-
Posts
3716 -
Joined
-
Last visited
-
Days Won
1
Content Type
Profiles
Forums
Events
Everything posted by wawer
-
Po mojemu, to Migotka jest w typie ukochanym przez trochę starsze Panie i świetnie by się nadawała na taką przyjaciółkę, o ile nie jest za energiczna. Może jakieś ogłoszenia ze zdjęciem na słupach z chwytliwym tytułem, np. "Bezpłatnie pójdę w dobre, ciepłe ręce"?
-
To fakt. Szefuś miał więcej szczęścia niż rozumu ;), że go Ktoś, dobry Ludź do serca przygarnął wtedy, gdy umierał przy drodze. Potem to już tylko splot szczęśliwych zdarzeń. My za to mieliśmy szczęście wziąć wcześniej Arnolda z Psiego Anioła, kiedy nasz kochany przybłęda, Astro, odszedł po dwunastu latach. Arnold też był prawie zabity przez człekokształtne potwory, kiedy jego dobry Ludź znalazł go w krzakach i oddał do innych dobrych Ludzi, a ci go do życia przywrócili i na Allegro wystawili... za złotówkę ;). Szukając na necie informacji o moim czarnuszku, trafiłam na Dogo i dopiero wtedy naprawdę poznałam bezmiar psiego nieszczęścia i smuteczków. I kolejnych dobrych Ludzi, którzy mają w sobie więcej niż ja miłości, bo nie tylko fizycznie pomagają mniejszym i zagubionym, ale jeszcze są w stanie oddać potem to swoje kochanie innym. Ja bym tak nie umiała. Raz pokochane, moje jest i tylko nieszczęście mogłoby mnie zmusić do oddania tej miłości innym do kochania. Podziwiam osoby prowadzące domy tymczasowe, zwłaszcza te bezpłatne. Dla mnie to nieosiągalny stan wyższego stopnia miłości, taka nirvana chyba, której nie umiem pojąć ani zrozumieć, więc tylko podziw zostaje ;). A ja tylko to moje stadko jestem zdolna pokochać, zwykłą miłością. Arnolda też. Bez niego nie byłoby mnie tutaj, nie miałabym kochanego Szefuńcia i tylu ogoniastych przyjaciół. Kogo bym wtedy miziała? No,... mam jeszcze Peta z Palucha :evil_lol:!
-
[quote name='inka33']Cioteczko Szanowna! [B]W podziwie dla Waćpani [/B][B]tkwię[/B][B]![/B] :lol: Czy Cioteczka przypadkiem nie organizuje[I] [COLOR=darkorchid][B]turnusów wakacyjnego poprawczaka[/B][/COLOR][/I] dla psów (oraz ewentualnie dzieci)? ...bo chętnie bym skorzystała. :evil_lol: Takiemu jednemu :diabloti:owi, warcząco-gryzącemu strachliwemu nerwusowi by się przydał... [URL="http://www.dogomania.pl/threads/189215-Kajtun-potrzebuje-behawiorysty-apelujemy-do-deklarowicz%C3%B3w-o-drobne-wp%C5%82aty!?p=18479789&viewfull=1#post18479789"]http://www.dogomania.pl/threads/189215-Kajtun-potrzebuje-behawiorysty-apelujemy-do-deklarowicz%C3%B3w-o-drobne-wp%C5%82aty!?p=18479789&viewfull=1#post18479789[/URL][/QUOTE] Kajtun "to zwykły kochany kundelek, któremu ktoś złamał serce", jak napisano na jego wątku. Podobnie jak Szew, który chciał szefem zostać, bo z lekka mu odbiło ;), a został tylko Szefem :evil_lol:. To też czorcik - kochany, ale uparty. Coraz mniej się upiera, już nie chce nas gryźć, ale po obszczekaniu swojaka poza widokiem wstydzi się i glupio mu bardzo. Turnusów nie organizuję :lol:. Nie jestem behawiorystą i tylko na wyczucie traktuję zwierzaka. Pewnie popełniam przy tym błędy, ale morze cierpliwości, którą mam wrodzoną z lenistwa pewnie, czasem te błędy koryguje. Nie zawsze. Czarny Arnold chyba już nigdy u nas nie zaszczeka po psiemu, na swoim. Nigdy nie zaszczekał... :(. Po operacji wstaje tylko na dwór albo do miski. Miska dla niego nie ma dna. Będzie jadł póki coś w niej znajdzie i nie czuje zaspokojenia. Najwyżej zrobi kilkuminutową przerwę, a potem od początku. Tylko tym jest obecnie w stanie się zainteresować, w przerwach spania. Śpi mocnym snem co najmniej 22 godziny na dobę. Co do wychodzenia na dwór, to też nie tak, że woła. On nie umie i już nie nauczy się wołać. Po prostu, jak się podnosi, to my go chyc - na dwór. Sika itp., a potem stoi pode drzwiami, żeby go wpuścić. Nie chce chodzić w ogóle, wcześniej też tylko na siłę chodził. Wczoraj, kiedy syn wziął go do wanny na umycie ubrudzonych "portek", cztery razy skupał mu się w tej wannie. Wcześniej uciekał, żeby go na dwór nie wypuszczać, więc myśleliśmy, że mu się nic nie chce. Potrafi nasikać w domu i nie wykazuje zażenowania tym, co zrobił. Już dwa dywany wyrzuciłam, a dzisiaj, w środku nocy nalał jak z fontanny na pół mieszkania. Z 50 l wody zużyliśmy, żeby to jako tako zebrać z kilku dywanów i z podłogi. Nie mam już do niego siły, prawdę mówiąc. Ciężko mu się poruszać, to rozumiem, ale żeby tyle żreć, bo trudno to nazwać jedzeniem? Nie pomaga odpędzanie, żeby pozostałe psy nakarmić. Łazi po śmieciach domowych (mam remont i nie mogę na bieżąco obsłużyć sześciu osób) i rozdziera nam torby na podwórku. Waży z 50 kg, a ma posturę rotwailera na krótkich łapach. Naprawdę niefajnie wygląda. Ja też jestem gruba, ale u mnie to akurat nie od jedzenia i nie rozumiem, jak można wrzucić w siebie kilo żarcia na jedno podejście i jeszcze szukać jedzenia. Skarżę się, ale to duży pies i mało z nim kontaktu. Głównie śpi albo je. Już nawet do mnie prawie nie podchodzi jak wcześniej. Nie uśmiecha się, nie przytula. Tylko maszyna do trawienia taka... bezosobowa :shake::-(. Dzieci zmuszają się już chyba do popieszczenia go, córka praktycznie go "nie trawi". Jedynie mąż i ja wykazujemy cierpliwość dla niesprawnego, autystycznego chyba staruszka. Szkoda, że jest z nami tak krótko (nie ma jeszcze dwóch lat), bo pewnie niedługo odejdzie, a nie zdążyliśmy się nacieszyć jego psią naturą, bo nigdy jej u nas nie ujawnił :shake:. Taki tam, pluszowy miś... do kochania ;). Jednak do kochania. Jak widzisz, nie jestem taka godna podziwu. Zwyczajnie kocham zwierzaka, ale bez zbytniej egzaltacji.
-
[quote name='ataK']Jako jedna z niewielu widziałaś mnie na żywo, to mnie nie demaskuj ;) Muszą wszyscy wiedzieć, że jestem stare, ponure straszydło? ;)[/QUOTE] Mnie nie wystraszyłaś :). Mojego małża też nie. A ponurość zależy od ponuraka. Starość podobno też. Twój wybór, co czujesz, ale... czuj, czuj, czuwaj! I bądź piękna :):):)
-
[quote name='ataK']No jasne ;) Kiedyś byłam piękna i młoda, a teraz jestem już tylko piękna ;)[/QUOTE] Temu nie zaprzeczę, bo bym skłamała :). Zwłaszcza w uśmiechu Ci do twarzy.
-
Rządziciel dobrze się miewa. Nadal wydaje z siebie groźne pomruki, które od razu są przez nas "nagradzane" wyrzuceniem z miejsca ich wydania. On już wie, że tak nie wolno, bo sam od razu robi się malutki, zanim ktoś zdąży krzyknąć, ale niepokorna natura (ma to po mnie :)) wciąż chce szefować. Czasem zaszczeka na swojego, kiedy wchodzi albo przechodzi koło wejścia, ale on jeszcze nie widzi tej osoby. To mnie zastanawia, bo jak podbiega i już widzi, że to swój, przestaje szczekać i się wita. Ale dopiero z bliska rozpoznaje domownika. Nie jestem więc pewna, czy nie ma problemów z węchem i może dlatego nie wyczuwa, na kogo szczeka. W takich sytuacjach nie krzyczymy na niego, bo rolą psa jest informować o nadchodzącym przybyszu i witać swojego, a ta reakcja jest u Szefa prawidłowa, przynajmniej z bliska. Mrozu nie lubi, bo kto lubi z gołym brzuszkiem i marnym futerkiem na trzech łapach po zimnie ganiać? Tylko Pet nie może nacieszyć się zimnem, to go po prostu kręci :)!. Potem śmiesznie biega po domu z przymarzniętymi łapami. Arnold-grubasek, jest najlepiej przystowany do zimy, ale jemu bardzo dokuczają owczarkowe, sztywniejące stawy. Mam wrażenie, że niedługo całkiem odmówią posłuszeństwa :(. Tak źle mu na schodach... Lekarze tylko zastrzyki mu dają, wszyscy wiemy, że nie ma na to leków :(.
-
Cóż jeszcze można powiedzieć? Smutek tylko wielki... Jakiś czas tu nie zaglądałam. Głupio było, bo akurat cienko z forsą, a wiem, wiedziałam, że Przyjaciel potrzebuje... Tak pięknie rozwiany latem biegał po łąkach... Tak daleko ode mnie... szczęśliwy był... Teraz też biega i tylko to jest pociechą. Bądź radosny, psinku, biegaj... Lilka, trzymaj się dzielnie. Tylko tyle mogę Wam teraz przekazać...
-
Nie chlipać, nie chwalić zanadto, bo się zbisurmanię :mad:;)! Dzięki, że tu - u naszego Szefuńcia - jesteście. Podrzucam dwie fotki. Trudno teraz robić zdjęcia, bo pył i gruz wszędzie w tym domu. [IMG]http://desmond.imageshack.us/Himg12/scaled.php?server=12&filename=szef201201mini.jpg&res=medium[/IMG] Czyż nie jest to aniołek, kiedy śpi? [IMG]http://desmond.imageshack.us/Himg23/scaled.php?server=23&filename=arnoldnatapczanieszefa2.jpg&res=medium[/IMG] W tym samym czasie Arnold poduszkuje na posagowej kanapie Szefa.
-
Szef to tylko mały, śmieszny i kochany kundelek, któremu życie spłatało okrutnego figla i który zasługuje na spokój i radość na dalszej swojej drodze. Brak mu łapy, śledziony i kawałka wątroby, ale ma przeogromne serduszko i mnóstwo radości, którą nam przekazuje, a której w moim domu naprawdę potrzeba. Te pozytywne wibracje wiele dla nas znaczą i nie musimy się poświęcać, żeby dać mu w zamian trochę kindersztuby razem z miłością i poczuciem bezpieczeństwa. Bo to też ma zagwarantowane w pakiecie z "glebą", którą jeszcze co jakiś czas zalicza, kiedy warknie lub obszczeka swojego. Wieczorem wyrzuciłam go z pokoju, bo warknął na Peta, ale rano spał koło mnie na legowisku Arnolda. Ten czarnuszek za to wziął w posiadanie legowisko Peta jako poduszkę, a Pet spał we własnym koszyczku u córki. I tak jest dobrze!
-
[quote name='sylwiaso']Wawerku jeszcze nie sprawdziłam tej wpłaty 40zł!musze podjechać po billing do banku.Sąsiad jeszcze nie dostał umowy adopcyjnej.Postaram się zrobić troszkę fotek chłopakom![/QUOTE] Jeśli chodzi o te 40 zł (2 x 20) obiecanej przeze mnie na Dzień Kundelka, to nie znajdziesz jej w banku ;). Byłyby w rozliczeniu gotówki, którą przesłałam Ci luzem, w paczce razem z kafelkami decoupage z bazarku na bankrutów. Tej, która dość długo szła do Ciebie. Nie potwierdziłaś wtedy wpłaty ani na wątku Pixie i Dixie, ani na tym, chociaż Cię o to prosiłam :mad:. Ale sam fakt otrzymania pieniążków mam w poczcie. Niestety, bez kwoty, a rozliczenie, które i Tobie wtedy przesłałam na karteczce, wyrzuciłam w ramach noworocznych porządków. Dlatego nie pamięam, ile konkretnie przesłałam. Wiem tylko, że odliczyłam od całości 34 zł za kafelki, które kupiłaś. Było więc tego 154 x 2 = 308 minus 34 albo 308 + 40 - 34. Jeśli nie masz już tego rozliczenia (takie rzeczy na ogół się wyrzuca) i też nie pamiętasz, to zostawmy te 40 zł w spokoju. Żeby nie było wątpliwości - absolutnie niczego nie imputuję :lol: , zwyczajnie zapomniałam i Ty też miałaś prawo zapomnieć, ile przesłałam tych pieniążków. Nauczka na przyszłość i dla mnie - pisząc, że się wysłało pieniążki, trzeba dokładnie pisać ile na forum, a nie tylko na PW. Szkoda też, że od razu nie potwierdziłaś na wątku, to dzisiaj nie szukałybyśmy własnej pamięci :lol::evil_lol: (pozytywny uśmiech przesyłam w tym miejscu, gdyby ktoś miał wątpliwości).
-
Los Szefa leży w Wawrze (tym warszawskim, ma się rozumieć ;)). W końcu, to ja jestem tu waderą :mad: i razem z mężem nie zamierzamy pozbyć się malucha :eviltong:. To mój pies świąteczno-urodzinowy i sama go sobie na prezent wybrałam. Kochamy się oboje bardzo i jedyne, co trzeba w tej sytuacji zrobić, to ustawić rozbrykanego absolwenta żłobko-przedszkola w szkole dostosowanej do jego wieku i możliwości. W końcu, to już całkiem dojrzały facet, ale, że bez jaj ;), to nie ma nic do gadania :evil_lol:! To on ma się przystosować i nabrać manier albo je sobie przypomnieć. I już się to dzieje. Dzisiaj nawet nie zamierzał być pierwszy. Grzecznie czekał w kolejce aż koledzy się najedzą. Ostro poszłam - była tylko jedna wspólna micha, do której Arnold i Pet są przyzwyczajone i przy której na zmianę sobie pierwszeństwa ustępują. Dopiero jak oba odeszły i nie zamierzały powrócić, Szef podkicał, objrzał się kilka razy, czy aby nikt jeszcze nie zamierza się pożywić i zjadł to, co mu zostawiono. Zostawiono wystarczająco, bo potem jeszcze co nieco Arnold dojadł. Żadnych powarkiwań i przepychanek. W kolejce do smakołyków rozdawanych w kuchni z ręki także stał na końcu i grzecznie czekał, czy mu dadzą. Na końcówkę się nie załapał i nie miał żalu, wyszedł grzecznie. Na wejście do pokoju legowisk i TV też potrzebował zgody (chociaż nie jest wymagana ;), kiedy psiak grzeczny), a że w przejściu leżał Arnold, Szef stał i popiskiwał aż go zaprosiłam. Dopiero wtedy przekicał do środka. Bawił się z nami grzecznie, były przytulanki i mizianki, a nawet pierwsze czesanie-drapanie (nie ma przecież czym się podrapać, a u nas łazienki też w remoncie i nie można mu zrobić kąpieli). Ale, kiedy na horyznocie pojawiła się córka, zaczął z lekka powarkiwać. Tak samo, kiedy podszedł do mnie Pet, bo akurat coś jadłam. Wtedy znów kazałam mu wyjść i przeczołgał się na najbliższe legowisko z błagalnym wzrokiem. Nie wyrzuciłam go z pokoju ostatecznie, bo ważne, żeby załapał, kiedy źle robi, a nie żeby go zdołować Przecież jest słaby i malutki. Pomogło, teraz poszedł spać. Nie rzucał się dzisiaj na nikogo, więc chyba idzie na dobre i niedługo znowu wniesiemy mu posagowy tapczanik do pokoju. Mam nadzieję, że już na stałe ;). Tak, że nie będziemy na razie szukać specjalistów - dzięki za pomysł i zaangażowanie :). Wychowałam czwórkę dzieci i cztery psy, że o mężu nie wspomnę :diabloti:, to i z maleńkim Szefuniem sobie poradzę, chyba ;). A razie gdyby... to od czego jest Dogo :evil_lol:?
-
[FONT=Calibri][SIZE=3]Wczoraj Szef pogryzł dotkliwie córkę. Poharatał ją we wskazujący palec prawej ręki, kiedy chciała go zabrać na dwór. Krwawiło ostro, trzeba było założyć bandaż, bo plaster by tego nie objął. Dorosła dziewczyna, ale się popłakała. Trochę z bólu, ale bardziej dlatego, że akurat miała do ręcznego napisania pracę, a tu ważny palec unieruchomiony. Nie pierwszy raz ją dziabnął, ale pierwszy raz tak mocno. Jakiś czas temu pies tak samo potraktował syna (wielki psiarz), ale mniej dotkliwie. Córka dzisiaj całkiem poważnie zapytała, czy teraz go odwieziemy, bo ma już dość. A przecież to ona z nami po niego pojechała. To mały pies, więc nie zagryzie, ale gdyby był większy…[/SIZE][/FONT] [FONT=Calibri][SIZE=3]Pies został od razu zwrzeszczany i wyrzucony razem z legowiskiem z pokoju legowisk, a zaraz potem na dwór (nie na stałe, tylko na chwilę, żeby "zaliczył glebę"). Odrzucenie to szybka metoda wychowawcza i najbezpieczniejsza dla ludzi. Krzywda mu się nie dzieje. Legowisko stoi w ciepłym hallu, przychodzi się pobawić i pogłaskać, ale ma się czuć gorszy dopóki nie zrozumie, że jego miejsce jest ostatnie w tym szeregu. Nie daje się wziąć na ręce, a wzięty wyrywa się. To pierwsza oznaka skłonności do przywództwa i do agresji. Pomijając jego życiowe doświadczenia, których przecież nie znamy, a które mogły być całkiem normalne. Zbyt lubi kanapę, żeby jej wcześniej nie poznał. A więc, tymczasem będzie się uczył i już coś pojął. Nie ustawił się jako pierwszy do miski, grzecznie czekał na swoją kolej. Do nas podchodzi niepewnie i czeka na zaproszenie do zabawy. To pozytywne reakcje, to znaczy, że psu nie jest obojętna dyscyplina, tylko na chwilę o niej zapomniał. Nie zamierzam go oddawać, nie po to go brałam. Tylko, że obok wychowania psiaka, muszę teraz jeszcze zachęcać do niego innych domowników. Po wcześniejszych atakach (w sumie rzucał się na wszystkie dzieci i każde trochę pogryzł) niechęć do agresora jest całkiem spora. Dobrze, że taki mały i przymilny i że trafił na psiolubnych, bo inaczej pewnie by już mu pakowali posag. Jestem pewna, że się przystosują, ale co się nasłuchałam… Ech, szkoda gadać. [/SIZE][/FONT]
-
O Szefuńcia nie trzeba się martwić, raczej o jego otoczenie :diabloti:. Jest to ewidentny strażnik, musi mieć coś do pilnowania ;). W ciągu dnia jest przymilny, całuśny i w ogóle - do rany przyłóż. Tyko czasami się wyszczekuje. Ale, jak już zrobi się ciemno, to wychodzi z niego istny pan Hyde :evil_lol:. Szczeka na każdego chodzącego po domu, choćby nawet ta osoba od rana w nim była. Wyskakuje ze swojej kanapy z dzikim szczekiem i próbuje postraszyć. Domowników i panów od remontu traktuje jednakowo. Tylko kolegów, mnie i pana nie rusza. To nic, że zaraz potem jest już Pan Całowany, i tak musi obszczekać buziaka. Karcony, nie przejmuje się specjalnie, bo tak naprawdę nie chodzi mu o osobę, ale o fakt, że szczękają drzwi i słychać kroki. Potrafi wydrzeć się w środku nocy, jeśli akurat ktoś chodzi po domu. Raz nawet mnie się "dostało", bo szczęknęłam drzwiami. Nawet Pet tyle nie szczeka, chociaż do tej pory to był jego obowiązek :lol:. "Szefu" - jak go nazywają panowie od niekończącego się remontu - już się prawie całkiem zsocjalizował. Zaczął korzystać ze wspólnej michy, nie boi się wchodzić do kuchni, ale jeszcze nie jest taki całkiem śmiały, miewa opory. Nie lubi wychodzić teraz na dwór, bo mu zimno. Kubraczka-kurteczki nie udało mi się wylicytować, włóczkowego mu nie zrobię, bo za dużo z tym zakładania, kiedy pies ma trzy łapy i łatwo go przewrócić. Ale nie załatwia się w domu. Radzi sobie na podwórku.
-
[quote name='Olena84']Komu wolisz;), mozesz i mnie, mozesz i Sylwii albo sasiadowi, tylko napisz Aramis - wawer[/QUOTE] Już wpłaciłam na Twoje konto.
-
Jeśli w ogóle wysłałam Ci te 40 zł - to w ramach rozliczenia z bazarku [URL]http://www.dogomania.pl/threads/216129-***-Cegiełki-i-fanty-DLA-SIEDMIU-BANKRUTÓW-do-północy-31.10[/URL], razem z Twoimi fantami (m. in. kafelki decoupage). Nie mam już tego rozliczenia, nie kłopocz się, jeśli i Ty nie masz. I tak w poniedziałek wpłacam 50 zł, tylko nadal nie wiem komu :).
-
Jeśli chodzi o makaron, to ostatecznie nie byłam u Sylwii i został dla mojej trójki (niedawno adopotowałam dogomaniackiego Szefa trójłapka z rejonu Nutusi :) - chwalę się, bo bardzo się z niego cieszę), więc makaron wykreśl z darowizny dla muszkieterów. Sylwia nie potwierdziła na wątku wpłaty 154 zł, bo pewnie była zbyt rozkojarzona, ale mam potwierdzenie na PW (wpłaciłam razem z Pixie i Dixie w tej samej kwocie). To było na poczet długu koosiek. Pozostałe 20 zł... w poście 795 deklarowałam [B]po[/B] 20 zł na każdego z dwóch psiaków z okazji Dnia Kundelka, które miałam dostarczyć z makaronem. Nie dostarczyłam makaronu, a o pieniążkach - chyba - zapomniałam :oops::oops::oops::oops::oops:. Niech się jeszcze Sylwia wypowie, ale pewnie tak było. Niecelowo, ale "wiszę Wam te 40 zł. Oleno, mam Twoje konto. Mogę wpłacić do Ciebie albo do Sylwii i zapłacę z oprocentowaniem - razem 50 zł. Komu wpłacić?
-
Szef donosi, że czuje się świetnie, tylko poszefować mu nie daję. Cały czas trwają próby przejęcia przywództwa nad stadem, także ludzkim ;) - bez posłuchu i rezultatu, oczywiście :diabloti:. Ludzie spędzają z kanapy, a próby wejścia są już bardzo rzadkie. Starsi koledzy ewidentnie ignorują podskoki małego i dobrotliwie ślą mu spojrzenia: "niech się wyszumi". A więc Szef próbuje zębów :crazyeye::cool3::-o! Tak, tak, warczy na poważnie, pokazując cały garnitur z dziąsłami włącznie. Warczy także na ludzi (= dzieci niektóre, ale jednak dorosłe), rzuca się ze szczekaniem na kogoś szczękającego drzwiami, kiedy on jużśpi (a jak pisałam, idzie spać z kurami :evil_lol:). To nie jest zabawa, tylko poważne straszenie z nutką ostrzegawczej agresji :crazyeye:. Broni czegoś, sam już nie wie czego, bo wszystko ma. Tapczanu nikt nie zabiera, bo są trzy na wymianę. Nie protestuje, kiedy inny kolega położy się na jego kanapie i wtedy bez problemu zajmuje inne legowisko. Tego więc nie musi już bronić. Michę dostaje oddzielną, zresztą w tym względzie wykzuje akurat strach i wstrzemięźliwość. Za warkoty i zębiska jest karcony i wtedy robi się malutki i zdziwiony. Podobnie, kiedy - wciąż - powarkuje, próbując wymusić podział posiłkiem ze mną lub panem. Nie próbuje wtedy nic więcej, nie jest to skomlenie ani wzrokowe "sępienie", tylko ciche, ale jednak powarkiwanie. Chyba musiał kiedyś walczyć o zdobycz i nie umie inaczej. Albo to jednak test na przywództwo :diabloti:. Dajemy radę i proces wychowawczy trwa! Kochany malutek...
-
Nie odzywam się, bo zepsuł mi się komputer. Wpadłam na chwilę. Szef jest już prawie udomowiony. Kocha zabawę. Pet pokazał mu, do czego służą plastikowe butelki typu (nomen omen) PET :diabloti: i mały rzuca nimi jak foka piłkę. Właśnie zmieniliśmy siatkę na brami, więc już raczej nie ucieknie. Zresztą, coraz rzadziej podchodzi tam w niecnych celach. Zimę przywitał niechętnie. Od razu przeszła mu chęć do wychodzenia. Ucieka do domu niczym Arnold. Mało ma futerka i goły brzuszek po tej operacji, więc nie ma się co dziwić. Ma uregulowany dzień. Wieczorkiem spacerek, jeść i spać już przed 20-tą - jak małe dziecko. Słodko śpi do rana. Kochany jest strasznie. Panowie od remontu też go dopieszczają, a jeden wycałowuje po mordce :crazyeye:. Wszystkie psiaki zresztą są tak obcałowywane przez pana, bo on kocha zwierzaki, a te psie najbardziej. Nutusiu, jak będziesz mieć okazję porozmawiać z Doktorami, spytaj, proszę, czy zauważyli narośl koloru ciała na dolnej powiece jednego oka Szefa. A jeśli tak, to co to jest. Poza tym wszystko OK. Szef ma już własną uprząż, a dzisiaj może wygram mu na bazarku kubraczek;).
-
Dzisiaj mniej piszczał i tylko raz próbował zwiać :evil_lol:. Nie, żeby mu przeszło, ale pan od remontu narobił hałasu i Szef się nim zmęczył. Najpierw zajrzał kilka razy zza węgła, czemu rozwalają mu chałupę (skuwanie glazury), potem podwarknął bez rezultatu, a potem schował się w kąt i spał aż miło z krótkimi przerwami. Chyba go rozgryzłam: on zwyczajnie kocha harmider i musi mieć zamęt koło siebie jak w lecznicy. Dobrze się z tym czuje i bezpiecznie :diabloti:.
-
[quote name='Nutusia']No fakt - tęsnienie powinien był uzgodnić, ale on zdaje się już taki "niezależny typ" jest ;) Nie to nie - wolność podwórkowa ograniczona i basta! Może do wiosny tęsknica mu przejdzie, bo szkoda będzie go w domowym areszcie trzymać, jak już się trawka zazieleni... :)[/QUOTE] Aż tak źle nie będzie ;). Tylko, że zamiast np. 10-ciu, będzie miał 3 - 4 wyjścia podwórkowe oprócz smyczy. W międzyczasie wzmocni siĘ zaporę antypsią w bramie czymś bardziej trwałym i wtedy... hulaj dusza! Podkopu u nas nie da się zrobić bo murki pod siatką mają duży "wkop" w ziemię, a siatka i płoty nie dają marginesu. Mniejsi od niego sąsiedzi - bardzo towarzyscy i zabawowi - czasem przełażą, ale tylko pod bramą lub między prętami. Wtedy jest imprezka :evil_lol:. [quote name='Ellig']Czy Szef oprocz czipa ma adresowke?Jezeli nie to moze zamowie dla niego taka co Ty na to Wawer?[/QUOTE] Dzięki za dobre chęci :). Już o tym myślałam, ale żaden z moich psiaków do tej pory takowej nie posiadał, bo ucieczka im nie w głowie. Podwórko i gonitwa na smyczy im wystarczały. Adresówka nie wystarczy, jak pies wyleci na ruchliwy Trakt Lubelski albo na trasę otwocką z pociągami włącznie, w nieznanej mu okolicy. Tu każdy samochód byłby dla niego groźny, bo on inwalida. Myśleliśmy raczej o jakiejś tymczasowej przyczepce do szelek, ale na razie czekam na szelki kupione na bazarku. Jak będą szelki, to najwyżej łobuziaka będę przywiązywać na bezpieczną dla niego odległość z 10 m od drzwi domu (nie mam łańcucha ani budy, spoko :)), kiedy akurat nie będę mogła go bez przerwy pilnować. Ale wolałabym, żeby sam przestał się wygłupiać i kumpli straszyć, bo naprawdę były zaniepokojone jego wyczynami. Wręcz ze skargą w oczach do mnie przyszły. Szkoda, że nie umieją sobie pogadać.
-
Przykuć nie ma do czego i nie wolno :). Skończy się tylko wolność podwórkowa :mad:, bo nikt nie będzie wybiegał z nim co kilka minut albo stał w drzwiach (zimno) albo w oknie i patrzył co robi pies przez ileś godzin dziennie na podwórku ;). Spacery mu nie wystarczają, on sobie tęskni bez uzgodnienia z nami :lol:. Nie pracuję, a gdybym pracowała, to siedziałby w domu i już ;).