Nocka minęła nam spokojnie. Rano wyszłam z nimi i poszłam spać dalej, więc Ryjuszek też :) Ale później to już mu się tak nudziło, że się bawił sam ze sobą. Jak tylko otworzyłam jedno oko (żeby zobaczyć czy nie psoci), to wskoczył mi to łózka z buziakami :lol: Szuka sobie bardzo zajęcia, jak nie zabawki... to jakieś papiery do potargania. Trzeba go będzie przed pracą mocno przegonić, żeby mi chałupy nie rozniósł. Z kotem już próbuje się bawić, w ganianego - Jadźka zachwycona. Liz jest mniej zachwycona, bo ona też jest zapraszana do zabawy. Z łaski poganiała się z nim trochę - szkoda, że nie mogę go puścić całkiem luzem, bo go nosi aż miło patrzeć :D Gości przyjmuje przyjacielsko, ale nie jest natrętem. Panowie sobie spokojnie robili swoją robotę, a on leżał w drugim pokoju i obserwował. Jescze się nie załatwił w domu, dziwny jakiś :lol: Coś za grzeczny jest :roll:
Byliśmy też u weta na zastrzyku, zachwycony nie był, ale dałam rade go utrzymać sama ;) Wzięłam mu też tabletkę na robale, bo kupale ma okropne. I zapomniałam paragonu, wrrrr. Wczoraj go "okąpałam" na ile mogłam i wysuszyłam suszarką, zachowywał się bez zarzutu.