jak przyjechałam do schroniska, to była już Mrówa ze swoim TZetem.
Poszliśmy na wybieg, każdy do swojej pracy. Każdy z nas coś tam miał zaplanowane.
Mrówa zniknęła mi z widnokręgu.
Ja zaczęłam z jakimiś psiakami chodzić sobie po wybiegu..a tu patrzę..Mrówa z Kamilą mają Maksi i ją niosą. Na taki nasz zwany pomost miłości. Dlatego tak nazwany, bo jak tam usiadziemy, to duuużo psiakó do nas przychodzi na mizianko i przytulanko. I robi siętaki szał ciał, każdego głaszczemy, dotykamy. One nam sprzedają całuski.... :lol:
Maksi została postawiona na murku, obok usiadła Mrówa i jej TZ.
I kochani..ona byla zadowolona. :lol:
Uśmiechała sie. Mrówa ją głaskała....
Jaki to był miły widok....