-
Posts
10672 -
Joined
-
Last visited
Content Type
Profiles
Forums
Events
Everything posted by Czarodziejka
-
Balylowa - tak dziękuję, dotarł. Szarik znów się wylizuje. Nie ma placków jeszcze, ale jak wspomniały wetki, ma bardzo wrażliwą skórę. Dostaje więc Encorton, co na pewno dobrze wpłynie też na jego stawy. Poza tym kolejne opakowanie Dolfos Senior dostają wszystkie moje staruszki. Kupię Szarikowi jakiś Immunactiv, żeby podnieść mu odporność po sterydzie. Sporo psów to dostaje, więc Szarusiowi też posłuży. Ogólnie jest dobrze. Chodzimy na spacerki, tarzamy się w trawie i jemy, jemy, jemy. A kiedy tłumaczę, że jest gruby i już dość, do pokazuje jak zawsze puste worki rozkładając się na wznak ;)
-
Gromiś ma się przyzwoicie. Zachwyca urodą wszystkich moich gości. Wciąż na razie siedzi w kojcu pomijając czas przeznaczony na swobodę, kiedy w nim sprzątam. Może sobie wtedy pobiegać po ogrodach. W nocy strasznie ujada na sarny, czego nie robił na wybiegu. Zniszczył kolejny pęd starego bluszczu, który dawał latem psom zaciszny cień w kojcu i zakrywał płot. Kolejny raz muszę kupować papę i okrywać dach Sokołowej budy, bo niestety ostatnie pogody pokazały, że jednak przecieka. Do tego wyrwane listwy wokół wejścia. Gwoździe były na wierzchu i trzeba było to natychmiast czymś zabezpieczyć, bo Sokołek jest ślepy i mógłby sobie zrobić krzywdę. Grom niszczy wtedy, kiedy czuje się szczęśliwy - zaznacza swój teren, budę i usuwa zbędne elementy przestrzeni. Koce wywlókł i rozerwał na strzępy machając przy tym radośnie ogonem. Budę też w ten sposób sobie znaczył - najpierw ją obsikał, a potem zaczął skubać, mocować się, podszczekiwać. Traktuje to jako zabawę. Przeniosłam go przed Sylwestrem do kojca, żeby mieć kontrolę i faktycznie, jak tylko gdzieś strzelili już chciał przecisnąć pysk między prętami. Podałam mu Sedalin i zaprowadziłam do sypialki. Była tam Daszka, Misio, Sako i Homer. Nad ranem wszystko wewnątrz było zdemolowane. Wory z karmą porozrywane, porozwalane garnki,pozciągane z góry różne sprzęty, popękane i wyszczerbione plastikowe wiadro do noszenia wody. Tak sobie Gromiś porządził. Wyszedł zadowolony z ogonem do góry. Kilka dni temu ktoś hucznie obchodził urodziny i również były petardy. Oczywiście Grom się strasznie zląkł i zamierzał wyjść przez pręty obcierając sobie lekko pysk. Podałam mu o 1.00 w nocy krople uspokajające, bo Sedalin mi się już skończył i dopiero go zamówiłam. Dzisiaj przeprowadziłam go na kilka godzin na wybieg, żeby sobie poszalał z młodszymi psami. Ładnie dał się podpiąć na smycz i rozumnie zgodził się wracać, kiedy przyszła pora. Co prawda musiałam się za nim nabiegać, ale wreszcie się łaskawie poddał ;)
-
Ledwo Misiek stanął na łapy, a tu rozłożył się Sako. Nie może się podnieść sam. Muszę go podwiązywać w pasie, bo nie da sie wcale dotykać. Z bezsilności kłapie pyskiem na cały świat, warczy i marszczy się. Ostatnio, kiedy zauważyłam, że leży jakoś dziwacznie i chciałam go poprawić, kłapnął moją rękawiczkę rozrywając palec. Nie mój - rękawiczki. Bezradność wzmaga w nim agresję, więc innego wyjścia, jak opasanie go szeroką smyczą i podtrzymywanie podczas chodzenia nie ma. Podaję mu Misiowy Dolagis, ale jutro prawdopodobnie trzeba będzie mu kupić całą kurację - 10 sztuk za 30 zł. O ile wetki nie zapiszą czego innego. Od wczoraj jednak podaję mu to, co mam. Sako nie trzyma już moczu, kupa od dawna sama wychodzi w różnych momentach, ale nie sikał dotąd pod siebie. Podwijają mu się tylne łapki, czyli sytuacja podobna jak u Misia. Misio ma się coraz lepiej, ale Sako jest bardziej wyniszczony i ma więcej zwyrodnień. Przedwczoraj zaciągnęłam go złego jak osa do garażu na posłanie, żeby nie leżał na trawie, bo nie chciał zostać w sypialni. Płakał, wołał i chciał na dwór. W garażu było ok - widział wszystko, szczekał, jak było trzeba, ale już na siku nie wyszedł. Po południu zaprowadziłam na trawę, bo było sucho i słonecznie, a kołdrę i koce cuchnące i mokre powiesiłam na płotach. Po kolacji siłą zaprowadziłam go do sypialni, bo nie mogąc się podnieść samodzielnie, walczył o swoją niezależność jak lew. Biedaczysko kochane. Ułożyłam go na materacu, ale jeszcze długo w nocy szczekał żałośnie, żeby go wypuścić, niestety pogoda była brzydka - mżawka i chłód. Rano zastałam go na pontonie - zmienił lokalizację obsikując jednak cały szlak. Rano odrazu dostał Dolagis i chciałam go znowu zaprowadzić w cieplejsze miejsce, ale strasznie się rzucał, warczał, kłapał zębami i nie pozwolił się nigdzie zaciągnąć - przewracał się na wznak. Pochodziłam więc z nim tycie rundki podtrzymując go smyczą opasaną wokół brzucha i pozwoliłam mu poleżeć na trawie. Po czasie jednak założyłam mu dwie smycze pod brzuch i jak marionetkę zaprowadziłam do garażu. Wyczołgał się jednak i znów go widzę na trawie. Taki z niego macho. Dobrze jednak, że się już przemieszcza. Apetyt Sakusiowi na szczęście dopisuje bardzo. Może znów przydałby mu się Arthoflex i jeszcze jakiś suplement na przyrost masy mięśniowej. Campari taki dostaje i widzę poprawę, bo na początku sikała pod siebie i wcale nie wychodziła, a teraz robi sobie wycieczki i na posłankach jest suchutko. Może Sakusiowi warto byłoby wzmocnić troszkę motorykę. Zawsze miał problemy, a teraz jest źle. Jeżeli sam nie zacznie chodzić, to zanikną mu mięśnie - u staruszków postępuje to w trybie galopującym. Kilka dni i łapy zamieniają się w witki. Misiowi pedałowałam łapami, Ząbalkowi też - pomagało. Sako natomiast absolutnie nie daje się dotknąć, więc niestety ale będę musiała nałożyć kaganiec. Łapy ważniejsze od jego humorów.
-
Campari sunia zabrana od czarodziejki za TM
Czarodziejka replied to czarna anda's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
Campari wychodząc na siku trzyma się już dość prosto i nie ciągnie łap. Wracając - podglądam ją z okna - idzie utykając tylko na tylne łapki. Nadal nie lubi być podpinana i jest wybitnie czujna ;) Mogę ją czochrać, głaskać, drapać za uszami, ale gdy tylko MYŚL o złapaniu za obrożę i wyprowadzeniu zakiełkuje w mej głowie słyszę kłapnięcie "stop klatka". -
Nózia już w porządku. Sokołek wrócił do swojej budy, która wymaga ponownego remontu. Nadaje się jednak do użytkowania, a dla Sokoła jest wygodniejsza od poprzedniej. Nie musi się wczołgiwać ;)
-
Żegnaj mój kochany staruszku :( [*]
Czarodziejka replied to Martika&Aischa's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
Misio w jeszcze lepszej formie. Chodzi już swoje dziadzie rundki i patrzy na wszystkich spode łba awanturując się w strategicznych momentach. Przysiadaj jedynie podczas postojów - dupka mu ciągnie wtedy do dołu, ale utrzymuje ją w pozycji tuż nad ziemią. Podczas ruchu jest nawet dość przyzwoicie prosty. -
Campari sunia zabrana od czarodziejki za TM
Czarodziejka replied to czarna anda's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
Campari siada na powitanie na zadku na baczność i podstawia łepek do podrapania. Sama podchodzi do miski z jedzeniem i do garnka z wodą. Zauważyłam, że prawa tylna łapa wcale nie pracuje, jest podciągana, a jedynie na lewej sunia się odpycha. Wetki powiedziały, że być może to zwyrodnienie stawu w tej łapce. Wciąż dostaje Movalis. Wyłykała już swoje tabletki na stawy, proszek na przyrost masy mięśniowej wciąż jeszcze mamy. Wczoraj dokupiłam kolejne wiadro Dolfos Senior dla staruszków, więc sunia dostaje też swój przydział ;) Jest przekochana i słodka. -
Piękna, starsza oneczka- AISZA ZA TM:(
Czarodziejka replied to Zofija's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
Bardzo dziękuję! Isia wraz z Rafim, Kają i Bejem z radością powitali Nowy Rok obszczekując wybuchy i spadające petardy machając ogonami. Żadnej schizy, strachu, czy wycia. Reszta trzęsła się z przerażenia, a one miały przednią zabawę ;) Mamy piękną pogodę i Isia zażywa spacerów. Bardzo ładnie galopuje. -
Sakuś Sylwestra spędził w sypialce na psiej prywatce zakrapianej Sedalinem w towarzystwie Daszy, Homera, Misia i Groma. Nad ranem przed wejściem zastałam kilka wielkich kup i mokre plamy na posłaniach. Strasznie gośno strzelali i to bardzo blisko nas. Ja przez godzinę na pełnych obrotach pomiędzy przerażonymi, albo rozbawionymi - Rafi, Bej, Isia i Kaja - psami. Tak to czynnie na posterunku przywitałam Nowy Rok ;) Julka pomimo zapewnień padła ok. 23.00 i nie dała się zbudzić.
-
Reksio baryłeczka pozdrawia wszystkich. Chadza teraz na długie spacery, bo mamy piękną pogodę. Poza tym regularnie wiesza ze mną pranie, czym do szału doprowadza całą resztę. Jest taki zwinny, że wychodzi wąską szczeliną przez furtkę jakoś tak między moimi nogami - a ja z miską prania, więc uwaga zaburzona - i już jest na łąkach, gdzie można biegać i wąchać dary natury ;) Mam kolejny kilogram Dolfos Senior, bo wcześniej nie było w hurtowni i moje dziadki od wczoraj znów łykają samo zdrowie. Piguły zakupiłam z pieniędzy z bazarku Beli51, za co jestem bardzo wdzięczna :)
-
Żegnaj mój kochany staruszku :( [*]
Czarodziejka replied to Martika&Aischa's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
Misio kochany miał ostatnio spadek formy, co opisałam powyżej. Pomimo bardzo bolesnych zastrzyków z Cocarboxylazy, przeciwbolowego Traumeelu i suplementacji jego stan się nie poprawiał. W desperacji przeszukałam moje zasoby apteczne i znalazłam jedną tabletkę Dolagisu, którą podałam mu wraz z Encortonem. Pojechałam po pomoc do wetek. Zaleciły 10 dni kuracji Dolagisem. Encorton nie jest potrzebny. Misiek nie cierpi na dysplazję, nie ma spondylozy, ale dopadło go przeznaczenie rasy - owczarki niemieckie na starcość zazwyczaj cierpią na zwyrodnienia kręgosłupa. U Misia siadło przewodnictwo nerwowe między którymiś kręgami. Procesu cofnąć się nie da. Można tylko łagodzić i zapobiegać pogłębianiu. Misio już drugi dzień na Dolagisie i jest poprawa, co mnie bardzo cieszy. Nadal przysiada na dupce i podwija mu się tylna łapa, ale w coraz mniejszym stopniu. Reksio od Berkano swego czasu w radości galopowania i podskakiwania zwichnął sobie kręgosłup. Nie mógł wstawać i chodzić, a jak już ruszył, to strasznie koślawo. Po kuracji Dolagisem i Encortonem stanął na łapy i teraz jest sprawny. Ma zaawansowaną spondylozę, ale wciąż jest wulkanem energii. Mam nadzieję, że Misio też się podniesie i jeszcze sobie tu pokuśtyka. Apetyt ma ogromny. Wciąż donosimy mu jakieś kąski, żeby miał motywację do ruchu i życia, bo jest łakomczuch i zawsze skradał się po więcej. Teraz na widok czegoś smacznego w ręce zaczyna wstawać - a wcale nie reagował jakiś czas temu. Za Dolagis zapłaciłam 30 zł. - 3zł za sztukę x 10 sztuk. Pieniądze mam z bazarku Beli51, więc nie trzeba tymczasem nic dopłacać. Dokupiłam dodatkowo kolejny kilogram Dolfos Senior dla staruszków za 35 zł., Encorton - 6 zł. dla Szarika, bo swędzi go skóra i zamówiłam kolejny Sedalin, bo poprzedni wyszedł w Sylwestra. Tym razem zamówiłam w zastrzykach a nie w żelu, bo korzystniej. Nie wiem jeszcze ile dokładnie zapłacę, ale ok. 65 zł. Ponadto wciąż podaję Spirulinę rakowcom, Immunactiv - 13 zł. Daszce i Misiowi - poszło opakowanie kupione w grudniu, Dasza dostaje też Rekinol z kwasami omega na spółkę z moją Julką 8) - kupiłam za swoje pieniądze większe opakowanie. Te kapsułki bardzo czuć rybą, więc dziecku nie smakują, a suni jak najbardziej. Poprzednio Daszka z Misiem łykali Novocardię - 18 zł, która ma podobny skład i którą nabyłam dla nich obojga. Teraz mam kolejne opakowanie tylko dla Misia, więc starczy na trochę dłużej. Ponadto wciąż łyka Vetmedin i Furosemid. Jest maksymalnie dosuplementowany i je codziennie ciepły posiłek. Śpi w sypialce na pontonie i sam się już nawet ustawia pod drzwiami. Oby tylko jeszcze stanął na łapki w pełni i dożył słonecznej wiosny. -
Reksio przetrwał Nowy Rok wtulony w Myszolka. Razem cichutko sobie leżeli przestraszeni. Dziś Reksio już żwawy, ale Myszolek wciąż się trzęsie. Przykryłam go kocykiem, żeby świata nie widział. Wczoraj, kiedy zaczęli strzelać - sąsiadom we wsi poodbijało i każdy chciał zrobić indywidualny popis, więc strzelali po kolei, a nie razem - biedny Myszolek przewracał się uciekając w panice, a przecież niedosłyszy...Ma skręcony łepek i zaburzoną równowagę. Mam nadzieję, że dziś nie będzie powtórki z rozrywki i wczoraj poszły wszystkie petardy.
-
ONek - stary... i ślepy..... :( Homerek w DT u Czarodziejki :)
Czarodziejka replied to _Aga_'s topic in Już w nowym domu
Wielkie dzięki! Wam też życzę wszystkiego najpiękniejszego w nowym roku. Homer przechrapał głośno pierwsze głośne salwy noworoczne. Obudził się dopiero, kiedy strasznie walili, a ja uspokajałam strachulce. Biegał biedak tu i tam, bo przecież noc jest, a tu jakieś ruchy niezidentyfikowane. Zaprowadziłam go do sypialki, a tam już Daszka, Misiek, Gromiś i Sako ;) W piątkę raźniej i cieplej. -
Starą strasznie zniszczył Grom oznaczając ją jako swoją własność - jak wszystko inne, co sobie upatrzył. Naprawię ją, bo szkoda - jest duża i mieszczą się w niej 3 psy+ coś małego. Dziś to sama zobaczyłam podczas salw noworocznych - Isia, Rafi, Kaja + mały Bej razem w jednej budzie, a ja u wejścia z dobrym słowem pocieszając, że za chwilkę się to skończy. Tak mi minął Sylwester ;)
-
Placek zaleczony, ale Szarik ma wybitnie wrażliwą skórę. Nic nowego nie słychać. Grubas jest wielki i bardzo zadowolony z życia. Na przednie łapki ciężko stąpa, ale suplementuję go jak mogę. Nadal w żółwim tempie chadza na spacerki i domaga się monitoringu reszty stada. Musimy go wypuszczać na łąki, żeby sobie samotnie pochodził - jakieś 3 metry i wraca szczekając i mądrząc się, jakby conajmniej pielgrzymkę odbył. Potem leży dostojnie przed obiema furtkami mając na oku całe stado i udziela "porad" swoim tubalnym głosem. Kiedy za bardzo terroryzuje czyjś gar - napiera na właściciela całą masą i trzeba być obok, żeby dać klaps i pokazać mu drogę wyjścia. Wóczas jest bardzo zdziwiony, a kiedy przemawiam rozkłada się na plecy i pokazuje puste worki. Julka wtedy natychmiast leży przy nim i strasznie się kokoszą ;) Szaruś jest bardzo pozytywny, bezproblemowy i uważa, że w czepku się narodził i świat należy do niego ;)
-
Gromiś terrorysta wrócił znowu do kojca. Wyrwał z korzeniami 3 stare krzewy, młode drzewko, które miało dawać psom cień latem i zniszczył Sokołową budę zdzierając z niej papę i wyrywając resztę wrót. Teraz chłonie, a my czekamy, aż mu głupawka minie. Kiedy tylko czuje się pewnie, zazyna rozrabiać i psuć. Taki ma charakter. Z kojca usunęłam budę, żeby nie wyskoczył podczas strzelania w sylwestrową noc. Od rana w okolicy słychać strzały. Staruszki są głuche, młodsze psy się nie boją, a ten strachajło przerażony. Poczekam jeszcze trochę i wstrzyknę Sedalin w papę. Niech prześpi najgorsze. Zamknęłabym go w psiej sypialni, ale obawiam się reakcji w pomieszczeniu, czy nie zrobi sobie krzywdy próbując wyskoczyć przez okno np. W każdym razie obie z Julką jesteśmy na posterunku ;)
-
BEJ w DT - POTRZEBNE OGŁOSZENIA i DS!!!
Czarodziejka replied to Ra_dunia's topic in Już w nowym domu
Bejek cieszy się jak najszczerzej. Swobody mu u nas nie brak. Niedawo rozpruli z Rafim obsikaną kołdrę staruszków, którą wietrzyłam na ICH płocie ;) Ile mieli radości, to żadne słowa nie opiszą ;) -
[MLB] Rafi, młody ONek bez łapki - Ma Dom !!!
Czarodziejka replied to malibo57's topic in Już w nowym domu
[quote name='Lida']Hm... To trochę daleko. Może ktoś z Warszawy będzie do Ciebie jechał, to chętnie podam, no albo sama się wybiorę, ale najwcześniej mogłabym za tydzień. Na pw podam Ci kontakt do siebie. Jeśli będziesz chciała tę kołdrę, to wymyslę, jak Ci ją dostarczyć :-)[/QUOTE] Lida, chętnie ;) Przygarniam wszelkie szmaty, bo staruszki podsikują i okupują wszystko w trybie przemysłowym. Co tydzień palę te, których nie uda się już uratować - wywietrzyć, wytrzepać i wyprać. Rafi na szczęście jest chłopak czysty i nie robi pod siebie. Za to wywleka to, co mu w budzie umoszczę. Dziś koc został wywleczony w kąt ogrodzenia i tam zmókł. Wszędzie na płotach coś mi się suszy, wietrzeje i nabiera zapachu ;) -
ONek - stary... i ślepy..... :( Homerek w DT u Czarodziejki :)
Czarodziejka replied to _Aga_'s topic in Już w nowym domu
Dziękujemy Danko droga :) Homiś okrąglutki i zadziorny. Jak wyczuje, że noszę gary z parującym jedzeniem, to idzie jako moja trzecia noga. Cud, że nie zaliczyłam jakiegoś fikoła, bo już tyle razy slalomem pomiędzy kolanami mi przeszedł ;) -
Berkano, wysłałaś o 10 zł za dużo 8) Reksio ma się bardzo dobrze. Przytył, bo żre jak ciężarna smoczyca. Zaczyna na stojąco, a kończy leżąc z pyskiem w garze, a potem jeszcze oblot pozostałości, jakieś warkoty, awantury. Potem dostaje burę i robi najsłodsze oczyska na świecie i muszę go ukochać ;) Uwielbia leżeć na miękkich posłankach, przewracać się i kokosić.
-
Sakuś Burczymucha pięknie dziękuje za życzenia. Wyskubałam mu prezydenckie baczki, bo strasznie się marszczył, kiedy podjeżdżałam do nich ze szczotką. Skubnięcia były precyzyjne, szybkie i skuteczne ;)
-
Żegnaj mój kochany staruszku :( [*]
Czarodziejka replied to Martika&Aischa's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
Za piękne życzenia bardzo dziękujemy :) Misio gderając nadal dzielnie się trzyma. -
Żegnaj mój kochany staruszku :( [*]
Czarodziejka replied to Martika&Aischa's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
Dziękujemy za życzenia. Zdrowie jak najbardziej Misiowi potrzebne, bo od jakiegoś czasu mnie martwi. Ma takie dni, że wydaje się być nieobecny, zaczęła mu się podwijać tylna łapka przy stąpaniu. Doświadczony wet powiedział, że to zawsze jest jakiś początek końca, bo gdzieś nerwy nie przewodzą. Misio sypia tylko na miękkim i jeszcze tydzień temu znacznie ograniczył swoją aktywność. Leżał zwinięty w kłębek w głębokim śnie i nawet do jedzenia trzeba go było budzić. W Wigilię, przed kolacją poszłyśmy najpierw nakarmić i ogarnąć psy. Sokół zwichnął sobie akurat łapę, a Misiek zakomunikował, że w zasadzie, to chyba żegna się z tym światem. Tak więc najpierw trzeba było rozchodzić Sokoła i zabrać mu kolację, bo niestety bardzo się spasł, a ze zwichniętą łapą ciężko mu się było ruszać. Kiedy ją sobie zwichnął robiałm mu zastrzyki przeciwbólowe i miłosiernie karmiłyśmy go wstawiając michę do budy, ale potem okazało się, że tak mu to pasuje, że wcale nie wychodzi. W Wigilię zanalazłam w środku kupę, więc natychmiast zastosowałam środki prewencyjne - przymusowe spacery i głodówka. Co drugi dzień pościł, codziennie uprawia marszobiegi, a i tak należy do najgrubszych w stadzie. Łapka na szczęście już się rozchodziła. Misiek natomiast w samą Wigilię miał jakiś błędny wzrok i bardzo mnie tym przestraszył. Bolały go stawy w tylnych łapach, bo przy ucisku popłakiwał. Zaczął też krzywo chodzić, żeby zminimalizować ucisk na bolące miejsca. Dostał zastrzyki przeciwbólowe i witaminę C z glukozą na wzmocnienie. Teraz co drugi dzień obaj z Sokołem dostają Cocarboksylazę w zadek. Misio juz w nieco lepszej formie. Dostaje specjalne jedzenie wraz z chorą na raka Daszką - mięso z kaszką manną i warzywami, do tego czasem puszka, bo czasem ze swego gara wszystkiego nie zje, sucha karma też zawsze w zasięgu pyska, żeby jedli, bo oboje chudzinki. Dasza kiedyś była grubasem, ale raczysko postępuje. W marcu miała wyrok, ale udało się wydrzeć 9 miesięcy życia. Pyszczek ma uśmiechnięty i kuśtyka na łapinie, którą zajął nowotwór wielki jak piłka. Nie boli na szczęście. Misiek ma już 15 lat i ileby nie zjadł nie utyje jakoś specjalnie. Oboje robią mi remanent w psiej kuchni. Misiek nauczył się otwierać drzwi z pomieszczenia do pomieszczenia i idą razem na szaber ;) Wciąż zastaję pozrzucane pokrywki, wyjedzony makaron "na jutro", rozprute paczki z mięsem, wyskubane dziury w worach z suchą karą, ale niech sobie porządzą. Przynajmniej coś więcej zjedzą i mają lepsze humorki.