-
Posts
9780 -
Joined
-
Last visited
Content Type
Profiles
Forums
Events
Everything posted by Lionees
-
Dziękuję dziewczynki za Wasze słowa otuchy i pocieszenia...dzisiaj minie tydzień jak nie ma mojego Królewicza jedynego,mojej dobroci i łagodności,mojego pięknego psa...:-( Wieczorem powstawiam fotki krasnalki.U Niej wszystko dobrze,apetyt teraz ma średni,bo każda karma nerkowa nie jest najsmaczniejsza,nawet ten Hill's.No ale musi ją jeść,przynajmniej przez jakis czas. Życie toczy sie dalej,ale smutne to zycie,niby tyle piesków,a pusto sie zrobiło...nie ma białej,puchatej kuleczki...eh:-(
-
[quote name='AgusiaP']Jejku Renatko to super. Czyli najważniejsza sterylka, jedzonko w naszym zakresie. Czy to wszystko? Jeszcze napisz proszę ile sunia może zostac u Ciebie? Ja teraz muszę zmykac bo mam urwanie głowy w pracy.[/QUOTE] Dziewczynki dam jej dt na miesiąc,jeżeli to Was urządza.Niestety nie na dłużej,bo szykuje sie do mnie następny dziadunio,niewidomy sierotek.Także decyzja Wasza.Jednak po miesiącu sunia musi znaleźć inny dt/hotelik Ja chcę tylko jedzenie dla niej,no i muszą być środki na weta/sterylkę.Można sunię zgłosić do funduszu sterylkowego.
-
[quote name='AgusiaP']Oooo nie wiem czy dobrze zrozumiałam... Renatko czyli jeżeli byłaby taka potrzeba to możesz przetrzymac sunie?[/QUOTE] tak,ale musicie skombinować jej jakies jedzonko,no i oczywiscie jakby do mnie przyszła,to od razu musi miec sterylkę.Moge ją wysterylizowac u siebie,lub może przyjść do mnie zaraz po sterylce.ale to podstawa,bo gdyby dostała u mnie cieczki,to moje dziadki dostałyby palpitacji serca.Bo wiecie,chore to,słabe,ale żaden nie wykastrowany i mimo,że siły nie mają,to chęci pewnie by były...
-
[quote name='marra']Ja myślę że tu nie ma co robić aż takiej selekcji, żeby miała towarzystwo i kompanów do zabawy bo trzeba ją jaknajszybciej zabrać z tego miesca gdziekolwiek,noce coraz zimniejsze...idzie jesień, może byc cieczka...[/QUOTE] No selekcji nie ma co robić,to jasna sprawa,tylko,że ja mając stare,chore psy siłą rzeczy muszę robic selekcje,bo do swoich dziaduniów 14,15,18-letnich,nie moge dac psa powiedzmy 2,czy 5-letniego,dlatego pisze,żeby rozeznać sie w innych hotelikach.Ja mogę być absolutnie awaryjnie awaryjna,na krótki czas jeżeli Wam pasuje
-
[Sochaczew] Kochany, bardzo chory staruszek... Punio za TM
Lionees replied to APSA's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
Tak,u Punia widać kolosalną zmianę.Wstaje,chodzi,nie przewraca sie,nie kręci sie w kółko.Po nocy jednak musze pomóc mu wstać,jednak w dzień jest o wiele lepiej.Na dworku chodzi jak Japoneczka:)Robi drobne kroczki,ale szybciutko,że nadążyc za Nim cięzko.W domu jest bardzo rozmowny,ma najwiecej do powiedzenia,patrzy sie na mnie jak do Niego mówię i on mi odpowiada szczekaniem.No pocieszny jest:) dokupiłam mu jeszcze 5 tabletek caprodylu,dałam 15zł.Czyli caprodyl będzie stosowany przez 10 dni,potem decyzja co dalej w zależności od stanu Punia.Wet powiedział,że to dobry lek,można go dawać długo,nie ma skutków ubocznych.Punio waży 11,300 -
Bylismy u weta,Precelek nie jest przeziębiony,natomiast serduszko pracuje jak stara pompa i prawdopodobnie stąd ten kaszel.Gagatek wazy 7,200,oczywiście nie był zadowolony z mierzenia temperatury w pupie,a juz apogeum jego wnerwienia siegnęło zenitu gdy wet zaaplikował mu zastrzyki.No zrobił sie pies warcząco-gryzący;). Dostał tez tabletki na serduszko na 8 dni.Potem kontrola. Dzisiejszej nocy pies wreszcie sie wyspał,bo nawet pół razu nie zakaszlał:)Natomiast jest na mnie obrazony,bo jak przyjechał to dostawał pyszności do jedzenia,a teaz daję mu jakieś coś co według niego nie nadaje sie do jedzenia,czyli karme Trovet.Doprawiam mu ją zawsze czymś pachnącym,ale i tak patrzy na mnie spod byka jak mu stawiam miseczkę.No cóż,przykro mi bardzo,ale musi to jeść.. Za leki zapłaciłam 35zł,bo 15zł kosztowały leki dla Punia i dlatego rachunek jest na 50zł,bo wet zapisał to na jednym wydruku
-
Jestem na zaproszenie AgusiP. Mój wątek hotelikowy jest na razie nieaktualny,bo mam juz 2 psiaki,ale nie mam kojcy,ani bud,psiaki latają po wybiegu i spią w pomieszczeniu ponad 30m kwadratowych.Miejsca sporo,ale mam sunię ON,która nie toleruje innych suczek i dlatego nie mogę dać tam innej psiny,bo by sie pozjadały,a oddzielic póki co nie mam jak.W domu mam hospicjum,same starowinki,nie wiem jakby sunia czuła sie w takim otoczeniu,bo ona nie jest chyba jakas stara,nie wiem jakby staruszki czuły sie w towarzystwie młodego psiaka,gdyby sunia nagle odżyła i chciała ich zaczepiać do zabawy.Popytajcie dziewczynki w miejscach,gdzie mają psiaki zbliżone wiekowo do suni,aby miała towarzystwo i kompanów do zabawy.Będę śledziła wątek w razie co
-
Opalik - nie umarł na metrze kwadratowym posadzki...
Lionees replied to APSA's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
[quote name='ollalaa']:-( Opaliczku bądź szczęśliwy za tęczowym mostem[/QUOTE] Mam nadzieję,że jest szczęśliwy... Chociaż myślę,że nigdzie Mu nie będzie tak dobrze jak u mnie...bardzo Go kocham Ale mam nadzieję,że dogomaniaczki z Talcott na czele zaopiekują się Opalisiem i wygłaszczą Go ode mnie,póki ja sama tam nie zawitam do nich...a juz bliżej mi niż dalej... -
[Sochaczew] Kochany, bardzo chory staruszek... Punio za TM
Lionees replied to APSA's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
Byłam z Puniem u weta,dostał zastrzyki i tabletki.Powinno mu sie poprawic po tym.Doszła dzisiaj karma dla Punia i Precelka.Dziekuję Kupiłam mu też pieluszki,dałam 15zł.Musi w nich chodzić,dopóki mu sie nie poprawi,bo bez pieluszek wszystko było mokre,łącznie z Nim -
*ŁATEK* po 1,5 roku w DT stracił deklaracje!!POMOCY!
Lionees replied to fizia's topic in Już w nowym domu
Fiziu,może w ogłoszeniach podaj kontakt na siebie,bo Clo jest zalatana,może umknął Jej jakiś telefon w sprawie Łatusia?Ona ma tyle spraw na głowie,że chociaż z tym byśmy Ją odciążyły A ja w końcu się zbiorę i porobię fotki kawalera,ale teraz zupełnie jestem zdruzgotana.Umarł mi Opalik:-((mam Go w podpisie),umarł nagle i niespodziewanie dosłownie w kilka chwil....miał cholernego raka...jakoś nie mogę sie pozbierać po tej śmierci...Opalis był moim Słońcem,moim Królewiczem,był najpiekniejszym psem,takim dobrym,kochanym,wiernym psem... -
Opalik - nie umarł na metrze kwadratowym posadzki...
Lionees replied to APSA's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
Gdybym wiedziała wcześniej o tym nowotworze...tylko co bym zrobiła?czy bym bardziej kochała opalisia?Nie,bo bardziej juz nie można...czy zdecydowałabym się na operację?nie wiem.. Wiem tylko,że bardzo mi Go brakuje...to wszystko jest takie niesprawiedliwe... Ale ja wierzę w przeznaczenie,wierzę,że Antoś ustąpił miejsca Opalisiowi,żeby ten mógł umrzec w domku,żeby zaznał na koniec miłości,żeby nie odchodził sam... Moja ciocia,siostra mojej mamy,jest jednocześnie moją chrzestną.Obie jesteśmy bardzo pro zwierzęce,chyba tą miłość do zwierząt odziedziczyłam właśnie po cioci.Jesteśmy również duchowo bardzo związane.Ciocia zadzwoniła do mnie,czy coś się ze mną nie dzieje,bo miała bardzo zły sen,bardzo źle jej się śniłam,aż sie obudziła w nocy ze strachem.A ja tej nocy rozpaczałam po Opalisiu...widocznie mój ból ciocia jakoś telepatycznie odebrała...to takie braterstwo dusz...Coś w tym jest,jak również chyba jest coś w tym,że zwierzaki wracają w innym zwierzaczku....czy Opaliś kiedykolwiek wróci?Bardzo bym chciała,bardzo... -
U Precelka wszystko dobrze,trochę kaszle,muszę i z Nim pójść do wetki niech go przebada.Precelek jest grzeczniutki,ale nie lubi towarzystwa psów w bezpośredniej bliskości,warczy na nie i nawet widzę,że mógłby ugryźć.To taki typ samotnika.W sumie nie jest zaczepny,ale nie schodzi psom z drogi.Najczęściej siada w wejściu na balkon,albo w progu pokoju i jak jakiś pies chce przejśc,to warczy i nie daje.Taki jest skubaniec mały;) Nie ma przejścia na balkon,pocałujcie mnie w nos,a ja was dziabnę:p
-
Opalik - nie umarł na metrze kwadratowym posadzki...
Lionees replied to APSA's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
Halciu Kochana,ale widziałaś i przytulałas Antoniuszka...to był ten sam pies,ta sama dobroć,to samo futerko...Antoś wrócił w Opalisiu...teraz już nie ma żadnego,nie ma już takiego psa...boszsze,gdyby był,przelałabym znowu całą miłość,całą tęsknotę na wcielenie Antosia i Opalisia...ale nie ma takiego psa Są trzy rodzaje ludzi,którzy cierpią po śmierci swoich ukochanych psów.Jedni już nie chcą więcej psa,aby ponownie nie cierpieć,drudzy chcą psa,ale broń boże,aby nie był podobny do ich zmarłego psiaka,żeby im nie przypominał wspaniałych chwili i bólu po jego śmierci,a trzeci rodzaj ludzi,to tacy,którzy szukają sobowtóra swojego psiaka.Ja należe do tej trzeciej grupy.Wiem,że charakter jest inny,że to inny pies,ale podobieństwo fizyczne pozwala mi ukoić choć trochę ból,tak jak to stało sie w przypadku straty Antosia...przyszedł Opaliś i to na Niego przelałam całą miłośc po Antosiu...no taka już jestem dziwna... -
[Sochaczew] Kochany, bardzo chory staruszek... Punio za TM
Lionees replied to APSA's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
U Punia zauważyłam pogorszenie w chodzeniu i wstawaniu.jak do mnie przyjechał tydzień temu,to było jeszcze nieźle.Chodził na sztywnych łapkach,ale chodził.Teraz ma problemy ze wstawaniem,musze mu pomagać,ale jak go postawie i On chce iśc,to sie przewraca.na dworku też na spacerkach się co jakiś czas przewraca,jak staje na łapkach,to podwijają mu sie paluszki.Staram sie często Go podnosić,żeby wzmocnił sobie łapinki i z moją asekuracją chodzi,ale musze go pilnować,bo się chwieje na boki.sika często,jak wyjdzie późnym wieczorem na dwór,to do rana nie wytrzymuje,tylko sika na posłanko.Po porannym spacerku,do godziny 11 rano potrafi jeszcze 4 razy zrobić siku,potem po południu już nie tak często sika,no ale jeszcze ładnych kilka razy na pewno.Pójdziemy do weta,zobaczymy co nam powie Taki z Niego słodziak:loveu: Mój Rambo przyjął Punia bardzo gościnnie,Punio też nie pyskuje do Ramba:loveu:,chyba wie,że z młodym miałby marne szanse na pyskowanie;) -
Tanitko,dziękuję za przepiękny kubraczek dla maleńkiej,zrobię jej potem fotki w tym cudnym ubranku.. Mało mnie teraz wszędzie,bo nie mogę sie pozbierac.Opalis miał cholernego raka prostaty.Podstepnego,nieoperacyjnego,który zabrał mi psinę dosłownie w kilka chwil.Boszsze...nie ma sprawiedliwości na tym świecie,nie ma. Ostatnie zdjęcie Opalisia,3 dni przed Jego śmiercią...babisia przyszła się do Niego przytulić...każdy do Niego lgnął,do Jego ciepła,do Jego dobroci,do Jego spokoju...To był wyjątkowy pies..
-
Opalik - nie umarł na metrze kwadratowym posadzki...
Lionees replied to APSA's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
Kolejna noc,smutna noc...miałam wrażenie że za chwilkę Opalis przydrepcze,odchyli kołdrę i będzie się chciał przytulić.Ale On leży juz w zimnej ziemi.Ma tam kocyk,ale co mu po kocyku...Mimo,że nie śpię sama,to jednak zimno mi.Opalik był takim pieskiem,że wszyscy ogrzewali sie w Jego cieple,w cieple Jego futerka,w cieple Jego dobroci. To ostatnie zdjęcia,3 dni przed smiercią... Z babuleńką jamnisią I z Precelkiem Moje kochane,wierne,cudowne psie serduszko... -
Opalik - nie umarł na metrze kwadratowym posadzki...
Lionees replied to APSA's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
Nie czuję sie lepiej,jestem załamana,ta smierć jak zadna inna wstrząsnęła mną do głębi.W tym roku przezyłam 3 razy śmierć.Antoś chorował,wiedziałam że umrze,każdy kolejny dzień celebrowałam,traktowałam jak dar,licząc się z tym,że może to byc ostatni dzień...Morusek umarł mi na rękach,nauczyłam sie śmierci od Antosia,wiedziałam,że Morusek umiera i nic i nikt tego nie zmieni,po prostu zgasła Jego swieczuszka.A tu?Opalisiowi do końca nic nie dolegało,nic nie zapowiadało,że cos się będzie działo,nie było żadnych objawów.Nawet rano w lecznicy,gdy pies leciał mi przez ręce,lekarka nie wiedziała od czego.Zrobiliśmy na cito badania krwi,nie działo sie nic,nic co byłoby niepokojące,nic,od czego sie umiera!nie miał temperatury,nie miał biegunki,nie miał brzydkiego moczu,no pies na oko zdrowy,a jednak umierający.ratowaliśmy wszystkim czym moglismy,ale to było ratowanie w ciemno,bo tak na prawdę nie było sie do czego doczepić.Dostał na wszelki wypadek antybiotyk,leki wzmacniające,p/bólowe,kroplówkę i pojechaliśmy do domu.Położyłam go na jego posłanku i byłam przy nim cały czas.Jednak w jego oczach widziałm juz śmierć.Znałam takie oczy,Antoś miał takie i Morusek.Usiadłam przy Nim i do końca trzymałam jego główkę w swoich rękach,cały czas mówiąc Mu jak bardzo go kocham,żeby pamiętał...I usnął...cichutko,bezboleśnie...bezboleśnie dla niego,a dla mnie ból dopiero się zaczął.Kocham psy,wszystkie psiaki,które u mnie były/są,kocham bardzo,każdy jest inny i niepowtarzalny,jedyny w swoim rodzaju,ale musicie mnie zrozumieć,że są psy,które są w jakis sposób wyjątkowe.I takie psy dla mnie to Antoś,Opaliś,Niuniek i Niunia.To moje ukochane psiaki,moje słońca jedyne.Juz dwa słońca zgasły-Antoniuszek i Opaliś,zostały jeszcze dwa.Nie wiem co zrobię,jak i One zgasną,nie wiem,czy sie pozbieram.Podobno czas goi rany...podobno,ale ból jest okropny i ten ból zawsze w sercu zostaje.jakis kawałek mnie umarł z tymi dwoma psiakami...ja wiem,że ludzie umierają,ja wiem,ale śmierć tych psiaków jest dla mnie tak bolesna,że aż porównywalna ze smiercią bliskiej osoby... Zdecydowałam się na sekcję,poniewaz ta śmierć była tak szybka,tak dziwna,że musiałam sie dowiedziec co było jej przyczyną.Zadzwoniłam do APSY z prośbą,żeby zabrała Go do Warszawy,ale Asia powiedziała,żebym dowiedziała się,czy u nas nie robią sekcji.Zadzwoniłam do lecznicy i uzyskałam odpowiedź,że robią i mogę przywieźć psiaka.Po sekcji miałam milion pytań,na które dostałam odpowiedź... Opalis miał raka prostaty,był to guz miękki,który w odróżnieniu od guzów twardych nie uciskał na inne narządy i nie dawał efektów bólowych.Tak "pięknie" się wkomponował w narządy wewnetrzne,że absolutnie był nie do wykrycia w badaniu palpacyjnym i teoretycznie w zadnym innym.Korzenie guza powrastały w narządy i gdyby nawet jakims cudem udało sie go wykryć,to Opalis mógłby nie przezyc operacji,bo to dziadostwo było tak ukrwione,że mógłby nastąpić krwotok podczas ruszenia skalpelem.jedyną ulgą w tym wszystkim jest to,że Opalis nie cierpiał i nic Go nie bolało. Jak bardzo się cieszę,że chociaz te pół roku,Opalis czuł sie kochany,bo kochałam go bardzo,poczuł,że ma dom,własne posłanko,własne łóżko do którego zawsze wieczorem przychodził i wtulał sie we mnie...cieszę się,że mogłam "skarmić"go pączkiem-jak to jedna napisała.tak,cieszę się,że zdążył,że mógł posmakowac tego co lubił.Miał wszystko co chciał.Chciał poleżeć w bucie-leżał,chciał leżeć na moim ubraniu-leżał,chciał spać w łóżku-spał,najbardziej lubił kurczaczka-dostawał,uwielbiał jeździć noskiem w trawie-jeździł,chciałby gwiazdkę z nieba-dostałby...To niby nic,zwykłe przyziemne sprawy,ale dawały mu tyle radości,że to aż niesprawiedliwe,że Jego zycie musiało sie już skończyć...Boszsze...tak bardzo mi brakuje tej kochanej,białej,puszystej kuleczki,tego mokrego noska,który nocą wpychał mi sie pod kołdrę i popychał mnie,żebym sie posunęła,bo On chce wejść sie przytulic...jesuuu,ale ból Piszę to i płaczę,oczy mam całe zapuchnięte i ledwo co widzę,ale muszę to z siebie wyrzucić,ten ból,ten żal,tą tęsknotę... Żegnaj moje Słoneczko,Królewiczu mój... Dla Opalisia mam piosenkę,tą samą,którą zadedykowałam Antoniuszkowi... Śpijcie moje Aniołki,śpijcie... [video=youtube;JmTGTfm2UrM]http://www.youtube.com/watch?v=JmTGTfm2UrM[/video] -
Opalik - nie umarł na metrze kwadratowym posadzki...
Lionees replied to APSA's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
Opaliś miał raka,pieprzonego,podstępnego nieoperacyjnego raka prostaty.Nie mam siły nic więcej pisac,nie mam już łez,ukochany nasz królewicz umarł -
Zrobiłam podsumowanie wpłat dla Babisi:) Kaskadaffik-30zł-bardzo dziekuję:loveu: Halcia-15zł-bardzo dziekuję:loveu: Ulka18-10zł-bardzo dziękuję:loveu: Smieszna-50zł-bardzo dziękuję:loveu: Secia-20zł-bardzo dziękuję:loveu: Razem-125zł Wydatki: podkłady-34zł badania i antybiotyk-75zł Razem-109zł Zostało-16zł,za które dokupię maleńkiej podkłady,starczy jej na około tydzień czasu Podkłady są na pierwszej pozycji Kupiłam jeszcze 10szt-za 11,33zł,ale nie zwróciłam uwagi,ze nie wsadziłam do portfela paragonu:shake:,musicie mi uwierzyc na słowo... To kwitki od weta,na takich świstkach:roll:...antybiotyk badania Mam nadzieję,że cos widać,bo jakos mi sie licho zeskanowało:mad:
-
[quote name='Jasza']Zapiszę... Majqa - zazdroszczę męża okrutnie. Tobie i Renacie.[/QUOTE] Że mi zazdrościsz męża?No nie gadaj:evil_lol: I nie zazdrość...miałam juz kilkadziesiat myszy przyniesionych z pola,łąki-wszystkie pokaleczone(ale normalnie sie zregenerowały:)),nawet z podwórka-wyrwane z paszczy kota;).Przynosił gołębie i inne ptaki,co wypadły z gniazda,no i kilka psiaków i biedne kotki...:) No cóż...taka karma:)Dobrze,że go mam-znaczy się mojego męża:loveu: