Idealnym rozwiązaniem byłoby znaleźć dla każdego z osobna DT, gdzie "dojrzewałyby" do adopcji. Tylko że znalezienie czterech DT graniczy z cudem. Naprawdę nie wiem jak wybrnąć z tej patowej sytuacji. Zapytam, poradzę się jeszcze koleżanki z miau, osoby naprawdę doświadczonej w temacie.
Przyszło mi jeszcze do głowy, żeby wywieźć rodzinkę gdzieś w bezpieczne miejsce, na wieś, do gospodarstwa, stajni, gdzie żyłyby sobie na wolności, byłyby dokarmiane, miałyby się gdzie schronić zimą. Pomysł jest, tylko z realizacją trudno, chyba pozostanie tylko w sferze marzeń...:(