Jump to content
Dogomania

Sybel

Members
  • Posts

    2501
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by Sybel

  1. Ahahahaha :D Się ma te priorytety :] A ja miałam dzis niezłą scenę. Idę sobie z mamą i czwórką (aktualnie, chwilowo, regularnie mam dwa) na spacer. Felek Luzem, mama prowadzi na smyczy Tyfusa, a ja Filipa i wczoraj znalezioną Fionkę (do adopcji, info tu: [url]http://www.dogomania.pl/threads/193142-Filigranowa-Fioneczka-z-rowu-szuka-ciep%C5%82ego-domu[/url] ). Fionka, która wczoraj wyglądała, jakby świat miał ją zaraz żywcem pożreć, skacze radosnie na smyczy, cieszy się, zaczepia psiaki. Spotkałysmy pania, która strasznie przeżywała, że mała twki w rowie. Pani do nas "ooo, to juz cztery? a tamto małe bidne siedzi pewnie nadal w rowie..." A ja na to: "ależ to jest to małe z rowu". Pani w taki zachwyt wpadła, ze az mi całą watahę przestraszyła, jak zaczęła świergotac do małej :D Wiecie, jaki to fajny widok? I miny ludzi na widok dwóch wariatek ze stadem psów, a każdy z innej parafi...
  2. No własnie musimy kompjutr domowy naprawić, mój facet ma dziś dostarczyć nowa płytę główną, a ja poganiam ekipe z aparatem :] Coś czuję, że małą będzie widać jako rozmazaną plamę, bo ona w ogóle sie nie zatrzymuje :] Rany, najchętniej sama bym ją zatrzymała, gdyby nie świadomosć, ze naprawdę nie moge sobie na to pozwolić ;( Tym bardziej, ze sie mała do mnie starsznie przywiązała
  3. Moja jeszcze nie ma zdjęć, komputer w domu raczył się pochorowac i mu płyta padła, więc nie mam jak dodać (w pracy nie mam takiej możliwości), ale wątek jest tutaj: [url]http://www.dogomania.pl/threads/193142-Filigranowa-Fioneczka-z-rowu-szuka-ciep%C5%82ego-domu[/url] Mi się to tez dośc często zdarza, zresztą nie wiem, czy to ja w tym domu jestem bardziej szurnięta, czy mama. W każdym razie myśl przewodnia w tej rodzinie brzmi "no przecież jej tak nie zostawię". Mama przez moja Fionke trzy noce nie spała, jak mała siedziała w rowie i nie dawała sie złapac :) Ale już powoli urabiamy sąsiadkę, która jakiś zcas temu musiała uśpić swoją dwudziestoletnią mikrosuczkę, więc może sie uda...
  4. No więc Tyfus zapoznany z moimi chłopakami, a ja znowu szukam domu... Wczoraj nam się takie małe coś przyplatało (właściwie zostało wyłuskane z kanału). Szczegóły tutaj: [url]http://www.dogomania.pl/threads/193142-Filigranowa-Fioneczka-z-rowu-szuka-ciep%C5%82ego-domu[/url]
  5. Jesień to okres, kiedy w mojej okolicy nastepuje wysyp psów. W tym sezonie na razie wygląda to tak, ze do rodziny dołączył Tyfus, a wczoraj z rowu wyciągnęłysmy z mamą maleńką Fionkę. Fionka tkwiła w naszej okolicy już od kilku dni, była dosłownie oszalała ze strachu, nie dała do siebie podejść, musiały być przynajmniej 2 metry dystansu. W końcu, po kilku godzinach proszenia i błagania utknęła w krótkim odcinku rowu na deszczówkę przykrytym kilkoma płytami chodnikowymi. Zablokowałam jej wyjście z jednej strony, więc wypadła w objęcia mojej mamy. Była tak przerazona, że naprawdę myślałam, ze w domu będzie permanentna histeria. Jednak gdy tylko trafiła w ciepło, pod dach, dosłownie natychmiast rozkwitła, zaczęła biegać, skakać, szaleć. Została wykąpana, wyczesałyśmy wszystkie śmieci z futerka, odpchliłysmy. Zaprzyjaźniła się z moimi trzema chłopakami, ale ustawia ich po kątach, jest niesamowicie przylepna. Fionka to na oko roczna kruszynka, wazy ze 3 kg, jest chyba miksem yorka i sznaucerka miniaturki. Co prawda jest na nią chętna, ale jest to mocno starsza pani, a Fionka jest bardzo żywiołowa, uwielbia być noszona, przytulana:loveu:. Wolała bym, żeby trafiła do młodszych ludzi, którzy będą w stanie zając się nią, wybiegać, wytulić. Fionka pakuje się do łózka, umie zachowac czystość, jest miła, choć nieufna wobec obcych, jednak kiedy czuje się zagrożona, bez oporów pakuje sie obcemu na kolana :D. Jesli jest głodna, piszczy i leci do kuchni. Umie sie bawić, daje się czesać, choć kąpiel to na razie trauma. Nie wiem, jak jej układy z kotami, ale z psami ogólnie ok. Podobno aktualnie lezy na nogach mamy i żuje mojego Felka :evil_lol:, który jest jak zwykle zachwycony (za to Tyfus siedzi obrażony na piżamie mojej siostry i strzela focha, że Felek o nim zapomniał... A Filip korzysta, ze jego kanapa wolna... Matko, mam dom wariatów :D ) Zdjęcia dodam może dziś, jeśli mi mój facet komputer w domu naprawi - na firmowym niestety nie jestem w stanie dodawać zdjęć. Fionka zostanie wysterylizowana, a jeśli szybko znajdzie się dobry dom, a ona by wymagała jeszcze odrobaczania, szczepienia itd, to dom musi się zobowiązac do setrylki - innej opcji nie biore pod uwagę. Dodam jeszcze, że znalazłam ją w obroży, ale nie znalazłam ogłoszeń na jej temat nigdzie w prasie, na stronie schroniska czy innych takich. Obdzwoniłam wszystko, co brzmiało podobnie, ale bez rezultatu. Obroża byla częsciowo oberwana, szyja i sierść pod nią wytarta, jakby nigdy jej nie zdejmowano, mała jest częściowo wyłysiała (łapki, brzuszek), ma troszke pcheł i pomimo dokarmiania podczas bezdomności jest chuda jak patyk. Nie wiem, czy ten dom był taki super:angryy:, ale jesli ktoś spotkał się z ogłoszeniem, dajcie prosze znać. Kontakt w sprawie adopcji: ja: 601 318 544 mama: 605 721 789 Jesli nie odbieramy, możemy być w pracy akurat zajęte, prosze wtedy wysłać sms z informacją, w jakiej sprawie dzwonicie, to sie odezwiemy, jak będziemy wolne. Fionka jest baaardzo wierna, może być psem jednej osoby, byle ta osoba oddała jej całe serce i liczyła się z tym, że tak mały psiak może żyć nawet 18 lat.
  6. Romka, wykrakalaś. Wczoraj wyciągnęłam z rowu sunieczkę, krzyżówkę yorka ze sznaucerkiem miniaturką. Chyba ktos się jej pozbył sądząc po jej stanie (chuda, łysawa, zapchlona, wytarta od obroży szyja, ale wspaniały charakter), tak więc obecnie mam w domu radosną czwórkę. Fiona być moze dziś trafi do nowego domu, jest pani, która bardzo o nią pytała, ale zobaczymy, czy podczas rozmowy zgodzi sie na sterylkę i całą resztę. Na szczęście Fionka będzie pod stała opieką sąsiadki, która tez pomagała ją złapać, a która bardzo popiera sterylki i pomoc bezdomniakom. Fionka trafi do cioci tej sąsiadki.
  7. Podrzucam :) Co u pięknej?
  8. Post numer 18 - to akurat fakt jest. I nie ma się co rzucać.
  9. Dlatego piszę, że warto by było to zgłosić gdzieś. Moze jest na forum ktos z tych okolic, kto współpracuje z którąs organizacją i może pomóc? A moze ktoś ma jakieś prawdziwe, nie wygooglowane informacje (bo jednak nie ufam takim wynikom, jeśli nie ma twardych dowodów)?
  10. Nie usprawiedliwiam jej, nie znam jej realnej sytuacji i nie mam 100% pewności, ze rozmnaża te psy. Jest takie podejrzenie, ale jak dla mnie nie jest jeszcze udowodnione. Do tego czasu wstrzymam się z ocena jej zachowań. Nie podoba mi się natomiast jad w tej dyskusji, nie lubię, jak ludzie traktują obcych nie wiedząc, jaka jest ich sytuacja, jakby ci ludzie usiłowali wysadzic miasto w powietrze conajmniej. Nie wszyscy myslą o psach i ich losie perspektywicznie, stąd taka bezdomność. Może TOZ jest w stanie sytuację zbadać, psy odebrać, kobiecie jakoś pomóc. Nie zmienimy świata, jesli będziemy się wściekać na ludzi za ich niewiedzę. Tak zniechęcimy zamiast zrobić cos pozytywnego. To może dziwne stwierdzenie, ale pamiętajcie o pozytywnym szkoleniu. Na psy działa, na ludzi też ;)
  11. Jeszcze dwie sytuacje, które mnie rozwaliły: 1. ide z moimi psami, a tu wychodzi stary dziad i na mnie z gębą "a po cholere to trzymac takie kundle śmierdzące, mleka nie daje, jajek nie daje, tylko by żarło!" Na co uprzejmie odparłam "i wzajemnie" 2. Fiśka miała lekką nadkwasotę i czasem rano się zdarzał pawik. Kiedyś tak stoi na trawce, twardo pompuje, a akurat jakiś "wielce doświadczony psiarz" przechodził. Spojrzał na nią z obrzydzeniem "tego psa to uspic, bo z tego juz i tak nic nie będzie". Dodam tylko, że zyłą jeszcze jakies 7 lat, a umarła, jak miała 13 :]
  12. Njus o Tyfusie. Został :D Moja siostra i jej chłopak się zdecydowali, że nie oddadzą. Tak więc Tyfus u siostry jest Tyfus, a u jej chłopaka Stefan. A w ogóle miał być Ziggy Stardust na cześć Bowiego, ale nie wiem, jak postęp.
  13. Dokładnie. Swoją drogą my z siostrą zawsze miałysmy talent do zaprzyjaźniania się z dzikimi psami. Kiedyś, miałysmy może 4 i 6 lat, poszyłśmy z rodzicami w czasie wakacji na ryby nad Wartę. Rodzice sobie siedzieli na brzegu, my byłysmy grzeczne, więc nie oddalałyśmy się, tylko sobie łódki skrobalysmy z kory za ich plecami. Nagle rodzice się odwracają, a my siedzimy wtulone w dwa wielkie wiejskie wilczury i "mamusiu, pieski przyszły". Pieski były na maksa zdziczałe, ale zostały z nami do kolacji, siały postrach we wsi, a z nami do końca wakacji chodziły na spacery. Były wielkie, a tak mnie i młodej pilnowały, że jak zbliżalymsy sie do rzeki, to lazły obok i zaganialy do rodziców. Jedyny pies, jaki mnie ugryzł w życiu, to pinczerka mojej jednej babci, małpa niewiarygodna, siała postrach wśród ludzi i psów. Z nią to było zycie jak z bombą. Tak swoja drogą staram się obcych psów nie głaskać, bo wiem po moich, że może im to nie sprawiac przyjemności, jesli obcy cżłowiek je zaczepia.
  14. Ja się ostatnio dowiedziałam, że mam szpica i pudla. Tłumacze babce, że to kundle są na 100%, z ulicy, koło tych ras może ich prapraprababcie czy praprapradziadkowie leżeli, ale oni nie sa rasowi. Baba na to, że na pewno rasowe, bo takie czyste, a ten czarny pudel to widac strzyzony. Tłumacze jak krowie na granicy, że mam taką fanaberię, że lubię strzyc, myć i czesać kundle. No zbulwersowała się, że kundel to na łańcuch. Czasem człowieka zatyka... No i ciągłe "moge pogłaskać?" i zaskoczenie na "nie, bo gryzie", chociaz nie gryzie, ale się po prostu stresuje, jak obcy głaszczą....
  15. Jak dla mnie ktoś z tamtych okolic powinien chocby dyskretnie oblookac sytuację, przez miesiac - dwa ja zbadać, a potem - jesli faktycznie jest tak xle, pomóc. A jeśli to przekret, dac znac. Ode mnie, z Łodzi, to jest bądź co bądź kawałek.
  16. No tak, jak chora, lepiej niech sie połozy i czeka, aż wróżki przyniosą żarcie dla niej i psów... Zrozum, sa ludzie, którzy w taki czy inny sposób sobie radzą, bo znają TYLKO taki sposób. A moze nigdy nie pracowali? A moze sa trzecim takim pokoleniem? Nie potrafią inaczej, nikt nie pokazał im, ze MOŻNA inaczej...
  17. Ja już mam dwa swoje plus trzy na dochodząco - 2 mojego faceta i od niedzieli szczeniaka u siostry, któremu zreszta domu szukałam... A Beza jest tak boska, że z chęcią bym ja wzięła, ale nie ma jak...
  18. Osobiście boje sie oceniać, sama mam bardzo dobra sytuację, bo i wczasie studiów miałam pracę i po studiach maksymalnie pół roku szukałam, a znalazłam naprawde przyzwoitą, i mam gdzie mieszkać, więc jak na razie nie zaznalam takich kłopotów. Psy mam dwa swoje, w sumie na dochodząco pięc pod opieką, ale mogę sobie na to pozwolic, bo karme mają najlepszą, są sterylizowane, leczone, kochane, czyste. Nie oceniam więc potencjalnej perfidności tych ludzi, zresztą jakie mam prawo? Uwazam, że jezeli ktoś z tamtych okolic ma chęc i mozliwość, może znajdzie jakąs drogę pomocy psom i ludziom. Bo widzicie, taka bezradnosć, proszenie, a jak się odmówi, to oburzenie - to są efekty wieloletniej złej sytuacji, ci ludzie nauczyli się, że tak jest latwo i po co się starać, skoro ZAWSZE w końcu ktoś się ulituje. Tu by pomogła tylko akcja wielotorowa - pomoc psychologiczna, pomoc w szukaniu, zdobyciu i utrzymaniu pracy, pomoc w zrozumieniu, ze zbieractwo jest złe, ze taka bezradność jest szkodliwa dla nich najbardziej. No i pomoc w adopcji psów. Tyle, ze oni musieli by chcieć...
  19. Jak miałam trzy psy, facet do mnie z dzieckiem podszedł i zapytał, po ile je może kupić. Spokojnie odparłam, że daje dziecku doskonały przykład sugerując, że mozna sprzedać przyjaciela. Zatkało go wtedy, a taki był już rubaszny :]
  20. Ona jest jak mój Felek, tyle, że on "szynszylowato" umaszczony. Też miał wypadek, nóżke złamana i drutowaną, przetrącona miednicę. Dobrze jest wtedy mięśnie wzmacniac, masaże psiakowi robic, a ideałem by było, jakby mogła pływać. Wtedy nózka by się tak nie ciągała... U Felicjanskiego myslelismy, że na wózku skonczy, a potem zastalismy go na stole z morda w serniku, więc mogę zagwarantować, że masaże, pływanie i szybkie ucieczki dzialają cuda :D
  21. Są organizacje pro publico bono, które psy i koty wykastrują i wysterylizują, a Asian nie zapłaci ani grosza. Może jakas organizacja z Poznania by była w stanie objąć patronatem akcję adopcyjna chocby polowy zwierząt, jesli Asian się zgodzi. Bo ja rozumiem, że jak człowiek jest w niezbyt udanej sytuacji, to chce miec kogoś, kto kocha bezwarunkowo, nie zadaje pytań, tylko zawsze ufa i broni. Jednak NIE WOLNO doprowadzać do takiej sytuacji, gdy wszyscy głodują z powodu zbyt dużej ilości pysków do wykarmienia. To wpłynie na zdrowie całej ekipy, niedożywiony pies nie obroni tak dobrze, jak najedzony, a dwa duże psy do wykarmienia są bardziej realnym wyzwaniem, niż cztery. Może jest tu ktos, kto zajmuje sie opieka społeczną i zamiast rzucać "może iśc do roboty" wskaże konkretne oferty, jakies propozycje, jak cała sytuację zmienić? Na pewno jest jakaś organizacja, która pomoże rozwiązac sytuację. Asian, NIE BIERZ więcej psów, bo zrobisz im większą krzywdę, niz schronisko. Po prostu. Tam mają szanse na szczepienia, leczenie, adopcję... Przy okazji, czy te zwierzaki są szczepione? Odrobaczane? Może ktoś jest w stanie w tym pomóc? Swoja droga jakis mod by się tu przydał, żeby posprzątac wątek, bo nie podoba mi się slownictwo ponizej krytyki na dogo, a tu jednak dzieciaki tez wchodzą.
  22. Miałam kiedys psa z rakiem prostaty, który miał cewnik, w związku z czym miał pieluchę i kołnierz, na sapcer wychodził tylko w kołnierzu. Teksty na ten temat na osiedlu były takie: "a, bo pieska tak przed słońcem chronicie?" "Na pewno odbieraja w ten sposób fale radiowe" I to panie emerytki były :)
  23. W ciągu półtora roku udało mi się po rodzinie umieścić dwa psiaki, więc na przykład na działkę do lasu teraz będzie jeździła piątka - taki zlot rodzinny :) Tylko jeszcze Tyfusa nie przedstawiliśmy reszcie, bo może być ciężko.
  24. Od razu zaznaczam - czytałam pierwsze 5 stron, po czym juz nie mogłam się powstrzymac i odpowiadam bez przeczytania całości. Z tekstu zrozumiałam, ze pies stał / biegał luzem, bez smyczy, bo żeby zareagować właścicielka chwile potrzebowała. Mam psa z lekką psychozą, o której wiem, bo trudno to przeoczyć jakiekolwiek objawy agresji. NIGDY nie puszczam go luzem, jesli widzę na horyzoncie inne żywe stworzenie poza gołebiem, za którym pogoni i wróci. Jesli babka wiedziała, że jej pies z jakiegoś powodu MÓGŁBY chocby teoretycznie zaatakować, nie powinna puszczac go na terenie, który jest wykorzystywany jako plac zabaw czy "wybiegalnia" dla dzieci. Poza psem potrzebna jest wyobraźnia, bo jednak pies to zwierzę, a nie miś pluszowy. Pies, jeśli zaatakował, raczej nie jest zrównoważonym zwierzaczkiem, więc nie powinien latać sobie po placu / ryneczku / łaczce, jesli bawiły się tam dzieci. Tym bardziej jesli w zasięgu wzroku nie było dorosłych. Nie ma sie co czarować, do pewnego wieku dzieciak tez za bardzo nie mysli, ja wiecznie mialam na przykład jakies wypadki - a to wpadłam do szamba, a to do stawu, a to do rzeczki, a to wręczyłam siostrze polano na ognisko, a w polanie mrowisko. Dlatego rodziców psim obowiązkiem jest PILNOWAĆ, nie ZERKAĆ przez okno, bo akurat się zdąży wyjść z domu, przelecieć przez klatkę, potem dzielącą od dziecka odległosć, jak się coś złego dzieje. Tu jest kompletny bark wyobraźni z obu stron, ale jak dla mnie włascicielka pownosi jej jakieś 65% (ze tak to obrazowo ujmę), bo za zwierzę, do tego średnio ułozone ponosi opowiedzialnosć moralna i prawną. A dzieciak ma prawo zyc, poruszać się i oddychać w domu i przed domem. Gdyby mój zróbił cos takiego, czy to psychol, czy ten łagodny, pod ziemię bym się zapadła i starała się dzieciakowi tarumę jakoś zrekompensować.
  25. Albo drugiego na boku strzelić i wymieniać... Ale to chyba za wiele logistyki wymaga :]
×
×
  • Create New...