Jump to content
Dogomania

Czarodziejka

Moderators
  • Posts

    10672
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by Czarodziejka

  1. Fridunia dziś wieczorem przewróciła się kilkakrotnie biegnąc na kolację. Tak się biedactwo spieszyło, a tak podszczekiwało radośnie...Czasami ma zaburzenia neurologiczne, które wyglądają jak ludzka choroba Parkinsona. Dziś też zaobserwowałam....Upały, duchota i burze, to niedostateczne dotlenienie, a ona serduszko też ma słabe. Apetyt na szczęście wspaniały. Wyczesałam jej ulubioną część ciała, czyli brzuszek. Frida bardzo lubi być głaskana i czesana po brzuszku :) Reszta się nie liczy. Musiałam dziś zczesać Szarika, bo przez ostatni tydzień zajęta byłam Dukem i coniektórzy się zapuścili. O Sokoła dbała Julka, Hercia też ma boki do szczotkowania, Carmen tyły sfilcowane, Daszeńka też się prosi o grzebień...
  2. No, to trafi kosa na kamień;) Się będą tarmosić. Ale Hercia jest ogólnie bardzo koleżeńska i odpowiednio strofowana kładzie uszy jak królik i jest grzeczna. Tylko nie wolno jej pominąć i nie ukochać, bo robi się podstępna, złośliwa i podgryza bokami towarzyszy :)
  3. Szaruś warczy tylko, kiedy nadciąga masą swego ogromnego ciała w kierunku pełnej michy. Cudzej oczywiście, bo swoją dokładnie wyczyści, żeby nikomu nic nie zostało. A tak...to chodząca dobroć i słodycz z wiecznie smutno wiszącymi na wabia oczyskami. Nic, tylko brać i tulić :D
  4. No, ale nikt z was mu codziennie nie zaglądał w sekretne miejsca i nie pakował w papę strzykawki z obrzydlistwem ;) A ja, kiedy tylko przy mnie jest, to go oglądam, zaglądam i wącham, czy mu w uszach nie śmierdzi. Warczy, burczy, ale na tym się kończy. I jeszcze kiedy obok jest kilka innych chętnych do przytulenia, Sakuś też warczy i burczy. Pokazuje nawet reprezentacyjny żółtawy kieł ;)
  5. Dostałam wpłatę za sierpień. Dziękuję. Szaruś w te upały bardzo ostrożnie i ciężko chodzi i to na przednie łapy, ale ogólnie jest stabilny, apetyt dopisuje, rozkłada się kilka razy dziennie i warczy przy garach na słabszych ;)
  6. Sako pozdrawia, ma się dobrze i jest zdiagnozowanym agresorem 8) Gdyby nie układy w stadzie, to rządziłby on i jego kły, bo warczeć i burczeć bardzo uwielbia. Nawet, kiedy ja go głaszczę, to mimo, iż kita chodzi, to pysk jest zmarszczony i słyszę jakieś bulgoty. Do ataków i konfliktów jednak nie dochodzi ;)
  7. Dziś omija mnie szerokim łukiem ;) Jak zagrzmi, to wejdzie mi dosłownie między nogi. Taki już jest Grom.
  8. Misio już po zastrzyku. Dostał antybiotyk podskórnie, żeby przyhamować ewentualną infekcję ogólnoustrojową. Wetki dały mu też dość drogie, ale skuteczne tablety - również antybiotyk i niestety najlepiej, żeby był podawany doustnie. Nazywa się Stomorgyl i wzięłam 5 sztuk na 5 dni. Jedną już dostał. Za wszystko zapłaciłam 65 zł. Opuchlizna, jak już wspomniałam zniknęła, ale stan zapalny niestety się utrzymuje. Jeżeli antybiotyk nie pomoże, to wówczas trzeba z Misiem na rtg i być może jakieś rwanie zębów.....Nie daj Boże, bo narkozy, to biedaczek może nie przeżyć.
  9. Hercia ma zadatki na dominę i jest bardzo zazdrosna. Mam tu kurdupla w stadku, tzw coorgie 8) ojciec dyrektor stada. Jest mały, więc, jak mu się zachce, to prześlizguje się pod furtką i idzie se świat z drugiej strony obejrzeć. Reszta czeka na niego w skupieniu, tudzież popiskując z niepokojem, a on bryluje trzymając kitę w górze. No i nadchodzi moment wślizgnięcia się z powrotem. Na ten moment czeka Hera ;) Kiedy wciśnie się Bejkowy łeb jest z miejsca przez nią wciągany. Potem go tarmosi, podszczypuje i zagarnia łapą. Muszę czasem krzyknąć, bo Bejek potrafi zalamentować rzewnym głosem. Poza tym nie za bardzo lubi Kaję. Kiedy ją przytulam Hercia się złości i szarpie za sierść ;)
  10. Opuchlizna zniknęła. Być może pękł mu jakiś ropień, stąd stan zapalny. Wetki proponują antybiotyk, a jeżeli nadal będzie nie tak, to trzeba go wieźć do Łasku na rtg, bo być może ząb do usunięcia, co przy jego wyniszczonym organiźmie i wieku może się skończyć tragicznie. Tak więc jadę dziś po antybiotyk i będziemy śmierduszka ratować. Może płukanka z szałwii też by mu pomogła...
  11. Vutz, jestem i przeczytałam wątek. Miałam kiedyś pod opieką Rexa, onka w podobnym stanie. Miał nużycę i świerzb, oraz uszkodzony układ immunologiczny. Co zaleczyliśmy, to nowe powracało... Ten biedak pewnie też cierpi, bo to koszmarnie swędzi. Myślę, że skoro jest propozycja pomocy ze strony Teresy, to warto ją rozważyć. Pies byłby pod jej fachową obserwacją. Kolejna rzecz, to wciąż nie znamy diagnozy. Jeżeli to świerzb, to musi być izolowany, bo posypią się psy stare z osłabioną odpornością. Poczekajmy więc na wypowiedź lekarza. [B]Tereso, czy mogłabyś mi przesłać na pw twoje sekretne sposoby? O właściwościach krochmalu wiem, bo stosowałam już na sobie i córci. Mam tu różnie schorowane nieszczęścia i próbuję wszystkiego, byle im pomóc.[/B]
  12. W pysku są szczepy bakterii, które trzeba zlikwidować, a do tego na pewno potrzebny będzie antybiotyk. Zastrzyki przeciwbólowe też na pewno będą potrzebne. On biedaczek musi już dłuższy czas żyć z tym świństwem, a tak bardzo cieszy się, że ma domek, że nie widać śladu cierpienia. Dziś Julka czytała na dworze książkę, a Misio przyszedł się do niej migdalić, wciskać łepek pod pachę i przytulać. Nie mogła znieść smrodu i Misio był smutny....W dodatku ja mu bóla zrobiłam przemywając dziąsła...
  13. Gromiś mnie zadziwia... Od kilku tygodni przechodzą nad nami straszliwe burze z huraganem i ulewami włącznie. Pioruny strzelanją dosłownie na podwórku. Ostatnio znalazłam na trawniku porażoną, zwęgloną żabę...wydmuszeczkę. Podczas jednej z takich straszliwych burz, która pojawiła się o 2.00 nad ranem, Grom uciekł. W nocy nagle rozpętała się ulewa i nawałnica, woda z nieba lała się jak z cebra,świata nie było widać, prąd wszędzie zniknął. Koszmar. Jeszcze w życiu się tak nie bałam. Psy mają sporo zakamarków, bud, garażów i innych miejsc, gdzie można się wsunąć i przeczekać, zresztą nigdy oprócz Groma żaden nie panikował, ale przecież Grom bezpieczny w kojcu, kojec zabezpieczony...Rano kojec zamknięty, Groma nie ma. W panice wyskoczył i pędząc na oślep, bo lało przeskoczył również płot! Wokół zboża i łąki, nic nie widać...Nie było go do wieczora. Na czs kolacji słyszę znajome szczekanie i widzę uśmiechnięty pysk z machającym ogonem stojący przy furtce. Uradowana idę do niego, a on w żyto. Wołałam, chodziłam z latarką, ale migał mi tylko tu i tam i znikał w życie, które jest już bardzo wysokie. Postawiłam żarcie na zewnątrz i poszłam. Rano znów podszedł się przywitać i znów dał nogę, kiedy go próbowałyśmy podejść. I tak trzy dni chodził sobie dzikus wokół posesji i żył jak na dzikiego psa przystało, z tym, że gary wyjeżdżały do niego o określonej porze. Wreszcie postanowiłam nie dać mu kolacji, żeby sam przyszedł. Ale cóż...8) Poszedł sobie do sąsiada, zżarł kartofle ze śrutą dla kaczek i uciekł, kiedy zobaczył właściciela, a potem poszedł sobie dop innego sąsiada i wykopał zdechłą owcę. I tak 2 dni sam się żywił. Kiedy przywieziono do mnie Morisa, Grom podszedł do furtki przywitać nowicjusza, a ja wpadłam na szatański pomysł. Posmarowałam mu odrobinę parówki sp[orą dawką Sedalinu i położyłam na zewnątrz. Za chwilkę już Gromiś kiwał się sennie przed furtką. Wtaszczyłyśmy go z Julką pod pachy i powiem, że raczej nie głodował przez te dni. Brzuszysko okrągłe jak u bacy. Położyłam go w garażu na kocyku, przykryłam, a za chwilkę na śpiku Gromiś się wyeksmitował i schował pod ławką 8) Wsadził łeb pod ławkę, a reszta wystawała, ale jemu wydawałao się, że jest niewidoczny. Potem znów unikał bliskości człowieka. Żarcie owszem, przywitanie z ogonkiem i uśmiechem też, ale karesy już nie. Kojec został zabezpieczony. Kolejna burza i Grom znów zniknął. Z tym, że w porę się zorientowałam i poszłam za nim. Przecisnął się w panice pomiędzy płotem i dachem kojca. Ta szczelina ma jakieś 25-30 cm :-? Nie wiem, jakim cudem aż tak się rozpłaszczył. Grzmiało wciąż, więc Gromiś przyszedł do mnie sam i wtulał się we mnie. Zabrałam go na podwórze, chodził za mną krok w krok, kiedy zamykałam i zabezpieczałam co trzeba. Burzę przetrwał z garażu wciśnięty pod taczkę. Po burzy wylazł i już mnie nie potrzebował. Stwierdziłam, że skoro on wpada w panikę podczas grzmotów i błysków, to lepiej jest zostawiać kojec na oc otwarty, żeby sobie uciekł gdzieś na miejscu, a nie w żyta. Wczorajszą burzę przesiedział z Bejkiem w jego maciupeńkiej budce. Nad ranem przyszedł do mnie sam!!!!! Dał się głaskać, przytulać i jadł z ręki!!! Cały dzień chodzi sobie wolno i podchodzi do nas,kiedy wyciągamy rękę. Nigdy tego nie robił. Dziś mnie zaskoczył, bo po powrocie z zakupów zastałam pod bramą stesknione stado I Gromisia, który przyszedł się przywidać i wystawił wystraszony łeb do poklepania. Gały wyszły z orbit, ale przeżył i szedł za mną kiedy niosłam torby. Myślę więc, że on spodziewa się burzy i już łatwi sobie opiekę.
  14. Misio mnie dziś bardzo zaniepokoił...Ma spuchniętą lewą stronę pyska. Doszłam do źródła po straszliwym smrodzie z pyska, jeszcze bardziej wyrazistym niż zazwyczaj. Misio biedaczek ma stan zapalny przyzębia. Ropna wydzielina gromadzi się wokół zębów i okropnie cuchnie. Przemyłam mu dziąsła gazą z wodą utlenioną. Wygarnęłam ropę i odrobinkę krwi. Trzeba coś z tym zrobić, bo może dojść do zakażenia ogólnoustrojowego, jeżeli ropa dostanie się do krwiobiegu. Jutro zadzwonię do wetki i ustalimy, co z Misiem zrobić. Musi go bardzo boleć, chociaż apetyt ma idealny, ale ropa miesza się ze śliną i idzie do żołądka...Też źle. Trzeba mu natychmiast pomóc. Może czyszczenie na głupim jasiu?...Nie wiem, co zadecyduje lekarz. Stan zapalny pojawił się dziś, więc może szybko uda się go opanować.
  15. Kaja szerokim łukiem omija pustą budę Misi, a przecież często razem w niej spały. Jakiejś wielkiej tęsknoty nie obserwuję. Kaja ma swoje miejsca, od jakiegoś czasu leży przy samej bramie w ulubionym miejscu pod dębem, ale kiedy brama jest otwierana zawsze grzecznie przeczekuje. Nie rzuca się do wyjścia, nie drapie, wie, że nie tędy droga. Na łąki wychodzimy furtką ;) Ogólnie sunia bardzo dobrze wygląda. Oczyska ma smutne i pyszczek siwy, więc jest raczej nostalgicznie umaszczona. Oczy ma identyczne jak Misia. Widzę w nich Misiorka i smutno mi za nią, ale wiem, że dla kogoś jest psem wytęsknionym, iealnym i najpiękniejszym na świecie.
  16. Pieniążki wpłynęły, dziękuję. U wilków...Misia pojechała jednak po nowe życie do wytęsknionej rodziny, Duke nie żyje, zasnął sobie spokojnie. Herasek rozrabia jak może i nawet ugryzła sąsiada w plecy, bo zbyt się swobodnie, na jej oko, u nas poczuł. Dostała w doopę klapką na muchy i bardzo nakrzyczałam. Sąsiad był w szoku, bo u mnie przecież same staruszki ;) Na plecah jest siniec, bo ząbki to Hera ma precyzyjne. Na szczęście potem już pokornie podeszła sie dać pogłaskać i uszy leżały jak u królika, bo stałam za plecami sąsiada i pokazałam jej klapkę ready jeżeli tylko zobaczę ząb, albo fałdkę na zamszowym pyszczku. Kiedy sąsiad poszedł przybiegła zajrzeć mi w oczy, czy aby na pewno ją jeszcze kocham i czy zostanie pogłaskana ;) Nudzić się z nią ie będziesz. Julki lalka została oskubana z włosów, co było pretekstem do zabawy we fryzjera i wycięcia jej tego, co pozostało. Teraz jest łysa. I co jeszcze Heras nabroił? Regularnie świni łapą w michach z wodą. Uwielbia się pluskać, a łapska ma upiaszczone, więc w michach szybko robi się błotko. Wystawiłam jej Julki niemowlęcą wanienkę i teraz chlupie na cztery łapy ;)
  17. Rano po straszliwej burzy i ulewie pochowałam Duka...Zasnął spokojnie w nocy. A tu Moris. Daje radę i jest straszny piszczek, jak mu człeka brak.
  18. Ostatnie dnie spędzał pod brzózką i już się nie podniósł. Wysiadły mu ślinianki, nie miał śliny do przełykania i trawienia jedzenia. Pił tylko dużo... I ostatnie zdjęcie Duka. Potem już tylko leżał podnosząc łepek na chwilkę tylko. Dostał zastrzyk przeciwbólowy, oraz przeciwzapalny. Organizm kończył swoją pracę...Oczka mu łzawiły. Ostatnie spojrzenie Duka dla tych, którzy ciepło myśleli o tym dumnym, pięknym psie tak brutalnie potraktowanym przez życie. Dzięki waszej dobrej energii kilka miesięcy żył godnie i był kochany, zauważany i szanowany. Żegnaj piesku.
  19. Duke chciał żyć jeszcze troszkę, ale organizm przestawał pracować...Starał się psina żyć jak mógł, walczył, ale pogodził się z końcem, kiedy stracił kontrolę nad swoim wyniszczonym ciałkiem... Odszedł spokojnie w nocy. Zasnął. O 1.30 podniósł jeszcze łepek,kiedy do niego przyszłam, ale zaraz ułożył się z powrotem do snu. Miał dobrą cichą śmierć. Każdemu z was i sobie osobiście takiej życzę. Ostatnie dni Duka począwszy od chwili, kiedy zauważyłam niedowład, czyli od wtorku... Jeszcze podszczekiwał, marszczył pyszczek na Rafiego i interesował się życiem podwórkowym. A kiedy niedomagał bystro, ale i smutno obserwował ŻYCIE wokół. Potem po zastrzykach było lepiej, ale na chwilkę...
  20. Duke umiera sobie powolutku bez lęku. Wokół niego towarzysze życia ostatnich miesięcy, jego kątek, jego kocyki, podusia i ja z Julką, za którą zawsze biegał przewracając się na boki. Wszystko jest blisko w zasięgu łapy. Można spokojnie zasnąć. Odchodzi świadomie uczestnicząc resztkami świadomości w ostatnich chwilach swego psiego życia u nas. Jeszcze podniesie łepek, kiedy usłyszy Bejkowe warkoty na Misia, albo kiedy coś psiego ważnego się dzieje w zasięgu ucha. Kaja podchodzi i wącha Duka co jakiś czas, Carmen waruje na wprost pod drzewem, Misiek wywąchuje resztki z Dukowej przestrzeni, ale to już nie jest takie istotne. Kolacji nie tknął, nie chce już nawet pić. Gaśnie Duczątko.
  21. Sokołek upał przespał leżąc w swojej osobistej budzie, tudzież pod drzwiami na werandzie.
  22. A pudło 8) Jest wszędzie i wszystko go interesuje.
  23. Belu, tu nawet nie chodzi o tęsknotę za Misią, tylko ogólnie Kajeczka jakaś taka biedna....
  24. Wygląda na to, że jednak odchodzi....Podałam mu zastrzyk przeciwbólowy Daszeńki. Najwyżej jej odkupię, gdy ona będzie potrzebować przed śmiercią...Duczątko pogodzone z losem i naturą. Nie zmienił pozycji przez cały dzień. Musiałyśmy go z Julką wciągnąć na kocu do garażu. Totalny bezwład, chociaż czucie w ciele ma. Pije biedak wciąż dużo. Bardzo szybko oddychał, a po Traumeelu się uspokoił i zasnął sobie bezpiecznie z łebkiem na podusi. Jestem co kilka minut i wówczas rzyma mi łepek na kolanach. Bardzo jest spragniony człowieka na wyłączność. Ostatkiem sił zmarszczył pysk i szczeknął na Beja, który się do mnie łasił.
×
×
  • Create New...