Jump to content
Dogomania

Czarodziejka

Moderators
  • Posts

    10672
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by Czarodziejka

  1. Dziękujemy. Nad nami koszmarne burze. O ich sile uprzedziło mnie zachowanie stada jeszcze przed nadejściem. Nagle Grom zaczął siłą pchać się do domu. Musiałam go dosłownie na rękach wynosić, a Daszka machając ogonkiem znalazła się pod furtką!!! Szybkim marszem przemierzyła podwórko, wysiusiała się, pozaglądała do garów, napiła się wody, po czym wlazła do Sokolej budy! Pierwsze pioruny przesiedziała tamże. Sokół wtulony w Misia w jego garażu, obok Ząbalek, który nie znosi psich spoufalań. Hercia z Rafim, Kajka w budzie Misi, Bej nie wiadomo gdzie, Aron z Morisem i Sako, obok, z głową pod kocem na kształt namiotu schował się Gromiś. Po pierwszej fali uderzeń poszłam zobaczyć stan faktyczny, a tu Dasz mi z budy Sokoła wychodzi, ogon macha, zadowolona. Moja mama mówi, że to nawet nie strach przed burzą, ale jakieś prądy ją tak pobudzają. Nie ma w niej żadnej paniki, tylko radosny pyszczek. A może bardziej cieszy ją to, że chodzi niż to, że burza i trzeba się bać. Wyładowania straszne, co chwila nie ma prądu, leje jak z cebra, potem cisza przed burzą i znów to samo. Piekłam ciesto drożdżowe i nie dość, że wylało się z formy pdczas rośnięcia, to wcale się nie upiekło. Jest spalone na zewnątrz i surowe w środku :-? Podobno nie piecze się drożdżówek w burzę. No ale zaczęłam jeszcze przed i myślałam, że się prześliznę 8)
  2. Nikt o Rafcia nie pyta, ale poprosiłam panią z krakowskiej fundacji Ludzie Zwierzętom w Potrzebie, żeby miała na uwadze nasszego sierota. Pani ta wyadoptowała beznadziejny przypadek - Misię do domku z ogrodem. Szukałyśmy bodajże chłopa z ludzkim sercem, który dałby jej miskę strawy i puszczał z łańcucha na noc. A tu spanko w domu na legowisku, kochające dzieci, rodzicie, dziadkowie...Piękna adopcja. Marzę, żeby Rafiemu też się tak trafiło. A ostatnio dostał w zdrowe ucho i doopsko też sprałam. Kiedy chowałyśmy Duka, który odszedł w niedzielę. Rafi z Bejkiem plątali się tu i tam i wreszcie zniknęli na kilka godzin w lesie. Żadnej reakcji na wołanie, hulaj dusza i gułsza. Przywlekli się zziajani po 3 godzinach, Bej wślizgnął się pod furtką, a Rafi jest za duży więc zakotwiczył się pod furtką jedną łapą, a reszta oczekiwała...Bej dostał w doopsko, bo to on jest prowodyrem, a Rafi głupol idzie za nim jak w dym i broni go do upadłego. Tacy straszni przyjaciele ;) W tym tygodniu za TM odszedł Duke, Carmen i Frida...staruszki, a Misia pojechała do nowego domku.
  3. Dasza żyje na przekór wszystkiemu. W upały była dość przytomna i warcząć przeganiała od siebie Herę i Kajkę. Reszta się snuła smętnie lub leżała gdzieś w cieniu. Od kilku dni sama wstaje do wodopoju i idzie na qoopę na zewnątrz. Nie widzę też nigdzie nasiurane...Łapę opatruję codziennie i widocznie już tak nie boli, skoro wstaje i wychodzi. Kiedy widzi, że jestem blisko wstaje i warcząc na wszystkich dokoła idzie się przytulić. Ogonek wciąż chodzi. Mordka zadowolona i bystra. Zamiast Lymphomiosotu podaję jej podobnie działającą Ehinaceę. Apetyt Dasz ma doskonały. Wszystko, co jej smakuje zje, a pietruszki, czy marchewki, o ile nie są odpowiednio drobne zostają obcmoknięte i równo ułożone na brzegu miseczki.
  4. Sako daje radę, apetyt ma ogromny. Upały przetrwał bez szwanku. Dziś lało jak z cebra i leżał na trawie chłonąc deszcz.
  5. Biorąc pod opiekę psy stare, wyniszczone i chore zdaję sobie sprawę, że mogą odejść w każdej chwili. Wierzę jednak, że odchodzą szczęśliwe i w miarę bez bólu. Żyją do ostatniej chwili, a potem zasypiają. Wierzę też, że Bóg ma jakiś plan wobec nich i nagrodę za cierpienie, więc idą w lepsze od moich ręce. Carmen mimo duchoty i osłabienia obszczekała kuriera jak należy, poleżała sobie w ulubionych miejscach. Na kolację nie przyszła, poszła tylko napić się troszkę wody, a zaraz potem ułożyć się na swoim posłanku w garażu. Zasnęła. Frida od rana była na pełnych obrotach, chociaż łepek się trząsł i łapki odmawiały posłuszeństwa. Słyszałam jej podszczekiwanie...Zasnęła plecy w plecy z Aronem, który chyba nawet nie poczuł, że FRida już nie żyje. Psy leżały wokół niej w chłodnym garażu jakby nic się nie stało. Ja też myślałam, że ona sobie drzemie. Misio jest w dobrej formie. Dostaje antybiotyk i z pyska już tak nie cuchnie. Upały znosi bez zarzutu drzemiąc najczęściej w drugim garażu w kątku pod drabiną. Lubi być polewany wodą i bardzo się o to prosi. Taki zmoczony szedł do garażu na piach i było mu dobrze.
  6. JUlka wierzy, że one mają teraz nowe, zdrowe, młode ciałka i skrzydełka i że fruwają wokół domu jako ćmy, a potem znów do nas wrócą w innym wcieleniu. Teraz przechodzi gdzieś obok burza, ale ostatnie dni to był jakiś parny duszny koszmar. Przy każdym oddechu czułam, że wciągam żar do płuc. Psy mają tu chłodne garaże, ale nie wszystkie chcą leżeć w budynku. Odejście Duka nie było powiązane z pogodą, po prostu jego organizm skończył pracę. FRida również odeszła naturalną śmiercią. Trzęsł jej się łepek ostatnio bardziej niż zazwyczaj, potykała się częściej...Upał ją bardzo osłabiał. Jedynie Carmen odeszła nagle. I być może to było serce. Odchudziłam baryłeczkę po zimie, ale w tym roku już tak chętnie nie wybiegała na spacerki. Szła ciężko na swoich schorowanych łapkach, męczyła się, częściej odpoczywała. Bałam się też o Szarika, bo dosłownie człapał ociężale jak nigdy na sztywnych łapach i o Ząbalka bo zapadał mi w te upały w letarg.
  7. Nie sądzę, żeby to było choróbsko. Stadko pod ciągłą opieką lekarki. Duke odchodził kilka dni. Carmen czuła się dobrze cały dzień. Frida była bardzo schororwana i czułam, że wkrótce może nas opuścić, ale nie sądziłam, że tak szybko...Wszystkie psy łączyło to, że były stare i wyniszczone.
  8. FRida była bardzo schorowaną i wyniszczoną sunią. Całą książeczkę ma zapisaną...A jednak tak pięknie sobie tu żyłą i tak nagle odeszła. Tak jak Carmen...
  9. A dziś dołączyła do niej Fridunia...
  10. Dziś umarła Frida, wczoraj Carmen, w niedzielę pochowałam Duka...Tylko Misia pojechała do lepszego świata żywych. Dziś pani dzwoniła, że na Misię czekała cała rodzina. Dzieci były szczęśliwe, że ich Misia do nich wróciła. To nic, że mordka siwa i wyższa jakaś....Misiunia, którą kochają jest znów z nimi. Miałam tyle do napisania po rozmowie z panią...Nie mam sił...Może jutro.
  11. Frida poszła za Carmisią....
  12. Frida też odeszła....:( Kochane suczydełko jeszcze było się ukochać, jeszcze brzuszek wymasowałam, a potem poszła do chłodengo garażu. Myślałam, że sobie śpi.... Czarna seria...boję się jeszcze o Ząbalka, bo też lichuteńki w te upały...
  13. Nie wiem. Po prostu odeszła...Od jakiegoś czasu gorzej chodziła, ale przecież miała już swoje 9 lat i zmiany dysplastyczne. Przyjechała do mnie straszliwie zaniedbana i kiedy poczuła wolność i naszą opiekę, żyła pełnią życia. Zawsze miała wyjątkowy apetyt, humorek. Dostawała regularnie suplementy na stawy. Ogólnie była w bardzo dobrej formie. Martwiła mnie tylko postępująca dysplazja, bo od wiosny Carmen chodziła coraz gorzej pomimo suplementacji...Myślę, że serce Carmisi po prostu stanęło w naturalny sposób. Może miała jakieś ukryte wady, o których nie wiedziałam i których nie podejrzewałam, bo ogólnie była okazem zdrowia i radości życia. Kochaną złośnicą, dominą i opiekunką. U nas są teraz upały, ale i straszliwa, niewyobrażalna przedburzowa duchota. Wyładowania są co kilka dni. Wetki powiedziały, że staruszkom będzie bardzo ciężko w takie pogody...Szarik ledwo chodzi, Ząbal wczoraj wyglądał, jakby właśnie umierał, nawet Gromiś jakiś taki przygaszony...
  14. Dziś znów zapowiada się straszliwy upał. Szaruś tak ciężko stąpa na przednie łapki. W nocy odeszła Carmisia...:(
  15. Carmisia po prostu odeszła...Bez kolacji, której nie tknęła. Pierwszy raz w życiu nie zjadła.
  16. Ja naszego Ząbalka czeszę ludzką szczotką dwustronną z włosiem, bo inne skaczą mu po kościach. Dobre też są zwykłe grzebienie, żeby zczesać kołtunki, jeżeli sią pojawiają, apotem wyszczotkować. Wczoraj ok. 23.00 odeszła Carmisia...:( Zasnęła leżąc obok Daszki. A Daszeńka się trzyma. Zaczęła więcej chodzić i wyszła w nocy na koopę przed garaż. Co prawda załatwiła się w samym wejściu, ale liczy się gest. Apetyt ma wspaniały. Bardzo zrobiła się też szczekliwa. Wczoraj zmieniłam kocyki na nowe, które wysłała nam Alla Chrzanowska. Dziękujemy raz jeszcze! Mam tyle miłych rzeczy do napisania o Daszeńce, a tu łzy się leją po Carmen. Najzdrowszy okaz w stadzie, zawsze w humorku, zawsze cięta na innych, zawsze pierwsza przy misce. Wczoraj pierwszy raz nie tknęła kolacji. I zasnęła na zawsze.
  17. Starość bywa zwodnicza...Walczyłam o Daszkę, potem Duke zaniemógł, a nasza Carmiś była ostatnią sunią w stadzie, o której zdrowie bym się obawiała. Zawsze pierwsza do jedzenia, zawsze przy mnie, zawsze aktywna...Tak mi szkoda maleńkiej...Jeszcze rano obszczekiwała kuriera, a w nocy spoczęła na zawsze. Żegnaj maleńka.
  18. Mój Boże....Carmen nie żyje...
  19. Przechodzi nad nami fala straszliwej duchoty. Jest parno i burze wciąż wiszą w powietrzu. Część z moich staruszków bardzo ciężko ten dzień przechodziła. Natomiast Misio....poczuł chuć do pięknej młodziutkiej Hery i pół dnia rzewnie piskał chodząc za nią i próbując podgarnąć pod siebie jej zwinne wysterylizowane ciałko. A Martika mi prawi, że on jest taki bardzo starutki, że może i 15 lat mieć 8) Poza tym bardzo jest cięty na małego Beja. Zazdrosny na amen i gotów do walki. Klapka na muchy go nie rusza, można przylać i wcale nie czuje, żadnego respektu, zero strachu, normalnie braveheart ;) Reszta, włącznie z moim dzieckiem, na widok uniesionej klapki na muchy robi wszystko, co każę. A Misio ma to w głębokim poważaniu. A że klaps klapką jest praktycznie nieodczuwalny, to Misio uznał, że właśnie zalicza należny mu, przydziałowy masaż i rozpoczął rozkoszne drapanie podbrzusza tylną łapą 8)
  20. Belu, ja mówię o Duku. Dostał zastrzyki, które go przed śmiercią podniosły. Gdyby nie wyniszczenie organizmu, dłaby biedaczek radę...Walczył do końca. To, co zostało po Duku podaję Ząbalkowi, bo się przewraca...
  21. Dziś był taki koszmarny zaduch na dworze, że niektóre staruszki ledwo się snuły, a Ząbalek nieźle mnie nastraszył. Leżał otóż sobie dłuższy czas w jakiejś wymyślnej skulonej pozycji zpełnie bez ruchu, oczy otwarte, zero reakcji na bodźce. Myślałam, że schodzi. Głaskałam, tuliłam, a tu nic. Poszłam po kawałek wędliny, jako ostateczny argument, że to chyba koniec tej kochanej psiny. I jeszcze zanim zdążyłam mu ten plasterek przystawić do nosa zerwał się nasz Ząbal i niemalże wyrwał go z moją dłonią :D Czyli jeszcze pożyje...
  22. Dziś było strasznie parno. Carmiś tak ciężko chodziła, łapki tylne jej sztywniały...:( Nawet na kolację nie przyszła. Zaniosłam jej, ale nie tknęła, pić też nie chce. Leży obok Daszki w garażu na gołym betonie. Zaniosę jej potem miseczkę z samym mięsem. Kiedy troszkę ostygnie. Bardzo ciężki dzień dzisiaj. Fridą wciąż podrzuca, kiedy się nagle przebudzi, Duke leżał zwinięty w kłębek bez ruchu z otwartymi oczami i myślałam, że umiera. Na nic nie reagował. Przyniosłam mu kawałeczek wędlinki i dopiero wtedy ożył z taką siłą, że mogłabym stracić dłoń ;) Na szczęście nic się nie stało, bo szybko puściłam plasterek. Ząbalek też niestety się przewraca...i Sako... Może wykupię Carmen te zastrzyki, które postawiły na nogi Duka?
  23. U mnie totalna znieczulica...Nikomu się oka nie chce otwierać, a co dopiero mówić o łapaniu. Sama walczę.
  24. Kiedy ja zajęta byłam Dukem Julka z kolegą depilowali Sokoła. Strachulec z rozpaczy wlazł do budy, ale toaletę i tak musowo zaliczył ;) A tak to się odbywało.
  25. Ząbalek i niektóre staruszki są takie nieruchawe, że muchy nadgryzają im końcówki uszu. Wsadzają w uszaste ciało swe pijackie trąby i przebijają je. Na powierzchni pojawiają się maleńkie kropelki krwi. Wetka powiedziała, że nie przepędzona mucha potrafi dosłownie wyssać krew. Potem na końcówkach uszu tworzą się strupy. Nie znoszę much i zwalczam je wszelkimi sposobami. W tym roku jest ich wyjątkowo dużo. Wetka poradziła mi przemywać końcówki usząt i zasypywać tetraoksycykliną w proszku. Tak więc czarne uszy Ząbalka mają żółtawe końcówki. Bardzo twarzowe. Biedaczek jest taki śnięty, że wcale nie interesuje go machanie uszami i odganianie much. Ten sam problem ma Misio. U Daszki też jest mały strupek. Kupiłam specjalny środek do malowania ścian przeciwko muchom. Nietoksyczny. Użyję go w garażu, chociaż na zewnątrz też muszyska się pojawiają...
×
×
  • Create New...