W końcu :roll:
Nazwaliśmy,a właściwie mąż ,SYLIA.
Jest bardzo spokojna,do męża z dystansem.Mnie witała po 20 minutach nieobecności,bardzo radośnie.Opierała łapki na mnie i dała buzi.
Na szczęście je dobrze.Moje psy w ogóle nie zareagowały na nią, kot też przeszedł obok, a ona też zero reakcji.
W samochodzie siedziała obok mnie,na postojach oglądała świat, a w czasie jazdy układała się na fotelu i drzemała.
Niestety,guzek,a właściwie guz,bo jest wielkości orzecha włoskiego znajduje się w obrębie gruczołu mlekowego.Termin operacji jest wyznaczony na 28 października.Jeżeli będzie dobrze znosiła narkozę,to dr Rak będzie ją sterylizował.Guz jest jak kalafior,taki nierówny.
Ona nie jest taka malutka,jest co prawda szczupła,ale w kłębie ma 40 cm.
Selia utrzymuje czystość i oczywiście chciała się wylegiwac na skórzanej kanapie,ale u nas psom nie wolno tego.
Zdjęcia będą jutro,bo padam na buźkę.
Jest ładniejsza niż na zdjęciach.