Byli u weterynarza nie stwierdził niczego. Oskarek niszczy i szczeka.
Pracowali z behawiorystą , kupili klatkę za jego radą , niestety w klatce rozkrwawia sobie łapy. Są załamani, ale muszą go oddać.
On był młodziutki , teraz to prawie czteroletni pies. Jak go oddać do schroniska , jak ...
Z domu , z kanapy wywalić do kojca:( Przyznam,że ta informacja mnie zabiła.
Jestem wykończona telefonami o Kofi, ledwo się skończyły o szczeniaczki ,a za chwilę malizny Bajki. Od 6 rano do nocy , cały czas dzwoni telefon. O Kofi to prawdziwy Armagedon.
Kiedy zadzwoniła Pani Oskarka nie wiedziałam, że to Ona bo mam nowy telefon i nie przeniosły się kontakty. Myślałam , że to kolejny telefon o Kofi.
Niestety nie:( Od dawna marzę o jednym dniu spokoju ale chyba mam zarezerwowany spokój na cmentarzu centralnym i to tylko w przypadku kremacji.
Przepraszam, za te żale ale naprawdę jestem wykończona. Dziwi mnie tylko, że przez ponad dwa lata nie powiedzieli słowa, nie dali znać.
Co teraz z nim będzie???:(:(:(