-
Posts
29112 -
Joined
-
Last visited
-
Days Won
30
Content Type
Profiles
Forums
Events
Everything posted by Ewa Marta
-
Dotarłam, poczytałam, co już wiedziałam i obejrzałam zdjęcia. Ona jest piękna i taka szczęśliwa na rękach u człowieka!!! Trzymam kciuki za ten potencjalny domek!!!
-
[quote name='Anna_33']Tiaa, a ja chcialam polecic chwytak, ktory OS kupila...ale za 450 zl kurcze,myslalam, ze to tanio :angryy: Do listy ratunkowej na Ursynowie prosze mnie doczepic. Bede sie czepiac, jak nie doczepicie. Jak przechowac trzeba cos duzego, to tez moge)[/QUOTE] Czuj się zapisana na listę Aniu;)
-
[quote name='Neigh']No Gusia oczywiście - a ponieważ ja mam słabość do świrów....bo to wiadomo swój swego znajdzie, to się jej już parę razy oświadczałam....ba z raz to nawet zostałam przyjęta:-) Nie odda do kojca.......hihih psychol jeden. Tia' A ja bym go nazwała NUGAT skoro się tak obsesyjnie tej ulicy trzymał......poza tym Tygrys miał mieć na imię Nugat, ale już miał imię....wiec dobrze by mu wróżyło. Zresztą jak się bedzie nazywał tak sie bedzie nazywał..... Pytanie jak mu znaleźć lokum odpowiednie. Swoją drogą jestem cholernie ciekawa jutra........bo to różnie bywa. Jedna taka psica np. doszła na haju podobnym do wniosku, ze ona w sumie to się ludzi jednak nie boi....[/QUOTE] To prawda, "psychiczna" Gusia nie odda psiaka do kojca. Ale gdybyście spojrzeli na niego, jak przerażony uciekał przed jakimkolwiek kontaktem z ludźmi, a potem spal jak zabity i można go było głaskać i był taki... dostępny i bezobronny, to też byście nie oddały. On w kojcu zdziczeje do końca. Potrzebuje socjalizacji i swojego właściciela, któremu zaufa i którego pokocha. Jest piękny mimo ran i zaniedbanej sierści,. Z trudem powstrzymywałam się, żeby go nie przytulac i nie całować tego wykończonego pychola. Na zdjeciu widzę nowe szelki, kupiłyśmy jeszcze drugie, z innym niż te zapięciem. Mamy nadzieję, że z dwóch par szelek nie zwieje. Idę spać, czuję w kościach poranne i wieczorne bieganko. Śpijcie dobrze, cudownie mieć świadomość, że i on śpi smacznie, a dzięi środkowi usypiającemu nie stresuje się, nie chce uciekać, tylko chrapie na kanapie:multi: A Nugat ładnie:lol:
-
[quote name='gusia0106']Dziękujemy :Rose::Rose::Rose: [IMG]http://img204.imageshack.us/img204/9492/0000209.jpg[/IMG] Wszystko jutro. Dziś już nie mam siły.[/QUOTE] Ten widok wyciska łzy z oczu:loveu: Nie mogłam przestać myśleć, że jak go nie złapiemy do nocy, to zamarznie... Czuję tak niesamowitą ulgę że aż mi się rozlewa gorąco w środku.
-
[quote name='mysza 1']Ależ się cieszę z powodu tego biedaka:loveu:. Teraz trzeba zdjąć wszystkie plakaty, którymi zakleiłyśmy rano całe osiedle:evil_lol: Dobrze, że pan uległ urokowi Asi, bo nikt inny nie chciał przyjechac, zresztą on tez nie ;) Jesli chodzi o tą sunieczkę to idę na jej wątek.[/QUOTE] Część już zdjęłyśmy, ale trzeba Wam przyznać że kleiłyście mocno;)
-
To była naprawdę błyskawiczna akcja. Chłopaki załatwili sprawę super! My mokrzy od ganiania, ale w końcu udało się. Płakac mi sie chciało, kiedy zobaczyłam to ieszczęście jeszcze kilka minut wcześniej usiłujące uciec, choc juz tylko truchtał i widać było, że ma dosyć. Potem taki leżący bez sił. jednak kiedy zaczęłi go podnosić na kocu, nagle znowu i ożyl i koniecznie chcial uciekać. Dobrze, że mial pętlę na szyi... Po chwili widok psa śpiącego na podłodze w kuchni był powalający. Wybaczcie nieskładność. Jestem wykończona nerwami przez cały dzień i strasznym stresem, że coś pójdzie nie tak. Wielki ukłon w stronę chłopaków, ale też wszystkich, którzy ruszyli z pomocą, w stronę tych, którzy nie mogli przyjechać ale koordynowali wszystko telefonicznie i naganiali nam ludzi (Neigh:loveu:) Pięknie dziękujemy Panu z Ubocza (?), który nie znając nas, przyjechał gotowy pomagać. Gusia dostała mnóstwo telefonów od ludzi, którzy na bieżącio informowali ją, gdzie jest pies. Plakaty spełniły swoją rolę:loveu: I wiecie co? Fajnie jest mieć świadomość że nie wszyscy sąsiedzi chcą psa ukatrupić, a tylu tak chętnie dzwoniło i informowało gdzie jest pies.... Jak on się w końcu będzie wabił? Kupiłyśmy z Gusia dwie pary super mocnych szelek, każda zapinana inaczej. Teraz się chłopak nie wymknie! Ale się cieszę, że śpi już bezpieczny w domu..... Może ktoś napsize składniej o całej akcji, ja muszę iść z psami na spacer, bo dzisiaj mało miałam dla nich czasu.
-
Będę na pewno. Nawet przed 17, żeby już sie rozglądać i go zlokalizować. Mam tylko prośbę, nie wołajmy go, bo głos człowieka dziala na niego bardzo kiepsko. Najlepiej lokalizowac go w ciszy. Wezmę ze sobą koc, mam w samochodzie ręczniki, które już dawno temu dostałam od Neigh dla Gusi. Złapiemy go, wierzę w to bardzo. To mądry psiak, ale bardzo, bardzo przerażóny. Po tylu godzinach biegania środek powinien podziałać szybciej...
-
Rozmawiałam z wetem z ZOO. Mówi, że tylko tyraliera i siatka... On nie może strzelać poza ZOO. Mówi, żeby nie łapać gołymi rękami, bo go tym bardziej wystraszymy i nie złapiemy. Gusia kombinuje siatkę, a Ci, którzy będą o 17, niech może zabiorą jakieś koce i latarki. Ja będę na pewno, wcześniej też pójdę sprawdzić. Gusia ma info od jakiegoś faceta, że pies przesiaduje w krzakach koło telepizzy i Warusa. Niestety z każdej strony można tam uciec:shake: Biegnę zaraz do moich psów, a zaraz potem podjadę tam, może jakimś cudem uda się go zwabić na pachnąca parówkę...
-
Wpadłam na moment w przerwie spotkania w firmie. Dziewczyny, on rano, po wyrwaniu się Sławkowi, bardzo wyraźnie biegł w stronę domu Gusi. Minął mnie kilka metrów, aj akurat szłam do nich. Biegłam najpierw za nim, potem wróciłam po samochód i samochodem z Gusią dojechałyśmy w jej okolice. On tam był. Wyraźnie trzymal się klatki, ale bał się wejść. Nadzieja w tym, że tam czuł się bezpiecznie i w końcu wejdzie. Nie reaguje na żadne wołanie, wręcz przeciwnie - wołanie powoduje szybsze oddalanie się. Nie chce szynki, nie chce nikogo. Cały czas biega, więc nie zamarza narazie. Kilka minut temu był znowu pod klatką. Ja wracam na zebranie, ale jak tylko będę mogła, urywam się i pędzę szukać go dalej. Jest przerażony, ale nie agresywny. Może jak już będzie bardzo zmęczony, wejdzie do klatki? Gusia pilnuje, żeby cały czas była otwarta. Najważniejsze, że wraca. Byłam pewna, że jest już daleko. Trzymam się tej myśli, że jednak wejdzie do klatki.
-
Znalazłam i melduję się na stałe na wątku. Gusiu,m numer konta poproszę uprzejmie i piosz, co mogę zrobić. Może za kilka dni mogłabym poznać kolege osobiście i w razie czego pomóc Ci w wyprowadzaniu go na spacery? Ja bym po każdym siusianiu na dworze bardzo chwaliła i dawała cos pysznego (paróweczkę na przykład). W domu z kolei sprzątałabym bez słowa. Może chłopak załapie, że to siusianie na dworze się opłaca? Jesteś niesamowita, kochana i bardzo mocno trzymam kciuki za Ciebie i młodego. Jego pyszczek nie jest dziki, on jest przerażoną kupą psiego nieszczęścia, która jeszcze nie wie, że trafiła do raju, do tego w kolorze pomarańczowym:loveu: Mogę podrzucić Ci 10 fajnych czapek zimowych dla dzieci i dla dorosłych na bazarek. Pora dobra na takie zakupy. Daj znać, kiedy będziesz miala siłę zająć się bazarkami kochana.
-
Olu, Ty ją widzisz i wiesz lepiej. Pewnie, że lepiej byłoby jej nie stresować jazdami. Może rzezcywiście zaczekac do wtorku, kiedy skończy antybiotyk i wtedy zobaczymy co dalej... Decyduj i w razioe czego daj mi znać. Emilio:loveu: Pięknie dziękujemy za to, że pamiętałaś o Miśce:loveu: Jak widzisz kasa nadal potrzebna:-(
-
[quote name='asiaf1']Już skontaktowałam się z Moniką z Kosiarzy prosi, żeby przyjść do niej w poniedziałek między 17-21 będzie tez w tym czasie Igor Biesennik to razem ją obejrzą[/QUOTE] Mogłabym spróbować dojechać na jakąś 20 po Miśkę i Olę (mam nadzieję że pojedziesz ze mną w arzie czego?) Jest mnale prawdopodobieństwo, że się nie wyrobię z pracą, więc gdyby ktoś jeszcze mógł ją zawieźć, byłoby pewniej. Jeśli nie ma nikogo, stanę na głowie i Misiulę zawiozę... Gdyby nie było mnei na dogo, to puść Olu sygnał, a ja oddzwonię.
-
Wydaje mi się, że w takiej sytuacji trzeba ją zawieźć na Kosiarzy. Jeśli coś zostało nie tak zrobione, to poprawka jest chyba w ramach reklamacji? Jakoś się w razie czego będę mogła umówić i zawieźć Miśkę tam na zabieg. Potem, pewnie po kilku godzinach trzeba ją będzie zabrać do domu, bo nie ma sensu, żeby tam siedziała, skoro ma swoje miejsce na ziemi. Lulka, może warto zadzwonić do pani Doktor na Kosiarzy i powiedzieć o przypuszczenaich lekarza? Myślę że sama pani doktor będzie ją chciała zobaczyć. To fajna klinika, ale jak wszędzie zdarzają się czasem takie sytuacje. Nie możemy zostawiać Oli z tym problemem. Jeśli się niepokoi, warto to skonsultować z lekarzem, który ją operował...
-
[quote name='Lulka']Ja mam dokladnie takie samo zdanie jak ten wet, dopoki pies czuje sie dobrze to sensu badan nie widze. Zresztą w przypadku raka złośliwego juz wiele zrobic sie nie da, najwazniejsze stworzyc jej teraz super warunki do zycia i obdarzyc miloscia czego z pewnoscia jej nie zabraknie wsrod tak super ludzi :loveu: Zwolenniczka chemii dla psow nie jestem. Uwazam ze dla psa liczy sie jakosc zycia, a nie jego dlugosc i zameczac psa chemią to bezsens. L/Olka ogromne dzieki za wizyte u weta i opieke nad Misia :loveu: [/QUOTE] Zgadzam sie w 100%. Dal niej najważniejsze w tej chwili, to własny kąt i miłość człowieka. Jak zacznie ją boleć, trzeba pomóc, a dopóki jest w dobrej kondycji - nie ruszać, nie męczyć badaniami...
-
Biedna Kropeczka... ona musi umierać ze strachu przed samotnością:shake: Wydaje mi się że to jedyny sposób, zaczynać od kilku chwil i powoli wydłużać jej samotność. Moja znajoma swojemu psiakowi zostawiała włączone radio albo telewizor. Wtedy nie czuł się taki samotny. Dobrze, że zostaje z kością, cz inną n ogą. To zawsze pozwala zając się czymś. Moja sunia do roku przy każdym zostaniu w domu samotnie zjadała mi szafkę nocną, drzwi, nogi od łóżka, wreszcie telefony, piloty, książki... wszystko było dobre, żeby się wyżyć. Potem wychodziłam z nia na długie spacery rano (od godziny w górę), rzucałam piłki i kije, żeby się wyganiała. Po powrocie była tak zmęczona, że nie czekała nawet jak wyjdę i zasypiała...
-
[quote name='L/Olka']o, choina :) dla mnie, naprawdę dla mnie? :) dzięki :oops: hm, z gorszych wieści (ech, jak to sie przeplata) to tyle, że przed chwilą sąsiadka wpadła, że Misi się coś sączy z tej rany/za szwu ? już sama nie wiem z czego. I że gulkę tam ma. Wet powiedziała, że to może być coś ze szwem wewnętrznym (zapomniałam z wrażenia :oops:), ale że do rana można poczekać. Jutro od 13 jest mój lekarz tu blisko, wieć idziemy się pokazać i poradzić. Zdam relacje pewnie pod wieczór, bo prosto od weta na zajęcia muszę jechać (już nie dam rady poprzekładać). Ale przy tym, na szczęście, nie widać, żeby ją to bolało.[/QUOTE] Olu, gdyby była taka potrzeba, to mogę zawieźć ją na Kosiarzy któregoś dnia. Może oni powinni coś z tym zrobić? Ucałuj ten kochany pyszczek ode mnie. Czy ja dobrze widzę na zdjęciach, że Miśka wykąpana?
-
[quote name='L/Olka']To przede wszystkim jedno: jesli Panie stwierdzą, że nie chcą się tego podjąć i oddadzą nam Misię - Misia zostanie u nas do końca. Co do Pań natomiast - dzisiaj była poważniejsza rozmowa, że wyniki nie są dobre. Mnie nie było więc rozmawiała z nimi moja mama. Powiedziała, że mogą nam ja oddać, jeśli nie chcą się przywiązywać, i że wtedy Misia będzie już na stałe u nas. Ale Panie chyba chcą się nią jednak zająć. Mama obiecała też, że gdy nadejdzie koniec - może się zająć pożegnaniem Misi, jako ta "twardsza" od nich. [/QUOTE] Wiesz Olu.... to największa radość móc poznać tak pięknych duchem ludzi jak Ty i Twoi Rodzice. Jestem bardzo szczęśliwa, że Miśce tak się w życiu udało:loveu: Wielki ukłon w stronę Pań sąsiadek również, ale dla Was ogromny pokłon za ogromne i pełne miłości serca. Czy chcę, czy nie chę i tak mam mokre oczy i pisać nie ma jak:loveu:
-
Karmelek - pojechał do domu:-) Ale miny mamy pokerowe...;-)
Ewa Marta replied to Neigh's topic in Już w nowym domu
[quote name='luka1']A cukierek sie nie martwi tym ze go nikt nie chce. Fika koziołki, skacze po budzie, gania się z Łatką. Łatce obecność rudzielca też dobrze zrobiła. Stała się odwazna - misi na wyscigi z Karmelkiem dopchać się do głaskania.[/QUOTE] Wspaniale, że ma towarzystwo i jest mu dobrze:loveu: Dzięki temu możemy bez stresu szukać domku. Chłopak ma budę, jedzenie i towarzyszke do szaleństw. Bardzo dziękujemy!!! -
Dziewczyny, tak nie można... Miśka ma nowotwór- to fakt. Ale jest po operacji, dostała na koniec życia swój własny kąt, kochających ludzi dookoła i możliwość pomocy w cierpieniu, które kiedyś nadejdzie. To bardzo smutne, że już wiemy, co jej jest, ale równie dobrze zamarzałaby podczas zimy albo umieralaby z głodu, bo barek, który ją żywił za moment zamykają. Dla niej to najlepsze, co mogło ją spotkać i trzeba sie cieszyć z tego, że jest jej dobrze, ciepło, sucho i ma pełną miskę. Ona i tak wygrała los na loterii!!! Do tego jeszcze nie wiemy, ile jej pozostało życia, może wcale nie pół roku, tylko dłużej? A "Miśka" wołali do niej ochroniarze i twierdzili, że reaguje...
-
Szkoda, że tak sie Miśka męczy, ale może wet coś jutro wymyśli... Myślisz, że popiskiwała z tęsknoty za Wami? Mogła się w końcu zżyć...