Jump to content
Dogomania

Nesiowata

Members
  • Posts

    26691
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    90

Everything posted by Nesiowata

  1. I po kłopocie - mała zgłodniała, znów wszystko jest dobre.
  2. Dziękujemy. Ja tez mam nadzieję, że to przejdzie. Sunia, której już nie ma niemal po każdym szczepieniu przestawała jeść na co najmniej 1 dzień, dlatego na razie jestem spokojna. Mała znów była ze mną u ciotki, została wygłaskana. Tyle, że ta "niedobra' panie nie daje się lizać po twarzy, a mała bardzo to lubi.
  3. Dziś meldujemy się później, ale maiłyśmy trochę spraw do załatwienia. Mała dziś nie chciała rano w ogóle jeść. To chyba jej reakcja na wczorajsze szczepienie. Już wieczorem mało jadła. NA szczęścia pije, zobaczymy jak będzie dalej. A ponieważ jestem w domu sama - przez cały czas jest koło mnie. Dostała piłeczkę i co chwila ją podrzuca, zdolna psinka. Wprawdzie piłeczka jest jakby trochę za dużo dla nie, ale daje radę nosić w pyszczku. Chyba faktycznie na jej boczkach pojawiło się trochę ciałka.
  4. Odebrałam dziś zlecenie na sterylizację małej Ważne jest do końca października.Wstąpiliśmy też do weterynarza. Lalka dziś nie była zbyt przychylnie nastawiona do jakichkolwiek zabiegów. Obejrzał ją dwóch lekarzy i obydwaj podejrzewają, że oprócz guzów ma jeszcze przepuklinę. Wszystko będzie do zrobienia w jednym zabiegu. Ale przepuklinę mogą sprawdzić dopiero po otwarciu. Gdyby faktycznie była - to koszt dopłaty zamknie się kwotą 150 zł plus antybiotyki. Jeśli jej nie będzie, na pewno nie więcej niż 100 zł. Dziś została zaszczepioną łączną szczepionką - koszt 70 zł (wklejam paragon i potwierdzenia, ale p. doktor prosił o wyrozumiałość bo znaczki są wklejone odwrotnie, podobno przy tej pogodzie jeszcze się nie obudził). I dziś suńka była bardzo niezadowolona z zastrzyku. Badanie krwi mamy zrobić około 25 września i wtedy zostanie ustalony przez nich termin zabiegu. Na razie mała ma się regenerować. Cena badania to 60 zł. Opowiedziałam jej historię i jeden z lekarzy żałował bardzo, że nie dostał "właściciela" w swoje ręce. Wyraził się dość niecenzuralnie, za co mnie przepraszał. A w czasie naszej wizyty (drzwi były otwarte) do gabinetu wmaszerowała mała suczka i było zupełnie spokojnie, bez żadnych nieprzyjaznych gestów z obydwu stron.
  5. No niestety - ten psi ideał ma skazę! Wczoraj wieczorem poszła spać do brata i nadal jest u niego! Najzwyczajniej w świecie - zdradziła mnie! Wprawdzie śniadanie zjadła na moich kolanach (nowa forma zaproszenia jej łaskawości do jedzenia) ale znów poszła do niego! Ale on jutro idzie do pracy i znów będzie "skazana" na mnie. Zobaczymy, co będzie w ciągu dnia.
  6. No i chłopak wreszcie się doczekał!
  7. Wszystko się zgadza - psy całe, dom też. Ona chyba przespała ten czas, kiedy była sama zamknięta. Pogoda nadal "wspaniała", więc Szybko trzeba przelecieć kawałek, zrobić co trzeba i biegiem do domu (co i mnie odpowiada). A teraz już można spokojnie poszukać miejsca do leżenia. Mam nadzieję, że jutro załatwimy szczepienie i chociaż z tym będzie spokój. Jak już mówiłam Alaskan - mam zgodę gminy na opłacenie sterylizacji, muszę podjechać odebrać zlecenie i umówić się z weterynarzem na termin. Zobaczymy, czy usunięcie guza zaliczy do sterylizacji, czy też trzeba będzie dopłacać.
  8. Wypada mi tylko podziękować za te słowa. Dziś rano normalny rytuał - mała nauczyła si jeść śniadanie przy mojej nodze - inaczej wybrzydza. Za oknami też normalnie - buro. Nic, tylko dalej spać. Ale ja muszę jechać do lekarza i niestety - zanim brat wróci z pracy, lalunia będzie zamknięta w drugim pokoju. Ciekawa jestem czy uda jej się coś zmalować czy będzie spać. A w nocy jednak łaskawie zeszła na swoje posłanie, tylko Misiek pozostaje wierny do rana. Jutro chyba wybierzemy się na szczepienie coby nikt się nie czepiał. Wczoraj suńka spotkała się z sąsiadką mojej ciotki. Nie przypadły sobie do gustu, chociaż podobne gabarytowo. I nadal wszędzie łazi za mną. A na szczeniaki faktycznie można patrzeć bez przerwy. Zmiana błyskawiczna, a malutki przebija wszystkie. Ten dopiero ma wolę życia.
  9. Kolejny deszczowy poranek. Rano trzeba było psy zapraszać do wystawienia nosa za drzwi, ale jakoś poszło (oczywiście Misiek wyciągnięty na siłę - za jakie grzechy?). Małą do śniadania znów trzeba było "zapraszać", ale jakoś poszło. Noc spędziła ze mną,weszła pod kołdrę, wystawiła łepek na zewnątrz i tak sobie spała.
  10. I jeszcze trochę, chociaż tym razem padał deszcz. Jesteśmy po kolacji, każdy z psów poleguje w innym miejscu (mała znów pod moim krzesłem). Pogoda nas nie rozpieszcza, nie dość,że mokro to i zimno.
  11. Wprawdzie nadal jest buro, ale pokażemy się trochę.
  12. Niech się trochę poprawi pogoda. Na razie buro i ponuro.
  13. My znów z rana. Pogoda nadal nie dla psów - Miśka musiałam wyciągnąć za kark żeby się chociaż wysikał. I powoli zaczynam wierzyć w cuda. Dziś już nie było gotowanego jedzenia i mała obwąchała miskę i odeszła! Miały do jedzenia mięsko z puszki! Moje wylizały i patrzyły ze zdziwieniem, co się dzieje. Zapraszanie nie działało, ona nie będzie jadła i już. Dopiero kiedy dodałam trochę chrupek - zrobiło się dobre. Zaskoczyła mnie totalnie. A noc przespała ze mną i Miśkiem w łóżku. Ponieważ tym razem dziadek znalazł sonie miejsce nad moją głową, Lalka spała w nogach. I na razie tyle. Dzień przed nami.
  14. Cóż pogoda nieciekawa to i psy zmęczone. Ona akurat leży koło moich nóg pod biurkiem. Wszystkie zaspane, czekają abym i ja się położyła. Trochę to jeszcze potrwa, muszą poczekać. Ponieważ już drugi dzień pada - nie ma łażenia po polach i łączce przy trasie, pozostaje chodnik i ewentualnie akurat wykoszony rów. Pewnie trochą za mało. Zwłaszcza, że trawa mokra i wszystkie psy nie są zachwycone kontaktem z takim czymś. Dobrze, że przed wieczorem nie padało i można było chociaż trochę się przejść. Niestety - wszystkie kiedy wystawią nos za drzwi i poczują wilgoć po prostu cofają się. Francuskie pieski, czy co? Jakby życia nie znały. No, ale do dobrego wszyscy przyzwyczajają się szybko, nawet psy. Rano wyciągnęłam ja na smyczy. Dobrze,że ona nie zbyt wiele siły. Misiek wyskoczył tylko na chwilę, wysikał się i momentalnie siedział pod drzwiami, Neska podobnie a Lalka musiała trochę pochodzić. Ale załatwienie swoich spraw i jej nie zabrało dużo czasu. Tylko ja przy okazji co nieco zmokłam. Śniadanie błyskawiczne i dalej w pieluchy. Muszę przyznać, że mała zaczęła trochę wolniej jeść. Już nie jest pierwsza z pustą miską. Misiek wrócił na pozycję lidera w tym temacie. Nawet jeszcze uda mu się coś w jej misce znaleźć. Neska zawsze była powolna i teraz też jest "za Murzynami". Pozdrawiamy wszystkich i do jutra!
  15. Szceniaczki super! Na maluszku nie dałoby się przeciąć deski! Tylko tak dalej. Mordki podobne do mamy, chociaż inny kształt.
  16. Kolejna spokojna noc za nami. Wieczorem łóżko, w nocy posłanie. Siusiu i kupa też były, po śniadaniu nie ma śladu, a "zmęczone" psy śpią. Chyba trzeba iść w ich ślady, bo pogoda pod "Zdechłym Azorkiem".
  17. Cały czas jestem na bieżąco. Ale po cichu.
  18. To prezent ode mnie - trochę dla własnego spokoju.
  19. I znów na raty, bo zapomniałyśmy powiedzie, że przy okazji wczorajszego spacerku po Warszawie napatoczył się sklep zoologiczny. Tak więc panna ma teraz dodatkowo czerwona wąziutka obróżkę (niestety - nie było nic niebieskiego) i adresówkę. Jakoś przeżyła dołączenie nowego "sznurka" do swojej osoby. Dziś pojeździła ze mną na targ, do sklepów, a na koniec w odwiedziny do ciotki. Okazało się jednak, że muszę iść jeszcze kilka rzeczy jej dokupić. Lalka została. Nie słyszałam żeby piszczała. Ale podobno było to bardzo krótko. Zresztą - nie zajęło mi to wiele czasu - sklep blisko, nawet przy kasie było ledwie 3 osoby. Ale panna była bardzo niespokojna, obwiązała ciotce nogi smyczą i w rezultacie musiały wyjść z mieszkania, doprowadziła ją do windy i nie chciała wracać. Nawet próbowała zabrać się z sąsiadem dalej na dół. Pomógł zresztą doprowadzić ją do mieszkania. Zostawili mi otwarte drzwi do korytarza, a Lalunia skakała na wysokość mojej twarzy kiedy wróciłam. I wtedy już położyła się, nie było psa. Chyba uznała, że ją zostawiłam?
  20. Meldujemy się znów z rana. Wszystko w porządku, dworek zaliczony w 100@ (chociaż pada i trudno było wystawić nos za drzwi), śniadanie to chyba dali (ale jakoś śladów po nim nie widać). Chyba trzeba będzie z panią jechać po zakupy (może tak lepiej, bo chyba nie chcę długo zostawać z tą dwójką czarnych). Wczoraj poznałam starszą panią, która bardzo lubi głaskać psy i pozwoliła mi wskoczyć do siebie na kanapę, ale nie chciała abym dała jej buzi, pozwoliła lizać ręce i tak ładnie do mnie mówiła. Kolejna noc za nami. Tym razem miałam w nocy tylko jednego lokatora - Miśka. Mała postanowiła w nocy skorzystać z własnego posłania. A wcześniej byliśmy w Warszawie. Tyle zapachów i ludzi, wszystko do sprawdzenia. I nie było żadnych problemów! Dzielna psica, nawet ruch i hałas na ulicy jej nie przeraził.
  21. No, nie zazdroszczę.
  22. Dziękuję bardzo za ewentualność!
  23. Może jeszcze psy by się zmieściły, ale gdzie dla mnie miejsce?
×
×
  • Create New...