Zurdo, dacie radę, musicie dać, a Rasta na pewno czuwa nad Fuksią.
Siły, których się nie spodziewamy drzemią w nas. Trzeba tylko impulsu, który je uwolni. Krótko po tym, jak Sara dotarła do nas rozchorowała się. Miała nieżyt układu pokarmowego. Po pierwszych wymiotach, zanim pojechaliśmy do weta zupełnie mnie sparaliżowało, przestraszyłem się. W gabinecie suńka została położona pod kroplówką, a ja pomyślałem, że zaraz stąd wyjdę, nie wytrzymam. Wytrzymałem. Po diagnozie, już uspokojony wracałem z suńką do domu dzielnie trzymając pudełko z zastrzykami na cały tydzień. Następnego dnia wieczorem zastrzyk robiłem już sam, żeby nie stresować małpiszonka (boi się chodzić do lekarza). Zanim znalazłem w sobie siłę żeby to zrobić upłynęło wiele czasu. Patrzyłem na strzykawkę i przed oczami stawały mi obrazy choroby Norci. Codzienne zastrzyki kroplówki. Po wypłakaniu się i dwóch papierosach (osoba paląca ze mnie) opanowałem drżenie rąk, zrobiłem zastrzyk. Na dniach czeka nas sterylizacja i znowu stres, w końcu to nie jest młodziutka psinka, tylko sunia po przejściach, ale wierzę że będzie dobrze. Musi być.
Trzymajcie się.