Reksio w poczekalni u weterynarza jest cudownie grzeczny:cool3:, siedzi cichutko pod ławeczką udając że go wcale, ale to wcale nie ma..;)
Do gabinetu - wiadomo - ślizgawka po podłodze, więc raczej biorę go na ręce, jak nie walczę akurat z Miśką, bo ogony raczej w pakiecie się wizytują ;-)
Za to jak wychodzimy z gabinetu z powrotem do poczekalni...nooo, Reksio już jest "po" więc idzie dumny, najeżony i dostojny, powarkując na wszystkie te psy, które przed momentem zupełnie ignorował.:razz::cool1:
Wyjątkiem był cudny i olbrzymi dog niemiecki Bagiet, którego Reksio obwąchał ostrożnie wysuwając nosek spod ławki z oczami szeroko otwartymi ze zdumienia ( "Ten duuuży to pies???") i nie warknął ani przed wizytą, ani po - omijając go ze spuszczoną głową..:diabloti: