mogę Was tylko zapewnić, że Dymeczek był u nas szczęśliwy...
przede wszystkim dzięki Kasi. Ona była całym jego światem
a on dla niej wszystkim
mimo, że był terierem tybetańskim, a ona go strzygła (a ich się chyba nie strzyże)
mimo, że musiał w domu znosić Gacka, którego przecież tak trudno było mu polubić
on był tu szczęśliwy, ja Wam to mówię
on jak przyjechał to od razu widać było, że to jego miejsce
a Kasia to jego miłość
i każde miejsce byłoby jego z nią
bo on był psim królem