Siedzę w domu, oglądam zdjęcia i czuję cholerny smutek. Za krótko Saruśka była z nami. Tyle jeszcze mieliśmy planów na wspólne wędrówki, wyjazdy...
Nie będzie śmiesznej sytuacji działkowej, która powtarzała się zawsze po przyjeździe. Gdy przyjeżdżaliśmy na działkę Saruśka leciała jak dzika do drzwi domku i od razu wpadała na zamknięte drzwi które są za kotarą. Gdy jesteśmy na działce drzwi są otwarte, ale jak przyjeżdżamy to można na nie niechcący wpaść, szczególnie gdy jest się wesołym psem. Takich małych wspomnień mam bardzo dużo, drobiazgi, a powodują od razu łzy, skurcz w gardle.
Najgorsze, że tak będzie przez długi czas. Poprzednią sunię, Norcię pożegnaliśmy 7 i pół roku temu, a dalej zdarza mi się uronić łzę:(
Paskudna sprawa, że psiaki są z nami tak krótko.