Dwóje moich dzieci - Nirvana i Newton pojechały dzisiaj do domków.
A pozostała dwójka zwiedziła pół Warszawy, ganiała długowłose jamniki naszej sędziny i w ogóle było wesoło.
Wychodząc z domu chciałam zabrać aparat fotograficzny, położyłam go na MOMENT na biurku, zadzwonił telefon, odebrałam, po 10 sekudach patrzę a aparat na ziemi i nie ma klapki tej do baterii, a pasek urwany :placz:.