Jump to content
Dogomania

anubias

Members
  • Content Count

    35
  • Joined

  • Last visited

  1. Mam samczyka yorka w wieku 3 lat. Piesek jest drobny, lękliwy, nieufny w stosunku do obcych (z czego się nawet cieszę, bo nie leci z rozmerdanym ogonem do każdego przechodnia i nie daje się wszystkim dookoła głaskać), niemniej nie sprawia w życiu codziennym problemów, jest wspaniałym domownikiem a i z jego różnymi lękami się uporałam, nie jest agresywny, jest w miarę posłuszny i w ogóle większych problemów z nim nie ma, poza jednym, który wiecznie gorszy ludzi dookoła. Mianowicie gdy bawi się z pieskami podobnego rozmiaru do siebie, lata, szaleje, wygłupia się, regularnie w tej zabawie z uporem maniaka próbuje "kopulować". Nie przejawia takich zachowań w domu, nie bawi się w "kopulowanie" z nogą czy zabawkami, reakcja ta pojawia się jedynie w kontakcie z pieskami (samczykami). Za każdym razem ludzie obrzucają mnie paraliżującym spojrzeniem i krzyczą, że mój pies to zboczeniec. Ileż można tego słuchać... Poradźcie mi, jak niwelować takie zachowania u psa? Odwracanie uwagi nie wchodzi w rachubę, jest tak zafiksowany na zabawie, że świata poza tym nie widzi.
  2. Tak, jestem w stu procentach pewna, że się nie moczył i to sporo dłużej, niż cztery-osiem. Zakropliłam też dobrze, u mojej psiny to nie jest skomplikowane, włos krótki i rzadki, palcem przesuniesz i już masz dostęp do skóry. Zresztą pisałam: "Data ważności nieprzekroczona, zakroplony porządnie na skórę, niekąpany przed ani po..." - tak, jestem tego pewna. Ochrona przeciwkleszczowa to za ważny temat, żeby pozwolić sobie na zaniedbania.
  3. Tyle osób zachwala frontline i fiprex. Mam trzyletniego yorka, którego do tej pory zakraplałam advantixem i przyznam szczerze, że kleszcze w życiu widziałam jedynie na obrazkach w internecie. Tym razem akurat advantixu nie było i zdecydowałam się na frontline. Zadowolona biegam z psiną po lasach i łąkach Mazowsza, aż tu nagle..kleszczysko defiluje sobie po sierści. Najpierw jedno, potem drugie, w ciągu jednego dnia wygrzebałam 5 kleszczy. Wieczorem okazało się, że jednego nie upilnowałam i się wbił, miałam więc do przeprowadzenia pierwsze w życiu wyciąganie obrzydliwego, majtającegoodnóżami kleszcza. Żył, choć doczytałam, że to nic dziwnego, bo frontline zobowiązuje się do zamordowania go w ciągu 48 godzin - swoją drogą zastanawiam się, jaki to ma sens, bo w tym czasie kleszcz już zdąży zarazić wszystkim, co w sobie nosił. Przyznam, że jestem okrutnie zawiedziona działaniem tego preparatu i pluję sobie w brodę, że nie poszukałam sprawdzonego już wcześniej advantixu w innym miejscu. Skończyło się tym, że psa zamknęłam w domu i pojechałam kupić obrożę przeciwkleszczową, którą teraz testuję z dużą dozą nieśmiałości. Czemu ten frontline tak 'dał ciała'? Data ważności nieprzekroczona, zakroplony porządnie na skórę, niekąpany przed ani po...
  4. Trochę nie w sosie. Jak jest potrzeba to lata, ale raczej woli poleżeć. Za zabawką gania jak ja ją wezmę, ale bez "wychodzenia z siebie" jak to bywało wcześniej. Sam z siebie nie bierze zabawek, choć np. po powrocie do domu zawsze najpierw się wylewnie witał, a potem sam wyciągał wszystkie zabawki i się energicznie bawił. Wczoraj wieczorem wymiotował. Nigdy w życiu robala na oczy nie widziałam, ale kto wie, może go w końcu dopadły i stąd ta reakcja? Oglądałam uważnie pierwszą, poodrobaczeniową kupkę (wyjątkowo malutką jak na niego), lecz nic nie dostrzegłam. Nie wykluczam, że po prostu nie wiem, czego szukać. Wybiorę się z nim na ponowną wizytę dzisiaj, zobaczymy, co weterynarz powie. Martwię się, nigdy się tak jeszcze nie zachowywał. To naprawdę na co dzień jest wyjątkowy wulkan energii.
  5. Tabletki milbemax. Wcześniej też takie dostawał i nie pamiętam, żeby się źle czuł. Veta też nie zmieniałam. Ostatnie odrobaczanie (przed dzisiejszym) było ok. pół roku temu.
  6. Mój 2-letni yorczek był dziś na odrobaczaniu i od kilku godzin mam w domu innego psa. Zazwyczaj jest bardzo wesoły, wybitnie energiczny, ciągle w biegu, nie ma czasu na "głupoty" w stylu wysiadywanie na kolanach czy głaskanie, bo przecież trzeba ganiać zabawki. Dziś jest inaczej. Pies jest osowiały, apatyczny, cały czas się pokłada, nie chce się bawić, natomiast najchętniej cały czas by siedział na kolanach. Czy to normalne po odrobaczaniu, czy też powinno mnie to martwić?
  7. Swoje pytanie kieruję do forumowiczów z Warszawy i okolic. Czy znacie jakieś miejsca gastronomiczne, gdzie można się wybrać ze swoim czworonożnym przyjacielem? Chodzi mi o wszelkiej maści kawiarnie, restauracje i puby, gdzie nasz pupil będzie również mile widziany. Możecie coś w tej kwestii polecić? Im więcej pomysłów, tym lepiej :)
  8. Z Warszawy. Namiary na szkoleniowca chętnie wezmę, bo zastanawiałam się już nad sięgnięciem po pomoc kogoś, kto się zna lepiej niż ja. Psiak jest bardzo zabawowy, ma sporo zabawek i świetnie umie sobie organizować czas sam, jednak zdecydowanie woli przynosić nam zabawki i zapraszać do zabawy. Bawimy się w rzucanie i ganianie za zabawkami, w przeciąganie, w chowanie i szukanie. Psinka jest całkiem mądra, jak się za bardzo rozbryka, łatwo daje się przyprowadzić do porządku. Bez problemu pojął zasady panujące w domu, nic nie niszczy (poza kilkoma butami na początku kariery :D ), respektuje zakaz wchodzenia do łóżka. Nie jest bardzo szczekliwy, szczeka tylko gdy usłyszy dzwonek, jednak przestaje po otwarciu drzwi. Długo bał się okropnie obcych przychodzących do domu, jednak z tym problemem już się uporaliśmy, teraz już reaguje pozytywnie. Nauczenie czystości sprawiło mniej trudności, niż się spodziewałam. Czasem uczymy się też innych rzeczy, maluch ładnie już radzi sobie z komendami 'siad', 'leżeć' i 'łdaj łapę', rozumie też słowo 'fe'. Rytm dobowy ma w zasadzie bardzo poukładany, w miarę stałe godziny spacerów (4 dziennie, w tym jeden dłuższy - ten problematyczny). Ok. 5 godzin dziennie pies spędza w samotności (nie od pierwszych dni u nas, stopniowo go do tego przyzwyczajaliśmy). Jeśli chodzi o sposób, w jaki go uczyliśmy tego co do tej pory umie - cóż... przez żołądek do rozumku. W ciągu dnia psinka ma mnóstwo energii i lata jak szalona, pod wieczór przychodzi po swoją dawkę pieszczot, dopomina się głaskania. Mam wrażenie, że maluch od początku był wyjątkowo lękliwy. Spacery spacerami, może z czasem się przekona jak będziemy konsekwentnie chodzić. Gorzej z tym samochodem, bo jednak jakiej by człowiek cierpliwości nie miał, jednak domyślam się, że kierowca zaczyna być podenerwowany.
  9. Karjo, ależ ja nie wątpię w to, że wina leży po naszej stronie. I nie szukam ochrzanu tylko podpowiedzi, co poszło nie tak i jak nad tym pracować.
  10. [quote name='karjo2']Czy te inne joraski, to Wasze, u Was w domu?[/QUOTE] Nie nie, skrót myślowy. Inne yorki, jakie miałam okazję poznać. A w okolicy sporo ich mieszka. Zaś mama mojego malucha i jego starsza siostra też nie były strachliwe i z radością przybiegały "na pieszczoty" nawet do zupełnie obcych ludzi. Dodam, że mały swój dom rodzinny opuścił gdy miał ponad 10 tygodni, więc też nie można zrzucić jego zachowania na to, że za wcześnie go od matki odebrano.
  11. Alergia to naprawdę przedziwna choroba. Ja jestem alergikiem od dziecka i moja alergia była z początku bardzo ciężka, błyskawicznie przerodziła się w astmę. Uczulało mnie praktycznie wszystko poza jedzeniem (na szczęście, wszak to jedna z ważniejszych przyjemności w życiu ;) ) Najbardziej uczulały koty, na psy jednak też reagowałam silnie. Wbrew opiniom, że długowłose osobniki bardziej uczulają ze względu na "przechowywanie" większej ilości różnorodnych alergenów, najgorzej znosiłam towarzystwo psów krótkowłosych. Błyskawicznie puchły mi oczy, ciekło z nosa, występowała wysypka i okropne duszności. Lekarze uspokajali mamę, że może "wyrosnę" z tego, jednak nie wyrosłam i jako dorosła osoba też borykałam się z tą przypadłością. Gdyby ktoś mi powiedział, że będę kiedyś miała psa, postukałabym się w głowę. A jednak. Mieszkam pod jednym dachem z yorkiem :) Od razu zaznaczę, że NIE jest to rasa nieuczulająca. Na początku delikatna reakcja alergiczna występowała. Z czasem jednak ustąpiła. Pies jest często kąpany, w domu nie ma dywanów i często sprzątam. Stworzonko ma zakaz spania ze mną (ba, śpi w innym pomieszczeniu, żeby nie kusić losu, choć do sypialni w ciągu dnia ma jak najbardziej wstęp). Po mojej alergii na tego osobnika ślad zaginął. Co więcej, odkąd pojawił się w moim otoczeniu pies, reakcja alergiczna na inne psy zdecydowanie złagodniała. Wcześniej nie było mowy o wizycie u znajomych, którzy mają w domu psa, jeśli nie wzięłam wcześniej leków przeciwalergicznych. A teraz? Jeśli jadę na kilka dni to owszem, biorę, ale jeśli mowa o wizycie 2-3 godzinnej, nie męczę wątroby. Po prostu nie tarzam się z psem po podłodze i wszystko jest w porządku. Dziwnie też potoczyły się losy mojej alergii na koty. Niektóre uczulają mnie bardzo silnie i nawet leki antyhistaminowe do końca mi nie pomagają, jedynie łagodzą nieco reakcję. Bywają nawet takie osobniki, że wystarczy, bym spotkała się z ich właścicielem na mieście i reakcja murowana. Ilość alergenu przeniesiona na ubraniu jest zupełnie wystarczająca, by ją wywołać. Za to do niektórych właścicieli mogę przyjść do domu, nawet głaskać kota i wychodzę od nich po kilku godzinach równie "zdrowa" jak przyszłam. Prawidłowości w tym wszystkim kompletnie nie umiem się doszukać, niemniej nasuwa się wniosek, że to nie od rasy zwierzęcia zależy, a od konkretnego osobnika. Tym bardziej, iż zaobserwowałam, że mój mąż (również alergik) potrafi silnie zareagować na kota, na którego ja nie reaguję, zaś nie zareagować zupełnie na takiego, który mnie rozkłada na łopatki.
  12. Witajcie. Mój szczeniak-york osiągnął już wiek 10 miesięcy. Wychowuje się od malucha w przyjaznym środowisku, niczego mu nie brakuje, poświęcamy mu dużo czasu na zabawę, jednak jest psem bardzo nerwowym. Inne yorki lgną do człowieka, mój się trzyma na dystans. Nawet od nas - przychodzi, zaczepia ale gdy wyciągnie się rękę do pogłaskania, odskakuje. Nawet jak się wita, nie chce być głaskany. Na głaskanie przychodzi mu jedynie ochota wieczorem, kiedy już jest zmęczony. Podstawia wtedy głowę albo wchodzi na kolana. Problem z kruszyną jest taki, że potwornie boi się nowości. Spacery z nim to naprawdę wyzwanie dla nerwów. Na spacerki chodzi bardzo chętnie, pod warunkiem, że idziemy na trawnik pod blokiem. Każda wyprawa gdzieś dalej (choć nie ma żadnych traumatycznych przeżyć z takich spacerów) kończy się okropnym płaczem przez całą drogę i nerwowym plątaniem się pod nogami. W ogóle nie czerpie z tego przyjemności. O płakaniu zapomina tylko na chwilkę w momencie, kiedy spotka jakiegoś pieska "swoich rozmiarów". A tak to nawet zabieranie smakołyków i zabawek nie pomaga. To samo się dzieje z jazdą samochodem. Psiak całą drogę daje koncert operowy. Jednak to chyba nie o samą jazdę chodzi a właśnie o element "nowości", gdyż płacz po zakończeniu jazdy wcale nie ustaje. Zatem każda wyprawa w gości z malcem to gwarantowany płacz przez cały czas. Płacz kończy się dopiero jak już jesteśmy na miejscu i może sobie swobodnie chodzić po mieszkaniu (po kilku minutach). Poradźcie, co zrobić z takim strachulcem? Nie mamy problemów z załatwianiem się na dworze, nie mamy problemów z zostawianiem psa samego w domu (powolne przyzwyczajanie zdziałało cuda, pies kompletnie nie interesuje się tym, że wychodzimy, a siedząc sam w domu jest grzeczny, bawi się zbawkami i śpi, nic nie niszczy) a z tym nie możemy sobie kompletnie poradzić. Z czego ten strach może wynikać? Rozumiałam go, gdy pies miał 3 miesiące.. ale ma już 10! :(
  13. A czy ktoś z Was miał taką sytuację, że miał w domu yorka i tu nagle pewnego pięknego dnia niespodzianka (bądź też nie niespodzianka tylko planowane działanie ;) ) i mały człowieczek w drodze? To chyba oczywiste, że nie odda się z tego powodu psa tylko będzie się próbowało jakoś to pogodzić. Da się z tym poradzić?
  14. Ja już tracę nadzieję. Psinka ma 5 miesięcy. Wychodzi często na dwór. Jest chwalona, nagradzana za załatwianie się. Wie, że tam warto. Ale kompletnie nie może zrozumieć, że w domu nie wolno. Załatwia się dokładnie wtedy, kiedy to wpadnie do głowy. Nijak tego nie sygnalizuje. Już nie wiem, co robić. Powiedzcie mi, czym neutralizujecie zapach moczu w miejscu, gdzie piesek nasiusiał?
  15. Jak w tytule - jaki grzebień polecacie do czesania yorka?
×
×
  • Create New...