Jump to content
Dogomania

zmierzchnica

Members
  • Posts

    5174
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by zmierzchnica

  1. Jasne, nie mamy wyboru, więc trudno się mówi. Postaramy się dopilnować, żeby choć dwa dni po kastracji był w domu..
  2. Agata :) Na wtorek jesteśmy umówieni w Opolu na kastrowanie. Postaramy się, żeby babka wzięła go do domu, bo innego wyboru nie ma.. Ona pewnie, że tak, a potem i tak go zapnie, "bo goni koty", "bo szczeka" itd. :roll:
  3. [video=youtube;4Um2qVJMYFE]http://www.youtube.com/watch?v=4Um2qVJMYFE[/video] To się psiaki wyszalały :) A dziś leje, a one biedne przy budzie :(
  4. Łaciu i Tosia wczoraj na spacerze - uwaga, bo w pierwszych sekundach się drę i można się przestraszyć, lepiej ściszyć głos :D [video=youtube;Bcu12ZMMGiw]http://www.youtube.com/watch?v=Bcu12ZMMGiw[/video]
  5. [URL]http://img88.imageshack.us/img88/5924/dsc06300e.jpg[/URL] Uroczy świński ryjek :loveu: No to masz już minisforę :lol:
  6. [quote name='NatiiMar']Że co proszę? Nic takiego sobie nie przypominam...sama ją wyprowadziłaś z tego dzika, na mnie się cholera jedna wiecznie darła;)[/QUOTE] No darła się, darła, ale gdyby nie Ty nie byłoby szkoleń i poznawania psów oraz jeżdżenia w różne miejsca - nie byłoby też fajnej oswojonej Hery ;) Więc i tak dużo Ci zawdzięczam, co nie zmienia faktu, że Hera nadal lubi się drzeć :diabloti: A te kociaki masz do adopcji czy tylko przetrzymanie? Bo moja dobra kumpela chce kota adoptować. [B]gops[/B] - dogadywanie się to głównie wspólne spacery i praca ;) Jak są kundle zmęczone to im się nie chce wariować i się tłuc. Zdarza się czasem, że kłaki lecą (głównie na linii Luka - Hera), ale rzadko i nie na poważnie. Szeleczki są zwykłe, z TRIXIE ;) Nie lubię tej firmy, ale jakoś szelki dają radę i się trzymają.. Na razie :diabloti: Dzięki za odwiedziny i lecę do Ciebie, bo widzę nowy nabytek w banerze :D
  7. Jasne, że fajnie mieć taką mamę :) Udało mi się ją zarazić psiomaniactwem, jak była tylko jedna Luka, to mamę nawet spacer z psem nudził, dopiero jak Frotek się nam trafił to zaczęła się wkręcać i jej zostało na szczęście :p Z drugiej strony, spędzamy ze sobą dużo czasu i co chwilę się żremy :evil_lol: No tak, Łatek jak tylko wyczuje zapach suki traci głowę, więc nie widzę jego spacerów z Zuzią... Ale mam dobre wieści - będzie kastracja! :multi: Za pomocą pewnej dobrej duszy Łaciu zostanie ciachnięty i potem zajmiemy się jego adopcją :)
  8. [quote name='NatiiMar']Pani, a ile to psów pani w domu chowie? pani ile to żre?? weź pani to na smalec przerób, to jaki pożytek bedzie... nie spotykasz się z czyms takim? Bo jak patrzę na Twoje liczne stado, to sama mam ochotę tak powiedzieć :P :evil_lol:[/QUOTE] Powiedziała kobieta z trzema psami i dwoma kotami! :diabloti: U mnie kot był ino raz i mało nie skończył jako posiłek Chibi :loveu: Ale spotykam się z takimi tekstami codziennie, a najczęściej jak się wieś zjeżdża na targ, ooo, to normalnie czuję się jakbym w cyrku występowała :cool3: Jak ostatnio szłam z całą czwórką, bo nocą Piotrka odprowadzałam, to jakaś dziewczyna przez cały plac Żeromskiego wrzeszczała do mnie "Ej TYY, skąd masz tyleee psów?!!!" - zresztą, opowiadałam Ci to chyba ;) No z nieba spadły, aniołki moje :diabloti: [B]evel - [/B]taki socjal to skarb, ale tutaj zawdzięczam go powyższej Natii (jest szkoleniowcem). Myślę, że psie przedszkole i późniejsze spotykanie się z wieloma psami u was załatwi sprawę :) Moje miasto ma jeszcze wiejską mentalność, niewiele tutaj psów, które nadają się na socjal dla szczyla. Jak idę z psami to ludzie są zdziwieni, że się nie gryzą, no bo wiadomo, że psy to się powinny nawzajem pozabijać. Nawet weterynarz ostatnio był zachwycony, bo moje psy umieją siad i się nie gryzą między sobą :roll: Dlatego dla mnie socjal na szkoleniu to była jedyna możliwość, żeby Herę wyprowadzić z dzikości i cieszę się ogromnie, że to dało efekt. Hera jest bardzo komunikatywna dzięki temu (i ma manię opiekowania się małymi pieskami). A Chibi uwielbia Nera :D Chibi kocha wszystkie duże psy, im większe, tym bardziej. Nero ją traktuje jak kumpla raczej. Wszystkie moje psy bardzo lubią Nera - z wzajemnością ;) No może Lusia się go obawia i kłapie na niego, ale jak Chibi biega z Nerem, to lata za nimi, więc nie jest tak źle. Nero ogólnie ma świetny charakter, bardzo silny, ale pozbawiony zupełnie agresji. Jest co prawda genialnym wymuszaczem, ale zachowuje się jak cielak albo osioł, po prostu tak długo będzie się dopraszał czegoś i powtarzał jakieś zachowanie, aż uzyska to co chce. Ale pojętny jest strasznie, chyba najszybciej łapiący pies jakiego szkoliłam (oczywiście, musiałam też Nera sztuczkami i komendami pomęczyć, a co :diabloti:).
  9. Na DT jak na razie nie ma szans, nie tutaj :( Chyba że poszukamy gdzieś dalej, może ktoś chętny się zgłosi na nauczenie Łacia wszystkiego. Ale to dopiero po kastracji. Łaciu to właśnie taki typ gwałciciela, dziś na spacerze jak zobaczył amstafkę (agresywną zresztą) to mało się nie rozpadł - "suuuukaaaaa! tam jest suuuukaaa!" :roll::diabloti: Jasne, możemy pokombinować z bazarkiem, kasy nigdy nie za dużo.. Tylko ja w tym zielona jestem :oops: PS. Dziś byłam z mamą na spacerze z Łaciem i Tosią. Puściłyśmy oboje na ogrodzonym boisku. To naprawdę świetne psy. Łaciu wracał na wołanie, szalał z piłeczką, biegał jak wariat. Tosia trzymała się nas, robiła wszystko, żeby ją głaskać i tulić. Odbiegała i zaraz wracała. Ale oboje bawili się, walali, a jak moja mama przykucnęła to oboje dosłownie jej wleźli na głowę z radości ;) Tosia jest bardziej adopcyjna niż Łatek, szczególnie, że jest już wysterylizowana. Jak tylko wyleczymy ją z grzybicy i dojdzie do siebie to jej będziemy intensywnie szukać domu.. Jutro wstawię filmiki :)
  10. Makabra.. :( Tych szczyli jest coraz więcej, a domów już dramatycznie mało :(
  11. Dziś jest zebranie TOZu, więc dam wam znać, akurat mamy wiele puszek po sklepach - więc bardzo możliwe, że da radę Łatka zasponsorować. Dziękuję bardzo! :)
  12. I cobyście o reszcie moich kundli nie zapomnieli ;) Tak wygląda stado :) [IMG]https://dl.dropbox.com/u/9186601/Psiaki/holiday2012/Fotos-0239.jpg [/IMG] Wyprawa na koniec świata [IMG]https://dl.dropbox.com/u/9186601/Psiaki/holiday2012/Fotynka-0002.jpg[/IMG] [IMG]https://dl.dropbox.com/u/9186601/Psiaki/holiday2012/Fotynka-0004.jpg[/IMG] Frosław :) [IMG]https://dl.dropbox.com/u/9186601/Psiaki/holiday2012/PhotoS-0245.jpg[/IMG] I dwa wariaty - Chibi (w tle) z Nerusiem [IMG]https://dl.dropbox.com/u/9186601/Psiaki/holiday2012/PhotoS-0220.jpg[/IMG]
  13. Długo mnie tu nie było, bo ciągle jakieś psie bidy i prawo jazdy zajmują mój czas ;) Chyba odpocznę dopiero jak rok akademicki się skończy :eviltong: Hera mnie ciągle pozytywnie zaskakuje. Dopiero teraz widzę, jak naprawdę ważne są pierwsze miesiące życia psa. Ciągnęłam Hercię na szkolenia z NatiiMar, asystowałyśmy jej, Hera ciągle poznawała nowe psy i ludzi, jeździła autem. Dostała kopa socjalizacyjnego tak, że teraz jest o niebo bardziej dostosowana do życia z ludźmi i nawet w dużym mieście niż inne moje psy, które przecież na początku nie były tak zdziczałe (nie licząc Chibi ;)). Ostatnio wieźliśmy Łatka (nieudana adopcja) wraz z Herą do Wrocka. Pociągiem! Leżała spokojnie, ludzie ją głaskali (!), dawała we Wro obcym ludziom łapę, była spokojna i nie ruszyło ją nic - tramwaje, szum, wielkie mosty, pełno rowerów i ludzi. Znała jak na razie tylko Opole, ale przecież to niewielkie miasto. Jednak mimo wszystko nie było problemu. Jeśli coś ją dziwiło lub niepokoiło, patrzyła mi w oczy pytająco. Mówiłam tylko: ok, spoko, nic się nie dzieje. I było dobrze. Cieszę się, że ten wiejski kundel, w domyśle łańcuchowy, zrobił się tak kontaktowy i obyty :) (Właśnie przyszła, wzięła mojego kapcia i poszła sobie. A niech się pańcia martwi potem.) Także wrocławskie zdjęcia: Lans w Starbucksie ;) [IMG]https://dl.dropbox.com/u/9186601/Psiaki/holiday2012/Fotynka-0018.jpg[/IMG] Pozowanie [IMG]https://dl.dropbox.com/u/9186601/Psiaki/holiday2012/Fotynka-0022.jpg[/IMG] Z widoczkiem :) [IMG]https://dl.dropbox.com/u/9186601/Psiaki/holiday2012/Fotynka-0023.jpg[/IMG] Z TZem :) [IMG]https://dl.dropbox.com/u/9186601/Psiaki/holiday2012/Fotynka-0025.jpg[/IMG] I królowa ;) [IMG]https://dl.dropbox.com/u/9186601/Psiaki/holiday2012/Fotynka-0029.jpg[/IMG]
  14. Ooo! Koniecznie jej mnóstwo fot porób i w ogóle :) Cudnie :) Pewnie ogród byłby lepszy, bo Łaciu mógłby sikać do woli ;) Będziemy kombinować, to dobry pomysł. Mógłby pół dnia latać po podwórku, do tego spacer, do domu spać - idealne życie dla Łaciastego. Poszukamy :)
  15. Napisz tekst do ogłoszeń, bo ją znasz najlepiej :) I będziemy ogłaszać malutką gdzie się da, też w lokalnych gazetach, może się znajdzie jej właściciel. W końcu nie wiemy czy była porzucona czy zwiała lub się zgubiła..
  16. NatiiMar - Fakt, Łaciu dopóki nie poczuje suki jest ok. Ale w momencie, gdy jakaś sunia jest obok, traci głowę, testosteron mu bije na łeb, wtedy już ma tylko w głowie jedno. Na swoje suki (Tosię i Tinę) tak nie reagował, toteż nie miałam pojęcia, że będzie tak źle, gdy spotka obcą. Przecież brałam Łacia i Tosię razem i nie mieliśmy problemów, psy się bawiły pięknie. W sumie pani przy mnie Tinę spuściła i razem z Łatkiem ganiali się jak szaleni, cudnie było na to patrzeć. No ale Zuzi chyba się cieczka zaczyna, Hera niby już skończyła, ale może jeszcze pachnie... I stąd ta reakcja Łatka przy nich. Bo jak mi Olga przywiozła Łacia to szłam z nim ok 3 km jeszcze do właścicielki i dopóki nie spotkał Zuzi było super - szedł ślicznie na smyczy, interesował się wszystkim, chciał się głaskać, a nawet mnie zaczepiał, żeby na niego zwrócić uwagę. No ale Zuza mu w głowie zawróciła i od tej pory to nie był spacer, tylko szarpanie. Kobieto, dwa psy, dwa koty, jak Ci właściciel wpadnie do domu to Cię wyśle do zoo, zobaczysz :P A kociaków Ty tu nie proponuj, bo ja już jestem doszczętnie spłukana i kota do Wrocka wieźć nie będę :cool3: Teraz jak nie zdam egzaminu na prawko (a nie zdam :siara:) to będę musiała obrabować bank chyba :evil_lol: Poker - masz rację. Tutaj moim błędem było założenie, że pies będzie spokojny, a okazało się, że wcale go nie poznaliśmy. Niestety brakuje DT, żeby znać Łatka na 100%, więc następny dom po prostu musi być bardziej świadomy i doświadczony. Ale to po kastracji. Jara - zgadzam się, że wymaganie od psa, żeby w pierwszy dzień zachowywał się jak w zegarku jest skrajnie nierealne. Ale nie mogę nic Oldze zarzucić - przywiozła psa sama, proponowała wsparcie finansowe, przejęła się wszystkim. Moim zdaniem nie była gotowa na psa i może uświadomiła to sobie za późno. Każdy ma wyobrażenie o zwierzaku: spacerki, głaskanie, wspólnie spędzony czas. Mało kto myśli, że między tymi miłymi chwilami będzie mnóstwo problemów i takie rzeczy wychodzą w praniu. Moim zdaniem dla Łatka to bardzo niedobrze, że wrócił w następny dzień - u Olgi nie chciał spać, był zdenerwowany, nie dał się dotknąć wetowi. Był w skrajnym stresie i nie mógł odsapnąć, a następnego dnia już jechać.. Ale to dlatego właśnie, że Oldze cofnęli urlop i bała się psa zostawić na 9 godzin samego, dlatego trzeba było szybko go tu przywieźć. Jak Tosia dojdzie do siebie po sterylce i jak przeliczymy finanse TOZu to kastracja Łacia będzie priorytetem. I następny dom będzie dobrany bardzo ostrożnie.
  17. Poznałam dzisiaj Zuzię, to cudny piesek, niewielki, bardzo uroczy, podobny do jack russell terriera czy parsona. Śliczna, spokojna, delikatna, bardzo się garnie do Natalii i ładnie zachowuje się w grupie psów. Jednak lęk separacyjny jest u niej wybitnie silny :( [IMG]https://dl.dropbox.com/u/9186601/PwP/ZUZOL.jpg[/IMG]
  18. Ależ tu dyskusja się rozwinęła - spokojnie, nikt nikogo nie wini, wyszło jak wyszło i musimy się skupić na pomocy psu... Sama czuję się winna, bo pies był niesprawdzony w 100%, 3 dni u Nati to było mało. Kurczę, u niej był tak niesamowicie spokojny, taki radosny i fajny pies, że aż mnie ukłuło - że sama bym chciała takie zwierzątko ;) A tu klops straszny. Nie spodziewałam się tego. Cierpimy na wieczny brak DT w opolskim i nie ma komu go wziąć na dłużej i sprawdzić :( Do sedna:[B] ŁATEK JEST U WŁAŚCICIELKI W STRZELCACH.[/B] Olga przywiozła mi go dzisiaj aż do Strzelec, bo nie dałabym rady w tym tygodniu po niego pojechać. Dziękuję za to bardzo. Była naprawdę bardzo przejęta, proponowała pomoc materialną, dostałam karmę, smycz i obrożę oraz miski, wszystko przekazałam właścicielce psów (miski przydadzą się, psy nie będą może piły w końcu z brudnych garnków). Ze względu na pracę nie mogła dłużej czekać na przywiezienie go, jutro Łaciu musiałby zostać sam na 9h i tego się bardzo obawiała. Pewnie by wariował, więc trafił tu z powrotem. Poznał Zuzię z DT od Natalii i zakochał się na zabój, dosłownie, tylko ten zabój to dla Zuzi, bo gnębił ją strasznie. Bez kastracji nie ma szans na wydanie go, Łaciu to macho jakich mało :roll: Tak więc na tym się skupimy najpierw. Na widok właścicielki się cieszył. U Olgi w ogóle nie spał, więc może w swojej budzie odpocznie po tej długiej i stresującej przygodzie. Szkoda, że znów wisi na łańcuchu.. Ale będziemy starać się mu pomóc ze wszystkich sił i oby się udało. Proszę o niewinienie nikogo, nieroztrząsanie co kto i dlaczego... Łaciu okazał się trudniejszy niż miał być, dostał za mało czasu, wyszło kiepsko. Więc teraz próbujemy mu pomóc z głową. Przepraszam, że tak pochopnie wszystko robiłam, dużo osób zaangażowałam. Chciałam szybko psu pomóc, ale szybko nie znaczy dobrze. Cóż, lekcja pokory dla mnie. Jara - piękna metamorfoza! Masza jest cudowna :) (Choć akurat jestem ogromną fanką bulterierów, także Twoja TTB mnie w sobie rozkochała zupełnie.) Gratuluję postawy i siły charakteru. Ale nie dziwi mnie Twoja historia, pierwsze dni to docieranie się, a pies adoptowany jest postawiony pod ścianą - nie może uciec, nie może sobie wybrać domu, jest nagle w obcym stadzie. Dlatego szuka wsparcia w najbardziej przyjaznej istocie w domu, którą zwykle jest człowiek, który najbardziej się psem zajmuje albo drugi zwierzak. Dobrze, że Twoja bullka pokazała Maszy jak być "domowym" psem, taki psi przewodnik dla drugiego zwierzaka to zbawienie.. Pies przychodzi do nowego domu i bada relacje, miejsce, ludzi. Jeśli dostanie spójne, jednoznaczne sygnały i ustalone zasady, szybko się odnajdzie. Jeżeli właściciel sam nie wie czego chce, panikuje, jest zestresowany, to okres adaptacyjny trwa o wiele dłużej... Dziękuję Ci tak czy siak za wizytę! Dobrze oceniłaś dom, sprawdziło się wszystko, co mówiłaś. Tylko Łatek zachował się nieprzewidywalnie i nie dostał szansy na uspokojenie się. Nie możemy wejść ani w psa (szczególnie z przeszłością) ani w ludzi. Szczególnie, że Olga mieszka sama! Nie ma nikogo do pomocy, nie ma kogo poprosić by wyszedł z psem czy posprzątał. Dla osoby, która niedługo mieszka sama i dodatkowo dostała problemowego psa, to był rzut na głęboką wodę i naprawdę trudno mieć do kogokolwiek pretensje. Łaciu się najadł stresu, ale przeżył to i musimy mu próbować pomóc przez kastrację, wyciszenie i szukanie innego domu. valhalla - dzięki za wypowiedź. We wszystkim masz rację, tylko że takie wnioski do jakich doszłaś i do jakich doszła Olga można wysnuć po obserwacji psa przez tydzień - dwa, a nie po jednym dniu. Fakt, że nie spodziewałam się zupełnie takiego zachowania Łatka. Z drugiej strony, do Natalii jechał przez pół godziny autem i już był w DT. A tutaj przeżył ogromny stres - prawie 4 godziny jazdy pociągiem, poznał miasto, głaskali go ludzie. Hormony biły mu po głowie, a nie dostał nawet szansy, żeby się uspokoić i pokazać się z lepszej strony. To tak jakby wziąć dziecko z ulicy podczas wojny (naprawdę! przecież on nie znał niczego poza łańcuchem, a tutaj nagle ogromny nawał bodźców) i po jednym dniu narzekać, że się nie chce bawić. Ale to nie jest zarzut dla Olgi, rozmawiałam z nią osobiście, bardzo się przejęła i jej postawa jest naprawdę w porządku. Trochę tych psów znam i trochę miałam u siebie. ŻADEN pies nie zostanie sam spokojnie w domu, którego nie zna. Bo takie miejsce to nie jest dla psa dom zwyczajnie. Piszę to nie po to, żeby jakoś atakować niedoszły DS Łatka, tylko po to, żeby nie zakrzywiać jego obrazu na wątku - potencjalny przyszły właściciel może się zniechęcić. Łatek jak poczuł się w domu Natalii "jak u siebie" to zostawał ładnie, dużo tu dała obecność Dhorka. W domu bez psa pewnie przyzwyczajałby się dłużej - co Oldzie nie pasowało i rozumiem to doskonale - ale gdyby uznał miejsce za swoje to też ładnie by został. Potrzebowałby jednak więcej czasu. Olga nie mogła mu tego czasu dać i nie winię jej za to. Ale naprawdę ŻADEN pies nie spełni jej wymagań, niestety.. Nie ma psa, który totalnie bezboleśnie przejdzie przez oddanie do nowego domu, który już pierwszego dnia zostanie sam i nic nie zniszczy czy nie zapiszczy. No może pies chory albo na lekach uspokajających, to też jakieś wyjście (joke ;)). Ja jej polecałam raczej kota ze sprawdzonego DT, jakiegoś spokojnego kastrata czy staruszka, który dużą część dnia przesypia. Nie byłaby sama w domu, ale nie musiałaby się martwić. Bo jeśli będzie wypadek na drodze, będzie wielki korek czy coś w tym stylu i jej nie będzie np 11 godzin w domu, to pies nie da rady wytrzymać, to nie jest w jego naturze. Poznałam Olgę i polubiłam, wiem, że na wątku bywa - dlatego szczerze piszę, że po prostu nie da rady z psem przy jej ilości czasu i wymaganiach. Nie byłaby złym właścicielem, wszystko było super, ale na jej warunki pies się nie sprawdzi i nie ma tu sensu na siłę szukać zwierzaka, który wymagania spełni. To moje zdanie, ale zrobi jak zechce :) Figunia - ja osobiście uważam, że lepiej, żeby pies czekał te 9h na właściciela niż 24 h/dobę w schronisku na śmierć. Albo na łańcuchu na zbawienie boskie. A skoro pies musi jeść, ktoś na to jego żarcie zarabiać musi. Ja najchętniej bym cały czas spędzała z moimi psami ;) Ale to nie jest wykonalne, zwierzęta muszą się przystosować, skoro żyją z nami. Fakt, adopcja była nieprzemyślana i z mojej strony (założyłam, że pies będzie się u Olgi zachowywał tak samo jak u Nati) i ze strony Olgi (chciała, żeby pies od pierwszej godziny u niej zachowywał się idealnie, co nie jest wykonalne). Dlatego Łatek wrócił do właścicielki, najadł się sporo stresu, jednak przynajmniej sprawdziliśmy go w warunkach miejskich i w pociągu, a on oderwał się na chwilę od łańcucha. Jak na psa z takich warunków musi mieć genetycznie dobry charakter, bo naprawdę wszystko ładnie zniósł. Poker - dziękuję za uspakajanie sytuacji. Ja na pewno nie winię DS, po prostu Olga nie była przygotowana na problemowego psa. Szkoda, że nie dała mu szansy, bo naprawdę nie wiem, co pies miałby pokazać przez pierwszy dzień - to normalne, że zachowywał się okropnie nerwowo. Z drugiej strony, skoro ona już w pierwszym dniu czuła, że sobie nie radzi, to naprawdę lepiej, że pies wrócił zanim się do niej przywiązał. Jak się tylko finansowo uda, to go wykastrujemy i dopiero potem będziemy myśleć o domu. PS. Szukamy domu także dla Zuzi (tej, którą pokochał Łaciu) z silnym lękiem separacyjnym :( To istne cudo! [IMG]https://dl.dropbox.com/u/9186601/PwP/ZUZOL.jpg[/IMG] Jej wątek tutaj: [URL]http://www.dogomania.pl/forum/threads/232116-ZUZA-sunia-nie-du%C5%BCa-POTRZEBNY-DS-Krapkowice?p=19652701#post19652701[/URL]
  19. [quote name='natalia.aleksandrov'][COLOR=#000000]Ech, sytuacja z pobliskiego osiedla...[/COLOR] [COLOR=#000000]Czekałam sobie ładnie z naszym wolontariuszem aż mój narzeczony po nas przyjedzie. Palę papieroska, kulturalnie krążę po osiedlu i... Nagle wyłania się zza winkla pani z yoraskiem. Yorasek jak yorasek, mały i śmieszny. Oczywiście bez smyczy, ale nie podszedł do mnie, więc olałam sprawę, wieczór był, to pewnie na chwilę wyszła pani "na siku" z psem.[/COLOR] [COLOR=#000000]Yorasek robi kupę. Zerkam czy pani posprząta... A jakże, nie posprzątała. Wydzieram się za nią:[/COLOR] [COLOR=#000000]- Nie ma pani reklamówki?[/COLOR] [COLOR=#000000]Głupi uśmieszek i odpowiedź:[/COLOR] [COLOR=#000000]- Nie. - Po czym pani odwróciła się na pięcie i idzie spokojnie dalej. A kupal pod czyimś balkonem leży...[/COLOR] [COLOR=#000000]Zaproponowałam, że dam jej siatkę, bo mam - olała mnie. Ruszyłam więc za nią i trzymając się tak ze dwa kroki za jej plecami, powiedziałam:[/COLOR] [COLOR=#000000]- Wie pani co, ja mam czas. Pani kiedyś musi iść do domu, mnie się nie spieszy. Zobaczę gdzie pani mieszka i zadzwonię po straż miejską.[/COLOR] [COLOR=#000000]Dowiedziałam się w odpowiedzi, że jestem nieludzka i ona mnie NIE LUBI, woli zwierzęta. Och, ach. Bo się potnę...[/COLOR] [COLOR=#000000]Kur*ując pod nosem, poszła po siatkę do domu i zebrała kupala. Kiedy była w mieszkaniu, yorasek biegał radośnie po osiedlu...[/COLOR] [COLOR=#000000]Ech, życie...[/COLOR][/QUOTE] Brawo! Zebrała, to się liczy. Punkt dla Ciebie, wychowałaś panią :diabloti:
  20. Masz rację, zbyt pochopnie oceniam ludzi :) DS od Łatka też pochopnie oceniłam i mi teraz głupio, bo dziewczyna ma rację, nie pisała się na zwariowanego psa, a dostała świra. Pogadałam z nią osobiście i okazało się, że Łatek się zachowywał nieprzewidywalnie kiepsko, a ja przez smsy myślałam, że przesadza. Człowiek uczy się całe życie na szczęście, na przyszłość będę ostrożniejsza w ocenie. Może dlatego, że tyle się ma tych bid na głowie, łatwo uznać, że inni są wybredni i traktują psy przedmiotowo. Ale przecież mało kto żyje tylko psami i jest gotowy poświęcić czas i pieniądze na zwierzaka, trudno tego wymagać... Jeżeli pan chciał psa który odstraszy od posesji lub wzbudzi respekt wśród potencjalnych złodziei, to faktycznie uznał, że pies jest za mały. Dosia wygląda na sporą na zdjęciach :( Ja miałam taki problem z tymi moimi suczkami, miały po 3-4kg a ludzie je oceniali na psy do kolana. Kiedy były mniejsze od yorka.. Pisałam więc w ogłoszeniach, czasem pogrubioną czcionką, że psy wydają się większe na zdjęciach, a naprawdę są niewielkie. Może i u Dosi trzeba by to wyraźnie zaznaczyć...? To naprawdę straszne, że tak fajny pies tyle czeka na dom.
  21. P. Olga rozjaśniła mi trochę sytuację, więc faktycznie nie jest dobrze. Łaciu wykazuje silny lęk separacyjny, może to dla niego za dużo wrażeń w ostatnim czasie - ale rozwala w domu, piszczy i nie umie zostać sam, strasznie się przylepił do dziewczyny. Nie chce jeść, nie umie iść spać, a także nie daje spać innym, cały czas też popiskuje. Rozmawiałyśmy przez telefon, jest bardzo przejęta, a także przeczytała ten wątek i wytłumaczyła mi jak to wygląda z jej strony. Także[B] przepraszam oficjalnie[/B] za pochopną ocenę. Zależy mi na dobrze psa, a że trochę go poznałam, to uznałam, że ocena DS jest przesadzona. Komunikowałyśmy się tylko przez SMSy, więc najgorzej jak się da, bo ogólnikowo.. Także nie mogę powiedzieć, że to DS nieodpowiedzialny, po prostu my nie znamy Łatka tak naprawdę i zachował się dla nas zupełnie nieprzewidywalnie. A że wydawało mi się, że będzie ok, uznałam, że Olga przesadza - ale trudno tego nie rozumieć, mieszka sama, pracuje i dostała psa z problemami. Nadal uważam, że Łaciu potrzebuje czasu na aklimatyzację. Wiemy, że może być fajnym, spokojnym i cichym zwierzakiem, bo tak już się zachowywał - to znaczy, że UMIE i ma tendencję do bycia spokojnym i kochanym psem. Przeżył ogromną ilość stresu i szoku, a także znalazł się nagle bez psa, który pokazywałby mu co robić. A że wychował się z psami, pewnie jest mu ciężko bez takiego wzorca zachowań, jakim byłby drugi zwierzak. Musiałby dostać człowieka-przewodnika, który krok po kroku pokaże mu jak ma się zachowywać, co jest akceptowane, a co nie. Na razie pies panikuje, bo jest w obcym miejscu i nie wie co ma robić. No nic, Nati, p. Olga do Ciebie zadzwoni wieczorem, więc powiedz jej proszę, jak wyglądało życie psa u Ciebie. Może faktycznie Dhoro tak bardzo podziałał na Łatka, że nie było z nim problemu. Sama proponowałam p. Oldze Łatka (pisała o Krówkę), będąc pewną, że to pies idealny dla młodej osoby, a że jest nauczony być sam (w końcu żyje bez człowieka) to będzie ok. Krówka ma się dobrze, ale żyje właśnie z drugim psem, ona potrzebowała też psiego towarzystwa (ale i tak niszczy w domu). Potem Nati go sprawdziła, okazał się świetny, więc naprawdę nie podejrzewałam, że będzie tak źle. No ale jest kiepsko, musimy to jakoś uzgodnić, p. Olga zgodziła się przywieźć psa do Opola - za co dziękuję, bo do Wrocka mogę jechać dopiero za tydzień. Cóż, pies przynajmniej jest sprawdzony w pociągu i w dużym mieście (radzi sobie dobrze), w sytuacjach kryzysowych był łagodny, głaskali go obcy ludzie bez problemu. Ale w DS przy szczepieniu kłapał zębami na weta, próbował gryźć, co mnie baaardzo zaskakuje, bo u nas nie było z tym problemu... Dlatego zwalam wszystko na ogromny stres, jaki pies przeżył. Jednak to może przestraszyć nowego właściciela. Także głupio mi i przykro, ale takie rzeczy się zdarzają... Więc nie będziemy tego roztrząsać, Łatka wykastrujemy jak tylko będą możliwości i będziemy mu szukać dalej domu. Może z drugim psem, jak się uda..
  22. Nie oni, tylko ona - to jedna dziewczyna, mniej więcej w naszym wieku ;) Nie wiem, czy chcą rad, bo jak na razie na to, co jej pisałam na temat wychowania nie odpisywała, jakby w ogóle tego nie przyjęła. O nic nie pytała, tylko zdawała relacje z tego, co pies robi (że nie chce się położyć, sika na kąty i łazi za nią), a pod koniec dnia napisała, że chyba go odda. Napisałam jej teraz o klatce, jakieś rady wychowawcze, jeżeli w ogóle się do tego odniesie i zauważę, że chce coś robić, a nie mieć pluszowego psa zabawkę na już, to podam Ci jej maila i możesz ją doedukować ;) A Dhoro był przecież bardzo bezproblemowy, szczególnie jak łapę złamał :diabloti:
  23. Ojej, to faktycznie, mogła zapytać dziewczynkę skąd ma psa... Może to był jeden miot. W sumie nieważne, Zuzka i tak musi znaleźć nowy dom, lepszych właścicieli... Możliwe, że potrzebuje dużo czasu, żeby zaufać człowiekowi i dopiero załatwia się jak nikogo nie ma. Krówka nie załatwiała się przez 2 dni jak u mnie była, dopiero jak poszła gdzieś daleko w kącik to zrobiła co trzeba..
  24. No właśnie ja nie wiem, czego DS oczekiwał - że pies wejdzie do domu, zamerda ogonkiem, zwinie się w kłębek i będzie spał do następnego spaceru? I tak codziennie - po spacerze pies off, mam ochotę na spacer pies on, wracamy pies off.. Przecież to normalne i naturalne, że wariuje w nowym miejscu, skąd on ma wiedzieć, że to jego dom? Pisałam o tym, tłumaczyłam. Nie podoba się też to, że Łatek jak się do niego podejdzie to się kuli, a potem dopiero daje się głaskać. Każdy normalny pies obawia się obcej osoby, z którą jest nagle zamknięty w pomieszczeniu :( Mam wrażenie, że dziewczyna myślała, że dostanie od razu takiego psa jak z opisu - czyli totalnie spokojnego, totalnie wyluzowanego, radosnego i szczęśliwego. Oczywiście, on taki będzie, skoro u Nati tak się zachowywał to mu nic na mózg nie padło (chyba :diabloti:). Ale kurka wodna, nie pierwszego dnia! No nic, damy jej czas, ale powiem wam, że nie bardzo wierzę w tą adopcję. Szkoda, że nie był ciachnięty, to fakt :( Ale ani finansowo nie mamy możliwości ani DT żeby go przetrzymać... Jak wróci to będziemy kombinować, ale pewnie po kastracji będzie wisiał na łańcuchu u właścicielki i tyle. Mam cztery psy i z każdym jednym miałam problem. Lęk separacyjny, agresja, rozwalanie w domu i załatwianie się (przez pół roku), wycie, niechęć do dotykania... Może są psy, które zachowują się jak roboty i nie ma z nimi żadnego problemu na początku, ale ja osobiście nie znam ani jednego takiego. Wątek Zuzki od Nati: [URL]http://www.dogomania.pl/forum/threads/232116-ZUZA-sunia-nie-du%C5%BCa-POTRZEBNY-DS-Krapkowice?p=19652091#post19652091[/URL] Co do Łatka, zobaczymy. Ale myślę, że do Nati dziewczyna nie zadzwoni mimo że numer podałam, to nie jest typ "mam problem więc szukam pomocy" tylko "jest problem, więc go zabierzcie".
×
×
  • Create New...