-
Posts
13288 -
Joined
-
Last visited
-
Days Won
1
Content Type
Profiles
Forums
Events
Everything posted by ulvhedinn
-
Tylko szkoda, że czasem sprawdzanie może kosztować nasze zwierzę życie :shake: ech, pozostaje sobie tylko życzyć dobrych i sumiennych weterynarzy...
-
Ano właśnie, przyznać sie do niewiedzy :evil_lol: rzadka sprawa. A do Sajo.... owszem, masz rację, że każdy wet studiował te 6 lat. I własnie się zastanawiam, co oni do licha robili w tym czasie? Bo spotkałam juz i takich wetów, u których poziom niekompetencji powala na łopatki. Włącznie z takim, który nie umie robić zastrzyków, zeszyć suki po sterylce (był juz przypadek, że suni się brzuszek rozlazł- podczas snu...) i nie wie, jaki antybiotyk można podać kociętom... i takiego, który pół życia był wetem w rzeźni, oraz hodował byczki na ubój, a teraz jako lżejsza praca zajmuje się leczneniem małych zwierząt. I jeszcze a propos porad forumowych. Oczywiście, że należy zacząc od wizyty u weta, często galopem- i zresztą to najczęściej krzyczą na forum. Ale.... Tyle, co się można dowiedzieć od dziewczyn z forum miau na temat niektórych chorób (m.in. panleukopenii), no... to jeszcze nie spotkałam weta, który by miał taką wiedze. I obawiam sie że to dotyczy nie tylko tego jednego zagadnienia. Ile razy to z forum ktos się dowiedział, jakie badania warto wykonać, albo co jeszcze można zrobić? Wiedza brana z doświadczenia, nie z doświadczenia jednego przypadku, tylko kilkudziesięciu/kilkuset jest nie do przecenienia... Podam przykład. Bianka miała koty. Maluszki przyniosły p. Pierwszy wet nakazał uśpienie całego stada malców, także tych bez objawów "bo i tak padną, za wysoka smiertelnośc itp". Drugi mówił, ze można leczyć, ale to i tak jest bez szans. Za radą Jany podpowiedziałam, żeby w braku kociej surowicy podać caniserin. Mimo oporów i protestów wetów, musiałam ich przekonywać. Te kociaki, które nie miały objawów- żyją do dziś, nie zachorowały.... W przypadku Kra jeden wet pozostawił ja na 10 dni bez pomocy, opartą na maleńkim punkcie biodra (tak sie ułożyła po złamaniu), bez unieruchomienia, leków, diagnozy. Drugi darł się na nas przez telefon, że się "znęcamy nad psem dla własnej satysfakcji i ze mamy go uśpić". Po czym z satysfakcją :angryy: oświadczył, że "miał rację, on wiedział, że ona i tak nie bedzie chodzić". Z "fajnych" przypadków, które znam, to wetka, która kota nie jedzącego, nie pijacego i nie wstającego z bólu, z ogromnym wzdętym brzuchem, mając rtg, oceniła jako "nietrawność"- kot miał skręt jelit. Zajrzyj na PwP, ile tam jest przypadków błędnej diagnozy (choćby Szyszka :angryy:), olania sprawy, albo na odwrót- zwierząt którym pomogły właśnie porady doświadczonych forumowiczów...? Jeszcze innym aspektem jest leczenie psów/kotów z odzysku. Ja nie spodziewam się że wet będzie leczył za darmo. Na leczenie jestem skłonna wydać naprawdę bardzo dużo. Za to oczekuję, że potraktuje bezdomne zwierzę z taką sama troską i uwagą, jak rasowego niunia za ciężkie tysiące... a niestety juz wielokrotnie zetknełam sie z olewczym podejściem do moich i niemoich bezdomniaków. I co ciekawe, najsumienniej leczą moje brzydkie, stare kundle i zasrane kociaki z piwnicy ci weci, którzy najchetniej udzielaja rabatów- najwyraźniej to kwestia serca... I kolejna sprawa- weci, którzy do dziś wciskają ciemnotę, ze suczka, czy kotka musi raz mieć małe. :mad::angryy::mad: Owszem, mam kilku zaufanych, wspaniałych wetów i trochę takich, do których mam ograniczone zaufanie, ale sa "znośni". I kilku genialnych...
-
Moim zdaniem te tiki po pierwsze nie są AŻ takie straszne, po drugie w spokojnym miejscu sunia wyciszyła by sie i to na pewno by zmniejszyło objawy, po trzecie, bywa i tak, ze objawy newurologiczne po nosówce z czasem w ogóle staja się coraz lżejsze. A poza tym przydała by sie małej diagnostyka i konsultacja u dobrego neurologa... A na usypianie zawsze jest czas. To że my cierpimy patrzac na pieska, to jeszcze nic, ważne żeby on był szczęśliwy. Wg. zwykłych ludzi moje psy wszystkie kwalifikują sie do uśpienia, bo są "biedne"... Cholera, czemu ja mam tak mało miejsca...? :placz:
-
Z Żyrardowa do Krakowa, czyli Makumba zmienila adres! ...MUCHOMOREK [']
ulvhedinn replied to fona's topic in Już w nowym domu
W pełni sie zgadzam z Zosią. Rozbrykany kociak to pikuś i małe piwko... Niestety z czasem zwierzak się starzeje i wtedy może cię obudzić juz nie łapką pod pachą, tylko kałużą pod plecami. Tak było u mnie, kiedy moja Koralinka dożywała swoich lat. A rano trzeba było wstać na studia. Było i tak, że trzy razy wstawałam, żeby zmienić pościel. A jeśli sie trafi nie daj Boże wypadek? Ot, czarny scenariusz- kręgosłup... Co wtedy? Porzucisz zwierzaka jak została porzucona Kraksa? Bo sika, kupka, trzeba pilnować, odciskać..? Pewnie będę brutalna, ale na razie odpuść sobie posiadanie zwierzaka. aż dojrzejesz na tyle, żeby zrozumieć, że to decyzja na dobre i złe.... A szczególnie daruj sobie persa, proooszęęę.... to kot wymagający szczególnego zajęcia, trzeba szczotkować, czasem myć pupę, sierść fruwa radośnie absolutnie wszędzie. I zapewniam cie ze "kaleka" z niego żaden- mój 13-latek potrafi dalej bawić się jak dzieciak, jak był młody, to szalał dokładnie tak samo jak każdy kot, a na miłość (czytaj udeptywanie, motorek i mizianie pani łapką po nosiw) zbiera mu sie o najdzikszych porach (np. 6 rano, albo 3 w nocy :evil_lol:)... Chyba, że kupisz "persa" pluszowego, może byc interaktywny :diabloti: -
Którego sklepu? Na szczęście Kra nic takiego nie robi, ale jesli pies jest sparaliżowany całkiem i nierokująco, to w ostateczności trzeba będzie przemyśleć amputację... Czasem sie zdarza, że zwierzę nie czujac jakiejś części ciała traktuje ja jako "balast", coś co sie uczepiło, a własnozębne obgryzanie może się źle skończyć. Można też na początek spróbować odwracania uwagi i zabezpieczania ogona, może pies nie ma wystarczajacej dawki zajęcia i robi to z nudów i frustracji. I trzecia możliwość, że np. jakiś nerw jest uciskany, badź uszkodzony częściowo i w ogonie powoduje niemiłe uczucie, dyskomfort.
-
LISIA- maleńka. MA DOM! :) Są nowe fotki z domku :)
ulvhedinn replied to Mysia_'s topic in Już w nowym domu
Ale za to jak cieplutko!!!! ;) -
[B]NO I CO?????[/B] :mad:
-
No bo.... Pałek kiedyś był agresywny (taki się ulągł już) i postanowiłam, że będę mieć przyjazne gościom zwierzęta i chyba mi za dobrze wyszło ich wychowywanie w tym kierunku :evil_lol: Wyników Pałka nie ma. Z bardziej smutnych smutków.... umiera kot cioci Maciek :placz: jeszcze spróbujemy powalczyc, ale wyniki są fatalne, ma ostrą niewydolnośc nerek po narkozie... :-(
-
zapaść tchawicza - czy operacja pomoże?
ulvhedinn replied to iza_szumielewicz's topic in Laryngologia
Mogę się u Was wyżalić??? Kot nam umiera, wet nie widzi nadziei :-( Ukochany przez moją ciotkę stary bandyta Maciek :-( Ostra niewydolność nerek po narkozie, musiał mieć zrobioną paszcze, bo była jedna ropa, bardzo cierpiał.... -
Nietoperz? Toperz? [IMG]http://img261.imageshack.us/img261/1425/agf00003ct5.jpg[/IMG] Ta dziwna z prawej strony paszcza, to wielka dziura i obisła warga po opercji nadziąślaka. Teraz juz wygląda lepiej;) Hyc!!!! [IMG]http://img412.imageshack.us/img412/9909/agf00006dd9.jpg[/IMG] ....biedny "staruszek" po opercji, tiaaa..... KrAksa w dołku :evil_lol: [IMG]http://img84.imageshack.us/img84/8286/agf00011cs8.jpg[/IMG]
-
Fotki z niedzieli som::cool3: [IMG]http://img517.imageshack.us/img517/1628/agf00001kk3.jpg[/IMG] Potffory w lesie... [IMG]http://img261.imageshack.us/img261/7108/agf00058ih7.jpg[/IMG] Zdemolować!!!!! Zjeść!!!!! ...i co z tego, że mi wszystko na głowę zjechało :eviltong: [IMG]http://img261.imageshack.us/img261/6144/agf00059jx7.jpg[/IMG] Patycek!!!! Wyrwać patycka!!!!!! [IMG]http://img292.imageshack.us/img292/449/agf00060ze9.jpg[/IMG] Dooobraaa.... a teraz co? [IMG]http://img205.imageshack.us/img205/2865/agf00004of9.jpg[/IMG] O, ciocia też ma patycka!!! Daj patycka, daj, daj, daaawaaaaj!!!!!
-
Jak reagujecie na chamstwo innych psiarzy?
ulvhedinn replied to Gosia>>>'s topic in Wszystko o psach
[quote name='Berek']Dorosłe psy które mają aż tak silną potrzebę "zabawy" (sic!) z psami obcymi i/lub znanymi z psich parków zostaly przez swoich właściieli starannie NAUCZONE, że od nich, tj. od wlascicieli, żadnych atrakcji spodziewać się nie należy. Toteż realizują swoje potrzeby współpracy, integracji ze stadem w sposob zastępczy. :roll: Po prostu.[/quote] Berek, to mi wyjasnij, dlaczego moja Kra, NAUCZONA współpracy ze mną (co zreszta uważa za najlepszą rozrywkę), regularnie trenowana, także na "myślące zabawy" i w domu i na spacerze- równocześnie uwielbia ganianie i zabawy z innymi psami? I owszem pozwalam jej na to, bo widzę, że takie rozrywki zaspokajają w niej jakąś potrzebę. Spacer złożony i z pracy ze mna i z szaleństw z psami ewidentnie jest dla niej ciekawszy i bardziej satysfakcjonujący niż tylko ćwiczenia i zabawa ze mną. Aha- żeby nie było, nasza "współpraca" to nie tylko suchy trening, ale także szaleństwo i ganianki. ;) A poza tym jak napisała Vectra, niektórych psów nie da sie zmęczyć "osobiście" :evil_lol: A co do Władczyni- ja mam tylko jedno zastrzeżenie- hmm.... zbytnia agresja i "monopol na rację" :evil_lol: Natomiast bardzo sie cieszę z faktu, że ma tak znakomicie wychowanego psa (i oby było więcej takich ludzi i psów), bo z doświadczenia wiem, że niewychowany pies o takim potencjale jak JRT to bomba zegarowa. Prędzej czy później ucierpi albo on, albo inny zwierz. Zresztą to nie dotyczy tylko określonych rasowców/nibyrasowców, sama mam takiego wypierdka, totalne kundliszcze 8 kg i wiem, co mógłby zrobić (a czego nie robi po wieloletniej nauce :evil_lol:). A z drugiej strony nieopanowana agresja może takiego nawet groźnego, malca zaprowadzić prosto w zęby większego agresora... -
Ja jeszcze dodam, ze zabieranie psa w najróżniejsze miejsca, nowe sytuacje nie tylko buduje relację pies-człowiek, ale pozwala wychować sobie psa pewnego siebie, który na nowośc nie zareaguje paniką. Oczywiście jeśli już mamy panikarza, to wszelkie nowości wprowadzamy po odrobince, zachowując się cały czas normalnie (żadnegi niuniania, pocieszania). W ten sposób udało mi się wychować psa, który jeździł ze mną absolutnie wszędzie, gdzie nas wpuścili, włącznie z wykopaliskami archeologicznymi, praktykami w terenie, fastiwalem celtyckim, koncertem i imprezą, gdzie było 5 tys. luda. ;) Wszędzie zachowywał się spokojnie, w wyluzowany sposób, nie plątał pod nogami, nikomu nie przeszkadzał. Kiedy nie przemieszczał się wraz ze mną, to spał, albo leżał w dogodnym miejscu obserwacyjnym :evil_lol: A nie jest to pies z natury łatwy, ani spokojny...
-
Jak reagujecie na chamstwo innych psiarzy?
ulvhedinn replied to Gosia>>>'s topic in Wszystko o psach
[quote name='Malati']Mam psa najcudniejszego mojego, który po pogryzieniu przez owczarka jest w połowie sparaliżowany, dokładniej prawą stronę ciała ma nie w pełni sprawną, a że ma ok 17-20 lat sprawności nie odzyska już na pewno, co powoduje, że chodzi w taki dość specyficzny sposób. Mimo tego jest psem pełnym radości i chęci życia. Po prostu porusza się wolniej (w zasadzie poruszał się ale to długa historia) Kiedyś poszłam z nim i z sukami na spacer i pani, najwyraźniej "wielka miłośniczka" zwierząt podeszła do nas spoglądając to na mnie to na Kaja potępieńczo jakbym jakaś złą wywłoką była. Przez chwilę się przyglądała po czym nie owijając w bawełnę rzekła pełnym uniesienia i zbolałego współczucia głosem "- Ojej czy nie byłoby lepiej go uśpić, bo nie chodzi pani w pełni dobrze?" Tego dnia mój humor nie był najlepszy, zresztą takie rady też go nie poprawiają więc niemal natychmiast odpowiedziałam - "A czy pani chciałaby żeby panią uśpić" Pani się zmieszała, spojrzała pod nogi i już bez tego nadęcia w głosie odpowiedziała (przynajmniej tak myślę, ze to to znaczyło bo było bardzo ciche) - nie, nie chciałabym - po czym śpiesznie oddaliła się od nas.[/quote] Och jak ja takich "miłośników" nie cierpię :mad: i niestety, ale moje odpowiedzi sa znacznie mniej stonowane ( a mam sunię na wózku i drugą niewidomą :diabloti:)... A co do psich łączek. Ja je lubię :evil_lol: Bo taka np. Kra kocha towarzystwo innych psów, wspólne ganianie, zabawy, przeciąganie sznura itp. a w domu zaden pies nie dorównuje jej temperamentem i siłą. I owszem czasem stoję z innymi właścicielami i się gapię jak mój zwierz szaleje :cool3: bardzo się ciesząc, że się może trochę zmęczy. ...a praca ze mną to zupełnie inna sprawa, wtedy pies jest skupiony i stanowię dla niego centrum wszechświata. Faktem jest, że mogę Krakulę odwołać z każdej zabawy, jeśli nie posłucha hasła "do mnie", to mamy jeszcze jedno- "idęę sobieee"- i wtedy lepiej nie stać na linii pies-pańcia :evil_lol: Nie skutkuje tylko w jednym przypadku: JEŻ. -
Przyznam, że to bardzo prawdopodobne rozliczenie, tak się zbieram i zbieram do zrobvienia porządnej buchalterii, brrr... :oops: Przyjazd, tzn. termin, jest uzależniony od paru czynników (transport, drzwi itp;)), ale myslę że do połowy lutego, jesli nie wcześniej, czyli w styczniu... oczywiście uprzedzę i mam nadzieje, że tym razem dotrę za dnia:oops: Może się w końcu dodzwonię, mam lepszy telefon dzięki Rossie :lol: