Hehe, szkoda, ja bym nie wytrzymała i coś jej powiedziała, oczywiście tak, że nie miałaby się do czego przyczepić, albo by nie zrozumiała.
Wiecie co, z tymi adopcjami, to tak jest, że może i faktycznie tam na paluchu nie ma kto doradzić.
Przecież nie zawsze są wolontariusze. A zresztą jak są to jak widać człowiek chcący adoptować, wie lepiej, a potem oddaje.
Ale gdyby tak wolontariat był bardziej rozwinięty, gdyby każda osoba przychodząca do schronu, miała kogoś z kim może pochodzić, kto może pokazać psy, porozmawiać, doradzić, to na pewno byłoby mniej zwrotów i więcej adpcji.
Ale i do tego schronisko musiałoby być promowane, reklamowane.
Wtedy kolejki by były.
A im brzydszy psiak, tym większym by się cieszył powodzeniem.