porzegnałam dwie Sary ,bokserki,obie odchodziły na moich oczach pierwsza cichutko, przytuliłam ja mocniej był tylko wdech , wydech i koniec.druga piekna wydawałobysie okaz zdrowia chciałam zatrzymac ja jak najdłuzej przy sobie ,wiedziałam ze jest juz w drodze,ostatniej nocy głaskalam ja przytulałam, o 6,00 rano cieszyłam sie ze nie odejdzie jeszcze dzis,Ale po godzinie nastapił kryzys przed utrata przytomnosci sunia zaczeła płakac i nawoływac ,wiedziała ze cos sie z nia dzieje,a ja musiałam pozwolic jej odejsc.jej płacz i nawoływanie słysze do dzis.Potem nastapił moment smierci ,wierzcie łzy mi leca jak to pisze.Zadna smierc nie jest piekna.Za jedno jestem wdzieczna swoim psunia ze odeszły same,ale gdybym miała widziec ich straszne cierpienie i miec swiadomosc ze nie jestem w stanie w niczym im pomoc pewnie zdecydowałabym sie na eutanazje.W zyciu nic nie jest wieczne , wszystko przemij my tez przeminiemy wiec cieszmy sie zyciem i kochajmy nasze zwierzaki gdy sa z nami a gdy odejda opłaczmy i przytulmy do siebie nowego zwierzaka.:cool1: