-
Posts
29109 -
Joined
-
Last visited
-
Days Won
30
Content Type
Profiles
Forums
Events
Everything posted by Ewa Marta
-
[quote name='irenaka'][quote name='Ewa Marta']To wspaniale, że spodobał Ci się domek Irenko. quote] Spodobało mi się zdanie Neigh Ewuniu. To był cytat z jej postu:evil_lol:.[/quote] Ale ze mnie ćwiara.... Nie załapałam, a może po prostu bardzo chciałam przeczytać, że spodobał Ci się domek Irenko:razz: Mam nadzieję, że do wycofanie Filipka przejdzie...Czym to może być spowodowane?
-
Jesteś wspaniała Olu!!! bardzo dziękuję za wielkie serce. Nie będziesz żałować, to cudowna sunia:loveu: Mogę ją przewieźć do Ciebie po operacji. Trochę mnie już zna, jechała moim samochodem, więc stres będzie może mniejszy. Wyproszę TZ-a, żeby prowadził, a ja usiądę z nią z tyłu, żeby czuła, że ktoś z nią jest. Narazie deklaruję 50 zł...i bardzo ale to bardzo proszę Was o najmniejsze choćby wpłaty. Nawet 5 zł może pomóc. Prawdopodobnie po operacji potrzebne będą jakieś leki, nie wspominając o hoteliku, czy DT.
-
Trust - pozostaje na zawsze w u p. Teresy:-) wiedziałam........
Ewa Marta replied to Neigh's topic in Już w nowym domu
No jasne, że żal... -
Trust - pozostaje na zawsze w u p. Teresy:-) wiedziałam........
Ewa Marta replied to Neigh's topic in Już w nowym domu
Spójrzcie na to z innej strony..... Miał najwspanialsze 2 lata swojego życia. Był kochany, zadbany, nakarmiony i bardzo szczęśliwy. Dzięki Neigh, która go wypatrzyła, dzięki ludziom, którzy zrzucali się finansowo na niego, wreszcie dzięki Teresce, którą miałam przyjemność poznać, odszedł godnie i bez cierpienia! Widzialam Trusta biegającego radośnie wokół swojej Pani. To był wulkan energii,. Oczywiście, że mógłby żyć wiele jeszcze lat, ale był chory i tylko warunki, które mu stworzyla Teresa spowodowały, że żył na kredyt i to jak pięknie. Wszystkim schroniskowym bidom życzę na koniec życia takiego domku. Trust.... [*] -
To wspaniale, że spodobał Ci się domek Irenko. Czy Filipek jest wycofany w stosunku do innych ludzi poza domownikami, czy w stosunku do nich też? Napisz cokolwiek na ten temat Irenko, proszę.... Marta, Ty też napisz parę słów co u Filipka. Czy nadal się na Ciebie obraża za to, że musisz wychodzić do szkoły?
-
Ja się już zryczałam... Nie mogłam wejść na wątek, ale przeczytałamsam tytuł, który się ładował i krew mi poszła w nogi. zadzwoniłam do Lulki i juz wiedziałam... Straszne to i też uważam, że warto załatwić jeszcze jedną konsultację. Musimy z cała pewnością wiedzieć jakie są rokowania. Gdyby miała cierpieć i do tego nie mielibyśmy dla niej domu, to czy mamy prawo przedłużac jej cierpienia? Pytanie najważniejsze, to czy ona odczuwa ból w tej chwili? I na ile operacja poprawi jej jakość życia? Jezu... dwa spotkania z ta sunią a ja jestem nią zauroczona. Taki kochany skarb i tyle cierpienia przed nią. Ja się chyba nie nadaję do tego... Mimo to pojadę do niej w czwartek (jutro nie mogę na pewno, ale chyba pojedzie Lulka) Dajcie znać jakie są decyzje odnośnie suni. Kiedy ewentualnie operacja albo kolejna konsultacja. To nie jest sprawiedliwe:placz:
-
No i byłam... Na powitanie dowiedziałam się, że sunia postanowiła sobie pójść stamtąd i w związku z tym przegryzła smycz, którą jej wczoraj zostawiłam i cichcem zaczęła iść w stronę wyjścia. na szczęście ktoś to w porę zauważył i ją zawrócił. Niestety w związku z tym została przeniesiona do malutkiego pomieszczenia, gdzie jest dużo kociaków w klatkach i są zamykane są drzwi, żeby znowu nie czmychnęła. To oznacza dosyć wysoką temperaturę i duchotę. Wyprosiłam, żeby otworzyć okno w sąsiednim pomieszczeniu, ale to niewiele daje. Miśka była potwornie smutna, powitała mnie ze zwieszonym łebkiem, który ważył z tonę, jak go podnosiłam. Pani doktor powiedziała, że nie załatwiała się od wczoraj i że mają z tym problem. Zabrałam ją na prawie półgodzinny spacer na druga stronę Wilanowskiej. Chodziłyśmy po trawie i krzaczkach i w końcu pod sam koniec spaceru usiadła i długo siusiała. Na spacerze była bardzo grzeczna, prawie nie ciągnęła, reagowala na "chodź Miśka". Nawet jej się podniósł ogonek i żwawo maszerowała przed siebie. Widać jednak było, że bardzo obserwuje teren i stara się iść jak najdalej. Kiedy chciałam zawrócić, stanęła niezdecydowana i nie bardzo chciała sama się odwrócić. Cały czas do niej mówiłam, co chwila głaskałam i może to pomogło jej się odprężyć i zrobić siusiu. W każdym razie pieszczoty przyjmuje z przyjemnością. A teraz najważniejsze...... obejrzałam ją sobie dokładnie w świetle dziennym i okazało się, że .......Miśka ma tatuaż w lewym uchu! Nie wygląda na tatuaż z hodowli, bo widać mniej więcej 1cm napis 7A albo TA. Kiedy pokazałam tatuaż w klinice, zaczęłyśmy jeszcze raz go oglądać i okazało się, że w środku ucha jest coś jeszcze, ale na tyle głęboko, że nie da jej się tego odgiąć. Moim zdaniem to może być tatuaż schroniskowy zrobiony np, po sterylizacji. Spróbuję popytać tu i tam i czegoś się dowiedzieć. Kiedy wróciłyśmy, Miśka mocno wtulała sie w moje nogi i bardzo nie chciała zostać. Widziałam taki sam jak przy przywitaniu zrezygnowany wyraz pyszczka. Moim zdaniem trzeba ją jak najszybciej przewieźć do Oli na te kilka dni, dopóki nie zwolni się miejsce w hoteliku. Ona jest tam bardzo nieszczęśliwa, taka przywiązana do stołu i samotna. U Oli zawsze ktoś do niej podejdzie, zagada może... Nie wiem, jaką podejmiecie decyzję, ale jeśli jest zdrowa, to możnaby ją zabierać stamtąd nawet dzisiaj. Nie mogę jechać do niej jutro, przydałoby się, w przypadku gdyby tam jeszcze była, żeby ją ktos odwiedził. Jest bardzo grzeczna na spacerze i lubi towarzystwo człowieka. Bardzo przykro mi było ją dzisiaj zostawiać. Rozumiem, że zrobiliśmy to dla jej dobra, ale ona jest bardzo nieszczęśliwa w zamkniętej małej klitce.... Może udałoby mi sie zawieźć ja dzisiaj późnym wieczorem do Oli, jeśli oczywiście się zgodzicie na to. Jestem prawie pewna, że była kiedyś czyjaś, może nawet została wzięta ze schroniska, tyle, że uciekła.... Wspaniale chodzi na smyczy, dostosowuje sie do tempa człowieka i generalnie nie jest dzika...
-
Jeśli uda mi się wyrwać z pracy na godzinę, to pojadę do niej po 14, ale nie wiem czy to będzie możliwe...
-
A ja bym ja jednak poogłaszała... Często ludzie nie mają pojęcia jak szukać zguby, ganiają blisko domu, zamiast ogłaszac w całym mieście. Ona ewidentnie była w domu i nie zaznała krzywdy od człowieka i może ktoś za nią bardzo płacze. Jeśli się okaże, że jest sterylizowana, to tym bardziej ogłoszenia są jak najbardziej potrzebne!
-
Bardzo się cieszę, że mogłam pomóc:lol: Myśłę, że oni nie zgłoszą się po sunię, bo co innego wyrazić zgodę na pobyt suni, która sie przybłąkała, a co innego podjąć decyzję, o zabraniu jej na stałe. To nie zależy od nich, tylko od tej pani Dyrektor. W każdym razie bardzo sunię lubili i martwili się o nią. Widać zresztą, że szła za tym Panem ochroniarzem bez problemu. Ciekawe jak minęła Miśce noc:roll:
-
Ale cudowna wiadomość! Odwożąc na Kosiarzy sunię, weszłam dzisiaj do tego czarnulka. To malutki, chudzitki przeraźliwie piesio. Trząsł się cały i próbowal podnieść łepek z kołnierzem. Podałam mu wodę, którą zmieniłam na świeżą, ale nie chciał pić. Karmy jeść też nie chciał, ale wyglądało na to, że w miseczce zostały tylko resztki. Tak sie cieszę, to taka delikatna psinka, widac było, że mu ciężko się pzrystosować....
-
Nareszcie udało mi się wejść na dogo! Mam problemy w domu z internetem, ale do rzeczy. Kiedy podjeżdżaliśmy po sunię, ona akurat wkraczała do dyżurki Pana ochroniarza. Wyskoczylam prawie w biegu z samochodu, żeby przypadkiem nie wyszła stamtąd i powiedziałam Panu po co przyjechaliśmy. Pan się zafrasowal bardzo i mówi, że najlepiej przyjechać, jak będzie dowódca. Mówię, że moge ją zabrać tylko dzisiaj i że pojedzie do lecznicy na sterylkę, potem do domu tymczasowego, później do hoteliku i ludzie będą szukac jej domu. Pan postanowił zadzwonić do dowódcy, który zgodzil się na wydanie suni. W międzyczasie przyszla Pani ochroniarka i zaczęła się z nimi rozmowa, że sunia grzeczna, kochana i że bardzo żałują, że jedzie. Z drugiej strony jednak za chwilę zamykają barek, z którego Miśka dostaje jedzenie, poza tym pani Dyrektor powiedziała, że jak nikt się nie znajdzie, kto chciałby ją zabrać, to może zostać, ale budy nie chce jej zrobić. Trochę sie obawiają, że narazie zgoda na pobyt suni jest, ale zaraz może się skończyć. Ona całe dnie jest na zewnątrz, ale na noce zabierali ją do tej dyżurki. Nie ma tam miejsca dla niej, ale spała na podłodze. Umówiłam się, że sunię zabieramy na sterylkę, potem do DT i oni mają 10 dni na zastanowienie się i pogadanie z Panią Dyrektor, czy naprawdę chce zaopiekować się sunią i stworzyć jej właściwe warunki do życia, czy nie. Oni bardzo Miśkę lubią i chcą dla niej jak najlepiej, dlatego pomogli nam zaprowadzić ją do samochodu. Miśka zjadła kilka plasterków parówki, pozwalala się głaskać, ale kiedy zobaczyła obrożę w moich rękach, skuliła się w kącie i udawala, że jej tam nie ma. Mój TZ zaczął ją delikatnie głaskać i powolutku założyl jej obrożę. Nie protestowała. Potem znowu głaskaliśmy ją, mówiliśy do niej czule i zapięłiśy smycz. Pan ochroniarz wyszedł z nami na dwór i wołając ją, podszedł do samochodu. Tam podjęłam decyzję, że jest tak łagodna, że odpuszczam jechanie w klatce, tylko biorę ją na tylne siedzenie na kolana. Pan otworzył drzwi, ja otworzyłam drugi i on zawołal sunię z drugiej strony. Weszla spokojnie do samochodu. W drodze zachowywała się jak pies, który nie pierwszy raz jedzie samochodem. Stawała i z zainteresowaniem oglądala co się dzieje za oknami. Czasami siadała obok mnie, chwilami stawała na moich kolanach, a kilka razy położyła łepek na moich kolanach. Po wyjściu z samochodu bez trudu zaprowadziliśmy ją do kliniki, reagowała na swoje imię Miśa, pozwoliła Pani doktor na wszystko, obejrzenie zębów, oczu, brzuszka... Pani doktor powiedziała, że z cała pewnością nie jest szczenna, ale wygląda na sunię po sterylce. Położyłyśmy ja na brzuszek i pod futerkiem zauważyłyśmy coś, co przypomina szew... Dlatego jutro będzie miała robione USG, żeby niepotrzebnie suni nie kroić. Poprosiłam Panią doktor o sprawdzenie, czy nie ma przypadkiem czipa, ale nic nie piszczało. Słuchajcie, to ewidentnie sunia, ktoa umie chodzić na smyczy, jest przyzwyczajona do człowieka i do tego nie zaznala nioczego złego, bo poza tym, że uciekła strażnikom w mundurach, innym pozwala na wszystko. Jest przeurocza, grzeczniutka i łapiąca za serce. Ma kiepskie zęby i narazie to wszystko, co wiem. Jutro będzie wiadomo coś więcej, ale informacje będzie przekazywała Asia, na której nazwisko sunia jest w lecznicy. Kochany kudłacz leżal na podłodze po oglądaniu jej brzuchola i dopóki mny rozmawiałyśmy siedząc nad nią, nie ruszyła się. Kiedy wstałam, Miśka podniosla sie i chciała wychodzić razem ze mną i moim TZ-em. Po godzinie była już z nami zżyta... jest gruba, to fakt, ale żywila się w końcu byle czym, do tego pewnie kalorycznym i mocno przyprawionym. Trzeba ją wykąpać, o co prosiłam w klinice, ale warto to jeszcze przypomnieć. Konieczne jest odchudzenie jej, bo narazie kiepsko będzie jej wychodziło bieganie. I moim zdaniem jest szansa na znalezienie jej domku, bo jest PRZEUROCZA!!!! Mój TZ miał tylko zawieźć mnie tam. Nie dał rady oprzeć sie jej i głaskal ją, przytulał i starał się pokazać, że jest z nami bezpieczna. Czekam z zapartym tchem na kolejne relacje na temat Miśki, przede wszystkim na to, czy jest sterylizowana, ale o tym dowiemy sie pewnie pojutrze, bo dopiero jutro po 18_tej będzie miala robione USG. Zostawiłam jej kołderkę dziecięcą, drugą dala jej Pani doktor, ma więc mięciutkie posłanie w pokoju, gdzie personel często przebywa. Zostawiłam też karmę na 2 dni. I to chyba wszystko:cool3: A może warto porozwieszać gdzieś w okolicy ogłoszenia o jej znalezieniu? Może ona po prostu zginęła komuś? W głowie się nie mieści, że ktoś się chcial pozbyć tak kochanej suni. jest niekłopotliwa i taka łagodna....
-
Nie mam szelek... mam dwie różnej wielkości obroże i obie zabiorę. Mam nadzieję, że nie ucieknie... Trochę mam pietra:roll:
-
No dobra, mam adres L/Olki. Ruszam po sunię o 16:15 z Ursynowa. Mam nadzieję że uda nam się ją złapać. Zabiorę jakieś kiełbaski, żeby ją zwabić. Nie wiem ile waży, jak mi Lulka odpisze, to kupię po drodze środek na odpchlenie. Pytanie tylko, czy warto go od razu zakroplić, czy poczekać, aż np. jutro Ola ją wykąpie i wtedy zakropli.
-
Ja też wysłałam Lulce swój telefon i czekam na wiadomość.
-
Ale cudownie! Rozumiem, że DT będzie w domu? Jakby co, mogę sunię przetransportować do Ciebie, ale może warto, żeby pierwszą noc po sterylce spędziła w klinice? Chyba, że będziesz miała możliwość zaopiekowania się nią tej pierwszej nocy. Z własnego doświadczenia wiem, że to noc nieprzespana. Moja sunia przeleżała na mnie całą noc i płakała co chwila żałośnie. Dostawała środki przeciwbólowe, ale i tak czuła się kiepsko. Druga doba była już kompletnie inna. Psy jednak szybciej dochodzą do siebie, kastracja jest mniej radykalną operacją. Moje psisko tylko spało po powrocie do domu. Czekam na sygnał, czy mam gdzieś dzisiaj jechać. Od jutra będzie trudno, bo pracuję do późna.
-
Mam w tej chwili w domu dużą klatkę, która spokojnie wystarczyłaby dla suni i jakos mieści się w moim bagażniku. Mogę po nią pojechać z moim TZ po południu i gdzieś przewieźć. Niestety nie mogę jej zabrać do siebie, bo mam dwa psy, które nie za bardzo lubią intruzów:shake: Tyle, że nie chcielibyśmy robić tego sami, czy któraś z was może się z nami spotkać tam albo dosiąść się do nas po drodze? Jakby co, podam swój numer na PW. Mogę ruszyć z Ursynowa o 16.
-
No to małą trzeba ciachać już w tym tygodniu! Mogę przelać pieniądze jak tylko się dowiem, gdzie będzie po sterylce i ile to mniej więcej wyniesie. Chyba na Powstańców też jest kl;inika, która przyjmuje psiaki na całodobowy pobyt. Może tam warto zapytać ile kosztuje taki pobyt? Tak, czy inaczej dajcie mi znać, jaka jest decyzja.
-
Jeśli Kasiek sfinansuje sterylkę suni, ja pokryję koszty jej pobytu w lecznicy. Gdyby to było na Kosiarzy, będę mogła wpaść do niej któregoś dnia i wyprowadzić na spacer. Uważam, że do hoteliku może pójść dopiero po zdjęciu szwów. Na Kosiarzy nie ma może rewelacyjnych warunków do dłuższego pobytu psa, ale na czas po operacji w zupełności wystarczy. Chyba, że znajdzie się płatny DT, w którym będzie mieszkała w domu i będzie mogła dochodzić do siebie po operacji. Do zdjęcia szwów, sfinansuję jej pobyt gdziekolwiek, gdzie będzie miała odpowiednie warunki. Chodzi mi o ciepło i czystość. Po wszystkim trzeba by przewieźć ją do hoteliku, bo powrót na ulicę jest nie do zaakceptowania. W lecznicy będzie miała sucho, ciepło, dostanie jeść i zostanie przebadana dokładnie. Dajcie znać na PW, kiedy sunia może jechać do kliniki i gdzie w razie czego mam przelać pieniądze na jej posterylkowy pobyt w lecznicy lub w DT.
-
Patula w cudnym domku!!! Można już płakać z radości !!!!
Ewa Marta replied to irenaka's topic in Już w nowym domu
Kochane, spokojnie.... Wprawdzie nie mam psa z padaczką, ale na zdrowy rozum myślę, że to byl pierwszy atak od bardzo dawna. Do tego nie wiemy na 100%, czy to rzeczywiście był atak. Bardzo dziękuję Paulinie za szczerą informację na temat Patoska. Dobrze, że napisałaś nam o Waszych podejrzenniach o ataku, choć to smutna wiadomość:-(. Gdyby to był mój pies, obserwowałabym bacznie jego zachowanie, czy ma apetyt, czy nie poleguje bardziej niż zwykle. Gdybyśmy byli pewni, że to był atak padaczki, wtedy można myśleć o podawaniu innych leków. Ponieważ jak pisze Neigh nie są one jednak obojętne dla wątroby i mózgu, chyba za wcześnie jest na włączanie ich Patoskowi. Nie sądzicie, że należałoby jeszcze chwilkę zaczekać i obserwować, czy to się nie powtórzy? Neigh walczy z padaczka Tygrysa od półtora roku, ma więc doświadczenie i uważam, że jej opinia jest słuszna. Irenko, wiem, że bardzo się przejmujesz psiakami. jesteś z nimi związana emocjonalnie bardziej niż my, które znamy je ze zdjęć. Musimy jednak zachować rozsądek. Zwiększanie dawki leków po prawdopodobnym (a nie pewnym) ataku uważam za przedwczesne. Gdyby atak się pwotórzył, konieczne będzie obejrzenie go przez lekarza. Dzisiaj jednak odpuściłabym. To oczywiście tylko moja opinia.... -
[quote name='Mara22']ja bym chciała sprecyzować tą moja wypowiedź, Filipek śpi w domu, ale za dnia ganie po polu.... wiadomo, że jak jest mokry deszczowy dzień, nie bedzie siedział na polu, dlatego drzwi są cały czas uchylone, gdy Filipek biega po polu, także ma możliwość schronienia sie w domu, z tym nie ma najmniejszego problemu... także ma możliwość schronienia się przed wiatrem czy deszczem.... a budę bedzie miał już jutro i bedzie ja trzeba tylko solidnie ocieplić, także planowany czas na ukończenie budy to, po jutrze... :) jak wspomniałam wcześniej to zauważyłam, że Filip uwielbia wylegiwać się w piasku, dlatego przynieśliśmy mu pod dom trochę piasku i zrobiliśmy mu taka mała plaże pod palmami :lol:[/quote] No to mnie uspokoiłaś. Teraz brzmi to nieźle, zwłaszcza ta plaża koło domu:lol: Ciekawa jestem, czy Filipkowi spodoba się jego buda. Początkowo trzeba go chyba będzie zwabić tam jakimiś smakołykami:razz:
-
Musisz mu w takim razie wynagrodzić swoją długą nieobecność i jak już jesteś w domu, to bawić się z nim, poświęcic mu swój czas. Wiesz, żeby to byl taki czas tylko dla niego, wtedy poczuje, że nadal go kochasz:lol: Ja po powrocie z pracy pędzę od drzwi z psami na łóżko i witamy się, bawimy zabawkami, tarmosimy. Dopiero po kilku minutach pozwalają mi się rozebrać z kurtki i znowu jest zabawa i czas spędzony z nimi. Wtedy są szczęśliwe i wiedzą, że są ważne dla mnie.
-
Oglądając jego zdjęcia w galerii Ajania, aż się wierzyć nie chce, że to ten sam pies:lol: Wygląda jak po niezłej kuracji odmładzającej. Jest piękny, szczęśliwy i najcudniejszy:loveu: Te jego oczy miałam przed sobą, kiedy zostawiałam go po spacerze w klinice... Nie chce nawet pamiętać, jakie to było straszne, że nie mogę go zabrać z tego małego pokoju... Tyle, że nigdy, przenigdy nie mogłabym dać mu takiej swobody i radości, ile jej zaznaje u WAS! Tak bardzo ciesze się, że jest taki radosny i otoczony miłością:loveu: Uwielbiam oglądać jego zdjęcia, bo on ma w sobie coś takiego, co emanuje nawet ze zdjęć. Taka siła, spokój i mądrość.....
-
Wyszłam dzisiaj na spacer z psami rano i poczułam, jak nieprzyjemnie jest, kiedy wieje zimny wiatr... Pomyślałam od razu o Filipku, który cały dzien biega po dworze i chciałam zapytać, co obiecaną z budą dla niego? Super, że chłopak może spać w domu, ale w ciągu dnia musi mieć możliwość ogrzania się, czy pospania w osłoniętym od wiatru i deszczu miejscu. Szczelna buda, najlepiej wypchana słomą, która da mu ciepło, to naprawdę ważna sprawa... Na początku dobrze byłoby wrzucić mu tam jakąś jego zabawkę i zaprosić do środka, żeby wiedział, że to jego miejsce w ciągu dnia. No i jakaś miska z wodą by się przydała... Czy coś ruszyło z tą budą Marta? Pewnie niebawem odwiedzi Was Irenka i mam nadzieję, że będzie mogła opowiedzieć nam o pięknej budzie, w której Filipek uwielbia sobie pospać w ciągu dnia:lol: Uwierz mi, to nie są nasze fanaberie - pies musi mieć przez cały czas dostęp do suchego i ciepłego miejsca.
-
To pewnie jednak buda sie przyda, załaszcza na mroźne albo deszczowe dni... Jak nasz chłopak się czuje? Nadal taki radosny?