Jump to content
Dogomania

Ewa Marta

Members
  • Posts

    29331
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    31

Everything posted by Ewa Marta

  1. Stówka poleciała na Twoje konto. A co z sunią w typie jamnisi? Nie mogę przestać o niej myśleć:(
  2. Tak wygląda ta sunieczka:( Serce pęka:( Basiu, wysyłam Ci zaraz 100 zł na opłacenie tej wizyty w Zabrzu. Jeśli coś zostanie, dorzuć do któregokolwiek Twojego psiaka albo na opłacenie bramek - cokolwiek wymyślisz..
  3. Basiu, a kto płaci za sunię? Ty sama, czy ktos jeszcze się dorzuca? Sunia musi ćwiczyć mięśnie żuchwy. Mnie doktor Olkowski (świetny ortopeda) zalecił dla jednego podopiecznego, który mial podobny problem dużo zabaw z piłką. Nie za twardą, żeby psiak mogl ja nagryzac i ćwiczyc mięśnie.
  4. Podalam ewu telefon do Dorotki. Mam nadzieję, że coś wymyślą wspólnie.
  5. Zastanawiałam się długo, czy wgrać ostatni film i zdjęcia, ale chciałam Wam pokazać jak cierpliwy do końca był Rokuś. Tak bardzo słaby, a jednocześnie żadnego sprzeciwu w tym, że coś od niego chcę... Bardzo chudł, zapadały mu się boczki
  6. Bardzo trudno jest myśleć o tym cudownym Staruszku w czasie przeszłym. Nagle w moim życiu zrobiło sie bardzo dużo czasu. Nikt ode mnie nic nie chce, nikt mnie nie goni do sypialni, żeby w końcu mogł iść spać, wszyscy radzą sobie sami, a ja zamiast odsypiać, piorę, piorę i piorę, porządkuję, segreguję i płaczę. Kłamałabym mówiąc, że Rokus był psem bezproblemowym. Chwilami opieka nad nim była trudna, nie tylko fizycznie. Trzeba było pilnować, żeby nie podszedł do niego duży pies, żeby nie zgubił się kiedy zostawał w tyle, bo jak tracił mnie z oczu to leciał przed siebie i niekoniecznie w moją stronę. Trzeba było podnosić go przy wsiadaniu do samochodu i wysadzać z niego, wsadzać na kanapę i po chwili, jeśli chciałam wyjść z pokoju zsadzać go z niej - czasami kilka razy w ciągu godziny. Pamiętać o podaniu leków, niektórych pół godziny przed jedzeniem, niektórych po jedzeniu. Codzienne sprzątanie i kilkukrotne w ciągu pranie zabrudzonych posłań, czyszczenie podłogi, pranie dywanów. Częste podnoszenie Rokinka z podłogi, bo jak upadł w miejscu, gdzie nie było chodnika, to nie był w stanie wstać. Trzeba było być przy nim bez przerwy od chwili powrotu z pracy, bo inaczej krzyczal i domagal sie obecności. Nie można go było zostawić wieczorem w domu, bo ujadał tak, że sąsiedzi słyszeli. Od pewnego czasu nie mogliśmy nigdzie z Jackiem wyjść razem, bo cały czas denerwowałam się i martwiłam, czy Rokuś na pewno leży na posłanku, czy nie woła nas. Na spacerach też byliśmy sami, bo nikt nie chciał dreptać stopka za stopką, żeby dostosować się do tempa Rokusia. Spacery były zawsze dostosowane do jego samopoczucia. Raz dreptaliśmy godzinę, a czasami tylko 30 minut i trzeba było wracać do domu. Ubieranie Staruszka w ubranko, żeby nie zmokły jego chore łapki, wycieranie pupinki po załatwieniu się, bo inaczej od razu miał ją czerwoną i pewnie jeszcze dużo innych zajęć, których w tej chwili nie pamiętam. Mimo to, zrobiłabym wszystko, żeby pozostał z nami, bo kochaliśmy to cudowne Słonko bardzo. Płaczemy po nim oboje, bo bardzo się z nim zżyliśmy i bardzo trudno teraz żyć bez niego. To stało sie tak nagle... Teoretycznie byliśmy przygotowani na to, że choroba będzie się posuwala. Ja uczepiłam się stwierdzenia "umiarkowana złośliwość" w badaniu hist-pat. Sprawdzałam wielkośc węzłów chłonnych, pilnowalampodania leków, starałam się go aktywizować. Nie przypuszczałam, że ta pierwsza biegunka jest oznaką przerzutu do jelit, a nawet wtedy, kiedy dr Jagielski potwierdził, że chłoniak zaatakowal jelita, myślałam, że jakos damy radę to opanować, że będziemy na stałe podawać leki, które pomogły za pierwszym razem na 2 dni. Jeszcze wpiątek nagrywalam filmik, na którym Rokuś byl taki zadowolony. Po raz pierwszy od prawie 2 tygodni widzieliśmy go takiego zadowolonego. Zaświeciło się światełko nadziei, że czuje sie lepiej, że na pewno już nie będzie biegunki. Po 10 minutach niestety znowu się z niego lało:( A potem było już tylko gorzej. Po raz pierwszy rozmawialiśmy o tym, że jest naprawdę kiepsko w sobotę. Jacek poruszył temat, że musimy o tym porozmawiać, podjąć jakąś decyzję, sami sobie dać jakiś termin. Uciekałam od tej rozmowy, zbyłam go nawet niegrzecznie, kiedy powiedział, że musimy liczyć się z tym, że to się może stać na dniach. Jacek prosił, żebym spróbowala zadzwonić do Konika i dopytać w jakich godzinach można do nich przyjechać. Myślałam, że go zabiję, wydawało mi się, że to zdrajca, że wcale Rokusia nie kocha, tylko jest zmęczony opieką nad nim. Wysłałam zdjęcia Rokusia Eluni jak je na leżąco z miski, bo nie ma siły wstać, zdjęcie jego odbytu. Ona odpisała, że nie wygląda to dobrze... Mimo to nie zadzwoniłam do Konika i zaklinalam rzeczywistość. Nie spałam całą noc. O północy zrobiliśmy Rokusiowi zastrzyki z poltramu i No spy. Zasnął na 4 godziny mocno. Chrapał i odsypiał godziny, w których tylko siedział i w ciszy patrzył przed siebie. O 4 nad ranem zaczął dyszeć, wstał i po raz pierwszy odkąd był z nami przeszedł w nocy do dużego pokoju na swoje dzienne posłanie. Odwrócił się tyłem do pokoju (po raz pierwszy). Leżał, ale nie spał. Podałam mu lek przeciwbólowy z paszteciku - ledwie go wziął. Ja siedziałam obok, nie odzywając się ani słowem. O 6 rano zmienił mnie Jacek. Powiedzial, że Rokuś znowu zasnął i spał bardzo mocno. Nie miał serca go budzić, ale chciał przed wyjściem na uczelnie wyjść z nim na krótko na dwór. Potem powiedział mi, że to było bardzo trudne, widać było, że Rokinek nie ma kompletnie siły, ani chęci na ruszanie się. Spacer trwał 4 minuty. Jacek siedział z nim jeszcze, podał mu leki i w końcu spóźniony ruszył na uczelnię - zapominając telefonu. Ja wstałam około 9:30, od razu poleciałam do Rokusia. Obudziłam, wycałowałam i starałam się namówić go na wyjście na dwór. Bardzo ciężko było go podnieść, w końcu nałożyłam mu na leżąco szelki i jakoś go podniosłam. Siły starczyło mu na dojście do windy. Kiedy zaczęłiśmy zjeżdżać do garażu, upadł i za nic nie mogłam go podnieść. Natychmiast wróciłam na górę i jakoś udało mi się go wyciągnąć z windy. Sunie przerażone chowały się po kątach. Dotaszczyłam go do posłanka i zaczęłam dzwonić do Jacka. Jego telefon odezwał się w domu. Opatuliłam Rokusia i wybiegłam na krótki spacer z suniami. Po raz ostatni wziął kapsułkę Duspatalinu zawiniętą w szynkę chyba kolo 11, nie pamiętam. Nakręcałam filmik, myśląc, że jeszcze z tego wyjdziemy, że jeszcze pokażemy wszystkim, że sie podniesiemy. Do tej pory taką szynke jadł w sekundę, teraz najpierw wypuścil z pyszczka, potem namawiany ledwie zjadł. Zaczęłam dzwonić do Eluni (Ellig). Już było wiadomo, że stan pogarsza się z minuty na minutę. Pupcia napęczniala potwornie, cały czas miał skurcze jakby chciał się załatwić. Ze środka zaczęła płynąć ropa. Współnie z Elą, która starała się zapanować nad moją histerią podjęłyśmy decyzję, że to już koniec. Ela zaczęła szukać miejsca, gdzie możemy pojechać z Rokusiem, ja zadzwoniłam do swojej lecznicy prosząc o przyjechanie lekarza do domu. Ela już pisała jak trudno było ze znalezienem miejsca dla Rokusia. w Koniku przez 2 godziny nikt nie odbierał, kremacja pod Warszawą i w Lublinie odpadała, bo nikt nie chciał po niego przyjechać, ani przyjąć go na noc. Ja w tym szoku mówiłam, że może podamy mu baterie lekow przeciwbólowych, coś na sen i że będę z nim siedziala całą noc, że może to jeszcze nie czas dla niego. Ela, której nie było lekko musiala przebijać sie jeszcze przez ten mój szok i tłumaczyła, prosiła, żebym teraz myślała tylko o Rokusiu, o tym co dla niego dobre, że teraz najważniejsze jest, żeby zakończyć cierpienia, bo widać było jak bardzo go boli. Ja wyłam, a ona cały czas mi tłumaczyła i nie mogąc być tu na miejscu jeszcze szukala kontaktu do Jacka, do mojej sąsiadki, żeby ktokolwiek do mnie przyszedl i mi pomógł. To ona wpadła na to, że mam dzwonić do syna, żeby przyjechał do mnie. Na szczęście przyjechał jak tylko usłyszal co się dzieje. Sąsiadka przybiegła po sunie, które trzęsły się jak galarety i chowały po kątach. Wybiegły z miezkania z ulgą. Pojechały na bardzo długi spacer na pola. Kiedy przyjechała Ania - cudowna wetka z Boliłapki - obejrzała Rokusia i powiedziała, że to czas najwyższy, że nie poradzimy juz nic i nawet podając kroplówkę, leki przedłużymy mu tylko cierpienia, bo on umiera. Z ogromną delikatnością i taktem robiła co musiała. Dała mi czas na utulenie go, na to, żeby spokojnie i powoli usypiał po podaniu pierwszego zastrzyku. Kiedy przepraszałam go za to, że juz nic więcej nie mogę zrobić powiedziała, że zrobiliśmy wszystko co było w naszej mocy, żeby go utrzymać przy życiu. Mówiła o tym, jak cudowne 2 lata mu podarowaliśmy, że ona jak mało kto może powiedzieć o naszej trosce, bo mało jest takich właścicieli, którzy tak bardzo dbaliby o swoje psiaki. Powtarzała cały czas, że nic nie mogłam zrobić, że nic nie zostało zrobione nie tak. Ja jeszcze nie mogłam pogodzic się z tym, że to już konice. Prosiłam ją, żeby obejrzala jeszcze raz jego pupcię, zbadała go. Ania powiedziała, że to co widzę na zewnątrz to jedno, a nie zdaję sobie sprawy co jest w środku biorąc pod uwagę jak dużo ropy z niego wylatuje. Jeszcze raz powiedziała, że nie ma szans, żebyśmy go z tego wyciągnęli. Odszedł spokojnie, godnie, w moich ramionach, na swoim posłanku, całowany do końca w ten cudowny nos i pyszczek, do ostatniego oddechu. Cały czas mu mówilam jak bardzo go kochamy, jak bardzo jesteśmy wdzięczni, że nam zaufał, że nas pokochał i że spotka się tam z Semikiem, a on się nim zaopiekuje. Kiedy ruszaliśmy z moim synem do Konika, nadjechał Jacek. Marcin powiedział mu przez okno, że wieziemy Rokusia do Konika. Ja siedziałam z tyłu tuląc go cały czas. Jacek natychmiast zaparkował swój samochód i tak jak stał bez kurtki przesiadł się do nas. Pojechaliśmy odwieźć go wszyscy. Na miejscu ułożyliśmy go w jego ulubionym posłaniu, wymoszczonym kołderkami - jak lubił. Przykryłam go kocykiem polarowym, na którym spałam , żeby był otoczony zapachem z domu. Został sam na noc, bo pochować mogliśmy go dopiero rano w poniedziałek. Pojechaliśmy tam rano z Jackiem. Pan proponował, że pochowa go sam i wyśle nam numer jego grobu, ale powiedziałam, że ten pies miał swój dom i rodzinę i nie wyobrażam sobie, żeby go nie pożegnać, żeby nie być z nim do końca. Tak się stało, byliśmy z nim i opłakiwaliśmy jego odejście. Był naszym psem, członkiem naszej Rodziny, kochany, akceptowany ze wszystkimi zaletami i wadami, zmienił nasze życie - wywrócil je do góry nogami- ale my też zmieniliśmy jego życie. Wiem, że czuł, że jest kochany, widziałam, że jest mu z nami dobrze, że nas kocha. Okazywał wdzięczność za dom tym szalonym przywiązaniem, chodzeniem za mną krok w krok, szczekaniem i domaganiem się, żebyśmy cały czas byli obok niego. Co może być piękniejszego od świadomości, że jesteśmy komuś tak bardzo potrzebni? Kiedy słyszę od znajomych i przyjaciół, że mamy wielkie serca, bo przyjęliśmy schorowanego psa pod swój dach myślę sobie, że dostaliśmy w zamian tak dużo, że to my jesteśmy szczęściarzami.
  7. Od wczorajszej nocy nie możemy opanować gigantycznej biegunki:( Wykańcza Rokusia strasznie, nie ma siły się podnieść:( Zaczęło sie od 4 nad ranem, kiedy Rokinek zalatwił się pod siebie nie budząc sie nawet. Podnioslam go, wyjęłam zabrudzoną kołdrę, umyłam całą pupinkę, po czym kilka minut póxniej zaczęło sie znowu:( Porozkładalam wszędzie podkłady, podalam mu kolejny zestaw leków, ale to nic nie pomogło. Praktycznie co sie ruszy, to strzela mu z pupci błotnista woda:( Rokuś jest bardzo słaby, nawet apetyt ma gorszy:( Wyprowadzamy go co 2 godziny na krótko przed dom i za każdym razem jest to samo. jestem przerażona, bo w tej chwili widać, jak bardzo źle się czuje. Najpewniej chłoniak zaatakowal jelita:(
  8. Tak witał mnie dzisiaj Rokuś:
  9. Znowu walczymy z biegunką:( Po 2 dniach przerwy znowu wróciła. Pojechałam do weta, kupiłam 12 tabletek leku, który mu pomagał do tej pory, 5 tabletek probiotyku Bio Protect (na co dzień dostaje ludzki, ale na kilka dni chcę mu podać ten psi). Na receptę wykupiłam Venter, Polprazol 40 mg i Poltram (zamiennik Tramalu). Po powrocie z pracy zastałam 2 posłania do prania. Jacek szybko zabrał psy na spacer, a ja zabrałam się za czyszczenie i wrzucenie do pralki pierwszego wsadu. Po powrocie Rokus dostal leki, a ja pojechałam do weta po kolejne i po receptę. Kiedy wróciłam nagrałam nawet filmik z powitania, bo Rokuś był wyjątkowo ożywiony. 10 minut poźniej zaczęło się z niego lać:( Nie miał czym się już załatwiać ale szedł i zostawiał po sobie ślady:( To trwało minutę, ale zdążył obejść całe mieszkanie, dopiero co wysuszony i położony dywanik. Sunie przestraszone ukryły się za kanapą:( One nie rozumieją co się dzieje, kiedy jedno z nas łapie Rokusia, a drugie lata ze szmatami i wszystko wyciera. Nie rozumieją, że Rokuś nie chce tego robić, ale jest chory i nie ma za bardzo na to wpływu:( Jesteśmy wykończeni psychicznie, bardzo nam szkoda naszego Czarnuszka. Pupinka cała obtarta mimo smarowania Alantanem. Dzisiaj zobaczyłam też ropę:(Kilka minut potem Rokuś położył się i zadowolony wołał mnie do siebie. Nie wyglądąl na psa, który cierpi. Postaram się zgrać filmik z powitania, które nagrałam kilkanaście minut przed tym, jak zaczęło się z niego wylewać:( Tak nie wygląda cierpiący pies, więc skąd do jasnej choroby te biegunki??? To kupiłałam u weta:
  10. Przepraszam Poker, umknęły mi zdjęcia na poprzednniej stronie. Trzymam kciuki za oba psiaczki. Niestety z powodu choroby moich dwóch piesulów nie mogę wesprzeć finansowo:(
  11. A jest szansa na zdjęcia psiaczka z DT? Koleżanka pisze w mailach, że wysyła zdjęcia:)
  12. Dzięki Malagos. Ja niestety w tej chwili każdą chwilę poświęcam psiakom, a najbardziej Rokusiowi. Do pracy wychodzę, bo muszę, ale staram się część pracy brać do domu, żeby Rokuś woedział, że jestem obok niego. Tak wygląda moje szczęście dzisiaj:
  13. Po dzisiejszym porannym spacerze nagle znalazl w samochodzie piłeczkę. Zaskoczył mnie, bo nagle zachciało mu się bawić. Problem w tym, że piłeczka wypadała mu z pyszczka. Nie mógł jej utrzymać, chociaż bardzo chciał: Prawda jest taka, że to nie potrwa długo:( Serca nam pękają, bo chcielibyśmy nieba mu przychylić, ale jesteśmy bezsilni. Aktywizujemy go, motywujemy do życia. Bardzo dużo czasu spędzamy z nim, głaszczemy, przytulamy, całujemy. Wczoraj wieczorem Rokinek popiskiwał cichutko leżąc obok nas w biurze. Jacek położył się obok niego na posłanku, tulił go, a Rokuś wtulal łepek w niego. Podaliśmy mu tabletkę przeciwbólową. Wydaje nam się, że pomogła, bo Rokinek zasnął. Wcześniej, dwie godziny po spacerze wstał nagle i idąc przez całe mieszkanie robił kupkę. Na szczęście to nie była biegunka. Jacek wyszedł z nim szybko na krótki spacer, ale już się nie załatwiał.Coraz trudniej wykrzesać nam z siebie optymizm, coraz bardziej widzimy, że nasza wspólna droga dobiega końca i wyć nam się chce, bo gdyby ten cudowny pies trafił do nas kilka lat wcześniej, to może nadal czułby się dobrze i byłby zdrowy:(
  14. Bardzo dziękujemy! Dzięki serdeczne! Tych sil potrzeba nam najbardziej. Każdego dnia mamy wrażenie, że Rokuś robi się słabszy. Jacek wczoraj zapytał mnie, czy Rokuś merda ogonkiem kiedy do niego podchodzę. Jeszcze niedawno na widok Jacka, czy mój ogonek latał jak szalony. Wystarczyło zwrócić się w jego kierunku, wyciągnąć rękę, żeby od razu była reakcja. Teraz krótkie merdnięcie obserwuję tylko, kiedy wracam z pracy do domu. Rokuś z trudem podnosi się i idzie do mnie merdając i wsadza pyszczek w moje ręce, żeby go głaskać. Siadam wtedy na podłodze i przytulam z jednej strony jego, z drugiej zazdrośnika Peruszkę,. Księżniczka Barsa czeka na mnie na kanapie albo na naszym łóżku w sypialni. Rokuś prawie się nie uśmiecha, ale nadal jeszcze chodzi za mną wszędzie. Nadal wymusza smaczki i nie może doczekać się jedzenia. Mimo to schudł, co chyba widać na zdjęciach. Tak wyglądal wczoraj, kiedy dużo chętniej niż przez ostatnie dni spacerował:
  15. Dostałyśmy z Elunią 30 zł od Magdy, która adoptowała od nas kiedyś Kulfona. Bardzo serdecznie dziękujemy, zapisujemy w rozliczeniach:)
  16. Cały dzień dzisiaj rozpieszczaliśmy psy. Rokuś niestety niechętnie wychodzil na dwór, ale przez sterydy musial 6 razy pokonywać kilka schodków (z asekuracją) i to mu się chyba nie podoba. W ciągu dnia został na dwie godziny z Jackiem, a ja zabrałam sunie na spacer za Konstancin. Pojechałyśmy z sąsiadkami z grupą lubiących się psów i maszerowałyśmy dziarsko. Suńki były porzeszczęśliwe, a po powrocie padły i spały długo. Zwróciłam dzisiaj uwagę, że cała trójka ma kompletnie w nosie swoje posłanka jeśli tylko wolna jest kanapa. Za kanapą jest jeszcze jedno posłanko, które uwielbia Barsiczka, bo jest tam kaloryfer, a ten kot w skórze psa bardzo lubi sie wygrzewać. Miejscówka przegrywa jednak z naszym narożnikiem. Tak to wygląda. Na szczęście zostawiły mi trochę miejsca i dużo czasu spędziłam na tej kanapie z nimi.
  17. Byłabym wdzięczna, gdyby ktos z Was mógł. Ja niestety nie dam rady. W tej chwili każdą chwilę poświęcam Rokusiowi. Dzisiaj podaliśmy 1 dawkę sterydu. Strasznie po nim siusiał. Krótko po podaniu Jacek wziąl go na spacer i już na klatce schodowej zostawił kałużę. Musimy podawać mu lek z samego rana, żeby co najmniej dwa razy wyjść na dwor przed pracą. Nie wyobrażam sobie, żeby zalatwil sie kiedy nas nie ma i leżal w tym kilka godzin:( Wyniki krwi sa kiepskie niestety. Jeszcze nigdy nie były tak rozjechane:(
  18. i jeszcze zapomniana ostatnio Peruszka - w końcu też była bohetarka tego wątku:
  19. Dotarła już wpłata od eossi! Raz jeszcze serdecznie dziękujemy, zapisałam w rozliczeniach!
  20. Mam też dwa filmiki. Widać na nich, w jakim zwolnionym tempie żyje teraz Rokinek:
  21. Na porannym spacerze porobiłam trochę zdjęć. Pierwsze zdjęcie z pampersem, który zdjęłam mu od razu po wyjściu i zrobieniu zdjęcia: \ Potem już maszerował bez pieluszki: Niestety czasami traci równowagę i upada. Trzeba go podnosić:(
  22. Dostałam odpowiedź od Doktora Jagielskiego. Jednak zdecydowal się na podanie sterydu, ale w niewielkiej dawce, żeby nie obciążyć za bardzo serduszka. Tak szybko powracająca biegunka może świadczyć o zajęciu przewodu pokarmowego przez chłoniaka. Po ustabilizowaniu sie biegunki zaczniemy podawać Encorton. Jutro pojadę po receptę na inne wskazane przez Doktora leki. Część z nich przyjmował mój Semik i bardzo mu pomagały. Wklejam ten opis poniżej: * chłoniaki mogą zajmować ścianę przewodu pokarmowego i powodować biegunki, najczęściej jako jeden z elementów zajmowania większej ilości tkanek * można podać lek osłaniający śluzówkę przewodu pokarmowego Venter - 3*dziennie 1,5 tabletki podane min. 1 godzinę po innych lekach; lek nie wchłania się z przewodu pokarmowego i nie działa ogólnoustrojowo* dodatkowo jeszcze Stoperan - 3*dziennie 1 tabletka przez 1-2 dni, raczej nie dłużej * w razie utrzymywania się biegunki być może do podania antybiotyk Biotyl podskórnie przez 5 dni * w badaniu cytologicznym naciek chłoniaka o pośrednim stopniu złośliwości, najprawdopodobniej T-komórkowego * rokowanie dla tego rodzaju chłoniaków jest niepomyślne * z uwagi na wiek pacjenta nie należy rozważać intensywnego leczenia i wprowadzić tylko leczenie mające na celu zmniejszenie objawów chorobowych, a w zasadzie spowalniające postęp choroby* wskazane sprawdzenie jeszcze poziomu wapnia * do podawania - lek sterydowy Encorton 20 mg - 2 tabletki rano z jedzeniem; po tym leku będzie więcej pił i oddawał więcej moczu; lek ten obciąża niestety układ krążenia, aczkowiek zalecona dawka nie jest wysoka; do wprowadzenia po normalizacji choć trochę stanu przewodu pokarmowego - Aspargin - 1 tabletka dziennie - przy podawaniu Encortonu konieczne odstawienie Opokanu !!!!!; Encorton będzie działał przeciwzapalnie, także w obrębie kości/stawów * w razie konieczności dodanie leku przeciwbólowego Gabapentin 300 mg - 2*dziennie 1 kapsułka * pozostałe leki należy utrzymać, w tym Polprazol * w miarę możliwości do jedzenia wywar z siemienia lnianego bez pestek rozwodniony do jedzenia * w przypadku nietolerancji Encortonu można podać najłagodniejszy z leków do chemioterapii doustnie co 2 tygodnie - na ogół tolerowany bez większych problemów i nie ma wpływu na układ krążenia Rokuś dzisiaj słabo sie czuł, a do naszej lecznicy schodzi sie po schodach. Jacek musiał do znieść na rękach, bo nie dawał rady sam zejść:( Krew została pobrana, a wyniki jutro. Za badanie krwi zapłaciłam dzisiaj 93 złote, paragon wkleję jutro. Na zdjęciu właśnie go stawia na ziemi:
  23. Najważniejsze, że Misio ma swoje własne, ciepłe posłanko i rodzinę, która go bardzo kocha.
×
×
  • Create New...