-
Posts
10672 -
Joined
-
Last visited
Content Type
Profiles
Forums
Events
Everything posted by Czarodziejka
-
Od telefonu pana do mnie mija już chyba miesiąc...:-? Czy ktoś o coś pytał, dzwonił? Grom w międzyczasie zniszczył budę Sokoła. Wypierniczył sobie łuk wejściowy i od czasu do czasu w niej rezyduje. Sokół jednak jest wielki, ciężki i ślepy, więc nie zauważa strachulca w kąciku. Szkoda mi tylko budy. Nie ma na niego siły. Niszczy i koniec. Swoją też doprawił. Odgryzł deski wejściowe - czyli powiększa wrota i zabrał się za dach. Położyliśmy na nim paletę, żeby nie zdarł papy. Żeby miętolił jakieś piszczki, kostki, ale nie - albo budy, albo moje krzewy. Dlatego naprawdę pragęłabym, aby urządzał już swoje własne kąty, a nie tymczasowe ;) Dziś, kiedy zobaczyłam podłamany dach, to dosłownie ręce mi opadły. Idzie zima, ocieplam co mogę, a tu bramy wjazdowe w budach.
-
W przypadku Sokoła raczej nie ma innej opcji. Buda jest jego i bez względu, co się dzieje, on do niej zawsze wraca. A Grom może się jedynie przy nim dogrzać;)
-
Żegnaj mój kochany staruszku :( [*]
Czarodziejka replied to Martika&Aischa's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
Misio jednak dostał zastrzyk dziś, bo ostatni Furosemid i Vetmedin dostał wczoraj rano. Mimo dysfunkcji nadal jest gderliwy i zamierzał awanturować się pod drzwiami czekajac na kolację. Przymknęłam go na ten czas w kojcu i tam też dostał swoją porcję. Zjadł wszystko do końca wraz z Novocardią, Immunactivem i Arthofosem. Potem jeszcze dojadł porcję Daszki, która nieco zostawiła. Poszwędał się jeszcze po garach z suchą karmą, ale jakoś bez zainteresowania, czyli najadł się ;) Kiedy dawałam zastrzyk Daszce siedział mi pod pachą i wtulał się słodko. Podałam mu na noc Diclac w zadek i poszedł na poduszki. Ból ustaliłam w prawej tylnej łapie w okolicach stawu biodrowego. -
*HERA* - piękna, młoda ONka już w SWOIM DOMU u Mini913! Dziękujemy!
Czarodziejka replied to fizia's topic in Już w nowym domu
Herasek już taplał łapą w wodę :D Ona u nas uwielbiała kąpiele, skoki na główkę i wodę z węża. A laptop twój, czy znaleźny? -
Po latach w schronie na betonie wybierają podłoże naturalne, czyli trawę, ale nie zawsze jest to dla nich korzystne ;)
-
Otóż zdarzyła się historia taka, że raptem Grom upodobał sobie Sokołową budę. Żeby zaznaczyć własność poobgryzał ją i wyharatał łuk wejściowy, bo Gromiś lubi łuki. Strasznie ją zniszczył...:( Sokoła jednak wyrzucić się nie dało i panowie spali przez jakiś czas razem. Na wybiegu jest 5 bud dla 8/9 psów, a psów tylko 5 w porywach do 6-ciu, w zależności, gdzie rezyduje Bejek. Grom jednak uparł się na Sokołową własność. Trzeba ją będzie naprawić, jak i poprzednie, które Grom uporczywie niszczy. Sokołek za to ma się kwitnąco i futrzasto :)
-
Jest przygotowana paleta z kołdrą i kocem, ale poza obsikaniem jej z każdej strony NIKT jeszcze się nie zdecydował na skorzystanie.
-
ArthroHa dotarło dziś i zaraz dodam Kasi tabletkę do kolacji. Gwiazda czuje się pozytywnie. Obrosła grubym futrem i wciąż doprasza się czegoś na ząb ;) Od rana, jeśli świeci słonko wyleguje się na trawie, a kiedy jest chłodniej leży na pontonikach wyłożonych kocami i kołdrami. Nie jest zmarźlakiem. Za towarzyszkę ma Campari, Lutka i Myszolka - całą Paluchowską elitę. Czyli sami swoi. Obok Szarik, Aron i czasem ktoś tam jeszcze. Reszta sypia już w pomieszczeniu, bo nie mogą poszczycić się kożuchami, a noce są chłodne. Skończyły się pestki moreli. Mam jednak Spirulinę, więc Kasia nadal będzie łykać.
-
ONek - stary... i ślepy..... :( Homerek w DT u Czarodziejki :)
Czarodziejka replied to _Aga_'s topic in Już w nowym domu
W niedzielę Homer wyglądał, jak wieprz. Oczy zniknęły pod opuchlizną, pysk kwadratowy, twardy. Wyglądał strasznie, chociaż zachowywał się jak zawsze. Wieczorem zrobiła się przetoka i ropień pękł. Był po prawej stronie pod oczodołem wewnątrz czaszki. Dzięki antybiotykowi nie wytworzył się stan bakteryjny. Wyciek był wodnisty i bez zapachu, nic mu nie trzeba było wyciskać - wszystko samo wyciekło. Na drugi dzień nasz głuchy ślepaczek wyszedł mi na powitanie, kiedy wróciłam z zakupów i na czuja namierzył pączka w torebce, po czym precyzyjnie go wyciągnął i na naszych z Julką oczach zjadł. Następnie znów zanurkował w mojej torebce i wyłonił się z biletem przyklejonym do ulukrowanego pączkiem pyska ;) Obszczekuje mnie regularnie,kiedy tylko się pojawiam w drzwiach, natychmiat podkleja i wszędzie chodzi razem ze mną. Ostatnio był zmuszony spać w psiej sypialni, bo obawiałam się, żeby nie zaziębił sobie tego ropnia. -
Sako jak na swoje sztywne stawy ma się całkiem nieźle, ale muszę go co jakiś czas zamykać w psim pomieszczeniu, żeby nie leżał wciąż na trawie - o ile nie leży na pontonie wyłożonym kocami w garażu. Bardzo wtedy jest zmarszczony i strasznie warczy, ale grzecznie idzie, gdzie prowadzę. Kiedy już się wyleży w zamknięciu - drze pysk i trzeba go szybko wypuścić. Wychodzi zły, podszczekuje, grozi ;) Takie tam dziadzie strachy...Mając łyse podbrzusze nie może spędzać czasu tak jak on by sobie tego życzył, a życzy sobie leżeć na trawie i mieć wszystko na oku.
-
Żegnaj mój kochany staruszku :( [*]
Czarodziejka replied to Martika&Aischa's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
Misiowe pigułki właśnie dotarły. Pięknie dziękujemy. Od wczoraj Misiek mnie niepokoi, bo chodzi jakiś taki przygarbiony i odczuwa ból w boku. Przy ucisku popiskuje. Szuka sobie miękkich poduszek i zacisznych kątków. Nockę przespał w psiej sypialni i nawet się nie buntował. Nie ma mrozu, ale być może dokuczają biedakowi stawy...Nie podałam mu dziś Furosemidu i Vetmedinu, bo od jutra będzie dostawał Diclac. Są to zastrzyki domięśniowe, które będzie brał na spółkę z Ząbalkiem, a które nie powinny być podawane z w/w. Apetyt Misiowi na szczęście nie spadł. Większość dnia spędza albo przymknięty w psiej sypialce, albo leżąc na wielkiej puchowej poduszce w garażu. Widać jednak, że jest obolały i że jest to ból stawowy. -
Campari sunia zabrana od czarodziejki za TM
Czarodziejka replied to czarna anda's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
Dziękujemy za zainteresowanie losem suni i za wsparcie. Stan suni chyba nieco się poprawia. Cieszy się już na mój widok, a kiedy do niej przemawiam, to kuli uszęta tak jakby zaraz miała zamachać ogonkiem i wysuwa ryjek do pogłaskania i przytulenia, ale...8) Cwaniara wie, że kiedy go wysunie, to ja ją mogę łapnąć za obrożę i wtedy trzeba maszerować, a to już nie bardzo jej się podoba. Kilka dni temu będąc w łazience usłyszałam skowyt, ale nie mogłam go przypisać żadnemu psu - znam wszystkie tony i dźwięki stada, a ten był nowy. Podwinęłam roletkę, patrzę, a nasza Campari na podwórku siedzi z zaplątanimi tylnymi łapkami i próbuje się podnieść. Wyszłam czym prędzej, a ona migiem się rozplątała i kicnęła na swoje posłanko. Sunia wychodzi potajemnie, ale niestety spondyloza daje się we znaki w nieoczekiwanych dla niej momentach. Cieszę się jednak, że sama wychodzi. Po posłankach w garażu śmiga z gracją nawet w mojej obecności. Sama musi podejść do jedzenia. Woda też w kątku, a nie pod samym pyskiem. Nie zauważyłam też mokrych plam, więc siusia na dworze. Z kupami różnie bywa, ale jak już wspomniałam, nie wiem, czyje są ;) Konsultowałam się z wetkami w kwestii sterydu w zastrzyku, ale stwierdziły, że kuracja, którą przechodzi jest odpowiednia i szkoda obciążać organizm. Tak więc wciąż dostaje Tramal i 1/2 Movalisu. Do tego Arthroscan Plus i Dolfos Senior. Psychicznie jest stabilna i w stadzie czuje się pewnie. Zwłaszcza, że psy są w stosunku do niej bardzo przyjazne. Odleżyny na łapkach prawie się wygoiły, a na zadku wciąż jeszcze są różowe placuszki. Myślę, że ona je sobie podrażnia przemieszczając się i wychodząc, bo zawsze musi się ułożyć na którymś boku. Najważniejsze, że nie leży plackiem, a podejmuje wyzwania. -
Zaglądam do Donia i cieszę się, że jest pod dobrą opieką. Trafił mu się cudny domek i kochające panie :) Miałam bardzo ciężki okres - po 2 tygodniach walki umarł Moris, Homer miał ropień, który na szczęście już pękł, a teraz Ząbal zległ, a Misiowi dokuczają stawy. Do tego Campari z odleżynami i wstrętem do spacerów. Wciąż w biegu i pogotowiu. Jak w wojsku 8) Chciałabym jeszcze rozliczyć Donia leczenie, bo w trakcie było zbyt wielkie zamieszanie. Donio miał u mnie 3 punkcje: 1 w gabinecie i 2 w domu + badanie moczu pobranego też na miejscu. Wszystko płaciłam na bieżąco, bo to nie były duże kwoty. Wszystko razem 90 zł. Wiem, że część pieniędzy Donia przechodzi na Campari, więc proszę cię APSO rozlicz to tak, jak ci wygodnie.
-
Nie czytam, ale Retro był mi bardzo bliski. Kochany kłapouszek...Niech lata szczęśliwie za TM. Ząbalek też od wczoraj ma dołek. Wcale nie chce spacerować. Przedwczoraj jeszcze galopował podszczekując, a wczoraj już jakiś taki osowiały. Większość czasu spędza w pomieszczeniu na posłankach, ale wyprowadzam go, żeby się rozchodził i załatwił. Jedzonko zjada z apetytem. Wczoraj michę z kolacją podstawiłam mu pod sam pysk. Zjadł pięknie. Wyprowadziłam na dwór, ale zgarbił się, mimo iż nie było mrozu, więc zaprowadziłam z powrotem. Rano zastałam go w tej samej pozycji obsiuranego i z kupą pod bokiem. Kołdra i materac wietrzą się teraz na dworze, poszewki do wyrzucenia. Wyprowadziłam go między kolanami, wytarłam i tak sobie spacerowaliśmy, wysikał się w międzyczasie, troszkę rozruszał i mógł sam pochodzić, ale po kilku krokach siadał. Zaprowadziłam go więc z powrotem na nowe posłanko, gdzie wygodnie się ułożył. Pod doopkę włożyłam podkład, bo na pewno się wkrótce obsiusia. Ząbi ożywił się na widok miseczki z jedzeniem - mięso z indyka z twarogiem, warzywami i pigułami. Zjadł wszystko do końca. Podałam mu Tramal i 1/2 tabletki Movalisu od Berkano. Pojechałam do lecznicy po konsulatcję. Wetki znają stan Ząbalka, bo są u nas bardzo często. Dostałam receptę na Diclac - niesterydowy przeciwzapalny do podań domięśniowych, żeby oszczędzić Ząbalkową wątrobę. Tak więc od jutra będzie dostawał po pół ampułki, drugą Misio, bo też mu stawy dokuczają. Tego leku nie można raczej przechowywać i trzebaby wyrzucić niezużytą część, a tak jeszcze Misiek skorzysta. Dziś nie mogę podać, bo Ząbal łyknął już pigułki. Stan Ząbalka jest różny. Miał już dołek poprzednio, potem brykał, zaczepiał, podszczekiwał, teraz znów ma smuta. Ostatnie noce spał wraz z Daszką, Misiem, Homerem, Sako i Reksem zamknięci w psiej sypialni. Homer miał ropień w korzeniu zęba. Akurat w piątek spuchł jak wieprz, wszystko zamknięte, bo przecież było święto. Wetka poradziła podać StomorGyl, który został po Morisie - antybiotyk podawany w takich sytuacjach. Zostały 3 tablety. W niedzielę Homer był tak opuchnięty, że nie widać było oczu, a przed kolacją ropień pękł, bo zrobiła się przetoka. Wydzielina dzięki antybiotykowi była czysta i wodnista. Tak więc Homerek już w dobrej formie.
-
Sakuś już po kolacji zamknięty w psim pokoiku wraz z Ząbalem i Reksiem. Marszczył, się warczał, ale posłusznie poszedł, gdzie kazałam ;)
-
Homerkowy pychol jest jeszcze bardziej spuchnięty, prawie nie widać oka. Powinien wkrótce pęknąć, wówczas możnaby go wymasować i wycisnąć ropę, a tak nie wiadomo, z której strony go tknąć. Na szczęście poza opuchlizną raczej ból mu nie dokucza, bo zjadł całą kolację. Reksio wciąż niestrudzenie pruje pysk z psiej sypialki i o ile nie przymknie się do 23.00, to go znów wypuszczę. Położyłam mu pod pajęczą doopkę niemowlęcy materacyk z łóżeczka, żeby miał miło i miękko. O ile zległ na nim bardzo chętnie, to jak tylko wyszłam, rozpoczął swoje lamenty. Śpią w trójkę z Ząbalem i Sako ;)
-
ONek - stary... i ślepy..... :( Homerek w DT u Czarodziejki :)
Czarodziejka replied to _Aga_'s topic in Już w nowym domu
Homerkowy pysk spuchł jeszcze bardziej i chyba ropień wkrótce pęknie. Kolację zjadł jak należy. Obejrzałam mu ten pychol i obmacałam centymetr po centymetrze. Nagniotłam się, nauciskałam, ale bólu ani śladu, o czym może również świadczyć apetyt Homera. Widocznie gdzieś głębiej ropa się zbiera. Pamiętam Miśka w takim stanie, Arona i Ząbala. A wcześniej Portosa. -
ONek - stary... i ślepy..... :( Homerek w DT u Czarodziejki :)
Czarodziejka replied to _Aga_'s topic in Już w nowym domu
Rano zastałam Homerka z opuchniętym obustronnie pyskiem. Obejrzałam zęby, bo zazwyczaj stan zapalny przyzębia tak sie objawia, ale w pysku czysto. Wetka powiedziała, że najprawdopodobniej gdzieś tworzy się ropień i dobrze byłoby go prześwietlić, tylko, że dziś sobota i nie ma jak. Ropień może w każdej chwili pęknąć i albo pójdzie z pyska, albo zrobi się przetoka, dlatego lekarka poradziła podawać antybiotyk. Homerek ochoczo zjadł kanapkę z tabletką. Bólu na pewno nie odczuwa, więc nie ma potrzeby podawać zastrzyków przeciwbólowych. -
Reksio w dobrym zdrowiu, pomijając spondylozę, która się niestety coraz bardziej pogłębia. Humorek, apetyt i energia wciąż mnie zadziwia. Reks powinien spać wraz z Sako i Ząbalem w sypialni dla takich właśnie paralityków, ale strasznie się buntuje wyjąc, płacząc i skomląc bez ustanku, więc przed moim własnym snem idę go wypuścić. Zaraz do wyjścia pcha się i Sako, ale jedynie Reks idzie na wolność. Po umizgach i klepaniu grzbietu pędzi do garażu na pontonik od Anuli42 wyścielany kocykami. Obok Dasza, Campari, Szarik, Kasetka i Aron. Stara garażowa paczka. Wszystko głuche, stetryczałe i czujne jak fotokomórka. Można mnie wynieść z całym ekwipunkiem krzyczącą w niebogłosy, a żadne się nie wybudzi ;) Zrobię Reksiowi nowe fotki, bo dawno nie miał.
-
ONek - stary... i ślepy..... :( Homerek w DT u Czarodziejki :)
Czarodziejka replied to _Aga_'s topic in Już w nowym domu
Aż nie wierzę, że to ten sam pies! Nawet uszy inaczej stoją, tylko oczy te same. -
Katarzyno, niewidome psy muszą mieć coś swojego, oczywistego, znajomego i bezpiecznego. Sokołek zawsze dostaje jeść w jednym miejscu - przy swojej budzie i nigdy nie próbuje nawet zainteresować się inną michą. Czeka na mnie, potem się podkleja i idzie obok, żebym broń Boże, bud nie pomyliła i nie postawiła komu innemu ;) On po prostu jest domator. Lubi leżeć obok swojego domku. Położyłam mu kocyk i poduszkę - wszystko wywalone na zewnątrz i zapiaszczone. Porządek, minimalizm, wyklepane boczki i dobra kuchnia. Sokół wiele nie potrzebuje do szczęścia.
-
Campari sunia zabrana od czarodziejki za TM
Czarodziejka replied to czarna anda's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
Campari, mimo nawarstwienia się ostatnio różnych problemów z psami, codziennie jest wyprowadzana na dwór, żeby mogła sobie z powrotem chyżo umknąć. Biorę ją między swoje kolana - pysk czasem klapie, ale już nie sika ze strachu pod siebie. Na początku, kiedy ją chciałam podnieść to porządnie potrafila się zlać. Idziemy więc powłócząc łapami i zapierając się ile wlezie do bramy, albo do płota i doszczętnie umęczona puszczam suczydło wolno. Wtedy niczym zając kica, podbiega, ciągnie łapy, ale jednak wykonuje jakieś ruchy w kierunku swoich betów. Dwa głębokie oddechy i ponownie nadciągam, tym razem z szalikiem i smyczą, podwiązujemy, opasamy i znów sucz między kolana i maszerujemy. Campari jest tłuścioch, pomijając witki tylnych łap, więc zdaniem wetek, ona nie ma wyjścia - musi chodzić, żeby uratować resztki mięśni. Kiedy mam ją na szaliku chodzi znacznie lepiej, ale nie chce iść tam, gdzie ja, tylko szuka sobie jakiejść szparki - dokładnie jak Grom. Wczoraj wlazła pod przyczepkę, która stała przy bramie i tam zamierzała spędzić jakiś czas. Wysprzątałam garaż, wytrzepałam legowiska, zmiotłam i wołam suczydełko, a ono ani drgnie. Musiałam ją więc wyciągnąć - kłapała pyskiem, ale za chwilkę wyrwała już do siebie i zadowolona ułożyła się w pontoniku. Poza tym nie ma jakichś lęków przed człowiekiem. Wszystko zjada z ręki. Tabletki, smakołyki, kostkę, pazurek kurzy. Grom do tej pory raczej z ręki nie weźmie, chyba, że kilka pysków aspiruje w tym samym kierunku. Campari można przytulić i jest bardzo kochana. Odleżyny na łapkach - te widoczne na zdjęciach, to pryszcze w porównaniu z tym, co znalazłam na zadku. Przemywałam różowym płynem i troszkę przyschły, ale wciąż są różowe placki. Dzis po raz pierwszy nie postawiłam jej miski z wodą w obrebie wzroku. Musi wyjść na zewnątrz, żeby dojść do wodopoju. Kolacja też nieco dalej. Podeszła sama. W garażu wszędzie leżą posłanka, pontony, kołdry, dywan, więc suczydło ma miękko i może się sprawnie poruszać nie obcierając łap. Zastanawiam się, czy nie zapytać wetek o jakiś zastrzyk sterydowy, żeby ją ruszyć. Jak się rozchodzi, to może poprawi się jej psychika. Kupę robi chyba jednak nie wychodząc na dwór, bo znajduję w różnych miejscach. Chociaż oczywiście są jeszcze inni podejrzani. -
Sako jest gbur i twardziel. Czochranie o trawę uprawia tylko potajemnie, a przyłapany w ostatnim zdjęciu jest totalnie speszony. Właśnie zaprowadziłam zmarszczony kłapiący pysk do psiej sypialki na noc, bo obawiam się o jego stawy. I jak co wieczór odbywa się to w atmosferze warkotu i dąsów. Arthofleksu już do papy sobie wstrzyknąć nie dał - nic mu w obrębie pyska robić nie wolno, bo zaraz ugryzie 8) Zapomniałam mu dolać do kolacji. Łyknął więc Arthrofos zawinięty w szynkę. Kolacyjkę pięknie zjadł zostawiając jak zwykle produkt przemiany materii tuż obok gara. Rano pewnie też zastanę miny, bo obaj z Żąbalem przez noc nie próżnują. Najważniejsze, że wychodzą wyspani i w dobrej formie. Jak na ich wiek i stan.