Jaaga
Members-
Posts
19190 -
Joined
-
Last visited
-
Days Won
104
Content Type
Profiles
Forums
Events
Everything posted by Jaaga
-
Dzieki wszystkim za rady. Chyba wlasnie damy siatkę lub rozglądnę się za pleksi falowaną. Tylko ją tez jakoś trzeba łączyć. Nie ma jak zrobić jakiejś konstrukcji, a mi chodzi tylko o to, żeby psa nie kusiło z dachu sforsować ogrodzenia. Zagroda jest pod drzewami, wiec jest ocieniona.
-
Na filmiku jasnej suczki starszej szczeniorki, która cały czas siedzi w miejscu, trzesie się i przełyka. On się kręci kolo niej. Czarny, gładkowłosy, cały z łysymi plackami. Myslalam, ze sprawilibysmy budę i dałabym go na wybieg, ale Koda niestety okazala się agresywna do innych psów, wiec nie mam go gdzie dać.
-
Też się dziwiłam, ale zrobilam na FB mu post z nowymi zdjęciami i poudostepnialam na owczarkowych grupach. Kiedy na nie weszlam, to bylam w szoku. Jeszcze tylu onkow szukających domów nie było nigdy Bardzo dużo nawet szczeniakowi i młodzików w typie rasy. Sporo młodych, domyślam się, że tych maniakalnie kupowanych w pseudo w czasie pandemii. To było do przewidzenia, bo owczarki to nie maskotki. Teraz ludzie oddają, bo sobie nie radza, psy niszczą, sa żywiołowe, nie wychowane, utrzymanie kosztuje. Powodów tyle, co psów.
-
Dziękuję, jestem juz wymęczona nowotworami i stresem. Było bardzo trudno, bo Jimmiego karmiłam co 2 godz miksowanymi mieszankami strzykawką, ciągle pilnowałam. I nagle nic już się nie dało zrobić. Trzy razy umawiałam się na eutanazję i liczyłam jeszcze na cud. Mialam do niego tak ogromną słabość. Życie z Jimmim to było tak, jakby oswoic wiatr. Byl moim pierwszym dzikim psem. Teraz Goplana. I znowu nie potrafię podjąć decyzji. No i wiadomość o Kodzie. Zycie przy nowotworze, to jak funkcjonowanie przy wulkanie; w każdym momencie może nastąpić nagły wybuch i rozwój raka. Dzis rozmawialam z lekarzem. Do usunięcia Koda ma obie listwy. Oczywiście na dwie operacje. Guzków jest sporo i sa rozsiane. Mam kartę z wizyty. Zeskanuje i wysle Toli. Wyslalam juz wyniki z krwi. Jak dla mnie nie są złe. Chcialam podziękować fundacji Zea za dietę jelitową i opłacenie pierwszej wizyty dla Kody. Mam nadzieję, że dzięki zbiórce, która zrobi Tola, uda się nazbierać na jej leczenie.
-
Nie spodziewałam się jej tu zobaczyć. Bardzo się cieszę. Elu, załatwiasz wszystko przez Olę? Chyba najlepiej jakby jakas organizacja pomogła Ci choc ze zbiórkami. Wypatrzylam u Mariny dużego psa z frontu z jakimś urazem lub traumą. Stoi jak Amely godzinami bez ruchu. Niestety, nie mam miejsca ani finansowych możliwości na tak trudny przypadek. Ciągle o nich mysle, zwłaszcza że wkrótce może być gorzej. Dobrze, ze ją bierzesz.
-
Dlatego napisalam, że jest czas zastanowić się. Adopcja Mysi i tak byla kwestia czasu, z dużą starsza sunią jest trudniejsza sytuacja. U mojej Goplany biopsja z pierwszego usunietego guza wyszla, ze to zmiana hormonalna, nie złośliwa. Z czasem jednak pojawiały się kolejne guzy, ktore usuwaliśmy i juz nie wysylalam na histopatologię, bo było widać, że nowotworowe. Dzis nowe sa już nieoperacyjne. Jest na środkach przeciwbolowych. Jednak to wszystko trwało kilka lat. Moja Sara tez żyła u nas 4 lata, zanim zrobil się przerzut na osierdzie. Swistak i Chow żyły po 5 lat u nas z guzkami, bo nie można było im podac narkozy ze względu na chore serca. Najkrócej żyła Limba. W zeszłym tygodniu odszedł Jimmi, usuwałam guz mojej yorczce, mam Goplanę, Andżelę i juz naprawdę dość nowotworów
-
Przy Andżeli nie zrobilam, bo ona i tak wczesniej juz miala male szanse na adopcję, a mnie ta wiedza do szczęścia nie jest potrzebna. Mysi wydotykalam same powięzi, które już były z komórkami nowotworowymi. Uparlam się wtedy lekarce na usunięcie ich i dobrze, bo nie rozwinął się z nich guz. Mysia miala duze wziecie, ale ludzie rezygnowali z powodu informacji o nowotworze. Tylko to tez byli we większości chętni na malutkiego, łatwego, urodziwego psa, nie gotowi na jakikolwiek problem. Jednak wydaje mi się, że w przypadku tak dużej suki warto wiedzieć na czym się stoi, bo to nie kilkukilowa Mysia. Oglaszac ją chyba też trzeba "na litosc", bo i tak szanse na adopcję dużej, starszej suki są mniejsze. Nie wiem gdzie są guzki, ale jeśli ma wskazanie do usunięcia obu listew, to przecież tego nie da się ukryć. Nie wiem, podejmujcie decyzję. Jeszcze i tak jest trochę czasu, bo musi nabrać kondycji przed taką operacją.
-
Chcemy szukać suni domu, wiec przy informacji o operacji/operacjach na pewno padnie pytanie o rokowania, o stopień złośliwości. Nie może być u nas w domu, wiec dom przydałby się tym bardziej. Co do RTG dla mnie i opiekunki Kody jest niezbędne. Nie ma sensu okaleczać i męczyć suczki, jeśli ma już przerzuty na płuca. To stosunkowo nieduży koszt, a może wiele pokazać. Kilka dni temu wetka odstąpiła od usuwania guzów mojej suki uznając za nieoperacyjne. W tej sytuacji nie robila juz zaplanowanego przed operacją RTG, bo nie bylo sensu, skoro i tak nie da się zrobić kolejnej operacji. Natomiast dzis lekarz zalecił usuwanie guzów Kodzie, wiec również wczesniej RTG.
-
Czekam na opis z przychodni. Wstawię na mój profil na FB i zdjecia kominów i mitenek z prośbą o zakup. Tylko niestety nie potrafię robić na FB bazarku czy wydarzenia, mogę to zrobic jako zwykły swój post. I na grupach tez nie da się udostepniac, bo to sprzedaż. Musiałoby być w formie bazarku z danymi i kontem fundacji. Wtedy po uzgodnieniu z adminem może przechodziłoby, ale czasowo ja i tak tego nie ogarnę. Może zrobi to ktoś inny, kto ma FB? Sama wczoraj kupiłam ręcznie malowane koszulki z takiego bazarku na zwierzeta pod opieką fundacji, a wpłaty dokonałam przez zrzutkę na tą organizację. Dziewczyna sprzedaje swoje rękodzieło przez Vinted, gdzie jest umieszczona galeria zdjeć fantów, którą poza tym reklamuje na FB. Przez vinted przesyłka kosztuje kilka zł, a z kolei na Zrzutce nie pobierają prowizji, więc zrobiłam zakupy w 5 min., bez większych kosztów. W dzisiejszych czasach to też zachęca.
-
Dotarla karma, dziękuję. Mysle, ze warto intensywnie pooglaszac Kodę, tylko ktoś musialby napisać jakiś wzruszajacy tekst. Może znajdzie się czlowiek, który z litości da jej dom? I puścić taki apel na FB. Może też zrobic jej adopcję wirtualną na Ratujemy Zwierzaki? Jo37 wziela sunię sama, a koszty teraz będą o wiele większe. Problemem jest tez to, że Koda mieszka na zewnątrz. Nie wiem, co z operacją w takiej sytuacji? Wiosna czy latem byloby łatwiej, a teraz dom pełen psów; wychodzą na chwile i wracają. Nie mam zamków w drzwiach pokojowych, ona blyskawicznie atakuje inne psy. Z operacją trzeba odczekać, ale to i tak nadal będzie zima.
-
Koda jest po wizycie u lekarza i badaniach. Wieści są złe. Ma na brzuchu rozsiane guzki ze wskazaniem do operacji, zrobione jest badanie krwi, leczone lamblie. Ma też tłuszczaka na grzbiecie, ale to akurat jest najmniejszy kłopot. Po leczeniu lamblii, kiedy nabierze ciała i kondycji trzeba zrobić RTG i usuwać guzy. Waży dokładnie 25 kg, więc z 8-10 kg powinna przybrać, żeby dobrze wyglądać. Jutro damy jeszcze kał do badania w kierunku innych pasożytów i weźmiemy tabletki na zwykłe odrobaczenie. Koszty będą duże, bo najpierw leczenie lamblii, kontrola, potem operacja lub dwie, histopatologia i do tego potrzebuje cały czas odżywczej diety jelitowej, a dziś to naprawdę spory koszt. Czekam jeszcze na Gastro Intestinal. Wieczorem już może będę miała wyniki badań i opis z wizyty.
-
Prośba o radę szczegolnie do osób, które mają doświadczenie z psami trzymanymi na zewnątrz. Potrzebne zadaszenie części zagrody, żeby dac tam budę, po ktorej pies nie wyskoczy. Ma tam być Koda, a ona nie tylko otwiera klamki, ale i jest niesamowicie skoczna. Musimy ustawic budę pod ogrodzenie. Jak myślicie z czego można zrobić sensowne zadaszenie, jeśli tyl i bok sa z metalowych paneli, a drugi bok to betonowe ogrodzenie? Albo może jest jakiś inny patent na to, żeby pies po budzie nie starał się sforsować ogrodzenia?
-
-
Bardzo mi go żal, bo mrozów na pewno nie przetrwa w takiej kondycji. Myślałam, żeby go wziać, ale niestety nie dam rady. Już Greya wzięłam, a to duży, chyba najtrudniejszy pies jakiego mamy. Mały może zmienić się w przyjaznym, spokojnym miejscu, moze tak reagować ze strachu i stresu.
-
Nie, pierwszego dnia prowadziłam ją na smyczy do bramy, a luzem były mniejsze psy. Krecik oczywiście nawet ją oszczekiwał i na niego nie zareagowała. Dlatego tak się wtedy ucieszyłam, że jest obojętna. Wczoraj też była z nimi luzem i nie reagowała na Drugiego, Krecika czy Dylana, dopóki nie zobaczyła Zoji. Jest niesamowicie szybka i zwinna. Blokowałam bramkę przy otwieraniu, ale i tak mi wybiegła. Złapałam ją kilka mertów dalej, już zobaczyła Lune i zaczęła warczeć, ale dała się za obrożę poprowadzić na wybieg. Potrafi łapami otwierać klamke, więc trzeba od razu zamykać na klucz. Do ludzi jest bardzo towarzyska i łagodna. Po prostu to pies na jedynego w domu, nie do innych psów. Wielu ludzi ma takie psy. Wczoraj w lesie to tylko jeden papillon przeszedł normalnie druga strona drogi, inne niezaleznie od wielkości rzucały się na smyczach i prowokowały, jakby miały z czym startować do Zewa. Zresztą Zew nie jest lepszy, pobudza się na każdego obcego psa. U Andżeli udało mi się to idealnie wypracować, więc myslę ze jak komuś bedzie zalezało, to bez problemu z jednym psem sobie to ogarnie.
-
Ten pies za zdrowo nie wygląda...
-
Jaki szkielet z tego najmniejszego, ładnie umaszczonego Kazde żebro na wierzchu i cała miednica odstaje już. On na pewno mrozów nie przetrwa.