Jump to content
Dogomania

Czarodziejka

Moderators
  • Posts

    10672
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by Czarodziejka

  1. I może Rafi trójłapek pojedzie do adopcji ;)
  2. Samopoczucie chyba bardzo dobre, bo rozpoczął aktywne obszczekiwanie przejeżdżających hen tam gdzieś samochodów ;) W ulewę fajnie się wykąpał stojąc w deszczu i czekając aż go dokładnie przemoczy. Chudzinka nadal, ale je bardzo dużo i ze smakiem.
  3. Miałam telefon z pytaniem o Rafiego. Być może jutro państwo przyjadą go obejrzeć. Są z Wielkopolski i jeżeli wszystko będzie ok, to chcieliby go zaraz zabrać. Mam umowy adopcyjne fundacji Niechciane i Zapomniane, więc poproszę dziewczyny o zgodę na wypisanie, bo przecież opłaciły mu leczenie. Potrzebna będzie tylko wizyta poadopcyjna. Jeżeli państwo nie dojadą jutro, to wówczas w następną sobotę. Trzymajcie kciuki i módlcie się o szczęście naszego Rafcia!!!
  4. Witaj mamo. 600zł to cena za dwa duże owczarki. W tej kwocie zawiera się wyżywienie, praca z psem i opieka nad nim. Czemu tyle? To chyba najniższa cena za dużego psa. W hotelikach płacisz od 15 zł za dzień, czasem musisz zagwarantować również karmę. Dom tymczasowy powinien być tymczasowy, więc powinno robić się wszystko, by znaleźć psu domek stały, ale z tym szukaniem czasem bywa ciężko, zwłaszcza, gdy pies jest nieurodziwy, jak te dwie sunie...Są kochane, ale brzydkie w porównaniu z innymi. Ja mam u siebie psy hospicyjne, czyli staruszki ze zwyrodnieniami, przewracające się, ale pragnące jeszcze pożyć poza klatkami schronu. Misia i Kaja zostały przez schroniskowego weta zakfalifikowane do uśpienia ze względu na szpetotę i obrzydliwego guza, jakiego Misia miała pod uchem. Dlatego też ich wiek zawyżono do 12 lat. Na kwarantannie czekały na zastrzyk śmierci. Psy mogą być uśpione, kiedy są już stare, więc jest podstawa prawna, w przeciwnym wypadku jest to karalne. Dlatego sunie zostały postarzone. Okazuje się jednak, że mają o połowę lat mnie i są bardzo żywe. Kaja co prawda ma zdiagnozowany nowotwór, który ją od wewnątrz toczy. Część guzkó usunięta, ale reszta rośnie. Misia natomiast jest całkowicie adopcyjna, tylko nikt jej nie chce...
  5. Oczywiście, że z pestkami. I wszystkie ogryzki Duke zjada ;)
  6. Carmisia ciężko znosiła upały. Leżała w jakichś dziwnych miejscach i kopała nory. Dziś lało, a ona na deszczu. Na samym środku trawnika. Dopiero, kiedy naciągnęła jak należy zawlokła się do budy Sokoła ;) Wytrzepawszy się oczywiście przed wejściem.
  7. U Sokoła wszystko dobrze, ale Daszeńka....raczysko ją zżera, a ja waruję przy niej jak pies. Sokół jest teraz bardzo towarzyski, widzę go galopującego po ogrodach, bo na łąki nie chodzi. Nie chce na smycz, a luzem się boję, bo potrafi być szybki. Nauczył się naszej przestrzeni i potrafi z drugiego końca oghrodu pędem wskoczyć na werandę, żeby nie trafić potem w swój gar :D I baaaardzo sie teraz garnie do przytulania. Apetyt ma nadmierny i zrobił się bardzo duży. Julka mówi, że taki był kiedyś drobniutki ;) Ale nie jest zapasiony. Jest masywny i nieźle umięśniony dzięki podbiegom i spacerom.
  8. Wczoraj, czy przedwczoraj wyczesałam tupadełko, bo zległo mi pod szczotką, kiedy pracowałam nad liniejącym koszmarnie Bejem. Bardzo chciało być uczesane i pogłaskane, chociaż nie linieje jeszcze. Wydaje mi się, że Duke nieco jednak przybrał na masie ;) Ma wspaniały apetyt i codziennie zjada jabłko ;) Teraz sezon na truskawki i też mu smakują. Bardzo jednak zrobił się zazdrosny o inne psy. Idzie z kłapiącym pyskiem i szczeka ostrzegająco zanim się przewróci. Pomimo niedołęstwa radzi sobie całkiem nieźle. Przewracając się można kilkakrotnie obejść ogród, podbiec i poprzymilać się.
  9. Od 3.00 rano do wieczora lało u nas i panował przygnębiający półmrok. Ja w skowronkach, bo zimno i much nie ma, a bandaże już Dasza porozpruwała ;) Podałam wczoraj1,5cm Amigdaliny. Dziś nie ma oznak podania. Dasz przytomna, naburmuszona, bo łapę wczoraj wetki wygniotły i zawinęły, ja pod wieczór ponownie, do tego igła w doopkę i karczek. Dziś ranka już zaczyna się zabliźniać. Pojawiła się błonka. Opatrzyłam ją tylko raz, bo koszmarnie lało i nie chciałam błocić w garażu. Kolację Daszeńka zjadła i nawet się szczekająco o nią upomniała, bo zamiast prosto do jej posłanka poszłam z michą położyć opatrunki, które trzymałam w zębach, a latarkę pod pachą. Pod michą już ktoś żebrał, więc Dasz głosem buldoga zaszczekała odstraszająco:D Zjadła wszystko, doniosłam jej pozawijane w szynkę indyczą tabletki, popiła i tymczasem ma się dobrze. Troszkę zaczyna się podnosić. W garażu czyściuteńko, więc może wyczłapała do toalety pod krzaczek. Dotarł kolejny transport lekarstw od Ewy. Dziękujemy!
  10. Dzięki Belu, ale mogę zajmować się staruszkami dzięki waszym funduszom i świadomości medycznej takich osób jak Ewa. Sama nie znaczę nic ;)
  11. Wczoraj wyprałam wszystkie psie koce i kołdry w balii na podwórzu jak za króla Ćwieczka. Przy ostatniej myslałam, że padnę z wycieńczenia w te mydliny. Z łapki Dasz sączyła się ciecz i zostawiała plamy na legowiskach, do tego co niektórzy walą czasem qoo pod siebie. Wetka przez telefon powiedziała, że trzeba uważać, żeby mucha nie zostawiła jajeczka, bo nie zapanujemy nad larwami. Tak więc wyprałam i zdezynfekowałam cały garaż. Był upał, więc wszystko, mimo iż niedokładnie wykręcone, bo sił mi brakło, piękie wyschło. Rankę opatrywałam co kilka godzin, a na miejscu honorowym leży klapka na muchy i środek owadobójczy na wszelki wypadek. Dziś rano pod stołem znalazłam qoopę. Na pewno Daszki....Na szczęście nie na kołderce, za to na kocu było nasikane. Myślę, że z bólu nie była w stanie wyjść. Tak więc od rana znów piorę, dezynfekuję i tłukę muchy. Przed chwilką odjechały wetki. Stwierdziły, że to wygląda na stłuczenie, tylko, że w niefortunnym miejscu - w pobliżu stawu, do tego przeciążenie i stąd przetoka. Natomiast łapka już się oczyściła. Wetka wycisnęła resztę. Stłuczenie niestety jest bardzo bolesne. Myślę, że wtedy rano Dasza się po prostu potknęła...i upadła na bok uderzając kością w kamień. Zdaniem lekarki ranka nie jest poważna, mimo iż tak wygląda i najgorsze już minęło. Teraz tylko trzeba ją zasuszyć i poczekać, aż minie ból. Poza tym wetka stwierdziłą, że Dasz wygląda bardzo dobrze. Łapek trzymała wysoko, rezolutnie, ogólnie też ok. Stwierdziłyśmy zgodnie, że to zasługa suplementacji, bo ma jak najlepszą. W przeciwnym razie dawno by się wykończyła. Wszystko dzięki Ewie! Ewa śle wciąż kolejne ampułki. Wczoraj dostałam kolejny Traumeel, Zeel na stawy, Mucosa Compositum, Coenzyme Compositum, Fortakhel i Lymphomyosot na obrzęki limfatyczne i zaburzenia odporności. Podałam jej wczoraj 3 zastrzyki w doopkę. Lymphomyosot w strzykawce wlałam w papę. Potem sama z ciekawości posmakowałam 3 kropelki i ogarnęła mnie zgroza, bo nie rozcieńczyłam i wlałam jej w papkę alkoholowego drinka. Przełknęła jednak bez grymasu. Zdaniem wetek guz jest ogromny, ale stabilny. Prawdę mówiąc Daszka ma tyle życia, ile guz. Kiedy pęknie będzie wyglądał jak kalafior i koszmarnie cuchnął, momentalnie zlecą się muchy i zaczną się lęgnąć bakterie. Nie będzie innej możliwości, tylko uśpić Daszeńkę....Ale może też zrobić się przetoka i wóczas zawartość guza wysączy się w miarę bezpieczny sposób. To byłoby najlepsze rozwiązanie. Guz to jedna sprawa, a kolejna przerzuty. Mogą być w płucach, albo w wątrobie. Wtedy Dasz też może czuć ból... Chociaż próby wątrobowe miała pozytywne. Lekarka powiedziała, że póki Daszeńka ma apetyt, to znaczy, że jest ok. Jeżeli przestanie jeść, będzie to znak, że ból jest wielki. Wtedy też trzeba będzie ukrócić jej cierpienie.... A dziś rano skrupulatnie wypiła Juki owsiankę podwarkując na Arona ;)
  12. Odradzałabym pobyt z drugą suką bez nadzoru człowieka...W dodatku trzebaby zaobserwować jak ona ma się do koni. Kiedyś wyrwały obie z Kajką za stadem saren. Nie było ich godzinę. Nie wiem, co mogłyby zrobić, gdyby którąś z sarenek dorwały.
  13. Zabierzecie ją, kiedy będziecie mogły. Nie naciskam na jakiś ścisły termin, z tym, że rośnie też kwota zadłużenia u mnie...Maj jest nadal nieopłacony, a tu już czerwiec.
  14. Zuziu, serdecznie ci współczuję utraty suni. Miała u ciebie wszystko, co najlepsze. [*] Isiu.... 5 lat....a pamiętam akcję transportową i ją samą jeszcze w schronie....czas leci....
  15. Piękny opis Misi. Może trafi jej się domek. Tak mi jej szkoda, bo to wartościowa sunia pomimo krzywd, jakie tu wyrządziła. Gdyby miała inne warunki na pewno by do nich nie doszło. Dziękujemy Anett!!!
  16. Szaruś ma się bardzo dobrze, chociaż upały bardzo go męczą. Tak ciężko oddycha. Ciagnę go w chłodne miejsca, bo sam nie pomyśli. Musi być na widoku. A on ma przecież takie grube futro i jest grubasem, chociaż staram się ograniczać mu posiłki. Niestety niedojedzony Szar taranuje przeciwnika i dobiera się do konkurencyjnych garów i misek. Staram się więc, żeby dużo chodził, chociaż na spacerkach człapie za mną, a na każdą zwróćoną na niego uwagę rozwala się pod nogami i łapie, żeby go głaskać ;) Poza tym żyje sobie powolutku, ciężko czasem chodzi, ale zawsze widzę radość na pysku i merdający ogon. Noce spędza pod drzwiami klinując się w przejściu i kiedy słyszę warczenie, wiem, że zbliża się konkurencja. Wyschła nam woda w oczku wodnym, ale kiedy jeszcze była Szar moczył w niej łapy. Przednie, bo tył był przycumowany na brzegu :)
  17. Dasz znów na innym kocyku. Traumeel w doopkę podałam. Kolacja zjedzona na błysk. I jak to dostojnie jadło suczydełko kochane. Miseczka wylizana. Prawdziwa dama. Opatrunek ponownie zmieniłam. Chodzę koło niej jak koło jajka i wszystko jej podtykam, nawet garnek z wodą, żeby nie musiała się dźwigać, bo i tak musi wyjść, żeby się załatwić. Jak dotąd czyściutko wszędzie. Daszeńka dba.
  18. Dziękujemy :) Duke pozdrawia wszystkich ze swojego grajdołka.
  19. Jestem, przeczytałam wątek i obejrzałam filmiki. Znalazłoby się miejsce u mnie dla tego biedka, ale ja mam większość onków hospicyjnych. Starych i przewracających się - jak Sako. Zastanawia mnie jego agresja na jednym z filmów, czy on tak zawsze, czy to była obrona konieczna? Nie mogłabym przyjąć do stada psa, który atakuje. Musiałybyście to sprawdzić.
  20. Dziękujemy Anula :) Fridunia bardzo dzielnie znosi upały i wciąż jest bardzo ruchliwa i rozszczekana. Apetyt też dopisuje. Wczoraj wieczorem wyszła ze mną na spacerek. Ja medytowałam na przewróconym pniu, a Frida obeszła łąkę dokoła i położyła się w trawie z błogim zadowoleniem na pyszczku.
  21. Na zdrowej, opuchniętej łapce na wysokości ramienia zrobiła się przetoka...Ciecz wypływa na zewnątrz. Z jednej strony to dobrze, bo znika napięcie, ale rana...upał...Przemywam OcteniSeptem - nie szczypie, a służy do chirurgicznego odkażania ran i zabezpieczam wyjałowioną gazą. Trzeba często zmieniać, bo szybko nasiąka. Nie cuchnie i nie ma ropy. Kupiłam jej specjalny jedwabny plasterek w rolce, bo poprzedni, mimo iż dla dzieci boleśnie wyrywał sierść przy odrywaniu, a muszę jej dobrze umocować opatrunek. Daszeńka wychodzi sama, żeby się załatwić i zmienia sobie kocyki, czyli troszkę ruchu jest. Dziś rzuciła się z zębami na Beja, który tupał naokoło, kiedy ją opatrywałam. Jest bardzo cierpliwa i wciąż liże mnie po rękach. Układam jej podgłówki, zagłówki i wałki, żeby odciążyć miejsce z przetoką, bo leżąc uciska na nie...:-? Apetyt wciąż dopisuje pomimo upału. Zanoszę jej zawsze jakąś odrobinkę na smak, bo przecież nie może teraz utyć...Ze smakiem zjadła kawałeczek ciasta drożdżowego z truskawką. Okruszki wylizane i dziabnięty podstawiony ryjek Beja przy okazji ;) Zagrzmiało też dziś okrótnie, ale Dasz się nie ruszyła, więc może nie spanikuje. Na wszelki wypadek wkropiłam do mordki Rescue Remedy - kwiatowe esencje dra Bacha, które mam na takie okazje. Obniżają poziom stresu. Kiedyś dostałam takie od Anett dla Groma i troszkę się uspokajał po podaniu. Na kolację ugotowałam Daszce wątróbki drobiowe z odrobiną płatków ryżowych i zaraz wetrę jabłko. Co więcej mogę zrobić...Ewa już wysłała kolejne ampułki przeciwbólowe i wzmacniające. Dzięki niej Dasz wogóle jeszcze żyje i jest w świetnej formie psychicznej.Oby tylko nadwyrężona łapka doszła do siebie. Jeżeli jutro nie będzie poprawy to wezwę wetki, żeby mi poradziły, jak suni pomóc. Bo wciąż jeszcze chce żyć. Dokupiłam dziś strzykawki, gazę jałową w kompresach mniejszych i większych, plaster jedwabny i bandaże. Zapłaciłam z pieniędzy, które mam od was.
  22. Pewnie nie był dopieszczany, a to przecież dzieciak jeszcze chyba.
  23. Mizianka przyjęte ;) Ząbalek w upały grzeje swoje kości w słońcu i wcale mu nie duszno.
  24. Właśnie chyba tak, co drugi dziń. Ja wczoraj nie podałam, bo nie mogę patrzeć, jak ona się po niej zachowuje. Nie może się podnieść z boku, dodatkowo upały osłabiają, ciężko wtedy oddycha. Już tylko krok, by zaczęła robić pod siebie w tej sytuacji. Podam dziś wieczorem 1cm. Jest upał 30 stopni w cieniu :-? Dasz w garażu, tam chłoidniej. Wczoraj zjadła troszkę suchej karmy i dałam chłodnego mleczka z jajkiem. Niech ma więcej białka. Mniej chodzi, więc martwię się o mięśnie, żeby nie zanikały. Wszystko ze smakiem wypiła, jajo zjadła, miseczkę wylizała. Kochana mordeczka.
×
×
  • Create New...