (celowo) porzucone”. Zauważmy, że definicja bezdomnego zwierzęcia sformułowana jest tak, że podmiot sprawowania należnej opieki (posiadacz) nie jest podmiotem sprawczym braku opieki (bezdomności), a jest nim samo zwierzę. Zaś sprawczość samych zwierząt może być traktowana tylko jako żywioł natury, którego niesposób ujmować w kategoriach cywilnoprawnych. Konsekwentnie, rozporządzenie wykonawcze o wyłapywaniu rysuje obraz stałego zagrożenia żywiołem bezdomnych zwierząt, który to żywioł gminy mają ograniczać okresowymi akcjami wyłapywania bezdomnych zwierząt, uprzedzając mieszkańców o terminie i zasięgu takich akcji. Podobnie do akcji odszczurzania. Skoro tak, to można by spytać, dlaczego zadanie walki z takim żywiołem sformułowane zostało w u.o.z., a nie na bardziej właściwym gruncie u.c.p.g., gdzie jest już mowa o „ochronie przed bezdomnymi zwierzętami” i o schroniskach. Umieszczenie „wyłapywania” w u.o.z. ma to znaczenie, że pozwala, na zasadzie dereifikacji zwierząt, wykluczyć „znajdowanie”, czyli ominąć stosowanie do zwierząt bezdomnych przepisów prawa o rzeczach znalezionych. Bowiem przepisy prawa o rzeczach znalezionych mówią wyraźnie, że mają zastosowanie także do zwierząt, które zbłąkały się lub uciekły (do 2015 r. był to art. 184 §2 k.c., obecnie art. 2 ustawy o rzeczach znalezionych). Szło o to, by uniknąć angażowania w problem bezdomnych zwierząt administracji rządowej i pozostawić go w wyłącznej gestii gmin. W rezultacie, podległe starostom powiatowe Biura Rzeczy Znalezionych odmawiają przyjmowania zgłoszeń o znalezieniu zwierząt, tłumacząc, że „zwierzę nie jest rzeczą” a sprawa zwierząt bezdomnych jest uregulowana w u.o.z. i powierzona jest gminom. Szczytna zasada dereifikacji zwierząt znalazła tu więc takie praktyczne zastosowanie, że zwierzę nie jest nawet rzeczą, bo jest tylko odpadem. Naturalnym jest, że, przepisy o odpadach komunalnych nie precyzują, co ma się dziać ze zwierzętami odstawionymi do schronisk. Podobnie, jak nie precyzują co ma się dziać ze śniegiem usuniętym z ulic. Problem bezdomnych zwierząt nie zostanie rozwiązany bez usunięcia z u.o.z. instytucji „wyłapywania” bezdomnych zwierząt i zastąpienia jej ich „znajdowaniem” w rozumieniu prawa rzeczowego. Przewiduje ono, że rzeczy znalezione mogą trafiać do nowego właściciela, o ile nie odebrał ich pierwotny właściciel, a po drodze nie mogą znikać w niejawnych okolicznościach. Zaprzestanie „wyłapywania” pociąga za sobą usunięcie przepisów o zwierzętach bezdomnych z u.c.p.g. (ochrona przed bezdomnymi zwierzętami i schroniska jako zakłady utylizacji). Przepisy u.o.z. powinny natomiast skoncentrować się na sprecyzowaniu czym ma się różnić postępowanie ze znalezionymi zwierzętami w odróżnieniu od postępowania ze zwykłymi rzeczami ruchomymi. Są trzy konkretne powody modyfikacji tych przepisów w odniesieniu do zwierząt. Pierwszy to taki, że zwierzęta znalezione, a nie odebrane i nie znajdujące nowego właściciela, nie mogą być likwidowane. Stąd wynika, że zamiast licytacji rzeczy, których nie odebrano i likwidacji rzeczy, których nie udało się zlicytować, zwierzęta będą przechowywane w zasadzie dożywotnie i przez cały czas oferowane nabywcom. Drugi to taki, że przechowywanie zwierząt jako rzeczy znalezionych musi uwzględniać, że są to istoty żywe i zdolne do odczuwania cierpienia. Zatem warunki ich przechowywania muszą być zupełnie inne niż te, określone dla rzeczy ruchomych. Właściwym sposobem przechowywania zwierząt domowych jest dom tymczasowy, ewentualnie miejsce ich zbiorowego utrzymywania, spełniające wymagania co do właściwej opieki. Trzeci powód jest taki, że w przypadku zwierząt domowych, ponad celem ochrony mienia jest cel dobra samych zwierząt, tj. zapewnienia im opieki przez osobę utrzymującą je w domu w charakterze towarzysza. Stąd wynika, że warunki zbywania zwierząt nie mogą mieć formy licytacji, sprzedaży czy też rozdawnictwa komukolwiek, lecz wymagają jakiejś gwarancji, że dostały się w „dobre ręce”. Tadeusz Wypych Fundacja dla Zwierząt „Argos” 24.08.2018
  7. Ruch Ludzi - Prawa Zwierząt DLACZEGO KŁAMIE? Śliwa-łobacz, prezeska Fundacji Mondo cane kłamie, dlaczego? przecież była twarzą nowelizacji Ustawy o ochronie zwierząt w roku 2011, gdzie wprowadzono zapis, że psy mają mieć 3 metrowy łańcuch i powinny być spuszczane z łańcucha co 12 godzin. --------------------------- Tadeusz Wypych https://www.boz.org.pl/ Ustawa dla pet-biznesu lipiec 2011 ''Uwagi do projektu zmiany ustawy o ochronie zwierząt z maja 2011 Zaletą tego projektu zmiany ustawy o ochronie zwierząt jest to, że w jego uzasadnieniu szeroko opisane są przejawy patologii dotyczącej wyłapywania bezdomnych zwierząt i działalności schronisk. We wcześniejszym projekcie, rok wcześniej, całe to zjawisko zostało nazwane krótko "hyclostwem". Dzięki miłośnikom zwierząt i mediom opinia publiczna coraz silniej domaga się likwidacji tej patologii i można oczekiwać, że do zmian prawa na tym tle w końcu dojdzie. Rzecz jednak w tym, by były to zmiany na lepsze, a nie na gorsze. Jeśli zmiany przepisów wprowadzane będą bez rzetelnej diagnozy problemu, bez rozpoznania mechanizmów patologii i bez analizy kreujących ją interesów, to prowadzić mogą do pogorszenia sytuacji, a nie do poprawy. A taki właśnie jest ten projekt. Projekt głosi, że od prowadzenia schronisk dla zwierząt trzeba odsunąć przedsiębiorców i powierzyć je wyłącznie organizacjom społecznym. Podział na złych przedsiębiorców i dobre organizacje jest jednak wyłącznie faktem medialnym. Lista schronisk-mordowni prowadzonych przez organizacje pozarządowe nie jest krótsza niż tych prowadzonych przez przedsiębiorców lub same gminy. Działanie organizacji w tej branży generalnie nie różni się od działania przedsiębiorców ani w efektach, ani w sposobach, ani nawet w pod względem formalnym. Choćby dlatego, że organizacje są przedsiębiorcami faktycznie i bywają nimi całkiem formalnie. Co więcej, projekt przewiduje, że schroniska powinny być prowadzone wyłącznie przez organizacje o statusie organizacji pożytku publicznego. Dlaczego - nie wyjaśniono. To znów tylko odwołanie się do pozytywnych skojarzeń kształtowanych przez media. Wszak przepisy o statusie OPP nic nie mówią o opiece nad zwierzętami, a status ten uzyskiwany jest po spełnieniu przez organizację czysto formalnych, niewygórowanych wymogów. Nadzór państwowy nad takimi organizacjam https://www.facebook.com/share/v/1AowPwp6TH/
  8. I jeszcze jedna biegła sądowa. Również nie jest lekarzem weterynarii. To jest fragment grupowego czata, gdzie aktywiści zmawiali się co i jak. Jakaś policjantka im podpadła, bo chyba nie takie jak trzeba zeznania złożyła, czy tam niesympatyczna była dla nich- nie pamiętam dokładnie. W każdym razie wspólnie szukali haka na nią.
  9. A tutaj inna biegła sądowa. Też nie jest lekarzem weterynarii, ale właśnie dokonuje jakiejś weryfikacji leków weterynaryjnych. Bo w sumie czemu nie. I tak sobie sprawdza, sprawdza, a tu pani aktywistka- przedstawicielka oskarżyciela posiłkowego idzie sobie. Pewnie dawno się nie widziały, więc trzeba było się uściskać. https://www.facebook.com/reel/1152870072717143
  10. Czarna Lista Organizacji Prozwierzęcych Z tym patentem "na biegłego sądowego" też wypadałoby skończyć. No bo ileż można. Rozumiem, że tworzono go przez całe lata i wyszło fantastycznie. Że to w sumie najlepszy manewr jaki to środowisko wykształciło. I myślałem, że zostało to już wyjaśnione, a teraz czytam, że kolejny sąd opiera swoje decyzje na takich "opiniach". Nie trzeba być profesorem prawa karnego, żeby wiedzieć, że biegli sądowi powinni być, już z samego założenia, bezstronni. Podobnie jak sędziowie. W praktyce opinia biegłego potrafi przeważyć szalę lub wręcz zdecydować o wyroku. I w sumie to jest całkowicie oczywiste, bo przecież żaden sędzia nie musi mieć specjalistycznej wiedzy w jakiejś wąskiej dziedzinie. Podobnie urzędnik, policjant czy prokurator. Dlatego też jeżeli w przeszłości zatrudniałeś konkretnego biegłego sądowego, uczestniczyłeś w wielu spotkaniach z nim, wymieniałeś się uprzejmościami w social mediach, zamawiałeś prywatne opinie u niego, robisz sobie z nim zdjęcia, należysz do grupowego czata w którym wspólnie knujecie, składasz mu życzenia z różnych okazji, przytulasz się obok kamery, pozwalasz mu publikować treści na swojej stronie internetowej, zwracasz się do niego publicznie w zdrobniałej formie i wszyscy, ale to kur*a wszyscy ludzie wokół Was wiedzą, że to Twój dobry znajomy, to niestety. Nie może być mowy o żadnej bezstronności. Tutaj przykład jednej, wieloletniej współpracy, gdzie można odnieść wrażenie, że zatrudniając adwokata w pakiecie dostaje się biegłego sądowego. W komentarzu bonus, dwie inne panie biegłe sądowe. --- 2011: Dorota Wiland zostaje uznana winną składania fałszywych zeznań i nakłaniania do poświadczenia nieprawdy. W ocenie sądu miała przekonywać weterynarza, żeby podał nieprawdziwy stan zdrowia psa. Sama też miała zeznawać niezgodnie z prawdą. 2014: Fundacja (Ius Animalia), której Prezesem jest biegła sądowa Dorota WIland jest oskarżycielem posiłkowym w sprawie przeciw hodowcy ZKwP. Pełnomocnikiem biegłej sądowej jest mec. Katarzyna Topczewska. 2015: Fundacja SOS Bokserom, za pośrednictwem swojego pełnomocnika, mec. Katarzyny Topczewskiej, składa w Urzędzie Gminy opinię biegłego sądowego. Autorką opinii jest biegła sądowa Dorota Wiland. (...) 2020: miejsce ma głośna sprawa Pumy Nubii. Jednym z pełnomocników przeciwko właścicielowi jest mec. Katarzyna Topczewska. Opinię w tej sprawie wystawia biegła sądowa Dorota Wiland. 2021: Fundacja Mondo Cane dostarcza do postępowania karnego w Wągrowcu "opinię prywatną". Autorstwa biegłej sądowej Doroty Wiland, ale podpisaną jako "eksperta z zakresu psychologii zwierząt". Pełnomocnikiem Fundacji jest mec. Katarzyna Topczewska. 2021: Prokuratura w Brzezinach zleca biegłej sądowej sporządzenie opinii ws. hodowli zwierząt w Pile. Zwierzęta z niej zostały zabrane przez Fundację Mondo Cane. Fundację reprezentuje mec. Katarzyna Topczewska. 2022: Na zlecenie Prokuratury w Legnicy biegła sądowa Wiland sporządza opinię na temat Palmiarni w Legnicy. Zwierzęta zostają zabrane do poznańskiego ogrodu zoologicznego. Dla którego pracuje mec. Katarzyna Topczewska. 2022: Strona 'czarnej listy' porusza publicznie temat wykształcenia oraz niejasności związanych z opiniami biegłej sądowej Doroty Wiland. Ze strony 'znajdzbieglego', pod nazwiskiem biegłej, znika wzmianka o naukach weterynaryjnych. Dziedzina specjalizacji zostaje zmieniona na 'inne'. 2023: Tutaj na pewno coś się wydarzyło, ale nie wiem co. Nie chce mi się szukać, a głupio by wyglądało, gdyby jeden rok został pustą rubryką. Ma ktoś pomysł, jak dowiedzieć się o wszystkich opiniach wystawianych przez danego biegłego? 2024: Sąd Rejonowy w Pile odrzuca opinię biegłej sądowej Doroty Wiland stwierdzając, że może ona być "pozbawiona rękojmi bezstronności". Warto zaznaczyć, że jednocześnie sama opinia stała w kontrze do nie jednej, a trzech (!) opinii faktycznych fachowców, w tym profesora dr. hab. nauk weterynaryjnych. 2025: Sąd Rejonowy w Zawierciu uznaje opinię biegłej sądowej Doroty Wiland za wiarygodną i skazuje właściciela Pumy Nubii za znęcanie nad zwierzętami. --- Powyższe to tylko te sprawy, które ja znam, bo ktoś mi je podesłał lub było o nich głośno. Z pewną dozą pewności można założyć, że było ich znacznie więcej, choć już ta ilość na przestrzeli lat wskazuje na jakąś stałą relację. Mogę też postawić dolary przeciw orzechom, że w większości ludzie oskarżeni o coś nie mieli o tym pojęcia a co za tym idzie nie wnioskowali o wyłączenie biegłego. Zagadką pozostaje jakim cudem sądy czy prokuratury zwracają się do akurat tej biegłej płacąc za to czasem całkiem spore pieniądze. W końcu od oceny stanu zdrowia zwierzęcia są lekarze weterynarii, a nie filolożki angielskie. Ale ten temat zostawię na inną okazję, bo nie mam jeszcze kupionego biletu do Budapesztu. Dodatkowo, same opinie to przecież nie wszystko. Bo biegłego sądowego to można przecież przywieźć na "interwencję". Wtedy już na pewno żaden policjant czy prokurator nie podważy konsensusu aktywistycznego. --- Tutaj można wesprzeć ideę zbierania informacji i obserwacji petbiznesu. Bo tak bardzo cieszy mnie, że dziś już nieco więcej osób zainteresowało się tą tematyką, tak sporo wody w Wiśle upłynie, zanim dojdą do tego zbliżonego poziomu rozumienia mechanizmów tego środowiska. Trzymam kciuki. Link: https://suppi.pl/czarnalistapro Ps: Dosia, było nie pisać tej opinii ws. Amora w 2015, gdzie dowodziłaś, że ucieczka psa z ogródka jest znęcaniem nad nim. Pamiętliwy jestem. Jeśli chcesz możemy ją przedyskutować raz jeszcze, po 10 latach, bo to chyba Twoje najlepsze dzieło. Lepsze niż to o żółwiach czy ptakach jakichś, gdzie część treści to kopiuj-wklej z Internetu. Daj znać!
  11. Murem za Skałowem · Dawno nas tu nie było a to dlatego, że wolimy czas spędzać przy zwierzętach, niż wchodzić w polemikę z abstrakcją. Żyjemy tu i teraz. No ale czasem trzeba sprowadzić na ziemię niektóre osoby, choć jak już wiemy, to walka z wiatrakami. No, ale spróbujemy. Zanim przejdziemy do sprostowania kolejnego kłamstwa Pani Wiceprezes Fundacji Mondo Cane to mamy taką krótką refleksję. Ile wolnego czasu trzeba mieć, żeby wymyślać takie bzdury? Albo raczej: jak wygląda dzień osoby, która tworzy te kłamstwa na temat naszego schroniska? Czy ktoś taki budzi się rano, zjada śniadanie, następnie wymyśla jakieś bzdury, robi przerwe na kanapkę, znów grzebie w archwium szukając podstaw do oszukania ludzi, zjada obiad i później już do kolacji produkcja kłamstw na temat schroniska dla zwierząt? Przecież w Pile jest też schronisko. Pani Aleksandra Śniecikowska mogłaby wziąć jakiegoś psa na spacer. Na pewno byłby wdzięczny a i jej pomogłoby to w utrzymaniu odpowiedniej kondycji zdrowotnej. Ale zamiast tego mamy kolejne snucie teorii spiskowych. A co tym razem wymyśliła nasza ulubiona hejterka? Tym razem wyszło jej, że schronisko podało nieprawdę na temat pracy więźniów w schronisku. Pani Ola zapytała schronisko, czy pracują w nim jacyś więźniowie. Otrzymała odpowiedź, że nie pracują. Pani Ola teraz krzyczy, że to skandal i kłamstwo. Bo pomyliła pojęcie "więzień" oraz "skazany". Tych pierwszych w schronisku nie ma. Ci drudzy w schronisku są, ale o nich Pani Ola nie pytała. Nie każdy skazany jest więźniem a prace społeczne nie muszą odbywać się w ramach odbywania kary bezwzględnego więzienia. Wielka ekspertka od przepisów nie ogarnęła tej subtelnej różnicy. I tyle. Cały skandal. Czekamy na kolejne odcinki tego szukania dziury w całym, ale poważnie, rozsądniej byłoby ten czas spożytkować jednak na spacer z psem. Niedługo zacznie się pełnowymiarowa wiosna, psy w pilskim schronisku na pewno ucieszyłyby się.
  12. Murem za Skałowem Nieśmiało pochwalimy się, że kolejną kontrolę przeszliśmy wzorowo. Panie z Inspekcji Weterynaryjnej zdają się również już być zmęczone tym, że muszą reagować na każdy bzdurny donos na nasz temat. Mogłyby ten czas poświęcić na kontrolę miejsca, które faktycznie uwagi służb państwowych potrzebuje, ale niestety. Dzięki naszym upartym hejterkom muszą przyjeżdzać do nas. Na naszej stronie pojawiają się też kolejne pytania. Około północy szeregiem komentarzy zaszczycił nas Nieistniejący Piotr oraz Fejkowa Joanna. Zarzucili nas swoimi nocnymi wątpliwościami. Wyszło im, że ponoć 10 lat temu stowarzyszenie wspierające schronisko zmieniło nazwę. Do tego ponoć mieszkańcy mogliby przekazywać darowizny bezpośrednio do urzędu gmin, więc w sumie nie powinno być żadnego stowarzyszenia. I jeszcze adres do korespondencji kilka lat temu ponoć był zbieżny z urzędem gminy. Skandal niesamowity. Tylko jak mamy na to odpowiedzieć? No może tak było, a może nie. Jeżeli tak, nie jest to w żaden sposób nielegalne, nie narusza żadnych przepisów a już na pewno nie ma nic wspólnego z obecną sytuacją schroniska i zwierząt. Bo to wszystko było dawno temu i nie dotyczy ani pracowinków, ani wolontariuszy schroniska. Wystarczy? Czy trzeba cały elaborat napisać, żeby jakaś znudzona życiem pani mogła spać spokojnie? Fundacji Mondo Cane i Radnej Baranowskiej życzymy powodzenia w kolejnych donosach i szukaniu dziury w całym. Lecimy do zwierząt Zapraszamy do odwiedzin i polubienia strony schroniska: https://www.facebook.com/share/19zg766Scd/ Murem za Skałowem Jakże zaskakujące wieści! Okazuje się, że Schronisko dla Zwierząt w Skałowie, będące obiektem troskliwych donosów i oskarżeń, spełnia wszelkie wymagane przepisami warunki opieki nad zwierzętami. Cóż za ulga! Mamy nadzieję, że szanowne panie będą już spać spokojnie, wiedząc, że lokalne schronisko jednak działa zgodnie z literą prawa, a próba podważenia jego reputacji była po prostu nieuzasadniona. Zapraszamy do przeczytania artykułu https://radiopoznan.fm/informacje/pozostale/donos-na-schronisko-dla-zwierzat-w-skalowie-chybiony Murem za Skałowem Każdy dzień to nowa informacja od przeciwników naszego schroniska. Kilka godzin temu dostaliśmy olbrzymią dawkę informacji od Pani Aleksandry Śniecikowskiej z Fundacji Mondo Cane. Trzeba przyznać, Pani Ola dokonała potężnego researchu. Ogrom informacji i masywnie zakreślone dokumenty mówią wprost: sprawa jest gruba. W tym odcinku niesamowitych rewelacji, których chyba już nikt nie czyta, mogliśmy dowiedzieć się, że pracownicy schroniska otrzymują wynagrodzenia. W opinii Fundacji Mondo Cane zbyt wysokie. Wiceprezes Fundacji nazwała to "nieuzasadnioną, rozbudowaną administracją". I faktycznie, kwota robi wrażenie. "Ponad 600 tysięcy złotych"! Tyle... że rocznie. I to na 5 osób. I to brutto. Kalkulator w dłoń i średnia wychodzi ok. 7 tysięcy złotych przelewu na konto, a w rzeczywistości miesięcznie otrzymuje się jeszcze niższą kwotę. Tak więc... co by tu dodać... Pani Olu, my bardzo przepraszamy, że ktoś otrzymuje pensję za swoją pracę w schronisku. Może powinniśmy, jak Pani założyć zrzutkę na kilkadziesiąt tysięcy i wtedy wynagrodzenie byłoby zbędne. Jak na złość nie mamy tyle polotu ani wolnego czasu, żeby napisać wystarczająco porywającą treść. Zostaniemy więc przy tym, na czym się znamy. Żadną tajemnicą, że praca w schronisku bywa obciążająca. Praca w schronisku w Skałowie, gdzie nie ma dnia aby Radna Baranowska lub Wiceprezes Śniecikowska zarzuciła nam coś, jest jeszcze bardziej obciążająca, przynajmniej psychicznie. Może mimo wszystko warto się zastanowić, czy chcemy mieć dobre schroniska, z dobrze opłacanymi pracownikami, czy wręcz przeciwnie. A gdyby ktoś chciał się wzbogacić to Bursztyn czeka na dom
  13. Murem za Skałowem · 2% budżetu Związku przeznaczone jest na wyżywienie zwierząt. Tak prawda. Dla przykładu w 2023 roku Związek przeznaczył na karmę 42 760,00 zł. Związek nie ma jednak podstaw prawnych otrzymywania darowizn, dlatego przy wsparciu Członków Zgromadzenia powstało Stowarzyszenie Przyjaciół Schroniska dla Zwierząt w Skałowie. Intencja wpisywała się w oczekiwania osób chcących wspierać Schronisko, między innymi poprzez przeznaczanie 1%, a teraz 1,5% odpisu podatkowego. W 2023 roku Stowarzyszenie przekazało Schronisku karmę wartości 150 088, 17zł, z czego 41 443, 71 zł to wartość zakupionej karmy specjalistycznej. Podsumowując: w 2023 roku wartość karmy, jaka trafiła do Schroniska wyniosła 192 848 zł, co w bezpośrednim przeliczeniu wynosi prawie 8%.
  14. Murem za Skałowem OBALAMY MITY - czyli Wolontariusze sprawdzają czy psy w Schronisku w Skałowie są aby na pewno zaczipowane Odpierając ostatnio znów nasilone ataki „pewnej grupy osób” (w przestrzeni medialnej, internetowej i ogólnie rzecz biorąc publicznej) na Skałowskich Wolontariuszy typu: „Co tam Pani wie jako Wolontariuszka o funkcjonowaniu schroniska? Czy miała Pani w ręce CZYTNIK CZIPÓW?! Czy sprawdziła Pani chociaż jednego CZIPA???” Odpowiadamy: „ANO SPRAWDZIŁAM Jeżeli kogoś jednak bardziej interesują same zwierzęta, niż kręcenie kolejnych sztucznych afer, może wypatrzy na nagraniu psa dla siebie. Może Wasza krewna szuka towarzysza, może znajoma wspominała, że chciałaby mieć psa, może Wy sami zakochacie się w którymś zauważonym na wideo Wolontariusze pozdrawiają - z przymrużeniem oka https://www.facebook.com/share/r/1D89DjVEs9/
  15. Murem za Skałowem Prokuratura skomentowała te wszystkie "rewelacje" kolportowane przez Fundację Mondo Cane, Radną Baranowską i ludzi nieprzychylnych naszemu schronisku oraz naszym zwierzętom. I zrobiła to tak dobitnie, że bardziej się chyba nie da. Tylko jeszcze słowem wstępu. Wiecie ile razy musieliśmy, jako pracownicy i wolontariusze schroniska, tłumaczyć komuś, że to co przeczytali na stronie Fundacji Mondo Cane czy Radnej Baranowskiej-Graczyk, to nie jest prawda? Albo jak często ktoś znajomy mówił, że ponoć źle się u nas dzieje, bo na Facebooku napisano, że toczą się jakieś postępowaina? Takich sytuacji było wiele. Czy to podczas spotkania rodzinnego, czy kawy z dawno nie widzianą znajomą. Bo wszyscy czytają Internet, a przynajmniej jego nagłówki. Jedna Fundacja złożyła zawiadomienie, jej koleżanki porozsyłały po lokalnych forach (pozdrawiamy grupę Kórnik) i coś tam się przykleiło. A dzisiaj możecie przeczytać co o tym wszystkim sądzi Prokuratura, czyli organ zajmujący się weryfikacją takich "zawiadomień". Jak możemy się domyślać, urzędnik państwowy musi trzymać pewien fason, więc zamiast powiedzieć "to jest kompletna bzdura" mówi, że ktoś ma skrajnie subiektywne postrzeganie rzeczywistości. Zamiast napisać "te kobiety zwyczajnie kłamią", stwierdza, że ich zawiadomienie nie jest poparte żadnymi faktami. Jak na rzecznika prokuratury to są bardzo, ale to bardzo mocne określenia. I chyba nie pozostawiają żadnych złudzeń. Jednocześnie dziękujemy za wszystkie słowa wsparcia. Nawet nie wiedzieliśmy, że mamy przyjaciół w Chorzowie, Szemudzie czy Lublinie. To wiele dla nas znaczy. Dziękujemy również Radio Poznań za rzetelne zbadanie tematu sięgając do źródła. To oczywiście nie jest żaden koniec, ale na pewno krok w dobrym kierunku. Spodziewamy się, że za moment Pani Radna i jej koleżanki z Fundacji wyślą trzy kolejne "zawiadomienia", i znów przez rok będą głosiły w Internecie, że "toczą się postępowania". Jesteśmy na to gotowi, choć na nadmiar czasu nikt tutaj nie narzeka. Zapraszamy do czytania https://radiopoznan.fm/.../prokurator-odmawia-wszczecia... A my wracamy do zwierzaków. Dobrego dnia wszystkim
  16. Murem za Skałowem W najnowszym odcinku „Schroniskowe Teorie Spiskowe” pojawił się wątek dyrektora, który- idąc tokiem myślenia grupy osób chcących upodlić schronisko- rzekomo zgarnia ćwierć miliona miesięcznie. Tak, dobrze czytacie – nie w skali roku, nie w marzeniach sennych, a co miesiąc! Brzmi jak scenariusz do filmu akcji, o fortunie zakopanej na wybiegu Tymczasem rzeczywistość jest brutalnie prosta – nie ma podwójnych wypłat, złotych kart ani ukrytych skarbców w boksach psów. Jest za to codzienna, ciężka praca na rzecz zwierząt, którą można łatwo sprawdzić w oficjalnych dokumentach. Ale może właśnie dlatego tak bardzo ktoś chce dostać się do schroniska? Może liczą, że odkryją tam legendarny skarbiec i będą mogli sprawować nad nim pieczę? Cóż, mogą się mocno zdziwić, gdy zamiast złotych sztabek, odkryją, że jedynym „skarbem” są tu zwierzęta – a ich utrzymanie wymaga więcej pracy niż ktokolwiek z zewnątrz może sobie wyobrazić. Prawda bywa mniej sensacyjna, ale za to bardziej uczciwa- zarówno Dyrektor Skałowa jak i jego zespół nie żyją z tych zwierząt. Oni dla nich żyją. Poniżej tekst zaczerpnięty ze strony Schronisko dla Zwierząt w Skałowie "Dyrektor Schroniska Paweł Kubiak w 2011 roku pełnił funkcję Dyrektora Biura Związku, które utworzone zostało decyzją 11 Członków Zgromadzenia. Jego głównym zakresem obowiązków była organizacja oraz sprawowanie nadzoru nad budową obiektu dzisiejszego Schroniska. W 2015 roku decyzją Zarządu zwiększony został zakres obowiązków o sprawowanie jednocześnie funkcji Dyrektora Schroniska. Do dnia dzisiejszego Paweł Kubiak pełni obie te funkcje. Z tego tytułu NIGDY nie przysługiwało mu podwójne wynagrodzenie. Dyrektor Paweł Kubiak pełniąc do dziś funkcje Dyrektora Biura Związku i Dyrektora Schroniska OTRZYMUJE JEDNO WYNAGRODZENIE."
  17. Murem za Skałowem Dzięki Posłowi Franciszkowi Sterczewskiemu mieliśmy zaszczyt dotrzeć nawet do salonów sejmowych. Otóż nasze schronisko stało się elementem politycznej układanki. Pan poseł Franciszek Sterczewski z Poznania, został zmanipulowany—przynajmniej mamy taką nadzieję —i wykorzystany. Przekonano go, że w Skałowie dzieje się źle, że nie przestrzegamy zasad. Nie przyjechał osobiście, by to sprawdzić, postanowił od razu działać i skierował interpelację do Marszałka Sejmu, do samego Szymona Hołowni Standardowe zarzuty: brak chipów, brak kontroli, psy zamknięte i niewypuszczane na światło dzienne… Jednak odpowiedź na interpelację mówi coś zupełnie innego: "Weryfikacja nadzoru nad schroniskiem była już dokonywana przez Wielkopolskiego Wojewódzkiego Lekarza Weterynarii poprzez uczestniczenie w dniu 1 czerwca 2023 r. w kontroli Powiatowego Lekarza Weterynarii w Poznaniu. W kontroli tej, za zgodą Powiatowego Lekarza Weterynarii w Poznaniu, uczestniczyli również przedstawiciele Fundacji na Rzecz Ochrony Praw Zwierząt „MONDO CANE". Z akt sprawy wynika, że w toku kontroli przedstawiciele fundacji wielokrotnie sugerowali występowanie nieprawidłowości na podstawie własnych przekonań, które nie miały odzwierciedlenia w przepisach prawa, jak i w stanie faktycznym schroniska. Nie potwierdziły się m. in. zarzuty, że schronisko nie prowadzi ewidencji zwierząt oraz dokumentacji lekarsko-weterynaryjnej. Przedstawicielom Fundacji na Rzecz Ochrony Praw Zwierząt „MONDO CANE" umożliwiono dostęp do każdego psa i kota, niemniej uprawnionym do kontroli identyfikacji zwierząt był Powiatowy Lekarz Weterynarii w Poznaniu, który dysponował odpowiednim urządzeniem do odczytu mikrochipów. W dniu 1 czerwca 2023 r. stan zoohigieniczny budynków i pomieszczeń, w których przebywały zwierzęta nie budził zastrzeżeń. Psy były wypuszczane na wybiegi i wyprowadzane na spacery, co potwierdzała prowadzona przez podmiot ewidencja wyprowadzania psów. Nie stwierdzono odchyleń od norm w zachowaniu zwierząt przebywających w schronisku - sprawdzony został każdy boks i pomieszczenie, w którym przebywały psy i koty." Niestety, tą odpowiedzią nikt się nie chwali, a wyssane z palca zarzuty są wciąż powtarzane. Panie Pośle, zapraszamy! Przyjedź Pan i przekonaj się osobiście, jak działa Skałowo. Wtedy sam Pan zdecyduje, o co tak naprawdę chodzi w tej sprawie.
  18. Murem za Skałowem W związku z bezpodstawnym atakiem na Skałowo i oszczerstwami rozsiewanych przez grupę osób, którym najwyraźniej nie zależy na dobru zwierząt, a jedynie na sianiu zamętu. NIE BĘDZIEMY MILCZEĆ! Dziś rozpoczynamy serię postów, w których OBALIMY WSZYSTKIE KŁAMSTWA! Prawda musi wybrzmieć głośno i wyraźnie – dlatego LICZYMY NA WASZE UDOSTĘPNIENIA! Część 1 Związek Międzygminny Schronisko dla Zwierząt w Skałowie tworzy 11 gmin. Organami Związku są Zgromadzenie, Zarząd oraz Komisje. Każda gmina w Zgromadzeniu ma jednego przedstawiciela, może być nim Wójt, Burmistrz lub Radny wskazany przez Radę Gminy. Jako jeden z nielicznych Związków Międzygminnych od 2010 roku, czyli od początku działalności Związku ŻADEN z Członków Zgromadzenia- czyli żaden Wójt, Burmistrz lub Radny wskazany przez Radę Gminy NIGDY nie otrzymał wynagrodzenia lub diety z tytułu pełnionej funkcji w Związku Międzygminnym Schroniska dla Zwierząt w Skałowie.
  19. Murem za Skałowem · Od ponad trzech lat nasze schronisko jest celem brutalnej nagonki. Nie wystarczyłoby miejsca, by opisać wszystkie jej etapy. Czy jesteśmy zmęczeni? Oczywiście, że tak! Ale czy się poddamy? Nigdy!!! Bo nasza walka nie jest dla wygody czy uznania, ale dla tych, którzy nie mają głosu – naszych podopiecznych. Hejt, plotki, oszczerstwa – to wszystko spada na nas każdego dnia. Ktokolwiek z nas staje w obronie schroniska, jest natychmiast atakowany, obrzucany błotem i oskarżany o rzeczy, które nie mają żadnego pokrycia w rzeczywistości. Ale my nie zamierzamy się cofnąć. Prawda nie obroni się sama – my ją obronimy! Nie działamy dla polityków, organizacji czy opinii publicznej. Działamy dla Igiego, który trafił do nas skatowany, a teraz ma swój wymarzony dom. Dla Foresta i Franka, którzy nie widzą oczami, ale ich serca są pełne miłości. Dla Miśka, który czeka na kogoś, kto rzuci mu piłeczkę do końca jego dni. Dla Fado, z którym walczymy o przezwyciężenie jego lęków. Dla Kubusia, który mimo padaczki zasługuje na miłość i ciepło prawdziwego domu. To dla nich jesteśmy tu każdego dnia – i dla tych, którzy jeszcze do nas trafią. Marzymy o dniu, w którym nasze schronisko będzie puste, bo każdy zwierzak znajdzie swój dom. Ale wiemy, że ten dzień jeszcze nie nadszedł. Dlatego walczymy dalej, mimo nagonki, mimo hejtu, mimo kłamstw. Wylewane w Internecie wiadra pomyj nie zmienią jednego – jesteśmy tu i będziemy działać. Nie zgadzamy się na szerzenie fałszu! Dzisiejszy świat udowadnia, że w mediach można powiedzieć wszystko, bez konsekwencji. My jednak nie pozwolimy, by kłamstwo zastąpiło prawdę. Będziemy prostować fałszywe informacje i pokazywać rzeczywistość taką, jaka jest. Ta strona powstała po to, byście mogli zweryfikować fakty – z pierwszej ręki, nie z internetowych plotek. Nie wierzcie we wszystko, co czytacie w sieci. Sprawdzajcie, pytajcie, myślcie samodzielnie. A my? My będziemy walczyć dalej. Bo dla tych zwierząt jesteśmy gotowi na wszystko!
  20. Murem za Skałowem Poniżej zamieszczamy treść Oświadczenia wszystkich członków Zgromadzenia Związku w sprawie emisji programu pt.: "Schronisko?" (emisja w dniu 11.02.2025r.): OŚWIADCZENIE W związku z emisją w TVP 2, w dniu 11.02.2025 roku, o godz. 22:30, programu pt.: ,,SCHRONISKO ?’’ Magazynu Ekspres Reporterów, pod redakcją p. Justyny Andersz-Rychter, Schronisko dla Zwierząt w Skałowie składa niniejsze oświadczenie. Program pt.: ,,SCHRONISKO ?’’ stanowi kompilację nieprawdziwych informacji oraz informacji, które mimo iż zawierają w sobie elementy zgodne ze stanem faktycznym, to z uwagi na ich wybiórczość i wyjęcie z kontekstu, nie mają przymiotu rzetelnych, a ich celem było wyłącznie nieuprawnione szkalowanie Schroniska dla Zwierząt w Skałowie. Uznać należy, że autorka tego reportażu w sposób rozmyślny wprowadziła Widzów w błąd i uchybiła obowiązkowi prawdziwego przedstawiania omawianych zjawisk. Materiał został zmontowany w taki sposób, aby Widz był przekonany o tym, iż pracownicy Schroniska dopuszczają się czynów godzących w dobro zwierząt, a samo utworzenie Związku Międzygminnego Schronisko dla Zwierząt w Skałowie służyło partykularnym interesom władz lub pracowników tego Schroniska. Bezsporną jest konstatacja, iż w myśl art. 6 ustawy Prawo prasowe, prasa jest zobowiązana do prawdziwego przedstawiania omawianych zjawisk, której to prawdy niestety w kontestowanym reportażu zabrakło. Z uwagi na obszerność imputowanych przez udzielających wywiadu nieprawidłowości koniecznym jest enumeratywne odniesienie się do nich, wobec czego Związek Międzygminny Schronisko dla Zwierząt w Skałowie wskazuje, co następuje: 1. Nie jest prawdą, jakoby nie było wiadomym na co są przeznaczane środki finansowe w Schronisku. Gospodarka finansowa Związku Międzygminnego Schronisko dla Zwierząt w Skałowie jest wszakże oparta o zasadę przejrzystości i transparentności. Wszystkie dane finansowe są publicznie dostępne i każdy obywatel ma do nich niczym nieograniczony dostęp, zaś do pozostałych informacji na zasadach przewidzianych przepisami powszechnie obowiązującymi. Także zasady partycypacji każdej z Gmin uczestniczącej w Związku Międzygminnym Schronisko dla Zwierząt w Skałowie w kosztach działalności Schroniska, są uchwalane wspólnie przez przedstawicieli wszystkich Gmin, podczas posiedzeń Zgromadzeń Związku. 2. Radna Gminy Swarzędz p. Anna Baranowska-Graczyk, będąc do stycznia 2025 roku reprezentantem Gminy Swarzędz w Związku Międzygminnym Schronisko dla Zwierząt w Skałowie, wielokrotnie wizytowała Schronisko i w trakcie tych pobytów nie podjęła żadnej inicjatywy celem sprawdzenia, czy zwierzęta z Gminy Swarzędz znajdują się w tymże Schronisku, jak i nie zażądała okazania jej jakiejkolwiek dokumentacji Związku Międzygminnego Schronisko dla Zwierząt w Skałowie. W dniu 30 października 2024 roku owa Radna wzięła udział w wizytacji Schroniska dokonanej przez Radnych Gminy Swarzędz, podczas której były sprawdzane chipy przebywających w Schronisku zwierząt oraz stan i wyposażenie budynków znajdujących się na terenie Schroniska. Jednakże Radna p. Anna Baranowska-Graczyk wykazała bierność w trakcie tej wizytacji i nie chciała w niej aktywnie uczestniczyć. Natomiast następnego dnia, tj. 31 października 2024 roku, przyjechała wraz z grupą kilku niezidentyfikowanych osób, żądających wstępu na teren Schroniska celem przeprowadzenia kontroli. 3. Z treści oświadczenia występującego w programie p. Łukasza Jakubowskiego, który jest członkiem Fundacji na Rzecz Ochrony Praw Zwierząt Mondo Cane, jednoznacznie wynika, że w sposób nieuprawniony, kłamiąc jakoby działał on z ramienia Gminy Swarzędz, chciał dostać się na teren Schroniska. Żądanie to motywował tym, iż chce sprawdzić czy zwierzęta są zachipowane oraz czy są odpowiednio leczone. Abstrahując już od tego czy p. Łukasz Jakubowski ma jakiekolwiek kompetencje do weryfikacji przebiegu leczenia zwierząt oraz kompetencje do sprawdzania numerów transponderów, to nie miał On jakichkolwiek formalnych podstaw do dokonywania takich działań i przeprowadzania kontroli w Schronisku. Takie działanie nieznanej, a towarzyszącej Radnej p. Annie Baranowskiej-Graczyk, grupy osób wywołało poczucie zagrożenia wśród pracowników Schroniska, zaś wcześniejszy incydent dotyczący fałszywego pomówienia Schroniska o to, jakoby dodawane do karmy otręby buraczane były trutką na szczury, pozwalał przypuszczać, że prawdziwym celem tej grupy osób było podjęcie działań mogących zaszkodzić zarówno zwierzętom przebywającym w Schronisku, jak i jego pracownikom. 4. Nie jest prawdą, że zwierzęta w Schronisku nie posiadają chipów, a posiadają jedynie numer ewidencyjny w Schronisku. Wszystkie zwierzęta przebywające w Schronisku, po odbyciu okresu kwarantanny, mają transpondery, a ich numery są wpisane zarówno w systemie Klinika XP, jak i umieszczane są w bazie SAFE-ANIMAL, która jest międzynarodowym zbiorem danych o zachipowanych zwierzętach. Niedopuszczalnym i rażącym jest tym samym sugerowanie, że zwierzęta mogą dowolnie znikać ze Schroniska bądź by ta sama grupa zwierząt mogła być okazywana przedstawicielom różnych Gmin, celem uzyskania składek członkowskich. 5. Także nieprawdziwym jest twierdzenie, że Gminy uczestniczące w Związku nie mają wiedzy, czy ktoś dokonywał w imieniu Gmin identyfikacji zwierząt. Schronisko co miesiąc przekazuje pełne i rzetelne informacje o zwierzętach do wszystkich Gmin, co w korelacji z chipowaniem zwierząt wyklucza jakąkolwiek - nawet hipotetyczną - możliwość manipulowania tymi danymi lub ich fałszowania. W konsekwencji nie są prawdziwe twierdzenia, jakoby Gminy płaciły ,,na gębę’’ oraz, że nie wiedzą, czy ,,zwierzę za które płaci Gmina - żyje’’. Schronisko w latach 2020-2024 było 16-krotnie kontrolowane przez Powiatowy Inspektorat Weterynarii. Kontrole te były zarówno doraźne, jak i planowe. Ponadto, w jednej z doraźnych kontroli przeprowadzonej w dniu 1 czerwca 2023 roku wzięli udział przedstawiciele Fundacji na Rzecz Ochrony Praw Zwierząt Mondo Cane, w tym p. Łukasz Jakubowski i byli Oni świadkami dokonania kontroli chipów i danych o zwierzętach, podczas której nie potwierdzono żadnych nieprawidłowości. 6. Nierzetelne jest również porównanie przez p. Łukasza Jakubowskiego wynagrodzeń uzyskiwanych w Schronisku w Pile i w Schronisku w Skałowie. Po pierwsze kwota podana przez p. Łukasza Jakubowskiego dotycząca Schroniska w Skałowie zawiera w sobie nie tylko wynagrodzenia brutto 19 pracowników, ale również wynagrodzenia osób świadczących usługi na podstawie umów cywilnoprawnych, w tym umów zlecenia. Po drugie p. Łukasz Jakubowski w sposób celowy pomija fakt, że z podanej przez Niego sumy kwota 367.210,00 zł stanowi składki na ubezpieczenie społeczne oraz na Fundusz Pracy. Ponadto, wskazaną nierzetelność i brak wiarygodności tej wypowiedzi potwierdza też druga część oświadczenia p. Łukasza Jakubowskiego a mianowicie to, że w Schronisku w Pile na wynagrodzenie 24 osób przeznaczono 1.150.000,00 zł. Gdyby twierdzenie to polegało na prawdzie, pracownicy zatrudnieni w Schronisku w Pile musieliby otrzymywać wynagrodzenie w wysokości 3.993,05 zł brutto miesięcznie, czyli poniżej kwoty minimalnej wynikającej z rozporządzenia Rady Ministrów w sprawie wysokości minimalnego wynagrodzenia za pracę oraz wysokości minimalnej stawki godzinowej, a tym samym byłoby to sprzeczne z prawem. 7. Nie jest zgodna z prawdą wypowiedź p. Łukasza Jakubowskiego, że przy porównywalnych budżetach Schroniska w Pile oraz Schroniska w Skałowie na wyżywienie zwierząt w Skałowie przeznacza się kwotę prawie 3-krotnie niższą niż w Pile. Przeważająca część karmy dla zwierząt przebywających w Schronisku uzyskiwana jest na podstawie darowizn, uzyskanych od Stowarzyszenia Przyjaciół Schroniska dla Zwierząt w Skałowie. Gdyby owych darowizn nie było, to oczywistym jest, że na wyżywienie zwierząt byłaby przeznaczona wyższa część budżetu, niż ma to miejsce obecnie. Zaoszczędzona w ten sposób kwota w budżecie Schroniska (dla przykładu w roku 2023 była to kwota ponad 340.000,00 zł) stanowi bezpieczną rezerwę na poczet kolejnych lat działalności Schroniska. 8. Nie jest prawdą, jakoby za każde zwierzę ponad limit zwierząt, ustalony dla danej Gminy Schronisko wystawiało fakturę na kwotę praktycznie dwukrotnie wyższą, niż średni dzienny koszt utrzymania zwierzęcia w przeliczeniu na składkę członkowską. Otóż taki średni koszt utrzymania zwierzęcia w 2023 roku wynosił 27,00 zł, a w 2024 roku 30,00 zł. Opłata za dodatkowe zwierzę, ponad limit dla danej Gminy, to kwota 30,00 zł za dzień, więc zarzut jest całkowicie nieprawdziwy. 9. W Schronisku w Skałowie nigdy nie była zatrudniona p. Agata Ł., oświadczająca, jakoby sucha karma podawana zwierzętom w Schronisku była „szajsem” i by zwierzęta otrzymywały „najgorszy syf”, a tę lepszą karmę, otrzymywaną ze szkół lub od sponsorów, wywożono ze Schroniska. Schronisko z całą stanowczością zaprzecza takim niedorzecznym oskarżeniom. 10. Nie jest również prawdą wypowiedź rzekomej pracownicy Schroniska p. Agaty Ł., by jej koleżanka siłą ciągnęła na chwytaku psa, a gdy go dociągnęła, to pies pluł krwią. Autorka reportażu przy zbieraniu informacji opierała się na niewiarygodnym źródle, a przy rozpowszechnianiu (wykorzystaniu) informacji działała pod z góry założoną tezę. Natomiast dziennikarz, by wypełnić obowiązek działania ze szczególną starannością i rzetelnością, obowiązany był sprawdzić zgodność z prawdą uzyskanych informacji przy pomocy dostępnych źródeł i umożliwić zajęcie stanowiska zainteresowanemu. Tego niestety Autorka reportażu zaniechała. 11. Także p. Zbigniew A., z którym nawiązano połączenie telefoniczne nigdy nie pracował w Schronisku w Skałowie. 12. Skandaliczne i wyimaginowane jest twierdzenie p. Aleksandry Śniecikowskiej z Fundacji na Rzecz Ochrony Praw Zwierząt Mondo Cane, jakoby pracownica Schroniska w Skałowie powiesiła psa, po czym czekała, aż ten skona. Opublikowanie przez profesjonalnego dziennikarza tak drastycznej wypowiedzi i zaniechanie sprawdzenia zgodności z prawdą uzyskanej w ten sposób informacji, uchybia obowiązkom wynikającym z prawa prasowego i zasadom etyki dziennikarskiej. 13. Tożsame znaczenie należy nadać zarzutowi, jakoby za bramami Schroniska kryło się „okrucieństwo”. 14. Nadto za karygodne należy uznać wykorzystanie zdjęcia pogryzionej łapy psa na potrzeby zbudowania nieprawdziwego obrazu Schroniska. Pogryzienie to wszakże nie wynikało z zaniedbania pracowników Schroniska, a przyczyną stanu zdrowia psa było jego ciężkie pogryzienie przez inne psy, które zostały zabrane w trybie interwencyjnym i zostały umieszczone w Schronisku w Skałowie. W ciągu jednego dnia trafiło do Schroniska w Skałowie 80 prawie dzikich psów. Co więcej, zdjęcie zaprezentowane w reportażu było wykonane w chwili, gdy pies, którego ratowali pracownicy Schroniska, oczekiwał na przyjazd lekarza weterynarii, a autor tegoż zdjęcia w sposób wręcz cyniczny wykorzystał tę okoliczność. Znamiennym jest zaś to, iż owa sytuacja, w żadnej mierze nie będąca winą pracownika Schroniska, miała miejsce aż 5 lat temu. 15. Nie jest prawdą, jakoby Zarząd Związku Międzygminnego uzyskiwał jakiekolwiek wynagrodzenie, co jest wiadomym Pani Radnej Gminy Swarzędz i o której to okoliczności wielokrotnie traktowano na sesjach Rady Miejskiej w Swarzędzu. Tym samym całkowicie bezzasadne pozostaje twierdzenie, iż Zarząd Związku Międzygminnego Schronisko dla Zwierząt w Skałowie otrzymuje wynagrodzenie w wysokości 540.000,00 zł rocznie. 16. Niezgodne z prawdą są twierdzenia, że próbuje się uciszać Radną Gminy Swarzędz. Schronisko od kilku lat pada ofiarą pomówień, donosów i oskarżeń, a w konsekwencji podejmuje czynności prawne, mające na celu wyłącznie ochronę dobrego imienia pracowników Schroniska oraz Gmin tworzących Związek Międzygminny Schronisko dla Zwierząt w Skałowie. 17. Oświadczenie p. Aleksandry Śniecikowskiej o tym, jakoby Związek Międzygminny Schronisko dla Zwierząt w Skałowie został utworzony do wyciągania publicznych pieniędzy, a nie dla zwierząt oraz że nikt nie prowadzi żadnej kontroli czy zwierzęta z Gminy są faktycznie czy żyją i czy faktycznie były, bo być może ich nie ma - stanowi kolejne zniesławienie i nieuchronnie nasuwa pytanie, czy nadrzędnym celem przedstawicielki Fundacji na Rzecz Ochrony Praw Zwierząt Mondo Cane nie jest przypadkiem zniszczenie Schroniska w Skałowie, a nie deklarowana troska o dobro zwierząt, która może stanowić woal, do jej bezprawnych działań. 18. Nielogiczne i nieprawdziwe są również tezy, o tym, aby zwierzęta przebywające w Schronisku w Skałowie nie miały zapewnionej opieki weterynaryjnej. Taka opieka weterynaryjna była świadczona przez wiele lat (od początku istnienia Schroniska) na podstawie umów cywilnoprawnych, jednak nieuprawnione ataki na Schronisko i lekarzy weterynarii spowodowały, że na rok 2025 żaden podmiot nie był zainteresowany świadczeniem usług w trybie zamówienia publicznego. Tym nie mniej opieka weterynaryjna jest nadal dla Schroniska zapewniona. 19. O braku rzetelności autorki programu świadczy również fakt, że w programie wykorzystano ujęcia rzekomo pochodzące ze Schroniska, a tym czasem nie są to ujęcia ani psów przebywających w schronisku, ani nie jest to teren Schroniska. Jakże w takiej sytuacji przy braku rzetelności - łatwiej jest wysuwać autorce programu kłamliwą tezę nt. Schroniska, iż ,,być może nie do końca zwierzęta są tam traktowane priorytetowo’’. 20. Schronisko akcentuje, że nie przedstawiono Dyrektorowi tegoż Schroniska żadnych zarzutów, o jakich mówi prowadzący program. Zatem treść oświadczenia Pana Michała Olszańskiego, jako sprzeczna ze stanem faktycznym, jest niewątpliwym zniesławieniem Dyrektora i obrazuje tylko nierzetelność dziennikarską oraz przekazywanie w reportażu informacji niezgodnych z rzeczywistością. Reasumując, sformułowane w programie twierdzenia nie tylko godzą w dobre imię Schroniska oraz dobra osobiste pracowników i władz Schroniska, ale także w wizerunek kilkunastu Gmin tworzących Związek Międzygminnych Schronisko dla Zwierząt w Skałowie. Już sam zwiastun programu opublikowany w mediach społecznościowych wskazywał na to, iż program ten będzie nierzetelny, dlatego też jeszcze przed jego emisją zostało skierowane do Państwa Oświadczenie datowane na dzień 11 lutego 2025 roku, wzywające do: zawieszenia emisji programu; niezwłocznego usunięcia zwiastuna z profilu Facebook oraz innych kanałów informacyjnych, w tym mediów społecznościowych; uzupełnienia materiału, który zostanie wyemitowany o stanowisko Schroniska w sprawach, w których pojawiają się zarzuty formułowane przez dwie ww. Panie oraz do uzupełnienia materiału, który zostanie wyemitowany o pełne (a nie jak się podczas emisji programu okazało - wyrwane z kontekstu) stanowisko Powiatowego Lekarza Weterynarii w Poznaniu, który przeprowadził w latach 2020-2024 aż 16 kontroli w Schronisku. Mimo tego, program ten, w którym doszło do nadużycia wolności słowa i falsyfikacji rzeczywistości, został wyemitowany. Skutkiem tegoż było naruszenie dóbr osobistych pracowników Schroniska oraz wizerunku Gmin tworzących Związek Międzygminny Schronisko dla Zwierząt w Skałowie. Nadmienić wypada, iż zagwarantowana przez ustawodawcę swoboda wypowiedzi, jako filar demokratycznego życia społecznego, nie usprawiedliwia, w szczególności naruszania dóbr osobistych przez przekazywanie informacji niezgodnych z rzeczywistością. W zaistniałej sytuacji Związek Międzygminny Schronisko dla Zwierząt w Skałowie oświadcza, że zostały podjęte środki ochrony prawnej na gruncie prawa cywilnego, prawa prasowego oraz prawa karnego, celem ochrony przed tym bezprecedensowym i nieuprawnionym atakiem na Schronisko dla Zwierząt w Skałowie. Nadto rozpatrzona zostanie kwestia podjęcia komunikacji z innymi stacjami telewizyjnymi, aby umożliwić przedstawienie realnej sytuacji Schroniska dla Zwierząt w Skałowie oraz ujawnienie prawdziwych intencji osób, które wystąpiły w programie.
  21. Murem za Skałowem Dzisiaj odniesiemy się do komentarzy, których autorką jest Pani Małgorzata Kaniewska. Nasza największa "fanka". Pani Małgorzata potrafi wyprodukować kilkadziesiąt komentarzy na stronie schroniska i godzinami udostępniać negatywne dla schroniska treści, bez względu czy mają one w sobie choć ziarno prawdy. Nie wiemy czym prywatnie zajmuje się Pani Małgorzata, że ma aż tyle czasu, ale zazdrościmy jej uporu. Tym razem, w tym internetowym ślinotoku, Pani Małgorzata wmawiała sympatykom schroniska, że jakaś straszna sprawa o znęcanie nad zwierzętami się toczy. Dla laika, który w sądach nie bywa zbyt często, może to brzmieć szokująco. A jaka jest prawda? Ano wysłały przyjaciółki Pani Małgorzaty zawiadomienie nieznanej nam treści do prokuratury. Ta wszczęła śledztwo, a następnie je umorzyła, nie znajdując przesłanek do ukarania kogokolwiek. Koleżanki Pani Małgorzaty złożyły zażalenie na decyzję o umorzeniu, a sąd postanowił, że prokuratura powinna raz jeszcze zbadać sprawę. Tylko i aż tyle. Zasadniczo jesteśmy na etapie, że Panie z Fundacji Mondo Cane wysłały swoje zawiadomienie. I nic się z nim nie stało. Nikomu nie postawiono zarzutów, wobec nikogo nie skierowano aktu oskarżenia, nic. Od wielu, wielu miesięcy. Schronisko ani żaden jego pracownik nawet nie jest stroną tego postępowania, które wszczęte z donosu Fundacji odbija się od prokuratury, sądu i zdrowego rozsądku. Czy przeszkadza to Pani Małgorzacie sugerować, mniej lub bardziej dosadnie, że "oto dzieje się", "już wkrótce", "toczy się postępowanie o znęcanie", "znęcanie, znęcanie, znęcanie"? No nie. Nie przeszkadza jej. Bo chodzi o to, żeby coś się przylepiło do pracowników i wolontariuszy schroniska. Czyli do nas. Żebyśmy to my musieli tłumaczyć się z zarzutów, których Pani Małgorzata nie potrafi nawet zwerbalizować. Zresztą, zapytajcie ją sami. Kto, kiedy i nad jakim zwierzęciem miał się niby znęcać? Niestety nie dowiecie się. To pytanie jest zbyt trudne dla Pani Małgorzaty.
  22. Witajcie na naszej stronie – głosie prawdy o schronisku w Skałowie! Profil ten jest głosem ludzi, którzy realnie znają jego funkcjonowanie i chcą pokazać prawdę. Powstała ona, ponieważ mamy dość hejtu i manipulacji, które od lat uderzają w Skałowo, jego pracowników, wolontariuszy, a pośrednio także w zwierzęta, dla których to miejsce jest często jedyną szansą na nowe życie. Nie zgadzamy się na fałszywe oskarżenia, rozsiewanie mitów i próby zniszczenia schroniska „od środka”. 22 lutego 2025 roku odbyło się spotkanie wolontariuszy z burmistrzami Kostrzyna, Szymonem Matyskiem, oraz burmistrzem Nekli, Karolem Balickim. Była to merytoryczna dyskusja na temat funkcjonowania schroniska, jego usprawnienia, a także fali hejtu, która od lat je dotyka. Poruszyliśmy kwestie dezinformacji, oszczerstw i niesprawiedliwej krytyki, które krzywdzą ludzi zaangażowanych w pomoc zwierzętom oraz negatywnie wpływają na samo schronisko i jego podopiecznych. To miejsce powstało, by pokazywać prawdę i walczyć z kłamstwami. Będziemy prostować fałszywe informacje i relacjonować codzienność w Skałowie oczami tych, którzy każdego dnia walczą o lepszy los porzuconych zwierząt. Jesteśmy tu dla nich. Dziękujemy, że jesteście z nami! Stay tuned! Murem za Skałowem
  23. Czarna Lista Organizacji Prozwierzęcych Miałem sobie odpuścić, bo sporo zostało powiedziane przecież, ale wtedy dostałem wiadomość z oficjalnego konta Magazynu Ekspresu Reporterów. I prawie spadłem z krzesła. Bo to nie jest naturalna sytuacja, gdy jakiś przedstawiciel państwowych mediów straszy kogokolwiek pozwem. Możliwości są dwie. Albo komuś się tam całkiem poprzewracało w propagandowej makówce, albo wzięli tę całą kasę z onkologii i kupili wehikuł czasu. I cofnęli się do 1982, kiedy tego typu próby uciszania kogoś miały sens. A ja nawet połowy ich kłamstw i manipulacji nie wypunktowałem jeszcze. Tak więc: --- 1. Państwo media-workerzy przyjechali do schroniska, które później przedstawili w bardzo złym świetle, bez zapowiedzi. Zostali wpuszczeni i oprowadzeni po terenie. Mogli nagrać wszystko co tylko chcieli i tak też zrobili. A w reportażu pokazali migawki z jakiegoś zupełnie innego miejsca ze zwierzętami. Nie wiadomo jakiego, ale na pewno nie ze schroniska w Skałowie. Dlaczego? Sam chciałbym wiedzieć. 2. Pokazano zdjęcie poranionego psa, ale pominięto informację, że był on ofiarą pogryzienia. I to 5 lat temu, w skrajnie trudnych okolicznościach. "Dziennikarze" od kilku dni mieli informację o tym, że pokazywane zdjęcia są sprzed wielu lat. Nie wspomnieli o tym w reportażu. Zostawili widza z myślą, że jakiś człowiek celowo skatował zwierzę. Widzowie ci poszli następnie wyzywać pracowników i wolontariuszy schroniska, choć nikt tam żadnego psa nie skrzywdził. 3. Magazyn otrzymał oświadczenie od zarządców schroniska. Krótkie, treściwe i bez zbędnych dygresji. Zaczynało się ono od słów: "przesyłamy poniższe oświadczenie wierząc, że opublikujecie je Państwo w całości, gdyż wymaga tego etyka zawodowa oraz elementarna sprawiedliwość". Magazyn potwierdził otrzymanie oświadczenia 16 grudnia. A w reportażu emitowanym w połowie lutego nie udało się pokazać ani jednego zdania. 4. Prowadzący, Pan Michał Olszański, w swoim podsumowaniu powiedział, cytuję, "(...) chcę Państwu powiedzieć, że Prokuratura we Wrześni wszczęła postępowanie przeciwko dyrektorowi tego schroniska". Koniec cytatu. I wiecie co? Nie wszczęła. Żeby jakieś śledztwo toczyło się "przeciwko" komuś, to trzeba mu postawić zarzuty. Tutaj nie miało to miejsca. Gadająca głowa z telewizora skłamała w sposób tak ordynarny, że powinna chyba iść na emeryturę, bo tylko demencja tłumaczyłaby taką pomyłkę. 5. Pseudo-dziennikarze otrzymali kompleksowe wyjaśnienia wszystkich swoich wątpliwości. Wyniki kontroli, konteksty, dokumenty- pominęli je w całości. Z pełną świadomością, że sytuacja wygląda zupełnie inaczej, postanowili oszukać swoich widzów, których ponoć jest pół miliona. A na wypunktowanie im tego zaczęli... grozić pozwami. Dziesiątki wyników kontroli, stanowisko ministerstwa, obchód po całym schronisku, efekt całonocnego przeszukania i wyniki badań, gdy pseudo-aktywiści nazwali wiórki buraczane trutką na szczury. Nic z tego nie zostało choćby wspomniane w programie "Magazyn Ekspresu Reporterów". I redakcja nie widzi w tym żadnego problemu. Jedyne co im przeszkadza, to że ktoś ma czelność polemizować z tego typu praniem mózgów ludziom. Co smutniejsze, zdają się cieszyć z tego, że wywołali setki gróźb i obelg wobec niewinnych ludzi. --- Gdyby przy barze usiedli Joseph Go*bbels z Jerzym Urbanem, wódkę podawałaby im Maja Staśko, a na końcu rachunek opłacono by ze środków jakiegoś amerykańskiego funduszu, to nad ranem powstałby scenariusz ostatniego programu "reporterów". Bo to był stek kłamstw okraszony taką manipulacją, że nie ma w słowniku określenia na to. Nie wiem czy ktoś w redakcji ma świadomość jaką krzywdę wyrządził pracownikom i wolontariuszom schroniska. Albo, że ostatecznie to zaszkodzi głównie zwierzętom. W końcu nie siedzę w głowach tych doświadczonych pracowników TVP. Pewnie utopiłbym się w tej "czystej wodzie" rodem z Białorusi. Zauważam za to absurd, że schronisko finansowane z pieniędzy podatników jest pomawiane przez telewizję finansowaną z pieniędzy podatników, a jak któremuś podatnikowi się to nie podoba, to może dostać jeszcze pozew. Na koszt podatników. Od spółki, która budżet na takie ponure zabawy liczy w miliardach. A idź Pan w... z takim żartem. Tak, że tego. Nie krępujcie się. Moje dane ma Wasz studyjny kolega, Paweł mu na imię. Jakoś bardzo minimalnie pomogłem mu przy innym reportażu- wie jak się skontaktować. Tak jak sądzenie się z fundacyjnymi oszustami jest stratą czasu, tak z propagandowym molochem chętnie spotkałbym się w sądzie. Choć jestem prawie pewien, że to akurat Magazyn Ekspresu Reporterów TVP będzie prędzej przepraszał. --- Eh. Wku*wiam się, bo ten cykl programów faktycznie ma na koncie poruszenie ogromnej ilości ważnych tematów. A ja do niedawna byłem ich fanem. I jak strzał w pysk, jak wiadro zamarzniętej wody na łeb. Nie wiem kto obsługuje im tego czata, raczej nie jest to Pani Barbara Paciorkowska- merytoryczna nadzorczyni, ani prowadzący Pan Michał Olszański. Może Pani Justyna Andersz-Rychter, twórczyni tego gniota, dorabia obsługując social media. Które by to nie było- zmieńcie pracę. --- Na prawnika nie zbieram, bo żadnej sprawy nie będzie. Nie gram w oblężoną twierdzę. Ale gdyby ktoś chciał wesprzeć ideę tej namiastki weryfikacji petbiznesu, to można to zrobić o tutaj: https://suppi.pl/czarnalistapro Ps; dzięki za podsyłanie linku do wideo "AFERA DIOZ | PODROBILI DOKUMENTACJE? SAMI OBCIĘLI NOGĘ, ZAGRYZIONE ZWIERZĘTA". Obejrzałem, ale nie mam (przynajmniej chwilowo) nic do dodania, bo ten materiał praktycznie wyczerpuje temat. Od dawna twierdzę, że w DIOZ-ie zwierzęta są najmniej ważne a twórcy tego przybytku powinni siedzieć w więzieniu. Super, że ktoś z ich ex-działaczy odważył się powiedzieć głośno co tam widział.
  24. Czarna Lista Organizacji Prozwierzęcych Niedawno opisywałem historię, jak pseudo-aktywistka "pomyliła" wiórki buraczane z trutką na szczury tym samym rozpętując aferę wokół niesłusznie oskarżanych pracowników schroniska. I ten wpis został bardzo pozytywnie przyjęty. Odzywali się mieszkańcy tamtejszych okolic, że nie mieli pojęcia o sytuacji, że naiwnie wierzyli w bzdury produkowane przez fundacyjnych działaczy. Pisali też radni, że to skandal i trzeba ukrócić bezpodstawne oskarżenia wobec schroniska. Na chwilę sytuacja się uspokoiła. Ale tylko na chwilę. Bo tym razem do kolportowania kłamstw zaprzęgnięto program "magazyn ekspresu reporterów". I żeby nie było, ja w sumie jestem fanem tego cyklu reportaży. Mają na koncie setki, jeśli nie tysiące, bardzo potrzebnych materiałów. No ale... przedstawiono "reporterom" cały szereg dokumentów, wyników kontroli, kontekstów, odpowiedzi na aktywistyczne wątpliwości, oprowadzono "reporterów" po schronisku i przesłano im oświadczenie z prośbą o jego publikację w swoim materiale. Wiecie ile z tego pokazano? Otóż równe zero. Więc trochę uzupełnię ich czystą wodę tefałpe w stanie likwidacji: --- W reportażu, którego autorką jest Redaktor Justyna Andersz-Rychter pojawiają się następujące sceny: 1. Pani Aktywistka pokazuje zdjęcia poranionego psa. W głowie widza rodzi się obraz katowanych przez złego człowieka zwierząt. Zabieg tak samo celowy, jak i cyniczny. Bo o czym telewizyjni magicy nie wspominają, to że zdjęcia pochodzą sprzed 5 lat. Wtedy też do schroniska trafiło kilkadziesiąt prawie-dzikich psów (chów wsobny, zbieractwo) i doszło do jednego, ciężkiego pogryzienia. Coś, co mogło wydarzyć się w dosłownie każdym schronisku, szczególnie przy takim napływie trudnych w obsłudze zwierząt. W ciągu 5 lat w schronisku zmieniło się niemal wszystko. Ludzie, procedury, infrastruktura i co tam jeszcze można wymienić. Już sam fakt, że ktoś musi tak głęboko szukać w teczkach jakiegoś kwitu jest dość wymowny. No ale o tym nie warto wspominać, bo przecież nie chodzi o prawdę, a jedynie o sztuczne skandalizowanie... 2. Pan Radna punktuje, że chyba są jakieś nieprawidłowości w finansach. Bo na karmę dla zwierząt przeznaczono jedynie 2 procent środków gminnych. Skandal! Do tego jeszcze dużo pieniędzy trafia na wynagrodzenia. Aktywistyczna propaganda z kolei pomija, że akurat karma kupowana jest z funduszy zbieranych przez Stowarzyszenie założone dla wsparcia schroniska. Ludzie oddają swój zwrot z podatku lub przekazują fizycznie karmę i dzięki temu nie trzeba środków gminnych na to przeznaczać. Skoro zwierzęta nie chorują, nie mają problemów żołądkowych, nie są za chude ani za grube, to po co ktoś miałby zmieniać sposób ich żywienia? Chyba tylko po to, aby zadowolić Panią Radną, której ewidentnie nie podoba się, że ktokolwiek wspiera schronisko. Sprawa wynagrodzeń jest jeszcze prostsza. Wielu pracowników = dużo, łącznie, wynagrodzeń. Pewnie można by zatrudnić ludzi w kryzysie bezdomności lub na innym życiowym zakręcie, jak ma to miejsce w kilku organizacjach ochrony zwierząt, ale to chyba pozytywne, że schronisko chce mieć wykwalifikowaną i dobrze opłacaną kadrę? Bo jak na razie to działalność Pani Radnej, Aktywistów i teraz medialnych kurtyzan sprowadza się do tego, żeby obrzydzić ludziom pracę w schronisku. Może jak się zwolnią to sytuacja będzie na tyle zła, że nie będą musieli szukać zdjęć sprzed 5 lat... 3. Pani Aktywistka mówi o układzie. Bo wszędzie tam gdzie ona się pojawia jest jakiś układ. Urzędy gmin, komisariaty policji, prokuratury, powiatowe i wojewódzkie inspektoraty weterynarii a zapewne i proboszcz- wszyscy tkwią w układzie wszędzie tam, gdzie ta konkretna działaczka próbuje kogoś zaszczuć. Statystycznie nierealne, ale hej, kto jej zabroni kłamać? W tym konkretnym przypadku układ polega na tym, że dziesiątki drobiazgowych i niezapowiedzianych kontroli nie wykazały nieprawidłowości. Ministerstwo odpowiadając na interpelację poselską mówi wprost, że wszystkie zarzuty Fundacji Mondo Cane okazały się nieprawdziwe. Pozytywną opinię wystawia powiatowy inspektorat weterynarii, wojewódzki inspektorat weterynarii i wszystkie współpracujące ze schroniskiem gminy. Nocne najazdy nie wykazały niczego negatywnego. Policja, prokuratura i sąd odrzucają kolejne wymysły aktywistów. Wniosek? No oczywisty. Brak dowodów to dowód na jakiś spisek. Przynajmniej w schizofrenicznym pojmowaniu świata przez Panią Aktywistkę. Co zabawne, ta sama Pani Aktywistka wcześniej korespondowała z Ministrem Ziobro, w sprawie innego schroniska. Niedawno wystąpiła u Ministra Bodnara, w sprawie różnych schronisk. Publicznie chwali się znajomościami w Prokuraturze Krajowej. Ale to się nie liczy. "Układy" są tylko tam, gdzie jej kłamstwa nie wytrzymują zderzenia z faktami. (czyli praktycznie wszędzie). 4. Przez niemal cały reportaż pojawiają się niedomówienia i pytania retoryczne mające wywołać u widza takie "oho, coś jest na rzeczy". Problem w tym, że odpowiedzi zostały już wcześniej udzielone o czym wiedziały wszystkie gwiazdy szklanego ekranu. Tylko im się to nie zmieściło w materiale, albo zwyczajnie nie pasowało w narrację. I tym sposobem dowiadujemy się, że "istnieje prawdopodobieństwo, że psy nie są znakowane". Tyle, że są. Każdy pies ma chipa. Albo "być może tych psów tam nie ma". Tyle, że są. Potwierdzono to podczas wielokrotnych i drobiazgowych kontroli, w części z nich oszczercy sami brali udział. "Ciekawe czym są te psy karmione" - rzuca pytaniem w eter Pani Radna. U widza powstaje myśl, że może nie są karmione a przynajmniej jest to robione źle. Tylko wtedy co? W czarodziejski sposób żywią się światłem, a przy okazji nie chorują z powodu złego żywienia? Aż dziwne, że nie wspomniano o perle w aktywistycznej koronie, czyli akcji, gdy wysłannicy fundacji odkryli podawanie psom trutki na szczury. Wtedy całą noc trwało przeszukanie schroniska, pobrano próbki dosłownie wszystkiego, a ostatecznie okazało się, że jakaś dziunia nazwała wiórki buraczane ową "trutką". Ale o tym też nie wspomniano w reportażu. Również się nie zmieściło. 5. Z jednej strony oczekujemy, że gminy będą budowały swoje lokalne schroniska, zamiast korzystać z usług komercyjnych molochów. I że będą je finansować w godny sposób. A kiedy tylko się to udaje i kilka gmin wspólnie postanawia zrealizować taki projekt, to czekają je lata nieustannej nagonki, setki donosów, regularne próby dezorganizowania pracy i, jak w tym wypadku, szereg ordynarnych kłamstw w telewizji publicznej. Mamy schronisko z dobrymi warunkami dla zwierząt, możemy je do woli kontrolować, ale aktywistom się nie podoba, że budżet za duży. Jednocześnie ci sami aktywiści mają budżet ok. miliona złotych, tylko zwierząt będących pod ich opieką nie możemy sprawdzić w żaden sposób. Bo nie wiadomo gdzie one przebywają, bo nikt nie ma listy tych "hotelików" prowadzonych przez nie powiem kogo. Bo jak tylko ktoś publicznie podniesie jakiś zarzut wobec aktywistów, to zacznie się lament, że oto "lawina hejtu na nich spadła". Ale na pracowników i wolontariuszy schroniska to już pluć można do woli... A nie, czekaj, pomyliłbym się. Kilka psów przekazanych pod opiekę aktywistów jednak faktycznie odnalazło się w miejscu podlegającym rutynowej, urzędowej kontroli. Tylko to miejsce to poznański ogród zoologiczny. --- Schemat niszczenia lub przejmowania schronisk w Polsce pozostaje od lat niezmienny. W sumie można napisać poradnik dla pseudo-aktywistów udających obrońców zwierząt jak sprawnie przeprowadzić manewr pogrążenia nielubianej przez siebie jednostki. Najpierw trzeba odebrać schronisku wsparcie ludzi. Niech będą przekonani, że sąsiadują z miejscem złym dla zwierząt. Mordownią, katownią, umieralnią. Wtedy nie będą stawać w obronie takiego miejsca. Choćby sami byli tam wielokrotnie i nie widzieli niczego złego. Następnie trzeba zasypać schronisko wnioskami, donosami i kontrolami, tak aby zdezorganizować jego pracę. Mniej czasu dla zwierząt automatycznie spowoduje pogorszenie ich warunków, obniży ilość adopcji i nie tylko. No i na koniec, niczym zatruta śliwka na przeterminowanym torcie, wchodzi telewizja. Bo wtedy już nikt nie ma siły kolejny raz odbijać tych samych bzdurnych zarzutów. Bo racjonalny człowiek na którymś etapie uznaje, że przecież nie warto kolejny rok kopać się z koniem i może łatwiej odpuścić. Później jeszcze tylko najazd z prokuraturą (skoro nawet w telewizji o tym mówią, to odpowiedni kwit z prokuratury będzie formalnością), podczas którego koleżanka "biegła sądowa" znajdzie jednego starego psa. Takiego, który i może ma opiekę weterynaryjną, ale już nie wygląda jak milion dolarów. I gotowe, mamy to. Można zastąpić zarząd schroniska swoimi koleżankami lub zlikwidować całość. Od tej pory wszystko będzie bajecznie, bo pieniążki będą trafiały tam gdzie trzeba. I proszę nie pytać jaka z tego będzie korzyść dla schroniskowego Burka, bo nie będzie żadnej. To tylko petbiznes. --- Ponoć tradycyjne media umierają. Coraz szybciej zastępuje je Internet, gdzie nie trzeba mieć w telefonie numeru telefonu do etatowej Pani Redaktor od spraw promocji petbiznesu, żeby pomogła coś "nagłośnić". Tutaj można wesprzeć moje, alternatywne, przesadnie skromne medium: https://suppi.pl/czarnalistapro A jeżeli nawet z bardzo rzetelnego programu reporterskiego można zrobić aktywistyczny rynsztok, to te tradycyjne media nie powinny umierać. Powinny zdychać.
  25. Ekopatologia Jest takie całkiem fajne schronisko dla zwierząt w Skałowie ( Schronisko dla Zwierząt w Skałowie ) i rewelacyjnie sobie radzą, gwarantują świetną opiekę nad zwierzętami i wysoki wskaźnik adopcji oraz zwrotów psów odnalezionych. To czego dotyczy problem? Naiwności. Otóż jest pewien wątek, który łączy: wymienione schronisko i haszczaka poprzez (...) Andżelę, a z nią Zespół: Raszple i Maciory - jak to skromnie określił Kuźmiński, czyli autorki gniota pt. "ustawa dla zwierząt" 2011 i kolejna edycja z dupy. Otóż Śmietnikowska i ta co wolontariuszy Szymon Hołownia pomówiła o defraudację pieniążków z dotacji przy okazji pomocy zwierzętom na Ukrainie, bojąc się konsekwencji, używa do krzywych akcji (...) Andżelę. Tutaj Śliwa-Robaczywa i Śmietnikowska reprezentujące Mondo Cwane, znalazły trutki na szczury w zbiorowym żywieniu bezdomnych zwierząt ... Rozumiecie? Po prostu kierownictwo zamiast od razu wsadzic w pysk pastę na szczury i dać im sie zbiorowo przekręcić po 6 dniach z zalaniem krwią płuc, postanowiło żarcie przyrządzać i karmić, posypując czerwonymi płatkami. Owe płatki - to po prostu płatki buraczane. Również dla wkręconej w to prokuratury. Natomiast raz opluty, oplutym zostanie. Moja prośba, przy kazdej takiej krzywej akcji z użyciem prokuratury i naciąganiem na koszty organów ścigania, kazdy poszkodowany niech składa na idiotki kontr - zawiadomienie o fałszywym oskarżeniu. Bo one działają z premedytacją. A przy okazji, polubcie fp schroniska w Skałowie. Robią kawał dobrej roboty. https://www.facebook.com/schronskalowo Czarna Lista Organizacji Prozwierzęcych · A to nie jest zabawny temat. Zasadniczo osoby, które mają z nim bezpośredni kontakt są wyczerpane trwającym od ok. 3 lat cyrkiem. No ale puenta brzmi śmiesznie, a to już nie moja wina. Sprawa tyczy się schroniska, które miało pecha popaść w konflikt z kwiatem prozwierzęcego aktywizmu naszego pięknego kraju z kartonu. Pomiędzy dziesiątkami donosów, skarg i prób podważenia całego nakładu pracy w schronisku wydarzyło się kilka sytuacji, które wręcz zasługują na wzmiankę. To jest jedna z nich. --- Jest ciepły czerwiec roku ubiegłego. Minęła właśnie godzina 21, słońce powoli zachodzi a w schronisku jest coraz ciszej. Kilka psów zostało odebranych przez swoich właścicieli, kilku innych szczęśliwców pojechało do nowych domów. Ich miejsce oczywiście zajęli już następni goście, ale taka już schroniskowa codzienność. Podobnie zresztą jak z kojcami- teraz są posprzątane, rano część będzie brudna. Dyrektor schroniska przygotował posiłki dla psów na rano. Zwykle tego nie robi, bo to nie jego zadanie, ale jak opiekunowie zwierząt mają dużo pracy to stara się pomóc. Choć pracy w sumie zawsze jest dużo. Nie ma dnia, żeby któryś pies nie potrzebował czegoś niestandardowego, albo nie przydarzyła się jakaś wyjątkowa sytuacja. Takiego odstępstwa od rutyny jednak nikt się nie spodziewał. Pod bramę schroniska przyjechała policja z włączonymi kogutami. Jak się okazało otrzymali oni zgłoszenie o tym, że w schronisku zwierzęta są karmione... trutką na szczury. Absurd? No trochę tak. Byłoby to bez sensu z każdego możliwego punktu widzenia. Ale policjanci nie mogą zlekceważyć tak poważnego doniesienia. Rozpoczyna się przeszukanie wszystkich pomieszczeń, z kojcami psów włącznie. O wspomnianej chwilę wcześniej ciszy można już zapomnieć, bo psy zaczynają szaleć na widok ludzi z latarkami. Każda jedna psia miska musi zostać sprawdzona pod względem zawartości trucizny. Trzeba skontrolować również miejsce składowania zapasów i pobrać próbki do badań. Całość trwa do wczesnych godzin porannych. Opiekunka zwierząt, która rozpoczęła pracę o 14-tej, do domu pójdzie po 6-tej rano, dnia następnego. Bo każdego psa musi wyprowadzić z kojca, sprawdzić czy nie zatruł się trutką na szczury i zrobić odpowiednią dokumentację. Konieczne jest też podanie leku, który- w razie hipotetycznego zatrucia- pozwoli psom uniknąć najgorszego scenariusza. Pomiędzy pracownikami schroniska i policjantami przemieszcza się również młoda kobieta. Jak się okazało- od niedawna "wolontariuszka". Jak się jeszcze później okazało- osoba podstawiona, żeby znaleźć "haka" na schronisko. Co chwilę wykonuje nerwowe połączenia telefoniczne, jakby przyjmowała dyspozycje od kogoś ważniejszego. I to ona pokazuje policjantom palcem, "o tutaj, tu jest trutka, którą dodają do karmy!". Podejrzenie padło na miski przygotowane przez dyrektora placówki. Tylko jaki cel miałby mieć ktokolwiek, żeby w tak oficjalny sposób dosypywać czegoś trującego do psiego pokarmu? Czy to byłby szczyt bezduszności? Pierwszy przypadek osoby na takim stanowisku, która przeniesiony Zespół Münchhausena zastosowała na swoich czworonożnych podopiecznych? No na szczęście nie. Dyrektor użył płatków buraczanych, wiórków takich. Żeby psy miały smaczniej, czy tam zdrowiej. W sumie nie wiem po co to zrobił, ale na pewno jakiś cel temu przyświeca. Taki rarytas dodaje się zwierzętom do jedzenia. A tajemnicza "wolontariuszka" oraz jej mocodawcy uznali w swojej nieskończonej, aktywistycznej mądrości, że to jest ten moment. Że teraz "mają ich". I mieli, zmarnowane 9 godzin pracy policji (a jeszcze więcej prokuratury, która później musiała zbadać, czy aby na pewno burak nie jest trucizną) i stres ponad setki psów, w środku nocy. Jedyne co zyskali to artykuły w lokalnych mediach, według których coś się wydarzyło, ale nie do końca wiadomo co. I teraz sprawdza to prokuratura. Od tej sytuacji minęło już półtora roku. Prokuratura sprawdziła. Nic się nie wydarzyło. Aktywiści pomylili wiórki buraczane z trutką na szczury. Nikt nie truł żadnych psów. Ale i nikt nie przeprosił za bezczelne, wyssane z aktywistycznego odwłoka, oskarżenia. Bo i po co, prawda? Oni tylko chcieli dobrze, jak zawsze. --- Mamy końcówkę 2024 a nagonka na schronisko nadal trwa. Próbuje się nawet ogólnopolskie media do niej zaprzęgnąć. W końcu panna "wolontariuszka" nagrała pajęczynę w jednym kojcu oraz psią kupę w innym. Lata mijają a system dezorganizowania pracy schronisk jest wciąż ten sam. Zasypać bzdurnymi donosami, zająć czas czymś innym niż faktyczna praca, odciąć sponsorów i zniszczyć opinię. Z czasem uda się obrzydzić ludziom ich schronisko- adopcji będzie mniej, psów więcej, pracownicy/lekarze będą rezygnować. A kiedy już sytuacja faktycznie się pogorszy to można wjechać z "interwencją". Ciąg dalszy pewnie nastąpi, choć dla dobra wszystkich zainteresowanych- z psami włącznie- nie powinno być żadnej kontynuacji. Tutaj można zostawić napiwek autorowi strony. Niech sobie kupi coś ładnego na święta. Na przykład piwo. Link: https://suppi.pl/czarnalistapro Jeszcze marzy mi się dzień, kiedy ogół przestanie łykać te wszystkie ściemy. Bo to staje się powoli nudne. Ile razy można czytać, że "jest podejrzenie", "prokuratura bada", "obrońcy zwierząt alarmują" i "zawiadamiają"? No zawiadomili. Media i prokuraturę. I co? I dosłownie nic.
×
×
  • Create New...