-
Posts
10672 -
Joined
-
Last visited
Content Type
Profiles
Forums
Events
Everything posted by Czarodziejka
-
ONek - stary... i ślepy..... :( Homerek w DT u Czarodziejki :)
Czarodziejka replied to _Aga_'s topic in Już w nowym domu
Homerek ma się dobrze. Zazwyczaj śpi w sypialce, więc mrozy mu nie straszne. -
Długo wstrzymywałam się przed skomentowaniem tego, co się stało, bo brak mi słów. Każdy moment pogorszenia stanu zdrowia Sako jest tu opisany. Każda wizyta weta i każdy lek, każda odleżyna i moje wszystkie niepokoje. Kiedy już nie ma ratunku i konieczna jest eutanazja nagle pojawia się Winter7 i w ostatnim momencie przed zastrzykiem zabiera go do kolejnego weta. I jakie to jest humanitarne! Dlaczego nie wcześniej? Przecież jego stan jest już tragiczny! Ja ze swojej strony zrobiłam wszystko, żeby tego psa uratować, żeby stanął na łapy i jeszcze normalnie sobie pożył. Na miarę moich możliwości i warunków. Nie był w mieszkaniu, bo nie ma takiej możliwości, nie był w temperaturze pokojowej, ale nie marzł. Nie kąpałam go, bo nie mam jak, więc cuchnął moczem i mocz wżerał mu się w skórę, o czym pisałam. Czemu wtedy nie padła propozycja zabrania go? Ja w rozmowie z Beatką wielkorotnie się wypowiedziałam i na wątku chyba też, że dla dobra psa jak najbardziej byłoby to korzystne. Poza tym, on nie przyjechał do mnie na domowy pobyt. Sako prawie 6 tygodni tylko leżał. Podniósł się dosłownie na kilka dni, a potem znów zaczęło się pogarszać. Kwestia odleżyn poruszana była od tygodni. Raz było lepiej, raz gorzej, potem już tylko źle. W ubiegły wtorek były u mnie 2 wetki i już wtedy Sako powinien być uśpiony, ponieważ w ich opinii ratunku dla niego nie było. Nie zrobiłam tego tylko dlatego, że nagle poprawił mu się apetyt i pojawiła się nadzieja, że jednak się podniesie. Cały czas byłam w kontakcie telefonicznym z Beatką. Wetki jednak tak optymistycznie do tego nie podeszły i powiedziały, że nawet jeśli Sako będzie miał dobry apetyt, to pojawią się odleżyny i nie dam sobie z nimi rady. I niestety tak się stało. Sako był na podkładach i ręcznikach, które wciąż zmieniałam. Nie leżał pozostawiony sam sobie. Przewracałam go kilka razy dziennie - widać za rzadko, rany wciąż oblewał mocz, wnikał w sierść. Wszystko jest opisane. Odleżyny i ranki miał przemywane Chitopanem i zasypywane Tetraoxycykliną. Dostawał zastrzyki przeciwbólowe. To co przyschło odparzyło się za jakiś czas ponownie. Robiłam to, co byłam w stanie zrobić. Miał opuchnięte prącie, wetki odrzuciły sugestię cewnikowania. Dokładnie tydzień po wizycie wetek i ich opinii pojechałam do innego lekarza, do którego mam zaufanie, żeby ostatecznie się wypowiedział i zrobił to, co należy w razie konieczności zrobić. I Sako nie powinien już żyć. Diagnozowanło go 3 lekarzy. Wiem, że część z was była za wcześniejszym uśpieniem go, ale ja na prawdę miałam nadzieję, że on się podniesie. Kilka dni prawie nie jadł, potem nagle zwymiotował i apetyt mu wrócił. Myślałam, że władza w ciele też wróci. Wszystkie te szczegóły były znane lekarzom i Beatce, bo tylko z nią byłam w kontakcie tel. Nie będę się wypowiadać na jego dalszych losów, ponieważ w opinii lekarzy Sako się nie podniesie, a odleżyny nie znikną. Dr Rybiński stwierdził, że dalsza opieka nad nim, nawet najlepsza, to znęcanie się nad zwierzęciem, bo jego rokowania są złe. Zarzucono mi tu, że Sako był w ogóle bez opieki medycznej i że wet chciał go uśpić bez uzasadnienia. Mam nadzieję to uzasadnienie uzyskać i tutaj przedstawić, jak również opis leczenia zatwierdzony przez lekarki, które go tu kilkakrotnie odwiedzały. Nie będę się do tych opinii stosunkować, komentować i podważać, bo nie jestem wetem. Sako nie leżał i nie czekał na koniec. Wciąż do samego końca jeszcze miałam nadzieję, że będzie lepiej. Jeżeli chodzi o moje sumienie, to szczerze żałuję że nie pozwoliłam mu odejść wtedy, kiedy jeszcze nie pogorszył się stan jego skóry. Mimo opieki i troski o tego psa nie udało mi się powstrzymać tego, co według lekarza było i tak nieuniknione. Żałuję również, że uległam Winter7 i pozwoliłam zabrać Sako, mimo, że dr Rybiński był stanowczo przeciwny i nakazał uśpienie. Sako jest już wykąpany, jest w ciepłym mieszkaniu, ma pieluszkę, będzie przewracany z boku na bok co pół godziny i tak będzie czekał na eutanazję, bo ona w końcu nastąpi. Dlaczego tak późno dostał ten raj???
-
Żegnaj mój kochany staruszku :( [*]
Czarodziejka replied to Martika&Aischa's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
Misio trzyma się całkiem dobrze i mimo swoich 16 latek jest całkiem ruchliwym dziadkiem ;) -
Trzymamy się, chociaż zimno jak nie wiem. Sokołek w swojej budzie na 2 kocach. Zamówiłam słomę, bo psy powywlekały koce i strasznie je zniszczyły. Wywleczona słoma mnie tak nie ruszy, jak koce ;)
-
Daj spokój, bo szkoda wątku. A fałszywe uśmiechy zachowaj dla innych ;) Nikomu nie życzę takiego końca, jaki zgotowałaś Retro. Odnośnie Sako - nie podejmuję sama żadnych decyzji. Jutro mija tydzień od ostatniej wizyty lekarza i zgodnie z zaleceniem jadę z Sako na kolejną - chyba decydującą. Ma odleżyny, skóra na brzuchu jest odparzona, z prącia schodzi naskórek. Leży tylko na bokach płasko, albo na grzbiecie. Cuchnie strasznie moczem, który jest wszędzie. Nie staje na przednich łapach, tylne są bezwładne. Nie wiem, jak go już układać.
-
Przed chwilą rozmawiałam z Mysią. Lika1771 - ban za chamstwo na miesiąc. Winter7 - masz mój nr tel. Zadzwoń. Obecnie Sako tylko leży, robią się coraz większe odleżyny. Nie chciałabym, żeby skończył jak Retro, który zdechł w bagażniku samochodu wykąpany, żeby nie było, że wychodzi z DT brudny, bo cuchnął moczem i zziębnięty na kość, bo zimno było....Miał być przeniesiony w lepsze miejsce, do lepszych wetów, pod lepszą opiekę, a w konsekwencji nikt go nie chciał. Tak zadecydowała Budrysek. Pani życia i śmierci. Potem nawet słowem się na wątku nie odewała. Co robi tutaj? Niewątpliwie doradza.
-
Paris-cudowna oneczka pogrążona w depresji MA DOM:)
Czarodziejka replied to Zofija's topic in Już w nowym domu
Kochana pięknotka :) Cieszę się, że jest szczęśliwa i daje szczęście . -
Co nie znaczy, że nie odczuwa i nie reaguje na ból podczas wkłucia igły na przykład. Skoro weci, którzy mają możność osobistego zdiagnozowania Sako twierdzą, że rtg jest w tym przypadku bezzasadny, a do badania kontrastowego Sako się nie nadaje, to znaczy, że taka jest prawda z punktu widzenia lekarza. To, że gdzieś tam jest jakiś dobry lekarz nie stanowi argumentu, żeby go wlec pół Polski i cewnikować po to tylko, by 3 miesiące przeleżał z zagojonymi odleżynami. Poza tym, ja nauczona doświadczeniem uważam to jako działanie niepotrzebne bez względu na to, że działasz w jak najlepszej wierze i chcesz jak najlepiej. Ale to ja jestem przy nim i to moje wetki go osobiście diagnozują. I bardzo dobrze, że pojawił się komentarz do mojej wypowiedzi z wątku Donia zacytowany przez Anię Shirley, która niewątpliwie jednak chciała go użyć popierając kwestię przewiezienia Sako do innego weta i pod inną opiekę. Co istone - nigdy nikt nie brał pod uwagę kwestii uśpienia Donia. Donio miał pakiet leków zaordynowanych przez weta, który go osobiście zdiagnozował, natomiast właśnie ktoś, kto chciał mu jeszcze bardziej pomóc, w jak najlepszej wierze poprosił o radę swojego weta, a ten zapisał kolejny lek - na odległość. I niestety stan psa się znacznie pogorszył, a ja dostałam telefonicznie od dra Niziołka ochrzan za samowolkę. A potem były punkcje, zbijanie wodobrzusza i końskie dawki leków. I Donio z wielkim brzuchem cierpiał, a ja to widziałam. Na pewno nie było to wynikiem tylko i wyłącznie tegoż leku, ale ogólnego stanu psa, ale coś zostało zaburzone, bo jednak przez długi cza Donio funkcjonował z normalym brzuchem, a potem już nigdy. Został wyadoptowany, jest 40 km ode mnie, mieszka w takich samych warunkach jak u mnie - ma budę na dworze, też powtarzane są punkcje, zwiększane są końskie porcje leków. Z tym, że teraz Iwona z Michaliną martwią się jego opuchniętym brzuchem tak, jak zamartwiałam się ja. I nie jest to wszystko takie słodkie, jak wydaje się po drugiej stronie monitora. Dlatego też, wybaczcie, ale nie będę eksperymentować z lekami i zastosuję się do zaleceń moich wetów. Sako nie będzie miał tymczasem żadnych badań, o ile się sam nie podniesie - tak, jak założył lekarz. Jeżeli będzie bardzo cierpiał i nie będie szans na poprawę - zakończymy to cierpienie. Przewijałam go przed godziną, z prącia schodzi naskórek - jest odparzony. Sako znów leży łapami do góry. Przez dwa dni leżał na bokach. Pomyślałam o cewnikowaniu, bo może to jest jakieś rozwiązanie, chociaż życie Sako zamieni się w torturę, bo to jest bardzo bolesne i do tego na 100% przyplącze się infekcja układu moczowego. W jego przypadku kolejna infekcja, to nie żarty. Kroplówka w tym momencie nie jest potrzebna, ponieważ pies sam je i pije - powtarzam za wetką. Wiele moich psów miało tu kroplówki i mam cały sprzęt wraz z płynami gotowy do użytku, ale nie ma takich wskazań. Ja też wierzę, że na tym wątku są osoby, którym zdrowie i życie tego psa jest drogie, ale nie da się diagnozować na odległość i na zasadzie "spróbujmy" serwować zwierzęciu eksperymentalnych podróży, bo stan Sako jest zły i jedyna rzecz, jakiej potrzebuje, to opieki i spokoju, żeby zmagać się z własnym niedołęstwem czekając na cud. Bo ja jeszcze wciąż mam nadzieję, że Sakuś się chociaż trochę poprawi. Dziś zjadł podwójną kolację. Nie mógł sięgnąć do dna miski leżąc, a ja nie chciałam go ubierać w kaganiec i zmieniać mu pozycji, więc dokarmiłam go ręką. Grzecznie dyplomatycznie wszystko zjadł poczym pokazał mi pełną szczękę zębów. Zgred do końca. Śniadanie też zjadł z apetytem i sporo wypił.
-
Wiem. Sako nie będzie cierpiał.
-
Bo on kontaktuje ;) Do końca jest twardzielem. Cierpieć mu nie pozwolę. Na razie wciąż jeszcze działa Trocoxil - przeciwbólowo i pzeciwzapalnie, ale mam tu silne zastrzyki porzeciwbólowe homeopatyczne - Traumeel. Daszka dostawała w ostatnim stadium raka i nie cierpiała. Sako też nie będzie. Jeżeli je, to znaczy, że czuje się nieźle, chociaż na pewno nie komfortowo.
-
Piękna, starsza oneczka- AISZA ZA TM:(
Czarodziejka replied to Zofija's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
Isiuchna ma się całkiem dobrze. Mrozy jej nie straszne, humorek dopisuje. Zrobię zdjęcia, jak tylko temperatura nieco skoczy w górę. -
[MLB] Rafi, młody ONek bez łapki - Ma Dom !!!
Czarodziejka replied to malibo57's topic in Już w nowym domu
Rafiemu mrozy nie straszne. Wytargał z budy koce i szalał z nimi wraz z Bejem, Kajką i Isią po całym wybiegu. Obślinione i podarte zamarzły na mrozie w stylowe przestrzenne bryły. Nakrzyczałam i przetrzepałam tłuste doopska, bo każdy koc na wagę złota. Umościłam budy nowymi kocykami i zastanawiam się, czy słoma nie byłaby dla nich lepsza. Państwo milczą...:-? -
ONek - stary... i ślepy..... :( Homerek w DT u Czarodziejki :)
Czarodziejka replied to _Aga_'s topic in Już w nowym domu
Homiś konsekwentnie pozostawia na posłanku nocną kupę. Zawsze rano leży obok niego - wierna towarzyszka 8) -
Żegnaj mój kochany staruszku :( [*]
Czarodziejka replied to Martika&Aischa's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
Misio trzyma się tęgo mimo siarczystych mrozów. Je za trzech i tupa aktywnie. Pozazdrościć tylko formy. -
Campari sunia zabrana od czarodziejki za TM
Czarodziejka replied to czarna anda's topic in Psy, które pożegnaliśmy....
Campari codziennie spaceruje po podwórku zaglądając w różne miejsca i wąchając namiętnie trawę. -
Sakusiowi podwijają się już przednie łapki i coraz gorzej przełyka. Je porcjami i długo mlaska zanim przełknie. Zjadł ciepłe śniadanie - niewiele co prawda, ale zjadł, popił i natychmiast zrobił kupę. Zupełnie nie kontroluje skurczów układu wydalniczego. Po prostu nagle zaczyna się wydalanie i sam jest zdziwiony, że coś tam się z tyłu dzieje. Czasem coś wyjdzie, czasem to tylko niekontrolowane odruchy. Zaburzenia neurologiczne pogłębiają się i w tym momencie nie możemy zrobić nic, bo zdaniem wetów - konsultowałam z trzema - tego typu zaburzeń nie da się cofnąć i raczej nie da się powstrzymać. Rtg nie jest możliwy, bo trzeba psa znieczulić, czyli uśpić. Rtg wskazuje zmiany w układzie kostnym, a to nie one są odpowiedzialne za jego stan. Pies z zaburzeniami neurologicznymi nie kwalifikuje się również do badania kontrastowego, które byłoby najbardziej miarodajne, ponieważ robi się je w głębokiej narkozie. Sako jest za słaby. Doświadczony wet nie podejmie takiego ryzyka. Porażony jest centralny układ nerwowy, do tego dochodzi zaawansowane zwyrodnienie kręgosłupa w wielu miejscach i wiek. Sako ma 12 lat - dane z książeczki. Myślałam, że jest młodszy, bo ma takie ładne ząbki, ale w tym przypadku to nie jest wyznacznik. Dzięki Trocoxilowi Sako stanął na łapy i przez chwilę było dobrze, ale zupełnie niezależnie zaczęło mu siadać przewodnictwo nerwowe. Odleżyny nie są problemem, zgadzam się. Sako ma niewielkie i raczej udaje mi się je utrzymać w podsuszonej formie, nie jątrzą się i nie pogłębiają. Problemem jest raczej postępujący ogólny zanik motoryki i mocz, który wciąż się sączy. Przy każdym ruchu, warknięciu, podniesieniu ulewa się, do tego trzeba dodać kupę - też porcjami i po troszku. Amoniak bardzo podrażnia skórę podbrzusza - o smrodzie nie wspominam, bo jest bardzo intensywny. Kiedy Sako leży na plecach z łapami w górze, wszystko spływa pod grzbiet wnikając w sierść. I nawet, jeżeli szybko jest wytarty i przełożony, to zapach pozostaje. Dzięki leżeniu na grzbiecie odtęchło prącie, ale w fałdach skóry, która i tak jest nienaturalnie zmieniona pojawiły się pęcherze i ranki. Kiedy mam go na grzbiecie mogę oczyścić podbrzusze i zasypać ranki Tetraoxycykliną - antybiotyk w proszku. Kiedy ładnie podeschną i Sako leży na boku znów sączy się na nie mocz i znów są podrażnione. Gdyby chociaż sam zmieniał pozycję, jak jeszcze do niedawna, to byłoby na prawdę dobrze, ale on wcale się już nie rusza. Jak go ułożę, tak leży. Ilość podkładów, koców, ręczników i ścierek których używam, żeby zachować przy nim względną czystość jest ogromna. Wszyscy moi znajomi wiedzą, że ja przyjmę wszystko i dzięki temu mam mu co podłożyć. Niektóre podkłady suszę na mrozie i używam ich ponownie, bo z 2 kartonów, jakie przysłała mi niedawno Lumix pozostał jeden. To nie jest tymczasowe niedomaganie. Sako powoli zanika. Czy opieka domowa byłaby dla niego korzystniejsza? Na pewno tak. Ja niestety takowej nie oferuję, bo warunków w domu nie mam i nigdy nie deklarowałam domowego tymczasu. Kiedy jednak stan psa się pogarsza konsekwentnie się nim opiekuję do samego końca na miarę możliwości. W pomieszczeniu, w którym przebywa nie ma temperatury pokojowej, ale nie jest ona w tym przypadku wyznacznikiem stanu jego zdrowia, bo im cieplej, tym gorzej dla odparzonej skóry i jest to zdanie weta. Jeżeli jednak jest gdzieś ktoś, kto zdecydowałby się pielęgnować Sakusia w końcówce życia i przyjąć go do domu na tę krótką chwilę, jaka mu na tym świecie pozostała i pokochać agresorka, to ja nie będę się przeciwstawiać. Może będzie mu lepiej. Zdaniem wetek, które są u mnie na każde wezwanie stan Sako może się już nie poprawić. Być może trzeba będzie do samego końca pielęgnować jego rany, odleżyny i zmieniać posłania. Tylko jaki sens ma takie życie i czy on chce tak żyć? Czy ktoś z nas chciałby?
-
Tylko, w tym momencie, kiedy działa wciąż Trocoxil steryd absolutnie odpada :-?
-
Tymuś, zapytam wetki.
-
Daszeńka, nasza gwiazdka, wyjątkowa dusza w zaknięta w psim ciele poleciała do Światła. Nie mogę przywyknąć do tego, że jej nie ma, że rudy lisi ryjek już nigdy na mnie pytająco nie spojrzy. Wieczorem byłam ją ukochać. Myślałam, że odejdzie w nocy, ale nazajutrz zastałam ją wciąż jeszcze w swoim wyniszczonym ciałku. Dopiero, kiedy wzięłam jej pyszczek w ręce, żeby poprawić poduszkę Daszka odeszła. Z jednej strony chciałam, żeby poleciała za Tęczowy Most, bo symptomy były już oczywiste, ale kiedy to się stało poczułam straszliwą pustkę. Daszeńki już nie ma, pozostało stare wyniszczone ciałko, w którym się poniewierała całe życie i w którym wszyscy ją pokochaliśmy. Odeszła spokojnie i bez bólu. Do końca bacznie wszystko obserwowała i wciąż była obecna w życiu stadka. Patrzyła komu ile i co nakładam w michę, gdzie niosę, kto wszedł i kto się pęta po posłaniach. Dziękowała za opiekę liżąc nas czule po rękach i podając łapkę, a kłapała zębami - chociaż mogła przecież złapać - kiedy nie odpowiadały jej zabiegi pielęgnacyjne. A na koniec jej nie odpowiadały. Chciała odejść leżąc na lewym boku i dyplomatycznie mnie do tego przekonała. Kiedy przestała przyjmować pokarm Julka jeszcze walczyła i dawała jej maleńkie kawałeczki mięsa. Delikatnie żuła aż kawałek się rozpadł, albo trzymała w nieskończoność w pyszczku. Julka była szczęśliwa, że Daszeńka je, więc będzie żyła... Gdzie teraz jest ta duszyczka? Gdzieś kiedyś ktoś powiedział, że zmarli odwiedzają nas pod postacią nocnych motyli. Ćmy nie mają układu pokarmowego, więc rodzą się i umierają szybko i bezboleśnie. Istnieją tylko na chwilę. Ćma Daszka będzie miała na pewno rudy ryjek... Smutno...ale ona już wolna i bez guza.
-
Wczoraj umarła mi Daszeńka...Spokojnie i cichutko. Na moich rękach. Jest tak zimno, że nie mam jak jej pochować. Sako walczy, ale to są 2 kroki w tył i jeden w przód. Jestem w kontakcie tel z Beatką, bo w związku z sytuacją - Dasza i Sako nie miałam czasu na relacje. Konsultowałam sytuację Sako z doświadczonym wetem i wraz z Beatką doszłyśmy do wniosku, że skoro nie można w żaden sposób wyleczyć zmian neurologicznych, to nie ma sensu ciągnąć biedaka kilkadziesiąt km po to tylko, by został obejrzany przez innego weta. Do inwazyjnych badań się nie nadaje. Moje panie doktor przyjechały wczoraj i rozłożyły ręce...Sako dostał Combivit z witaminami z gr B wspomagający pracę układu nerwowego. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że ten układ z każdym dniem siada coraz bardziej. Sako wcale nie panuje nad wydalaniem moczu. Sika, podsikuje, albo z niego ciurkiem wypływa. Nie nadążam czasem z podkładami i ścierkami. Jego smocza skóra na podbrzuszu jest już bardzo podrażniona, a w jej fałdkach robią się odparzenia. Mam tu Chitopan po Daszy i Tetraoxycyklinę w proszku do zasypywania otwartych ranek. Skóra powinna się wciąż wietrzyć. Lumix wysłała mi podkłady za co stokrotnie dziękuję, bo zmieniam je Sakusiowi nawet kilka razy dziennie. Wczoraj położyłam go na grzbiecie opierając go o drewnianą skrzynię. Przykryłam mu bok, a brzucholek oczyszczony i zasypany był na wierzchu. Wszędzie ma poukładane szmatki i ścierki. Do grzbietu przykładam mu termofor, żeby nie tracił ciepła leżąc bez ruchu z gołym podbrzuszem. Wetki dały mu 1 do 2 tygodni na podniesienie się. W przeciwnym wypadku odleżyny go wykończą. Sadzam go, masuję, podnoszę, ale nie mam go już nawet za co chwytać, bo podbrzusze podrażnione i bolesne. Sakuś ładnie wyjada mięso z posiłku zostawiając wspaniałomyślnie makaron. Pije w normie. Psychicznie jest stabilny i nadal marszczy pychol, warczy i burczy, ale kiedy zdejmuję kaganiec i głaszczę mu pyszczek do snu, to jest słodki i potulny. To zdjęcia z wczorajszego wieczora robione komórką więc niezbyt dobrej jakości. Sakuś podczas kolacji. Zawsze jadł na leżąco z michą między łapami, ale teraz musi odpoczywać co jakiś czas. Julka dokarmia go czasem łyżką, bo sam zawsze się strasznie ubrudzi i porozrzuca wszystko wkoło. A to stała reakcja na jakąkolwiek propozycję zabiegu. Tu akurat chciałam dorzucić tabletkę do kolejnej łyżki. Dlatego wszelkie zabiegi wykonujemy w kagańcu. Sako wydezynfekowany, podsuszony, zasypany i ułożony do snu. Po zdjęciu kagańca, kiedy już nic nie grozi Sakuś łagodnieje. Można go utulić do snu.
-
Miałam psa z zespołem przedsionkowym - Duka. Miał skrzywiony zawsze zdziwiony łepek, tracił równowagę, przewracał się i w końcu łapki zrobiły się zajęcze...Odszedł. Sako nie wygląda na psa z zespołem przedsionkowym, przynajmniej na zasadzie porównania go do Duka, ale to tylko lekarz może zaopiniować....
-
Sako dziś nic nie chciał zjeść. Wypił tylko sporo wody. Zdziwiło mnie również, że nie przewrócił się swoim zwyczajem na ulubiony bok. Podczas podnoszenia zauważyłam, że z tyłu zrobiły mu się zajęcze łapki - podwinięte w specyficzny sposób. Rozmasowałam, rozruszałam i chciałam go trochę przespacerować, ale niestety łapki nie pracowały. Zadzwoniłam do weta - chirurga od przypadków beznadziejnych i opisałam sytuację wraz z dotychczasową formą leczenia. Jutro jedziemy z Sakusiem na konsultację, ponieważ wygląda na to, że pomijając kwestie stawowe, które po przebytym leczeniu powinny ustąpić, Sako ma poważne problemy neurologiczne. Kręgosłup jest zwyrodniały w wielu miejscach i prawdopodobnie zawężają się przestrzenie międzykręgowe powodując ucisk i brak przewodnictwa nerwowego. Stąd zajęcze łapki. Sako nie kwalifikuje się w takim przypadku do rtg, ponieważ zdjęcie niewiele wykaże, a narkoza nie jest wskazana. Wet powiedział, że jedynie badanie kontrastowe mogłoby dokładniej naświetlić stadium uszkodzenia układu nerwowego, ale wykonuje się je w głębokiej narkozie, której Sako może nie przeżyć...
-
No tak, ale nie u u nas ;) W centrum zawsze jest nieco cieplej. Teraz mamy -8, a w nocy - 14. Sprawdzam pogodę na najbliższe dni i kształtuje się tak: http://www.twojapogoda.pl/polska/lodzkie/lodz/16dniowa Przy - 20 zamarza mi czasem woda, więc już na samą myśl mi się niefajnie robi :-?