Oczywiście dzwoniłam. Jest OK.Koksa chodzi za panią krok w krok,kiwa ogonkiem, ładnie zjadła i nawet rozpychała się na kanapie wbijając łapki w panią i pana. Tylko sioo nie robiła i warczy na hasiorka Alexa, który mimo wszystko macha do niej ogonem.
Pani mówi ,że są bardzo zadowoleni,że jest śliczna i słodka.Jutro pojadą kupić jej porządne legowisko.
Powiedziałam do pani ,żeby się nie zdziwiła jak Koksa wyląduje u niej w łóżeczku , na co pani odpowiedziała ,że bardzo na to liczy.
Imienia nie będą zmieniać, będą może zdrabniać Koki czy podobnie. Zdjęcia będą za kilka dni ,bo nie chcą teraz jej stresować.
UFFF, i lżej mi na duszy i ciężko.Człowiek tak szybko się wiąże z tymi futrzakami.