Jump to content
Dogomania

Jasza

Members
  • Posts

    22228
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by Jasza

  1. Leonardo, pękło mi serce.....:-(:placz::placz::placz: Co robić????????????? Dowiedz sie wszystkiego proszę, może znajdziemy DT...
  2. Dziękujemy! Wkleję zdjęcia, tylko chyba muszę mamie aparat pożyczyć...;-)
  3. To czekamy, czy się pojawi..zdjęcia, wątek....
  4. [quote name='togaa']A ktos odwiedzil maliznę w sobotę ?[/QUOTE] No właśnie, jak Chmurka?
  5. Mała jak pchła, w tej trawie ;-)
  6. Może PW? Nie wiem, czy Kvik jeszcze czyta....
  7. Oj tam, Lulu będzie grzeczna jak aniołek!
  8. Dziękuję w imieniu Filipka. Przynioslam mamie dzisiaj taki mały mikserek, to będzie papki kombinować ;-)
  9. W czwartek wieczorem moja mama znalazła pod balkonem gołębia. Młody, opierzony już, choć nie do końca.. Nie chodził i nie fruwał. A że to teren na którym mam karmi koty i mały dlugo by nie pożył, zabrała go na górę, zrobiła domek z kartonu, wyścielony miękko takimi lekkimi szpitalnymi materiałami ( takimi z jakich się robi koszule w które się trzeba ubrać do operacji). Niestety Filipek ( takie imię mu mama zafundowała) nie potrafi sam jeść więc jest karmiony trzy razy dziennie papką zrobioną z mielonego siemienia lnianego i białego sera i wody - za pomocą strzykawki. Jutro mama kupi w zoologicznym jakąś karmę dla niego i będzie ją miksować i produkować różne papki.. W Śląskim Ogrodzie Zoologicznym porad udzielono skromnych, odesłano do Pogotowia Leśnych Zwierząt w Mikołowie, ale że gołąb mało leśny, to nie wiem, czy by go tam chcieli ;-) Mama ma nadzieję, że Filipek odkarmiony, "dopierzy " się, rozrusza nóżki na balkonie, nauczy się jeść samodzielnie a potem poleci do swoich a u niej będzie tylko gściem. Planuje mu zrobić domek podwieszany.. Zresztą u mamy na balkonie cały rok pełno ptaków. W najwiekszej donicy zamieszkasły cukrówki, mama już w niej nawet nic nie sadzi, bo przyjęła do wiadomości, że to ich gniazdo.;-) Napisałam do Daśki, może coś podpowie... Mój dziadek, mamy tata, najbardziej na świecie kochał gołębie. Pierwszego dostał od swojego dziadka albo taty, jak mial niespełna dziewięć lat. I odtąd siwki, grochowioki, lacioki stały się jego pasją. Nawet jak go mama posyłała na łąkę, żeby gęsi się trawy najadły, to próbował je do lotów szykować, jak gołębie własnie,a potem dostawał ochrzan jak się wydało, bo gęsi zamiast coraz tłustsze, to coraz cieńsze i chudsze się robiły ;-) Jak dziadek miał już swój gołębnik i swoje gołębie, to zawsze poznał który gołąb jest który, nawet kiedy miał 300 albo 400 ptaków. Poznawal je w locie, po tym jak gruchały, jak do niego podchodziły, jak kołowały nad daszkiem gołębnika..po piórach, oczach, lotkach w ogonie.. A kiedy pod koniec życia leżał w łóżku nie mogąc chodzić, mój kuzyn, który opiekował się dzaidkowymi gołębiami, przynosił mu czasami do domu, do pokoju jakiegoś wybranego pokazać, dziadek chcial widzieć w jakiej są kondycji, jakie mają pióra, jakie oczy, jak nałożone "ringi" na łapkach... I kiedy dziadek brał gołębia do ręki, cała jego twarz się rozjaśniała. I poznawał go. Mówił: " To tyn modzik, po stary siwce od Kapelusznika...fajno, przytyło mu się.." Dla nas to było, jakby on z garści piachu wybrał jedno ziarenko i wiedział skąd się w tej garści znalazło. Jakby poznawał łąkę po jednym źdżble trawy...a dla niego każdy gołąb był bardziej niezwykły niż człowiek. I jak kiedyś weszłam z nim do gołębnika, przez klapę w podłodze, po drabinie, sztywna z przejęcia, prosto w ten puchający, gruchający, drapiący w nosie ptasi swiat, to wśród trzystu główek dziadek po chwili dostrzegł jednego nieznajomego, zawołał po gołębiemu ( pot, pot, tylko to nie "o" a raczej twarde "oy" , śląskie, ciężkie do napisania), podszedł, pooglądał...porozmawiał... A ja stałam cicho jak myszka, a mimo to gołębie się mnie trochę bały, spoglądały to jednym okiem, to drugim..dziadek był ICH, ja byłam OBCA... Chyba dlatego mama powiedziała, że dziadek by jej palcem z nieba pogroził, jakby Filipka spod tego balkonu nie zabrała...
  10. Jaka NOSTALGIA :diabloti: ..nad pustą skrzyneczką...;-)
  11. Mały strachulec... Zapisuję.
  12. Poprosimy o numer konta. Czytam wątek od jakiegoś czasu, jestem pod wrażeniem Twoich opowieści Czarodziejko, pod wrażeniem Waszego dziewczyny zaangażowania, pod wrażeniem tego, jak Daszka jest dzielna i mądra. Poprosimy o PW z numerem konta ( PW do Feliksik..). Daszeńka - wszystkiego co najlepsze. Uściski.
  13. Zaglądam w biegu. Jutro zrobię kilka ogłoszeń.
  14. Nawet nie wiem co napisać...mam dzisiaj jakiś taki dzień "chandrowy" a tu takie opowieści, trochę, żeby się uśmiechnąć, trochę, żeby wzruszyć... Ech..oby każda psia historia miała taki finał. Choć dla Was to nie finał przecież, tylko początak, początek wspolnej psio-ludzkiej przygody. Uściski dla Lulu!!!!
  15. A co z tą wizytą w Chorzowie?
  16. Cześć Haniu!!! Javenka - dzięki za takie wieści Liskowo-Diankowe! Konto zaraz podam, jezeli nie macie nic przeciwko, żeby Daszy podarować te pieniadze. Henikar - jak Sara? Jak jamniik???
  17. Cholera nie zapytałam, mam nadzieję, że zdrowy i że dopierzy się i poleci do nieba i ponad drzewami. Na razie to muszę dopaść kogoś od gołębi ( Daśka?) kto mi powie czy karmić na siłę, czy on sam będzie coś jeść? Przepraszam, że na potffornym wątku piszę, ale tak mnie Martynka zainspirowała...a gołąbek, to nawet nie wiem czy on czy ona....
  18. Jeżeli chodzi o Kalm Aid, to nie polecam. Kupiłam w zeszłym tygodniu dla Reksa, jak wyjeżdżaliśmy na wycieczkę integracyjną i musiałam/chciałam zabrać psy ze sobą. Dostawał podwójną a nawet potrójną dawkę przez sześć dni w sumie i nie zaobserwowałam żadnej zmainy zachowania, a chodziło o to, żeby sie zrelaksował i nie szczekał na biegające wszędzie dzieci itp. Jeżeli już to proponowałabym skonsultować z weterynarzem i zapytać o hydroxyzynę, ale to już nie zioła...:-( Czasami jednak takie rozwiązanie pomaga, przez parę dni Sara błaby wyciszona, może pomogłoby to jej uporać się z lękiem separacyjnym...Sama nie wiem, ale pójśc do weta nie zaszkodzi. A oprocz tego zastosować wszystkie porady, ktore podpowiadają specjaliści czyli: - wybiegać psa rano, potem około 15 minut przed samym wyjściem, ignorować, nie mówić do niego, nie glaskać, wyjść bez pożegnania. - zostawić coś czym pies może się zająć, czyli np. kong wypełniony smakołykami, - ja zostawiam rękawiczki wypchane różnościami, tym, co ogony barrrdzo lubią - można jedną taką rękawiczkę albo skarpetkę rzucić psu pod nos a kilka innych porozrzucać po całym mieszkaniu/ogrodku. -zostawić grające radio - jeżeli chodzi o ogrodek - to ta wersja odpada. Można by zapytać Dogomaniaczek, ktore wiedzą więcej, np. Majqi, Zerduszko...
  19. Ja cały czas czytam, choć nic nie piszę. Mishka jest bardzo dzielna, nawet nie wiem, kto bardziej, Ona, czy Ty Eloonia ;-):loveu:
  20. Ano chyba cicho.. Dobrze chociaż, że malutka w dobrym schronisku....
×
×
  • Create New...