Wczoraj późnym wieczorem znalazłam błąkającego się rodezjana. Przepiękny, ogromny, młody samiec. Bardzo trudno było go złapać ale udało się zwabić go go domu mojej Sąsiadki i tam już go zapielysmy i przestał się bać. Miał czip ale bez rejestracji, nie miał adresatki. Cudem okazało się że na sąsiedniej ulicy mieszkają Panstwo ze związku kynologicznego. Piesio w którym zdążyłam się zakochać pojechał do Pani od rodezjanow. Powiadomiłam schronisko gdyby ktoś go szukał. Akcja w mediach no i dzisisj rano odezwał się właściciel. Dopiero po 15 pojedzie po psa, ma przedstawić wszystkie dokumenty. Niestety to co powiedzial jest dla nas niepokojące - "pierwszy raz nie wrócił na noc do domu"!!!! Pani ze związku ma wszystko prześwietlić. Rodezjan ponad 40kg biega sam po mieście, ludzie są niepoważni. I tak usłyszałyśmy od Pani ze związku, że złapanie go wymagało sporej odwagi bo rodezjany to nie sa Kubusie Puchatki. Na szczęście nie miałam o tym pojęcia :) Teraz się zamartwiam czy to nieodpowiedzialni właściciele:( Cudny, jak się okazało mega miły pies.