Yorijko, z mojej obecności to Bolek skorzystał (przynajmniej ty tak twierdziłaś). Domek Kozaka to twoja zasługa ( i jeszcze jakiejś ciotki, nie pamiętam której - Panca? - szalałyście ostro). A z hotelikiem dla Bumka chyba ja zawaliłam. Miałam tu ściągnąć ciotki, ale wciąż jakiś pies był bardziej potrzebujący - a to pogryziony, a to łysy, a to zagłodzony prawie na śmierć. Miałam opory, żeby raz w miesiącu prosić dziewczyny o pomoc. Psów jest od cholery, a kieszenie coraz bardziej puste. A Bumek ma to szczęście, że jest w pabianickim schronisku (to jedno z niewielu takich miejsc, którego nigdy nie nazwałabym schronem - jeśli chodzi np. o łódzkie, nie mam skrupułów). Miasto nieduże (ale jakie piękne i sercu miłe - w końcu tkwię tam korzeniami od dziada - od pradziada to już chyba nie), więc wolontariuszek niewiele, ale te co są, to anioły prawdziwe (chociaż wśród tych aniołów jest także pewna modliszka ) Yorijko, czarnych nochali w potrzebie jest tyle, że nie ogarniemy. Chyba że postawimy na Bumka. Brakowało mi ciebie.