Mało kto tu zagląda, ale napiszę co i jak.
Ogólnie biorąc to jestem wściekła na weta.
Zajrzał do oczu bez rozszerzania , zlecił kupę badań biochemicznych krwi, co kosztowało 117 zł , kazał sie zgłosić z wynikami i dopiero wtedy oceni czy Tusia w ogóle nadaje się do zabiegu.
Ponieważ u Tusi są uszkodzone różne części oka, nie tylko soczewka, musi ocenić czy siatkówka jest cała i czy jest jakakolwiek szansa , aby sunia widziała.
Przecież oglądał ją wcześniej , nie mógł od razu zlecić tych badań , by czasu nie tracic? :diabloti: Zrobił wtedy wielkie nadzieje.
W tej chwili sytuacja jest taka,że nic nie wiemy.