Ja też nie rozumiem tego, że duży silny pies reaguje agresywnie i morderczo na zaczepki i ataki dużo mniejszych psów. Ja mam i hoduję rottweilery od 1982 r. w mieście, w osiedlu pełnym różnych psów i nigdy nie zdarzyło mi się, żeby któryś z moich psów zaatakował małego, nawet najbardziej agresywnego. Najwyżej go skarcił warknięciem lub łapą, jeżeli był już bardzo upierdliwy.
Kiedyś nawet mały bullterier, szczeniak uwiesił się mojemu psu na faflu i też nic się nie stało. Ale od szczenięcia wpajałam swoim psom, że słabszego się nie bije bo to nie przeciwnik.
I jeżeli ktoś mi się chwalił, że jego dog zagryzł jamnika to mu tłumaczyłam, że to tak jakby bokser wagi ciężkiej się chwalił, że zabił dziesięciolatka.
I nie przyjmuję argumentów "że królik zaczął".
Jeżeli się bierze psa obronnego ale nie tylko, to należy go tak wychować, żeby nie stanowił zagrożenia dla otoczenia. Moje bawią się z miniaturami i krzywdy im nie robią. I nikt w osiedlu nie ucieka na mój widok i moich suk, choć te chodzą bez smyczy i kagańca, oczywiście na psim terenie. Poza nim tylko na smyczy. Kaganiec służy tylko do jazdy autobusem.