Jump to content
Dogomania

Czarodziejka

Moderators
  • Posts

    10672
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by Czarodziejka

  1. No to ja może kupię ten Ecomer. Teraz bierze Prostamer 1000 - zimnotłoczony olej z pestek dyni + olej z rekina grenlandzkiego. Też jest ma coś z biednego rekina. Swoją drogą patroszą te biedne stworzenia, a rak jak świat toczył, tak toczy.
  2. Dziś też miałam telefon o Rafiego. Miałby jechać do Szczecina i mieszkać w bloku na którymś piętrze wraz z wolnochodzącym królikiem 8) Pani się zastanowi i ponownie zadzwoni. Myślę, że Rafi dałby się przekonać do innego futrzaka, ale trzebaby było poświęcić tej relacji parę lekcji.
  3. Na biegunkę najlepiej działa gotowana marchewka. Warto dodawać ją do każdego posiłki. Ja trę na tarce, ale można ugotować w całości i ugnieść, albo pokroić. Dobrze robią też ziemniaki i geeralnie warzywka, ale na ile dodawanie tego w warunkach schroniskowych jest wykonalne...?
  4. Na to wygląda ;) Ona ma cudaczne wymogi odnośnie jadłospisu. Wczoraj dostała twróg z jogurtem, trochę mięsa drobiowego, płatki owsiane - wszystko ciepłe. Bywają dni, że wcale nie tyka mięsa. Smakują jej za to puszki psie.
  5. Dzień jak codzień. Rano Sako już daje znać, że żyje i zamiaruje być oprzątnięty. Smrodek, kupa i obsiurane posłanko. Pampers suchy, ręcznik z krocza wyjęty, odłożony na bok i też suchy, a siury wsiąknięte w podkład i sierść. Kaganiec, szalik i już idziemy zrzędząc i kłapiąc pyskiem na wszystkich dokoła, bo się tu pchają i kręcą. Rano łapki chodzą lepiej i jak zawsze zaprowadziły do garażu, gdzie Sako lubił sobie przedtem leżeć. Szalik jednak zmienił kierunek i ze zmarszczonym pycholem warcząc musiał się biedak dostosować. Chwilkę poleżał na śniegu, podczas gdy ja połozyłam suchy podkład i ręcznik i już z powrotem. Wytarty i zasypany mąką ziemniaczaną - zasypkę muszę dopiero kupić - Sakuś został ułożony na posłanku na boku, na którym leżeć nie lubi. Dla odmiany, bo noc spędził na lewym.
  6. Daszeńka wciąż z wielką łapą. Masowanie nic nie daje. Może zrobi się jakaś przetoka i coś wypłynie. Łapa nie jest gorąca, więc to chyba dobrze. Samopoczucie Daszeńki królowej życia jest nie do pojęcia. Zawsze radosna, zawsze wdzięczna, liże nas po rękach, apetyt ma bardzo dobry. Zjada wszystko i chętnie dojada jakieś donoszone smakołyki. Ma problemy z równowagą, bo gruba łapa i guz, to prawie 25% jej wątłego ciałka. Rano wyprowadziłam ją z sypialni pod boki. Potem sama już się rozchodziła, popiła wody, wysiusiała, troszkę pochodziła i już stoi do wejścia. Czasem ją po prostu przenoszę, bo obawiam się, że gdzieś się potknie. Nie jest do tego przyzwyczajona, bo przecież była dużą słusznej budowy suczą. W związku z opuchniętą łapą podaję jej codziennie Traumeel. Wczoraj 3 ml Amigdaliny i Coenzim Compositum, do tego łyka Prostamer 1000, bo to teraz dla niej nabyłam. Pani w aptece powiedziała, że w chorobach nowotworowych, ludzie po chemii zażywają Ecomer, który najefektywniej wzmacnia układ immunologiczny. Czy macie jakieś informacje na temat tego suplementu?
  7. Campari naskakuje na Arona stając na tylnych łapach! To jest szok dopiero! I ciągnie go za kudłate ucho zachęcając do zabawy! Wodę stawiam już pod murem, a nie w garażu, tak więc sama musi iść i się napić, a kiedy idzie jedzenie, to ona już stoi i dochodzi, kiedy je stawiam.
  8. Od jakiegoś czasu Campari jak gdyby nigdy nic spaceruje sobie w dzień po podwórku. Dziś nawet zaczepiała Arona próbując na niego wskoczyć!!! Łapała w pyszczek śnieg i kopała w nim nosem dołki. Łapki, jak widać na zdjęciu stoją dość stabilnie, a na początku ciągnęła a sobą dwie chude witki. Troszkę schudła, troszkę nabrała masy mięśniowej i chodzenie nie jest już chyba dla niej problemem. Zaniepokojona, bo ujrzała mnie z aparatem w oknie, ale nie wystraszyła się. Poszła zaczepiać Arona.
  9. Sako już po kolacji, przewinięty, wyspacerowany i po zastrzyku. Położyłam go na rozłożonym na podkładzie pampersie, a między łapy w krocze włożyłam mu ręcznik. Może będzie bardziej komfortowo. Kolację zjadł z ogromnym apetytem, a potem jeszcze po zastrzyku dostał psie ciastka za bóla jakiego doświadczył.
  10. Homiś już w sypialce ułożony do snu po ciepłej kolacji. Wczoraj sobie trochę siknął i obudził się z kupą pod ogonem...ale cóż, każdemu się czasem zdarzy.
  11. Misio jako jedyny w sypialni nie zanieczyścił przez noc posłania. Zlał się na środku pomieszczenia 8) Sako obsiurany, a Homiś z plamą i kupą pod ogonem. Daszka dziś spała w garażu. Kochane suczydło ma wielki problem z chodzeniem, bo toczy ją nowotwór, ale samodzielnie pokuśtykała na swoje dawne miejsce na pontoniku w kącie i łapała mnie delikatnie za rękę, kiedy chciałam ją zabrać z powrotem. Biedactwo jest czyściutkie i samo wychodzi się załatwić. W sypialni nie ma takiej możliwości i sika na środku. Rano zaniosłam ją do sypialni na rękach, bo jest śnieg i bałam się, że się poślizgnie. Misio podreptał troszkę po śniegu i stał pod drzwiami, bo zimno w dupkę. Trochę go stymulowałam do ruchu, bo trzeba dbać o mięśnie. Potem zrobił nalot na kuchnięi jak zawsze spadła jakaś pokrywka, łyżka zmieniła położenie, zniknęły psie ciastka i rozdarła się paczka z mięsem. Znaczy Misiek tu był ;)
  12. Ja jutro zapytam mojej wetki. Ona zazwyczaj posiłkuje się takim grubym atlasem leków, a tu na Dogo jest mnóstwo dobrych rad i ja mam zawsze jakiś cudowny lek do zapytania ;) Dzięki psie co fajny jesteś. A my pięknie zasypani puchowym śniegiem. Psy dziś szalały z radości. Nawet Sako zrobił dużą rundę na szaliku obsikując mi jednocześnie nogawkę i but. Zaczyna odpychać się już tylnymi łapami. Pracują w trakcie chodzenia, ale jeszcze nie samodzielnie. Najgorszy jest smród moczu i obsikane posłania w sypialni. Dziś na płot poszły 2 dobrej jakości koce, bo Homiś w nocy też sobie siknął, a w dodatku zrobił kupę. Sako w nocy używał łap, bo wydrapał dziury w podkładzie i mocz przesiąknął w koce. Nie dotarł na szczęście do kołdry. Wytarłam mu podbrzusze do sucha, ale za moment już znów siury same poleciały, bo obszczekiwał towarzystwo. Najbardziej cuchną mu tylne łapy, bo mocz wsiąka w sierść na udach i praktycznie wciąż są wilgotne. Staram się układać go na obu bokach, ale o woli leżeć na lewym i walczy jak szalony, kiedy kulam go na prawy. Myślę o zasypce dla niemowląt, albo o talku kosmetycznym, dobra jest też mąka ziemniaczana, bo Sako ma łysą smoczą skórę pod brzuchem - nie jest tak delikatna, jak psia w tym miejscu, ale zrogowaciała i twarda. Brak sierści jest tu dobrodziejstwem, bo mozna wytrzeć i póki co jest sucho - do następnego sikania. Możnaby mu zasypać brzuchol. Z pampersów zrezygnowałam już przy Ząbalu, bo niestety wilgoć + sierść = odparzenia, a stare psy co chwila popuszczają, więc wciąż jest tam wilgotno. Sako strasznie nie lubi, kiedy mu przy jego pustych zresztą klejnotach majstruję, a trzeba wszystko obejrzeć i wytrzeć.
  13. Isiunia okrąglutka i przymilna. Nic dodać nic ująć. Takie słoneczko z długim jęzorkiem. Obie z Kają potrafią leżeć w jednej budzie wywalając najpierw wszystkie zbędne szmaty. Czyli pieczołowicie poukładane w środku koce. Potem je suszę, wietrzę i znowu do środka. Jak są osobno, to każdej pasuje, jak nagle razem, to koc out.
  14. Misio dziś dostał pierwszy Trocoxil. W środę będą kolejne po jednej dla Sako i Misia. Azy tabletka czeka na nią oddana z Sakusiowych. Wszystko pod kontrolą 8) Misio zjadł dziś wyjątkowo dużo, trochę pochodził, pogderał i zajął ponton Sako. Akurat wytrzepałam koce i miałam kłaść podkład, ale pojawił się Misiek i jak nie kłapnie zębami, kiedy chciałam go za obrożę usunąć na inne posłanie. Potem się oczywiście rehabilitował i przymilał, ale wygoniić się nie dał. Sako dostał więc inne posłanie.
  15. Sako stoi na czterech łapach o własnych siłach. Czyli już coś. Przed chwilą skończyliśmy wieczorne ablucje. Trochę pochodziliśmy po sutej kolacji, wysikał się, wytarłam mu brzuch, dostał zastrzyk, tabletki i samodzielnie na szaliku poszedł popić. To, że sam stoi, to już dużo, bo poprzednio łapy się ciągnęły, a teraz jednak stoją.
  16. Cokolwiek powie, to wypowie się dopiero po rtg. Powinien zareagować na Trocoxil, jeżeli jest to dolegliwość stawowa. Nie zareagował, chociaż na pewno nic go już nie boli. Gdyby było to starcze porażenie narządów, to skończyłby się w kilka dni, jak Ząbalek, bo nie byłby w stanie przyswajać już pokarmu. A on jak najbardziej ma apetyt. Je 2 x dziennie ciepły posiłek i zjada do końca, w międzyczasie jeszcze jakaś drobna przekąska w postaci psiego ciastka, albo kanapki z witaminą. Pije też bez zmian, więc wszystko funkcjonuje poza łapami. Nie trzyma moczu i kału, ale zawsze miał z tym problem. Popuszczał podczas szczekania, albo kiedy jadł. Tu wchodziło, tam wychodziło, a siku było w ruchu.
  17. Ja jestem człowiek wyjątkowego spokoju ducha 8) Nawet rozpruty rękaw nowego swetra, czy też kudły i śpiochy z oczu na moich wyjściowych czarnych spodniach nie są w stanie popsuć mi nastroju. Pycholki są szczęśliwe i uśmiechnięte, a kołdra rzecz martwa. Można ją podszyć, zawinąć, ubrać w poszewkę i już nie widać dziury.
  18. No właśnie, nie cieszyć się, strachać, niepokoić i obawiać ;) To zawsze lepiej działa.
  19. Niestety Sako uważa, że jest samowytarczalny i każda pomoc go upokarza, ale coraz więcej współpracuje. Zastrzyk podaję, kiedy ma kaganiec i gar pod pyskiem, a w nim kawałeczek maleńki wędliny, albo psie ciastko. Trzeba precyzyjnie celować kratkami, żeby go złapać, więc Sako jest bardzo skupiony. W tym czasie spokojnie mogę rozmasować mu mięsień i wkłuć igłę. Na szczęście cocarboxylaza to tylko 2 ml, więc szybko nam to idzie. Rozmawiałam z wetką o rtg i generlnie mógłby mieć to zrobione już, ale cóż z tego, skoro raczej innych decyzji wet w tym momencie nie podejmie, a jeżeli już, to trzeba go wieźć drugi raz po upływie działania Trocoxilu. Do lecznicy mam 35 km w jedną stronę, rtg na miejscu i natychmiatowa diagnoza, być może i operacja. W tym wypadku niczego nie przyspieszymy.
  20. Wuj ma się przyzwoicie. Zjadł śniadanko wraz z Sako i Daszką, potem psie ciastka i jakoś daje radę. Staram się go nie wypuszczać na chłód, więc prawie cały dzień siedzi w sypialni. Nasiurane wciąż na środku, bo wraz z Daszką nie wytrzymują długo, ale sprzątam, bo co robić.
  21. Łapa wciąż gruba....Masujemy i nie pozwalam jej za dużo chodzić. Ona sama się podnosi i już z machającym ogonkiem gotowa do spacerku, ale nie nadaje się....Daszeńka ma bardzo dobry apetyt. Daję jej małe porcje 3 x dziennie. Wszystko smakuje. Nawet psie ciastka. Rano zjadła to samo, co wczoraj - mannę z makaronem i mięsem - 2 x. A teraz już stygnie kolacja - mięso mielone z indyka z marchewką i jajkiem, bez wypełniacza. Nie wiem już jak jej dogodzić...Wiem, że koniec zbliża się nieodwołalnie.
  22. No właśnie ;) Ja tez sobie pomyslałam, że skoro państwo są ziomale, to jeżeli a nóż widelec coś, to go do mnie z powrotem odwiozą i nie zostawią samego. Jestem jednak bardzo dobrej myśli, bo bardzo miło mi się z nimi rozmawiało. Oby tylko nie była to iluzja :-?
  23. Homiś ma się dobrze. Sam już wchodzi do sypialni, albo stoi pod drwiami, a rano wcale nie chce wychodzić z materaca ;) Najgorsze jest tylko to, że wszystko mam w środku zasikane. Daszka, kiedy nie trzyma, idzie na środek, Misiek też leje pod siebie na środku pomieszczenia, a Homiś - nie wiem i nawet go nie posądzam, bo przecież zdrowy jest.
  24. Wet zalecił doczekać do końca terminu działania Trocoxilu, czyli do przyszłego poniedziału. W tym czasie Sako ma dostawać cocarboxylazę w zastrzykach i trzeba go stymulować do chodzenia i ruszać łapami. On się unosi na przednich łapach i podpełza tam, gdzie chce, ale tylne łapy wciąż są słabe. Widzę, że troszkę stara się odpychać, ale nie ma mocy. Zapomniałam chyba napisać, że kilka dni temu przyszedł Arthoflex - dziękujemy! Jeżeli chodzi o pomieszczenie, to jedno jest ogrzewane - psia kuchnia, ale Sako nie przebywa tam stale, bo fizjologicznie się do tego nie nadaje. Kiedy pełznie, a ma akurat kupę pod ogonem, wszystko się roznosi. Kiedy sika, to też pod siebie i to wszystko wsiąka pod gumolit, co strasznie cuchnie. W psiej sypialni natomiast nie ma ogrzewania, ale są otwarte drzwi do kuchni, więc jakiś drobny % ciepła przepływa. Fotki oczywiście wstawię w miarę swoich możliuwości, bo już wcześniej o tym myślałam, ale wciąż są jakieś ważniejsze sprawy. Na pewno dla psów z takimi przypadłościami jak Sako najlepszym rozwiązaniem byłby ciepły ogrzewany kącik, ale zdaniem wetek w takich warunkach szybciej rozwijałyby się znowu bakterie i postępowały infekcje skóry. W nieco chłodniejszej temperaturze jest to ograniczone. Sako ma podbrzusze łyse, bo ma na nim zmiany skórne i to jest w tej sytuacji dla niego korzystne, bo szybciej wysycha. Sako chodzi na szelkach z szalików i w kagańcu. Jakoś razem dajemy radę ;)
  25. Być może jakaś wizyta przedadopcyjna? Boję się tylko, że może oni się przestraszą, że to tak formalnie. Przez telefon rozmawiałam z obydwojgiem - są w średnim wieku, bardzo sympatyczni. Jeżeli tylko zdecydują się do mnie przyjechać - jak tylko pogoda się poprawi, bo chciali już teraz, ale na drogach ślizgawica, to chcieliby Rafegoo odrazu zabrać. Pan pochodzi z moich obecnych wiejskich okolic.
×
×
  • Create New...