-
Posts
11789 -
Joined
-
Last visited
-
Days Won
23
Content Type
Profiles
Forums
Events
Everything posted by AgaG
-
[quote name='lilith27']dlaczego przychylne teksty pisze ta sama autorka?[/QUOTE] na temat nieobiektywizmu, stronniczości i mijania się z prawdą Anny Gorczycy już pisaliśmy list (po jej pierwszym arykule w rzeszowoskim dodatku GW) do redaktora naczelnego Gazety Wyborczej, ale teksty tej Pani to taka żenada, że nawet szkoda się tym dłużej zajmować :)
-
po przypomnieniu przez wellington (dla wygody czytających) wniosku o udostępnienie informacji publicznej, wstawiam list, który poszedł do Głównego Lekarza Weterynarii oraz do wiadomości wszystkich tych, którym dostarczaliśmy do wiadomości nasz list otwarty oraz wniosek o udostępnienie informacji publicznej. Janusz Związek 6.10.2011 Główny Lekarz Weterynarii ul. Wspólna 30 00-930 Warszawa Wniosek o interwencję W związku z listem otwartym do Janusza Chodorowskiego, Prezydenta Miasta Mielec, w sprawie wstrzymania zaplanowanego na 7-8 października transportu ok. 70 psów do Niemiec, pod którym podpisało się już 238 osób, kieruję do Pana w imieniu własnym i innych sygnatariuszy listu wniosek o podjęcie pilnej interwencji w tej sprawie. W szczególności, proszę o wyjaśnienie, czy Powiatowy Lekarz Weterynarii w Mielcu, dopuszczając do kolejnego już transportu psów do Niemiec, w sposób właściwy wywiązuje się z obowiązku nadzoru nad przestrzeganiem przepisów ustawy o ochronie zwierząt oraz zwracam się o podjęcie odpowiednich działań w tym zakresie, włącznie ze wstrzymaniem zaplanowanej wysyłki. Nasz niepokój o to, czy psy traktowane są humanitarnie, a więc zgodnie z ustawą o ochronie zwierząt, bierze się m.in. z faktu, że – jak wynika z pozyskanych przez nas informacji - żadna polska instytucja, czyli ani mieleckie schronisko, ani Mieleckie Towarzystwo Ochrony Zwierząt, ani Powiatowy Lekarz Weterynarii nie przeprowadzają w ogóle kontroli podopcyjnych na terenie Niemiec, podczas gdy psy wysyłane są tam masowo od kilku lat. Jest to zachowanie zupełnie niezrozumiałe i nieracjonalne, które według naszej oceny w sposób automatyczny stwarza z jednej strony pole do poważnych nadużyć, o których mowa m.in. w art. 6 ustawy, a z drugiej strony – możliwość ich tuszowania. Pozwolę sobie również zauważyć, że zgodnie z art. 6 pkt 2 ust. 6 ustawy o ochronie zwierząt, zabronione są: „transport zwierząt (…), przenoszenie lub przepędzanie zwierząt w sposób powodujący ich zbędne cierpienie i stres”. Natomiast, jak wynika z uzyskanych przez nas informacji, mieleckie psy mają trafić w znacznej mierze nie do nowych właścicieli (z którymi powinny być zawierane umowy adopcyjne przekazywane następnie polskim instytucjom, w tym Powiatowemu Lekarzowi Weterynarii), ale do tymczasowych miejsc pobytu. Takie postępowanie według naszej oceny wypełnia przesłanki narażania psów na „zbędne cierpienie i stres”, zwłaszcza biorąc pod uwagę fakt, że gdy taki scenariusz był stosowany podczas poprzednich wysyłek mieleckich psów do Niemiec, kończyło się to m.in. brakiem właściwej opieki i ucieczkami psów, co możemy stosownie udokumentować. Mamy również poważne obawy, czy Powiatowy Lekarz Weterynarii w ogóle dysponuje jakimikolwiek umowami adopcyjnymi zawieranymi w ostatnich latach na terenie Niemiec. Publiczne wystąpienia jego przedstawicieli zdają się potwierdzać, że nie dysponuje nimi, a być może nawet nie jest zorientowany co do wszystkich faktów związanych z wysyłkami. Tym bardziej zastanawiające i niepokojące jest to, że Mieleckie Towarzystwo Ochrony Zwierząt, które jest organem prowadzącym dla schroniska, w dalszym ciągu nie udostępniło nam informacji publicznej w zakresie ujawnienia: [FONT=Symbol]· [/FONT]wszystkich umów i aneksów na podstawie których mieleckie schronisko treści wysyłało psy do Niemiec w latach 2007-2011; [FONT=Symbol]· [/FONT]dokumentacji dotyczącej poszczególnych transportów zwierząt, w tym kompletnych list psów wysyłanych do Niemiec w latach 2007-2011; [FONT=Symbol]· [/FONT]szczegółowego wykazu odnośnie imion, nazwisk i adresów osób, które zaadoptowały w Niemczech psy wywiezione z mieleckiego schroniska w latach 2007-2011; [FONT=Symbol]· [/FONT]szczegółowego wykazu, obejmującego losy i adresy pobytu wszystkich psów wywiezionych z mieleckiego schroniska w latach 2007-2011, które nie zostały adoptowane w Niemczech; [FONT=Symbol]· [/FONT]pełnej dokumentacji na temat stosowanych przez schronisko procedur i wyników kontroli wobec dalszych losów psów wywiezionych do Niemiec w latach 2007-2011. W świetle powyższych argumentów, nie wyobrażamy sobie, aby mogło dość do kolejnej, zaplanowanej na 7-8 października wysyłki mieleckich psów do Niemiec. W tym miejscu pragnę zauważyć, że powyższe argumenty zostały przedstawione do rozważenia Podkarpackiemu Wojewódzkiemu Lekarzowi Weterynarii Mirosławowi Welzowi, którego listowna odpowiedź świadczy najwyraźniej o tym, że albo nadal nie rozumie istoty zagadnienia, albo usiłuje stworzyć takie wrażenie, zważywszy, że podległe mu służby bez żadnych przeszkód umożliwiały masowy wywóz mieleckich psów do Niemiec co najmniej od czterech lat. Zdajemy sobie sprawę, że ustawa o ochronie zwierząt jest pod pewnymi względami niedoskonała, tym niemniej oświadczenie Pana Welza, iż organy Inspekcji Weterynaryjnej nie posiadają żadnych umów adopcyjnych wywożonych masowo psów, wskazują co najmniej na bezmyślność i niezrozumienie swojej roli. Otóż, po pierwsze należy zauważyć, że psy przebywające w mieleckim schronisku podlegają przepisom ustawy o ochronie zwierząt, która zapewnia im humanitarne traktowanie, a po drugie – odpowiedzialność za nadzór nad przestrzeganiem zapisów ustawy ponoszą lokalne służby weterynaryjne. Jeżeli – jak przyznaje Pan Welz – lokalne organy Inspekcji Weterynaryjnej, wydając zezwolenia na kolejne wywózki psów do Niemiec, nie mają pojęcia, gdzie one trafiają, to o jakimkolwiek nadzorze nie ma mowy. Oznacza to przyznanie się do tego, że psy mogą być wydawane byle komu i wywożone byle gdzie, a rola urzędników sprowadza się do przybijania pieczątek. Kolejnym wyrazem ignorancji Pana Welza jest stwierdzenie, iż „należy uznać, przy braku w tym względzie innych regulacji prawnych, że wyłącznie służby niemieckie są właściwe do prowadzenia kontroli poadopcyjnych na terenie Niemiec, w przypadkach kiedy zachodzą przesłanki naruszenia przepisów o ochronie zwierząt”. Oznacza to, że lokalne służby weterynaryjne, nie tylko nie mają pojęcia, gdzie trafiają wywożone psy, ale także w ogóle nie monitorują ich dalszych losów. W tej sytuacji kuriozalna jest próba cedowania własnej odpowiedzialności za przestrzeganie polskiej ustawy o ochronie zwierząt na niemieckie służby i niemieckie ustawodawstwo. Tak się bowiem składa, że Pan Welz jest polskim urzędnikiem i obowiązuje go polskie prawo, a jego peany na rzecz niemieckich rozwiązań, w obliczu własnych zaniechań i własnej ignorancji są żałosne. W tej sytuacji nie dziwi specjalnie całkowity brak reakcji na nasz zarzut, że zgodnie z art. 6 pkt 2 ust. 6 ustawy o ochronie zwierząt zabronione są: „transport zwierząt (...), przenoszenie lub przepędzanie zwierząt w sposób powodujący ich zbędne cierpienie i stres”. Tak, uważamy, że wywożenie psów do tzw. tymczasowych miejsc pobytu w Niemczech naraża je na „zbędne cierpienie i stres”, a odpowiedzialność za taki stan rzeczy spoczywa także na miejscowych służbach weterynaryjnych. Odpowiedź Pana Welza jeszcze bardziej utwierdza nas w tym przekonaniu. Zdumiewają przy tym wyrwane z kontekstu i nieprzystające do treści naszego wniosku uwagi Pana Welza odnośnie ustawy o informacji publicznej oraz kodeksu postępowania karnego, które dowodzą tylko tego, że jego ignorancja nie ma żadnych granic. W tym miejscu przypomnę, że sygnatariusze listu otwartego domagają się wyjaśnienia wszelkich wątpliwości związanych z masowymi wysyłkami mieleckich psów do Niemiec. Odpowiedź Pana Welza tylko potęguje nasz niepokój i nie wyjaśnia żadnej z nich. Z jednym wyjątkiem – całkowity brak nadzoru nad przestrzeganiem przepisów ustawy o ochronie zwierząt zasługuje w tym przypadku bez wątpienia na finał sądowy. W świetle powyższych argumentów powtórzę – nie wyobrażamy sobie, aby w tej sytuacji mogło dojść do kolejnej, zaplanowanej na 7-8 października wysyłki mieleckich psów do Niemiec. Z poważaniem Agnieszka Wypych
-
W związku z brakiem właściwej reakcji prezydenta Mielca Janusza Chodorowskiego na nasz list otwarty w sprawie wstrzymania wysyłki mieleckich psów do Niemiec, w dniu 07.10.2011 r. został skierowany do Najwyższej Izby Kontroli wniosek o przeprowadzenie szczegółowej kontroli w zakresie realizacji obowiązków nałożonych na tego pana przez ustawę o ochronie zwierząt. Pismo w tej sprawie, przygotowane przez naszą koleżankę – Aleksandrę Knapczyk-Kłodzińską z Komitetu Założycielskiego Stowarzyszenia „Interwencja dla Zwierząt” dotyczy nie tylko wieloletniego dopuszczania do wysyłek mieleckich psów do Niemiec, ale także innych aspektów jego działalności w tym zakresie. Aby nie ułatwiać tuszowania zgromadzonych dowodów, treść naszego wniosku objęta jest na razie tajemnicą. W najbliższym czasie poinformujemy o kolejnych krokach prawnych w tej sprawie. Agnieszka Wypych Sygnatariusz Listu Otwartego Komitet Założycielski Stowarzyszenia „Interwencja dla Zwierząt”
-
Stowarzyszenie „Interwencja dla Zwierząt” Kochani, pragnę Was poinformować, że uformował się komitet założycielski Stowarzyszenia „Interwencja dla zwierząt”. Naszym celem jest zapobieganie masowym i niekontrolowanym wysyłkom zwierząt za granicę, które często kończą się dla nich tragicznie. Wymaga to z jednej strony nowelizacji obowiązującego prawa, a z drugiej pociągnięcia do odpowiedzialności tych, którzy inicjując i przyzwalając na takie praktyki, narażają zwierzęta na niebezpieczeństwo. To najpilniejszy, ale nie jedyny cela naszego Stowarzyszenia. W dalszej kolejności będziemy dążyć do wprowadzenia w Polsce ustawowego obowiązku sterylizacji oraz kastracji psów i kotów, likwidacji pseudohodowli oraz ustanowienia cywilizowanych standardów opieki nad zwierzętami w schroniskach. Liczymy na Wasze wsparcie! Wszyscy chętni, którzy chcą przystąpić do naszej inicjatywy, proszę o przesłanie swoich danych (osoby zalogowane na dogomanii wraz z nickiem) na adres mailowy [email protected]
-
Kochani, wklejam wniosek o interwencję skierowany przez nas do Głównego Lekarza Weterynarii. Jest to także nasza odpowiedź na pismo Podkarpackiego Wojewódzkiego Lekarza Weterynarii, które świadczy o tym, że albo nie rozumie on istoty zagadnienia, albo usiłuje stworzyć takie wrażenie, zważywszy, że podległe mu służby bez żadnych przeszkód umożliwiały masowy wywóz mieleckich psów do Niemiec, co najmniej od czterech lat. (o zawiązanym komitecie założycielskim Stowarzyszenia "Interwencja dla Zwierząt" napiszę później) Janusz Związek 6.10.2011 Główny Lekarz Weterynarii ul. Wspólna 30 00-930 Warszawa Wniosek o interwencję W związku z listem otwartym do Janusza Chodorowskiego, Prezydenta Miasta Mielec, w sprawie wstrzymania zaplanowanego na 7-8 października transportu ok. 70 psów do Niemiec, pod którym podpisało się już 238 osób, kieruję do Pana w imieniu własnym i innych sygnatariuszy listu wniosek o podjęcie pilnej interwencji w tej sprawie. W szczególności, proszę o wyjaśnienie, czy Powiatowy Lekarz Weterynarii w Mielcu, dopuszczając do kolejnego już transportu psów do Niemiec, w sposób właściwy wywiązuje się z obowiązku nadzoru nad przestrzeganiem przepisów ustawy o ochronie zwierząt oraz zwracam się o podjęcie odpowiednich działań w tym zakresie, włącznie ze wstrzymaniem zaplanowanej wysyłki. Nasz niepokój o to, czy psy traktowane są humanitarnie, a więc zgodnie z ustawą o ochronie zwierząt, bierze się m.in. z faktu, że – jak wynika z pozyskanych przez nas informacji - żadna polska instytucja, czyli ani mieleckie schronisko, ani Mieleckie Towarzystwo Ochrony Zwierząt, ani Powiatowy Lekarz Weterynarii nie przeprowadzają w ogóle kontroli podopcyjnych na terenie Niemiec, podczas gdy psy wysyłane są tam masowo od kilku lat. Jest to zachowanie zupełnie niezrozumiałe i nieracjonalne, które według naszej oceny w sposób automatyczny stwarza z jednej strony pole do poważnych nadużyć, o których mowa m.in. w art. 6 ustawy, a z drugiej strony – możliwość ich tuszowania. Pozwolę sobie również zauważyć, że zgodnie z art. 6 pkt 2 ust. 6 ustawy o ochronie zwierząt, zabronione są: „transport zwierząt (…), przenoszenie lub przepędzanie zwierząt w sposób powodujący ich zbędne cierpienie i stres”. Natomiast, jak wynika z uzyskanych przez nas informacji, mieleckie psy mają trafić w znacznej mierze nie do nowych właścicieli (z którymi powinny być zawierane umowy adopcyjne przekazywane następnie polskim instytucjom, w tym Powiatowemu Lekarzowi Weterynarii), ale do tymczasowych miejsc pobytu. Takie postępowanie według naszej oceny wypełnia przesłanki narażania psów na „zbędne cierpienie i stres”, zwłaszcza biorąc pod uwagę fakt, że gdy taki scenariusz był stosowany podczas poprzednich wysyłek mieleckich psów do Niemiec, kończyło się to m.in. brakiem właściwej opieki i ucieczkami psów, co możemy stosownie udokumentować. Mamy również poważne obawy, czy Powiatowy Lekarz Weterynarii w ogóle dysponuje jakimikolwiek umowami adopcyjnymi zawieranymi w ostatnich latach na terenie Niemiec. Publiczne wystąpienia jego przedstawicieli zdają się potwierdzać, że nie dysponuje nimi, a być może nawet nie jest zorientowany co do wszystkich faktów związanych z wysyłkami. Tym bardziej zastanawiające i niepokojące jest to, że Mieleckie Towarzystwo Ochrony Zwierząt, które jest organem prowadzącym dla schroniska, w dalszym ciągu nie udostępniło nam informacji publicznej w zakresie ujawnienia: [FONT=Symbol]· [/FONT] wszystkich umów i aneksów na podstawie których mieleckie schronisko treści wysyłało psy do Niemiec w latach 2007-2011; [FONT=Symbol]· [/FONT] dokumentacji dotyczącej poszczególnych transportów zwierząt, w tym kompletnych list psów wysyłanych do Niemiec w latach 2007-2011; [FONT=Symbol]· [/FONT] szczegółowego wykazu odnośnie imion, nazwisk i adresów osób, które zaadoptowały w Niemczech psy wywiezione z mieleckiego schroniska w latach 2007-2011; [FONT=Symbol]· [/FONT] szczegółowego wykazu, obejmującego losy i adresy pobytu wszystkich psów wywiezionych z mieleckiego schroniska w latach 2007-2011, które nie zostały adoptowane w Niemczech; [FONT=Symbol]· [/FONT] pełnej dokumentacji na temat stosowanych przez schronisko procedur i wyników kontroli wobec dalszych losów psów wywiezionych do Niemiec w latach 2007-2011. W świetle powyższych argumentów, nie wyobrażamy sobie, aby mogło dość do kolejnej, zaplanowanej na 7-8 października wysyłki mieleckich psów do Niemiec. W tym miejscu pragnę zauważyć, że powyższe argumenty zostały przedstawione do rozważenia Podkarpackiemu Wojewódzkiemu Lekarzowi Weterynarii Mirosławowi Welzowi, którego listowna odpowiedź świadczy najwyraźniej o tym, że albo nadal nie rozumie istoty zagadnienia, albo usiłuje stworzyć takie wrażenie, zważywszy, że podległe mu służby bez żadnych przeszkód umożliwiały masowy wywóz mieleckich psów do Niemiec co najmniej od czterech lat. Zdajemy sobie sprawę, że ustawa o ochronie zwierząt jest pod pewnymi względami niedoskonała, tym niemniej oświadczenie Pana Welza, iż organy Inspekcji Weterynaryjnej nie posiadają żadnych umów adopcyjnych wywożonych masowo psów, wskazują co najmniej na bezmyślność i niezrozumienie swojej roli. Otóż, po pierwsze należy zauważyć, że psy przebywające w mieleckim schronisku podlegają przepisom ustawy o ochronie zwierząt, która zapewnia im humanitarne traktowanie, a po drugie – odpowiedzialność za nadzór nad przestrzeganiem zapisów ustawy ponoszą lokalne służby weterynaryjne. Jeżeli – jak przyznaje Pan Welz – lokalne organy Inspekcji Weterynaryjnej, wydając zezwolenia na kolejne wywózki psów do Niemiec, nie mają pojęcia, gdzie one trafiają, to o jakimkolwiek nadzorze nie ma mowy. Oznacza to przyznanie się do tego, że psy mogą być wydawane byle komu i wywożone byle gdzie, a rola urzędników sprowadza się do przybijania pieczątek. Kolejnym wyrazem ignorancji Pana Welza jest stwierdzenie, iż „należy uznać, przy braku w tym względzie innych regulacji prawnych, że wyłącznie służby niemieckie są właściwe do prowadzenia kontroli poadopcyjnych na terenie Niemiec, w przypadkach kiedy zachodzą przesłanki naruszenia przepisów o ochronie zwierząt”. Oznacza to, że lokalne służby weterynaryjne, nie tylko nie mają pojęcia, gdzie trafiają wywożone psy, ale także w ogóle nie monitorują ich dalszych losów. W tej sytuacji kuriozalna jest próba cedowania własnej odpowiedzialności za przestrzeganie polskiej ustawy o ochronie zwierząt na niemieckie służby i niemieckie ustawodawstwo. Tak się bowiem składa, że Pan Welz jest polskim urzędnikiem i obowiązuje go polskie prawo, a jego peany na rzecz niemieckich rozwiązań, w obliczu własnych zaniechań i własnej ignorancji są żałosne. W tej sytuacji nie dziwi specjalnie całkowity brak reakcji na nasz zarzut, że zgodnie z art. 6 pkt 2 ust. 6 ustawy o ochronie zwierząt zabronione są: „transport zwierząt (...), przenoszenie lub przepędzanie zwierząt w sposób powodujący ich zbędne cierpienie i stres”. Tak, uważamy, że wywożenie psów do tzw. tymczasowych miejsc pobytu w Niemczech naraża je na „zbędne cierpienie i stres”, a odpowiedzialność za taki stan rzeczy spoczywa także na miejscowych służbach weterynaryjnych. Odpowiedź Pana Welza jeszcze bardziej utwierdza nas w tym przekonaniu. Zdumiewają przy tym wyrwane z kontekstu i nieprzystające do treści naszego wniosku uwagi Pana Welza odnośnie ustawy o informacji publicznej oraz kodeksu postępowania karnego, które dowodzą tylko tego, że jego ignorancja nie ma żadnych granic. W tym miejscu przypomnę, że sygnatariusze listu otwartego domagają się wyjaśnienia wszelkich wątpliwości związanych z masowymi wysyłkami mieleckich psów do Niemiec. Odpowiedź Pana Welza tylko potęguje nasz niepokój i nie wyjaśnia żadnej z nich. Z jednym wyjątkiem – całkowity brak nadzoru nad przestrzeganiem przepisów ustawy o ochronie zwierząt zasługuje w tym przypadku bez wątpienia na finał sądowy. W świetle powyższych argumentów powtórzę – nie wyobrażamy sobie, aby w tej sytuacji mogło dojść do kolejnej, zaplanowanej na 7-8 października wysyłki mieleckich psów do Niemiec. Z poważaniem Agnieszka Wypych Sygnatariusz Listu Otwartego Komitet Założycielski Stowarzyszenia „Interwencja dla zwierząt”
-
Aza już w domku :) Bart w hoteliku. Zapraszamy na nowe wątki psiaków :)
AgaG replied to Owieczka's topic in Już w nowym domu
Ja też dostałam zaproszenie, ale nic nie mogę, mam w mieszkaniu cztery staruszki psy, w hotelu jedną weterankę i jednego na tymczasie u kolazanki, dwie deklaracje stałe na hotel. plus ściągam z lasu psa - Balonika). przykro mi, ledwo to ogarniam finansowo i organizacyjnie :( -
[quote name='AgaG']plakaty o zbiórce darów dla psów będą gotowe w przyszłym tygodniu. [B]Kto by sie podjał poprowadzenia akcji zbiórkowej w prywatnym Liceum Pijarów.[/B] Ja do końca października z pewnoscią nie mogę, zwłaszcza, że moja Daisunia chorująca na raka pluc ma ostatnio krwotoki i w ogóle nie mogę jej zostawiać na dłużej samej, a mąż jest w rozjazdach. Dyrektor samorządu szkoły już wie, rozmawiałam z nim, c[B]hodziłoby o to, by pójść w wyznaczonym terminie na zebranie samorządu do tej szkoły (ktos rzutki, wygadany itd.[/B] :) zostawić plakaty, pogadac z młodzieżą, co ma robić itd..Warto moim zdaniem. A czy ktos ma zaprzyjaxnione inne miejsca, gdzie by powiesili plakat i przyjmowali dary? np. gabinety jakieś, punkty usługowe? prosze o pw. lub maila w razie czego, bo przez moje psy nigdy nie wiem, kiedy do komputera dolecę.[/QUOTE] ponawiam pytanie
-
Panda i Cymt , Cymt w domu :) Panda po operacji i też ma już dom ! :)
AgaG replied to Patia's topic in Już w nowym domu
O jejku, jaka pomoc teraz potrzebna najbardziej? -
[quote name='togaa']Niektórzy mają problemy czytania ze zrozumieniem,czego jestem przykładem.:evil_lol: Komplementy dotyczyły [B]Rudej Maupy[/B] a ja ponadawałam na Lolita ,w dodatku nie wiadomo po co ? ;) [B]AgaG[/B], byłam u Twojego Popmponika. Maciupstwo ślepeńkie, starenkie,rozczulajace ! Szelki ,przyznaję były szyte na zamówienie przez kochaną [B]taks[/B]. Mieciutkie, idealnie pasujace, stary fason - trudny do kupienia. Nic nie odparzają, choć ma wytarte futerko pod paszkami.. Przez pierwszy rok stale podmywałam Lolka, bo też ulewało sie z niego non-stop. Teraz przy każdej zmianie pieluch dokładnie wycieram go chusteczkami nawilżajacymi dla dzieci. Dosc dużo ich zużywam. Czasem bardziej na mokro. Dupsko i siuraka myję ' na węch". Jak smierdzi, to idzie pod prysznic, ale nie jest to codziennie. Używamy tylko Happy 5. Rzepy sa ok. Podaj prosze na pw. adres, to wysle Ci kilka na próbę. A tak dla porządku, to [B]Lolito[/B] od 3 tygodni wakacjuje sie u [B]kochanej ona03[/B], gdzie cały dzień wietrzy dupinkę w ogrodzie . Byc może[B] Oneczka[/B] ma inne techniki pielegnacji ?[/QUOTE] togaa dzieki :)Ja na razie radze sobie tak, ze on ma jedne szelki za duże po domu (do podwiazywania pieluch) a drugie dopasowane na spacery. Niestety są to szelki kupne i niezbyt miękkie. Dobrze, że mi o tych chusteczkach mówisz, ja mu wczesniej gdy tyle w domu sikał i potem w to właził, łapki chusteczkami myłam, ale i siuraka zacznę, choć on sobie toaletkę robi po spacerze, wylizuje się, ja go zawsze na jakiś czas bez szelek zostawiam. A co pieluch używa hugies premium nr 4 no i trzema sznurówkami je mocuję do szelek, więc nic się nie ulewa na zewnątrz. już Ci podam adres na pw.
-
Pomponio przed chwilą miał jakiś sen niepokojący, pewnie mary z przeszłości go dręczyły. tak coś pojękiwał, że przestraszył Zahira, no i budziłam Pomponika. Mówię wam, jaki on śliczny się robi, a wczoraj od jednej jego wielbicielki, która na chwilkę do mnie wpadła, dostał ubranka na zimę: rożne pulowerki, kaftaniki, ależ on będzie w tych ciuchach niesamowicie wyglądał!! Na pewno będę uwieczniać na zdjęciach :)
-
[quote name='AMIGA']To tak jak było z moim Bonusiem [*]. Sikał już w domu równiutko. Ale był taki charakterny, że pieluchy bym mu w życiu nie dala rady założyć. Zastanawiam się czy można by było klusiory wykąpać, bo capią siuśkami no i są po prostu brudne. Niby puchate, ale ręce po głaskaniu są brudne od nich :-([/QUOTE] Słyszałam o Twoim Bonusiu kochanym. Oj przykre to ogromnie, że nie możemy cieszyć się psami tyle, ile byśmy chcieli :( a co do szczeniorów slicznych Jak wygladają na zdrowe, nie kaszlą itd. to bym kąpała :) a mają już imiona? pewnie mają.. hmm bo suni to bym dała imię Pomponia :)
-
zadzwońcie do Foksia i Dzekuś moze, albo Asior. Życzę powodzenia w odbiorze psa.
-
4.10.2011 Mirosław Welz Podkarpacki Wojewódzki Lekarz Weterynarii Ul. Ks. Piotra Ściegiennego 6A 38-400 Krosno Wniosek o interwencję W związku z listem otwartym do Janusza Chodorowskiego, Prezydenta Miasta Mielec, w sprawie wstrzymania zaplanowanego na 7-8 października transportu ok. 70 psów do Niemiec, pod którym podpisało się już 238 osób, kieruję do Pana w imieniu własnym i innych sygnatariuszy listu wniosek o podjęcie pilnej interwencji w tej sprawie. W szczególności, proszę o wyjaśnienie, czy Powiatowy Lekarz Weterynarii w Mielcu, dopuszczając do kolejnego już transportu psów do Niemiec, w sposób właściwy wywiązuje się z obowiązku nadzoru nad przestrzeganiem przepisów ustawy o ochronie zwierząt oraz zwracam się o podjęcie odpowiednich działań w tym zakresie, włącznie ze wstrzymaniem zaplanowanej wysyłki. Nasz niepokój o to, czy psy traktowane są humanitarnie, a więc zgodnie z ustawą o ochronie zwierząt, bierze się m.in. z faktu, że – jak wynika z pozyskanych przez nas informacji - żadna polska instytucja, czyli ani mieleckie schronisko, ani Mieleckie Towarzystwo Ochrony Zwierząt, ani Powiatowy Lekarz Weterynarii nie przeprowadzają w ogóle kontroli podopcyjnych na terenie Niemiec, podczas gdy psy wysyłane są tam masowo od kilku lat. Jest to zachowanie zupełnie niezrozumiałe i nieracjonalne, które według naszej oceny w sposób automatyczny stwarza z jednej strony pole do poważnych nadużyć, o których mowa m.in. w art. 6 ustawy, a z drugiej strony – możliwość ich tuszowania. Pozwolę sobie również zauważyć, że zgodnie z art. 6 pkt 2 ust. 6 ustawy o ochronie zwierząt, zabronione są: „transport zwierząt (…), przenoszenie lub przepędzanie zwierząt w sposób powodujący ich zbędne cierpienie i stres”. Natomiast, jak wynika z uzyskanych przez nas informacji, mieleckie psy mają trafić w znacznej mierze nie do nowych właścicieli (z którymi powinny być zawierane umowy adopcyjne przekazywane następnie polskim instytucjom, w tym Powiatowemu Lekarzowi Weterynarii), ale do tymczasowych miejsc pobytu. Takie postępowanie według naszej oceny wypełnia przesłanki narażania psów na „zbędne cierpienie i stres”, zwłaszcza biorąc pod uwagę fakt, że gdy taki scenariusz był stosowany podczas poprzednich wysyłek mieleckich psów do Niemiec, kończyło się to m.in. brakiem właściwej opieki i ucieczkami psów, co możemy stosownie udokumentować. Mamy również poważne obawy, czy Powiatowy Lekarz Weterynarii w ogóle dysponuje jakimikolwiek umowami adopcyjnymi zawieranymi w ostatnich latach na terenie Niemiec. Publiczne wystąpienia jego przedstawicieli zdają się potwierdzać, że nie dysponuje nimi, a być może nawet nie jest zorientowany co do wszystkich faktów związanych z wysyłkami. Tym bardziej zastanawiające i niepokojące jest to, że Mieleckie Towarzystwo Ochrony Zwierząt, które jest organem prowadzącym dla schroniska, w dalszym ciągu nie udostępniło nam informacji publicznej w zakresie ujawnienia: [FONT=Symbol]· [/FONT] wszystkich umów i aneksów na podstawie których mieleckie schronisko treści wysyłało psy do Niemiec w latach 2007-2011; [FONT=Symbol]· [/FONT] dokumentacji dotyczącej poszczególnych transportów zwierząt, w tym kompletnych list psów wysyłanych do Niemiec w latach 2007-2011; [FONT=Symbol]· [/FONT] szczegółowego wykazu odnośnie imion, nazwisk i adresów osób, które zaadoptowały w Niemczech psy wywiezione z mieleckiego schroniska w latach 2007-2011; [FONT=Symbol]· [/FONT] szczegółowego wykazu, obejmującego losy i adresy pobytu wszystkich psów wywiezionych z mieleckiego schroniska w latach 2007-2011, które nie zostały adoptowane w Niemczech; [FONT=Symbol]· [/FONT] pełnej dokumentacji na temat stosowanych przez schronisko procedur i wyników kontroli wobec dalszych losów psów wywiezionych do Niemiec w latach 2007-2011. W świetle powyższych argumentów, nie wyobrażamy sobie, aby mogło dość do kolejnej, zaplanowanej na 7-8 października wysyłki mieleckich psów do Niemiec. Z poważaniem Agnieszka Wypych Sygnatariusz listu otwartego
-
[quote name='wellington']http://www.dogomania.pl/threads/196348-KRAK%C3%93W-4-ro-kilowa-kupka-nieszcz%C4%99%C5%9Bcia-ma-domek!!!/page4 post 67 Otrzymalam korespondencje Mielec - Lancut. Dom lancucki nawet nie byl brany pod uwage . Czyli dom w Polsce stały, który można kontrolować, jest gorszy niż dom w Niemczech, choć to, co deklarowane jest przez schronisko jako "domy stałe", okazuje się w dużej większości tymczasami? Teraz już rozumiem, czemu gdy zaczęłam interesować się po adopcji mojej Daisuni (zbyt schorowanej pewnie by się znalazła na liście niemieckiej) inną sunią - bardzo do nią podobną i pisałam o niej na wątku Daisuni już w poście 84 "jak się miewa ta weteranka jamnisiowata, która była na zdjęciu z Halcią?"(tu link do wątku Daisuni http://www.dogomania.pl/threads/208306-Ma%C5%82a-DAISY-z-MIECLA-po-6-latach-w-schronisku-MA-CUDOWNY-DOMEK!!! i wklejałam nawet jej zdjęcia, więc wiadomo było, o która sunię mi chodzi, podsunięto mi ( a konkretnie: ulka18 mi ją podsunęła) inną suczkę - Smerfetkę, nie informując nawet, że tamta (nr 35 z galerii mieleckiej jest na liście niemieckiej i jedzie do domu tymczasowego w Niemczech). Co ciekawe, tamta wyglądała mi na bardzo łagodną i tak jest opisywana w ogłoszeniach DHN, (a na takiej suczce mi zależało, bo mam w domu wyłącznie łagodne psie staruszki, do których dokładania agresora byłoby katastrofą). Smerfetka mila wobec ludzi zachowywała się tak agresywnie wobec moich psów, że nie mogłam jej dać tymczasu, nie mogła też zamieszkać u Oli, która adoptowała Smerfetkę na siebie (gdyż dostałyśmy informację, że schronisko mieleckie w ogóle nie wydaje psów do domów tymczasowych ani hoteli, a chciałyśmy jej pomóc. Ola sama pojechała po Smerfi, a najpierw mnóstwo starań podjęła, by uzyskać zgodę na adopcję u powiatowego - nawet nad formą zgody ileś czasu myślano ze względu na kwarantannę w okolicy podobno wściekliznową - o tym wszystkim na watku Daisuni pisałam. oczywiście nie przyznano się nam, że Smerfi prawdopodobnie dlatego siedziała z amstafem w jednym boksie, że ustawia dominująco suki i nie uwierzę, że nic na ten temat nie wiedziano, bo dziwnym trafem do Niemiec wybiera się z Mielca najłagodniejsze psy. Gdyby taka sunia jak Smerfetka jechała na tymczas niemiecki, gdzie jest dużo psów - to jak rozumiem niemieccy opiekunowie mieliby problem. No ale, że mi zrobiono problem, bo Smerfi rzuca się na inne suki, to nieważne jak widać. Oczywiście nie żałuję, że pomogłyśmy wraz z Olą Smerfetce, jest bezpieczna w hoteliku, (bo amstaf rzecz jasna stanowił zagrożenie dla niej), zadowolona i szukam jej domu cały czas. Jak pomyślę, o tym, ile starań my pomagające od lat psom musiałyśmy podjąć, by wyciągnąć Smerfetkę ze schronu, oraz jak łatwo daje się do Niemiec masowo psy bez żadnej kontroli i w czasie podobno kwarantanny w schronisku ze względu na wściekliznę w okolicach (a może ta kwarantanna dziwnym trafem skończy się tuż przed 7 października?) to czegoś tu nie rozumiem. Gdzie tu widać starania o dobro psów przede wszystkim? To jakieś tymczasy niekontrolowane, z których psy nawiewają w Niemczech albo domy - widma, o których pisała wellington są lepsze niż dom w Łańcucie? niż tymczas w mieszkaniu w Krakowie u wolontariuszki, która od lat ratuje psie staruszki i jak wszyscy wiedzą, wielu z nich dała dom? i jeszcze jedno: Wcale nie wątpię, że niektóre psy z Mielca trafiają do rzeczywiście dobrych i odpowiedzialnych domów, to nawet z rachunku prawdopodobieństwa wynika przy takiej liczbie branych do Niemiec psów. Niestety jednak zdjęcia z tych pokazowych domów nie zastąpią dokumentów, o które wystąpiliśmy i nie osłabiają niepokoju o losy wszystkich psów. Powodowana tym niepokojem wystosowałam właśnie w imieniu swoim i innych sygnatariuszy listu otwartego kolejny list - tym razem do wojewódzkiego lekarza weterynarii. Zaraz go wkleję, jeśli się zmieści wellington wklej go proszę na początek wątku.
-
Brak slow po prostu.. i dziwnym trafem dane znikają z netu..
-
kopiuję to, co napisałam na wątku psów missieek: plakaty o zbiórce darów dla psów plakaty o zbiórce darów dla psów będą gotowe w przyszłym tygodniu. Kto by sie podjał poprowadzenia akcji zbiórkowej w prywatnym Liceum Pijarów. Ja do końca października z pewnoscią nie mogę, zwłaszcza, że moja Daisunia chorująca na raka pluc ma ostatnio krwotoki i w ogóle nie mogę jej zostawiać na dłużej samej, a mąż jest w rozjazdach. Dyrektor samorządu szkoły już wie, rozmawiałam z nim, chodziłoby o to, by pójść w wyznaczonym terminie na zebranie samorządu do tej szkoły (ktos rzutki, wygadany itd. :smile: zostawić plakaty, pogadac z młodzieżą, co ma robić itd..Warto moim zdaniem. A czy ktos ma zaprzyjaxnione inne miejsca, gdzie by powiesili plakat i przyjmowali dary? np. gabinety jakieś, punkty usługowe? prosze o pw. lub maila w razie czego, bo przez moje psy nigdy nie wiem, kiedy do komputera dolecę.
-
plakaty o zbiórce darów dla psów będą gotowe w przyszłym tygodniu. Kto by sie podjał poprowadzenia akcji zbiórkowej w prywatnym Liceum Pijarów. Ja do końca października z pewnoscią nie mogę, zwłaszcza, że moja Daisunia chorująca na raka pluc ma ostatnio krwotoki i w ogóle nie mogę jej zostawiać na dłużej samej, a mąż jest w rozjazdach. Dyrektor samorządu szkoły już wie, rozmawiałam z nim, chodziłoby o to, by pójść w wyznaczonym terminie na zebranie samorządu do tej szkoły (ktos rzutki, wygadany itd. :) zostawić plakaty, pogadac z młodzieżą, co ma robić itd..Warto moim zdaniem. A czy ktos ma zaprzyjaxnione inne miejsca, gdzie by powiesili plakat i przyjmowali dary? np. gabinety jakieś, punkty usługowe? prosze o pw. lub maila w razie czego, bo przez moje psy nigdy nie wiem, kiedy do komputera dolecę.
-
[quote name='AMIGA']Najwspanialsze są dźwięki jakie wydają przy głaskaniu i całowaniu. Są bossskie. Tylko sikają przeraźliwie często. Nie nadążam z suszeniem kałuzek :-)[/QUOTE] Skąd ja to znam, mój Pompon jeszcze wzdycha i postękuje z zadowolenia. a sikanie im przejdzie, trzeba w to wierzyć.. :) hmm mojemu już nie przejdzie za to, właśnie od dwóch dni nosi pieluchy :)
-
[quote name='moskaliki']Właśnie się poryczałam na ulicy. Poszłam zobaczyć, jak się ma Kłapouszek. I natknęłam się na niego, jak człapał obok dwóch chłopców wyprowadzających swojego pieska i machał ogonkiem z zadowoleniem, jakby to i on był z nimi na tym spacerze ;( Ale chłopcy weszli do bloku, a Kłapouszek został przed drzwiami patrząc za nimi. Żal serce ścisnął. Uciekł, jak ja się chciałam do niego zbliżyć. Zapewne to ten chłopiec, któremu on się pozwala głaskać. Beznadzieja. Ci ludzie z bloku go przyzwyczaili do siebie przez te 3 m-ce, pies im zaufał, jako jedynym pozwala podejść do siebie, ale oni nie mają zamiaru go przygarnąć. Chce mi się wyć, bo jest ktoś, kogo ten pies pokochał, a trzeba mu będzie tą miłość odebrać ;( ;( ;( Ja po prostu nie mam serca tego zrobić!!!! Jak się uda dotrzeć do tej rodziny, to myślę, że zechcą pomóc w złapaniu i na przykład wpuszczą psa do klatki. Wtedy będzie potrzebna pomoc kogoś, kto najpierw założy kaganiec, a potem obróżkę. Przypomnę, że Ci ludzie chcieli mu ponoć założyć obrożę, ale dziabnął tę panią w rękę, więc nie wiem, jak to technicznie zrobić z kagańcem, żeby nas nie pogryzł. Nadal zostaje pytanie- schronisko czy próba uzbierania na hotelik??? Głosy są podzielone. Schronisko wydaje się rozwiązaniem, tylko jak ja będę mogła sobie spojrzeć w twarz, jeśli inne psy zagryzą tam Kłapouszka co, jak piszecie, jest możliwe. Jest to piesek raczej starszy i czarny, co też ponoć zmniejsza jego szanse na adopcję. Hotelik to rozwiązanie tymczasowe i tez niewiele rozwiązuje. Ja już straciłam zdolność podjęcia tej decyzji. Czy jest ktoś, kto potrafi podjąć taką decyzję?[/QUOTE] Moskalik, w tej sytuacji trzeba poprosić o pomoc tych chłopców, najlepiej, gdyby go wpuscili do mieszkania na chwilę, nie tylko na klatkę, bo na klatce jest ruch przecież. Obrozka nie wystarczy, muszą być szelki plus obróżka i dwie smycze, bo zwieje inaczej. Niech mu zakładają mając na rękach rekawiczki zimowe, Jejku, trzeba spokojnie to robić, przecież pies nie zagryzie nikogo :) Trzeba w tym mieszkaniu dać mu jeść, pozwolić odpocząć itd. a potem dać tę obróżkę i szelki.. Chyba tyle mogą zrobić dla niego? Hmm co do hotelu. ja zwykle nie myślałam, skąd wezmę pieniądze, gdy nie było wyjścia tylko ratowanie psa i jakoś to było:) czasem bardzo ciężko. ale jak psa zagryzą inne, to będzie ciężko z tym żyć . Musicie sobie zorganizować transport do hotelu tego domu od razu..
-
Pompi grymasi już nieprawdopodobnie. :mad:Kolacji swojej (Ryżu z kurczakiem) w ogóle nie tknął, chciał mój serek żółty z kanapki i szczekał ogromnie głośno. Hmm wczoraj sobie uświadomiłam, że postanowił chyba uregulować nasz nocny tryb życia i no niestety musimy powiedzieć stop jedzeniu po północy, (jak wczoraj właśnie na przykład), bo sąsiedzi zostaną obudzeni jego koncertowemu hau hau przy stole w kuchni:evil_lol:
-
jest tyle tych psów, że wellington pomyliła tylko ten link, a raczej dała dwukrotnie link do innej suni mieleckiej, która zaginęła Lolity, ale to, że mix border colli Brawurka od jakiejś Sabriny uciekła jest w linkach prawda? i jej też dotyczą linki
-
[quote name='wellington']Komu/jak DNH wydaje psy. N.p. 1.Sunia Brawurka, pies po przejsciach, Murka ja opisuje tak : http://www.dogomania.pl/threads/142340-BRAWURKA-jak-border-collie-z-Mielca-W-KO%C5%83CU-DOCZEKA%C5%81A-SI%C4%98-DOMU-%29/page43 Brawurka wyjechala z Mielca do Niemiec 10.04.2010. Na watku ochy i achy i gratulacje ze pojechala do ds w raju. N.p. Post 824 Ra_dunia 29.03.2010 Post 823 ulka18 26.03.2010 Tymczasem Brawurka zostala wydana do dt. w Bochum, skad zwiala juz 18.04.2010. https://picasaweb.google.com/109858457727437765896/MissingDogs20092?feat=directlink#5418076742171264610 http://www.tierforum.de/t95690-border-collie-mischling-in-bochum-entlaufen.html Brawurka/Luna zostala wydana Sabrinie Peuser/Sunny, kobiecie pracujacej zawodowo, do mieszkania w bloku na ktoryms pietrze, przy ruchliwej ulicy. Sandra, z racji swojej pracy nie miala mozliwosci Brawurce poswiecic tyle czasu i atencji ile sunia wymagala. Nie mogla sie oczywiscie tez zwalniac z pracy zeby psa szukac. Na szczescie organizacja Tierfreunde Witten e.V. pomogla w szukaniu i odlowieniu Brawurki. Pomogli jeszcze http://www.polar-chat.de/topic_46061.html DNH nie kwapila sie z pomoca..... 30.maja.2010 udalo sie nareszcie Brawurke/Lune odlowic. Jest oczywiste ze psychika Brawurki/Luny po pieciu tygodniach na "wolnosci" jeszcze bardziej ucierpiala. Starania zeby sunie odlowic trwaly dlugo, Sabrina nie mogla sobie finansowo na to pozwolic zeby zaplacic 200€ kaucji za klatke pulapke, nie byla tez zmotoryzowana. Sunia nie wrocila juz do Sabriny. U Sabriny byl podobno jeszcze drugi pies od DNH, Boksio-miks Bolo, dla ktorego szukala nowego tymczasu .Jej imie i nazwisko wzielam z tego ogloszenia: http://www.tierforum.de/t99043-boxerruede-sucht-dringend-neue-pflegestelle-oder-neues-zuhause.html 2.Inny zbieg z to Lolita , tez mielecka sunia. Uciekla z dt w Bad Segeberg/Schleswig Holstein w dniu 12.12.2009 Zostala w miedzyczasie odlowiona. https://picasaweb.google.com/109858457727437765896/MissingDogs20092?feat=directlink#5418076742171264610 3. A gdzie jest Ulana/Nala? Zbiegla 08.12.2009 Ulana/Nala am 08.12.2009 in Lohmar entlaufen http://www.polar-chat.de/topic_46347_2.html 4. A gdzie Wendy ? Zbiegla po krotkim czasie z dt: http://www.polar-chat.de/topic_46061_2.html Dt , mimo ze pies zostal widziany w odleglosci ok. 150 m od domu,. nie mial ochoty na dalsze szukanie : 3.05.2010 Wendy jeszcze nie zostala odnalziona.... http://www.verlassene-pfoten.de/wbb2/thread.php?threadid=19473&threadview=0&hilight=&hilightuser=0&sid=f9b9fcd7bff0da5fb817df1ca7c8b3ce&page=6 Przykladow mam jeszcze wiele...... . Bardzo niepokojące. bardzo szkoda psów, są po ciężkich przejściach, często schorowane, w schronisku nie miały spacerów, więc zwykle trzeba je uczyć czystości od nowa, wymagają ogromnej troski, często opieki 24 na dobę (wiem to, mając od maja mielecką Daisunię u siebie w domu, a w hotelu Smerfi) i narażane są na taki stres, co sprzeczne jest z ustawą o ochronie zwierząt. A uwaga mniej istotna, zastanawiające , jak po tym Twoim wpisie niektórzy nagle opuścili wątek, ale to akurat najmniej mnie obchodzi, martwię się o psy.
-
[quote name='vega17']niestety mam zle wiadomosic na temat uspypiania psow, to prawda ze jak pies klapie zebami i pracownicy stwirdza e jest agresywny to dostaje bilet w jedna strone. nie wiem jak jest w kraku ale psy w schronach sie usypia jesli sa agresywne[/QUOTE] W Krakowie jesli pies ugryzie ma obserwację w kierunku wścieklizny. Absolutnie bym się nie obawiała [B]moskalik[/B] uśpienia psa przez krakowskie schronisko! Zagrożenie jest inne, gdy pies trafia do przepelnionego schroniska, gdzie niestety boksy są w większości zbiorowe może zostać pogryziony a nawet zagryziony. Wszystko zależy od tego, do jakich psów trafi.. Może się zdarzyć, że do łagodnych i wtedy poradzi sobie, choć będzie cierpiał psychicznie. W tym sensie schronisko to ostateczność,
-
Nie mam czasu czytać całego wątku. Dostałam pw. od moskaliki. Mieszkam na Prądniku, ale chyba w innej części niż psiak przebywa bo go nie widziałam. Widuję innego rudego małego, pytałam o niego - niby ma właściciela (podobno) ale go wypuszczają. I tak próbowałam go łapać, ale bezsutecznie. W lapaniu mam doświadczenie, ale nie jak pies jest dziki i na otwartej przestrzeni, bo wtedy może być b. trudno. łapałam zawsze jakimś sposobem (starając się by wszedł na teren ogrodzony, np. dogadywałam się, by ktoś zostawiał miskę i uchyloną furtkę a potem ją zamknął, gdy pies już tam był) W innym przypadku łapałam gdy pies na tyle był ufny, że podchodził do innych psów. jeśli pies się boi i mnie nie zna, z pewnością go tak po prostu nie złapię. :( osoba, która go dokarmia, może pomóc?