-
Posts
10672 -
Joined
-
Last visited
Content Type
Profiles
Forums
Events
Everything posted by Czarodziejka
-
Mam nadzieję, że przetrzyma...
-
"Starszy bezdomny psi cień poszukuje kątka i opieki na ostatnie lata swojego życia. Pedro, zwany przez wolontariuszy pieszczotliwie Ząbalkiem, jest spokojnym średniowysokim, przeraźliwie chudym psem. Ma 9 lat. Jego chudość jest wynikiem skrajnie nędznych warunków, w których ten dostojny pies spędził swe życie. Głodzony, zaniedbywany i trzymany w zamknięciu zmienił się w chodzący szkielet. Ząbalek ma dobry apetyt, jest zdrowym staruszkiem, ale jego waga prawdopodobnie nigdy nie podniesie się. Jest to psina rozpaczliwie łaknąca bliskości człowieka, bardzo przytulaśna i niekonfliktowa w kontaktach z innymi psami. Domek z ogrodem, ciepłe posłanko, pełna miska i uwaga człowieka to wszystko, czego potrzebuje ten wyjątkowy, tak brutalnie przez życie potraktowany pies."
-
[MLB] Rafi, młody ONek bez łapki - Ma Dom !!!
Czarodziejka replied to malibo57's topic in Już w nowym domu
Rafi z agresora w stosunku do zdziadziałego Arona przeobraził się w płaczącą ofiarę. Na początku tarmosił starszuka, przewracał, warczał, a teraz Aron za nim chodzi i go podgryza resztkami zębów. Część z nich stracił właśnie na Rafim 8) -
Misia w DS (cud się zdarzył ) , Kaja nadal prosi o deklaracje !
Czarodziejka replied to Tymonka's topic in Już w nowym domu
U nas upały, któe doskwierają chyba tylko Kai, bo Miśka nadal skacze i podszczekuje. Kajeczka cichnie....Nadal jest aktywna, ale widać, że siły ją opuszczają. -
Tak wyglądała Dasz po w/w incydencie. Nieobecna i skrzywiona po Amigdalinie. Leży na zdrowej łapce - teraz jest już mniej opuchnięta. Guz w pachwinie łapki zewnątrznej. Tak się patrzy gdzieś nieprzytomnie.... A tu udało się podnieść i odrobinka przytomności. Po chwili znów upadła na bok.
-
Zdrowa łapka opuchnięta nadal, ale Dasz się przemieszcza, bo co jakiś czas zmienia sobie kocyki w garażu. Po tym incydencie, kiedy to znalazłam ją rano pod murem Daszeńka przez dwa dni leżała tylko na boku...Chciała inaczej, ale przewracała się z siadu leżącego i tak na wznak, nie mogąc złapać równowagi, żeby się podnieść popiskiwała sobie cichutko ponawiając swoje nieudolne próby. W dodatku za zaleceniem dr Ostaszewskiego podawałam jej Amigdalinę codziennie. Była podtruta, nieobecna, skołowana i miała zaciśnięty w grymasie pyszczek. Myślałam, że to koniec naszej Daszy. Guz ogromny, łapka odstaje, druga opuchnięta i jeszcze to leżenie w pozycji bezradności. A ona walczyła, podnosiła się piszcząc i patrzyła mi ufnie w oczy, a tych oczach determinacja i zapewnienie, że jest w porządku. Po kolacji nie dała rady wyjść się załatwić i zrobiła kupę - o ile to ona, bo zazwyczaj s*ają panowie. Kiedy przyszłam po jej miseczkę Dasz leżała na innej kołderce, a na poprzedniej gift ;) Kolejny dzień również przeleżała na wznak nie mogąc się podnieść, bo zdrowa łapka bolała, a ta z guzem zbyt daleko, by ją postawić i normalnie wstać. Machała do nas ogonkiem leżąc tak bezradnie...W oczkach iskierki gasnące, bo codzienna dawka Amigdaliny powoduje, że Dasz traci kontakt z rzeczywistością i leży nieobecna ze skrzywionym zaciśniętym pyszczkiem. Gasnąca gwiazdka do końca świeci i roztacza swój blask....Trzy dni temu nie podałam jej Amigdaliny, bo wydała mi się zbyt podtruta i osłabiona, nie dostała też jeść, żeby organizm się oczyścił. Wodę miała tuż przy posłanku, a ja dochodziłam i podstawiałam jej garnek, żeby nie musiała wysilać łapki. Na drugi dzień Daszeńka już siedziała i rezolutnie oczekiwała porannego powitania. Ot tamtej chwili nie kładzie się na bok, co mnie bardzo cieszy. Trzyma łepek wysoko. Wczoraj było wyjątkowo parno, a Dasz po głodówce, więc spodziewałam się, że zje wszystko, co przygotuję. A ona tylko mięso, i troszkę makaronu z warzywami. Zostawiła sporą część, więc doniosłam jej mleka. Wypiła wdzięcznie wszystko i rzuciła się z warczącym zmarszczonym pyskiem na wszędobylską Hercię, bo jej skakała nad głową ;) Rano Dasz leżała na innej kołderce, a pod stołem na jej posłanku rzadka kupa...Tym razem na pewno jej, po mleku. Myślę, że zdrowa nadwyrężona łapka ją po prostu boli i nie może się na czas wyrobić z wyjściem. Mamy wciąż upały, więc Daszeńka mądrze leży sobie w chłodnym garażu. Zmienia tylko koce.
-
Postaram się przysiąść i napisać. Ile ma lat? A kto to wie....W książeczce ma wpisaną datę urodzenia 2002 rok, czyli ma latek 9.
-
Dziś rano uradowana Julka znalazła Daszeńkę leżącą przy garnku z wodą obok budki Beja. Każde samodzielne wyjście Daszy to dla nas powód do radości, ale ona nigdy nie sypiała, ani nie leżała na zewnątrz. Zawsze na swoim posłanku w garażu. Wychodziła tylko za potrzebą i na spacerek, a potem umywszy dokładnie łapki odpoczywała sobie pod stołem na swoim posłanku...Dziś leżała pod murem. Kiedy do niej poszłam, ledwo się podniosła, ogonek machał, pyszczek zdziwiony patrzył na mnie przepraszająco...Musiało biedactwo pójść na spacerek, załatwić się i może, kiedy napiła się wody, chociaż ma własną obok kocyka, nie miała siły wrócić, stąd to dziwne miejsce. Podniosła się sama, ale tak ciężko szła. Druga łapka dostaje w kość i jest opuchnięta od dźwigania ciała...Ma ból w zdrowej pachwinie, więc może nadwyrężyła sobie tę łapkę porządnie. Dwa dni temu, kiedy nadeszła straszna burza, Daszka, która się boi grzmotów i błyskawic biegała w panice po całym podwórku szukając miejsca, żeby się schować. Odprowadziłam ją na kocyk i przeleżała wszystko grzecznie, ale co wybiegała, to się odbiło na jej łapce...
-
Misia w DS (cud się zdarzył ) , Kaja nadal prosi o deklaracje !
Czarodziejka replied to Tymonka's topic in Już w nowym domu
Anett, dbaj o się! Pewnie mało śpisz, dużo stresu i jesteś osłabiona, a różne świństwa ze zmodyfikowanym DNA tylko czekają, żeby w nas uderzyć. Spirulina u nas wciąż ok 16 zł. O pestkach chyba nawet nie słyszeli, a Beta Glukan mi na specjalne zamówienie przywieźli, bo nikt nigdy o to nie pytał. -
Wpłata dziś dotarła. Dziękuję. Ząbalek upały znosił nie najgorzej, bo chude toto i niedogrzane. Futrzaki dyszały po ciemnych norach, a on, Duke i Frida w trawce na słoneczku, ale między drzewami, żeby się spalić. Dzięki Minii913 mogę zafundować mu ochronę przeciwkleszczową, bo wypada, żeby był zabezpieczony. Myślę, że on najbardziej finansowo kuleje, a kleszcz rzecz istotna. Apetyt ma świetny, żre tyle, że kiedy mu się odbija, to....haftuje serwetkę, poczym ją z powrotem zjada. I tak się tu snuje, ma swoje kątki, leży zawsze na widoku i zawsze gotowy chapnąć czyjąś nieświadomie wyciągniętą rękę z nadzieją, że jeść właśnie dają ;)
-
Dasz walczy ze swoim ciałem, a mnie do rozpaczy doprowadza jej bezradność i jakieś takie zdumienie w oczach. Nie może czasem wstać z boku, bo guz odsunął staw i łapa jest jakby nienaturalnym wytworem. Kość powinna być zamocowana w stawie, a tymczasem mogę ją dokładnie wyczuć, bo jest obok guza. On jej tę łapkę wyrywa. Daszeńka ostatnie dnie mniej wychodzi. Może to burzowe duchoty, ale dziś jest po deszczu, a ona biedulka walczy z podniesieniem się. Kiedy się uda, a staramy się ją stymulować, żeby jednak sama wstała, to ogonek macha i już gotowa na spacer. Oczy ma takie zdumione, bezradne, bo żyć bardzo chce, a tu ciało nie pozwala. Podałam dziś 1 cm Amigdaliny i będę podawać codziennie. Rozmawiałam dziś z Ewą i dr Ostaszewskim, który być może nas odwiedzi. Siedzę czasem przy Daszy i płaczę, a ona liże mnie po rękach. Siedzę tak, kiedy Julka nie widzi, bo przecież, gdy sunia opuści schorowane ciało, to będzie szczęśliwym i wolnym światełkiem i jej dusza przyleci do niej jako ćma. Tej przypowieści się trzyma i dzięki temu chyba moje dziecko daje radę. Zagryziona kociczka przyleciała jako biała ćma, babcia jako duża ćma. Już teraz rozmawia z Daszą i uzgadnia, jaki będzie miała kolor w nowym zdrowym i młodym ciele. Ze skrzydełkami...Daszeńka ją liże po rękach i bardzo jest wdzięczna za te rozmowy. Apetyt ma wciąż bardzo dobry. Zjada, podwarkuje, jeżeli ktoś jej do miski zagląda i jest to cudne patrzeć, kiedy ze smakiem je. Wetki wywnioskowały, że guz nie jest zbyt bolesny sam w sobie, a jedynie zdeformowana łapka może boleć. Traumeel jest więc błogosławieństwem. Patrzę na tę wyjątkową sunię i jestem pewna, że gdyby nie nowotwór, to żyłaby sobie wdzięcznie i radośnie powolutku jeszcze z kilka latek. Może dwa tylko, ale pełne życia. Nikt tak jak ona nie cieszy się każdym nowym dniem, każdą zwróconą na nią uwagą, każdym wyjściem na spacerek...Gasłaby sobie powoli tracąc siły i zapadając się w siebie aż zasnęłaby na zawsze. Tymczasem życie jej dobiega gwałtownie końca, a ona wciąż jeszcze chce żyć. Tak żałośnie piszczy, kiedy stara się podnieść i ten strach w oczach, że coś nie tak, że nie panuje nad ciałem....
-
Misia w DS (cud się zdarzył ) , Kaja nadal prosi o deklaracje !
Czarodziejka replied to Tymonka's topic in Już w nowym domu
Anett, dzięki!!! -
Nie wiem, czy widzi, może jakieś zarysy. Kiedy z bliska cokolwiek mu podaję, to kłapie paszczą na ślepo, a kiedy stawiam przed nim gar, to muszę mu czasem wpakować pysk do środka, bo tak zapalczywie wącha, tylko nie w tym miejscu. Ale radzi sobie świetnie. Dziś wreszcie przyszła straszna burza, oczyściło się powietrze i mamy wciąż ulewę. Sokół cały dzień kręcił się koło domu, a kiedy zagrzmiało, to znalazł sobiesłodki kącik w drugim garażu za przyczepką ;) Trzeba było mieć nosa, żeby się tam wcisnąć, no i znaleźć to miejsce. Obok niego Gromiś - pod stołem i Bej pod drabiną. Jedynie Duke z przekrzywionym łebkiem dzielnie leżał na swoim miejscu, bo to jego osobisty garaż. Ma tam miseczki i kocyk ;)
-
*HERA* - piękna, młoda ONka już w SWOIM DOMU u Mini913! Dziękujemy!
Czarodziejka replied to fizia's topic in Już w nowym domu
Kicia nie żyje....Kilka dni temu Miśka zerwała się z łańcucha, kiedy zobaczyła ją kuśtykającą po podwórku. Żaden pies jej nie tknął, więc czuła się bezpieczna. Miśka atakuje słabsze osobniki i niestety musi być uwiązana. Kociczka nie spodziewała się ataku...Tak więc Julka straciła swoją Kwiatuszkę... -
Upały wywlokły Sokoła z budy i otworzyły go na świat. Zaczął sypiać pod drzwiami, oraz przychodzić pod bramę do pogłaskania i przytulenia, kiedy skądś wracamy. Morda ślepa kochana :)