Jump to content
Dogomania

Greven

Members
  • Posts

    7282
  • Joined

  • Last visited

Everything posted by Greven

  1. [quote name='Edzina']Kiedy czytam cos takiego to noz sie otwiera... :angryy: Macie podpisana jakas umowe z tym gosciem? Bo jesli nie to ja bym go na drzewo poslala.. Nie dosc, ze suki w fatalnym stanie, to jeszcze chcecie mu placic za szczeniaki? A moze wykupcie tylko suczki? Nie dalabym ani grosza i probowala zalatwic to inaczej.. Przeciez on pozbyl sie starych psow i teraz bedzie rozmnazal mlode i silne! I daje glowe, ze wybierze te, ktore wygladaja "rasowo". Trzeba bylo mu kundelki jakies pokazac, ciekawe czy bylby chetny.. [/quote] Fajnie się pozłościć zza monitora. Zróbmy tak - ja strzelę focha i powiem, że nie oddam miotu, a Ty wkradniesz się szybciutko w łaskie "hodowcy" i wyciągniesz ostatnią sukę (już szczenna) i psa (ojciec tych wszystkich młodych). Ok? Gwoli wyjaśnienia dodam, że tylko dlatego zabieramy dobermany, że pan jest zdecydowanie nastawiony na inną rasę. Sporo mnie kosztowały negocjacje, ale dzięki temu, co wypracowałam, można odkupić szczeniaki po cenie allegrowej i znaleźć im odpowiedzialne domy. Czy postąpiłam niewłaściwie?
  2. [quote name='TYGRYS-ica.']Lacrimosie mozna wybaczyc bo rodzila (chyba) pierwszy raz wiec nie ma sie co dziwic[/quote] Na pewno nie pierwszy raz, ma wyciągnięte sutki. Dziś rano słabszego szczeniaka znalazłam w budzie nieżywego, a po południu zagryzła tego silniejszego, co oznacza, że nie ma już miotu. Teraz trzeba ją zasuszyć, jak najszybciej wysterylizować i do nowego domu. Dość nieszczęść, niech w końcu zacznie się nowy etap w życiu Łezki. Natomiast Lacrima świetnie matkuje swoim maluchom, dziś podglądałam ją przez kilka minut - tego najsłabszego szczeniaczka szczególnie troskliwie nagrania do mleka, długo wylizuje, szturcha nosem, aby pobudzić. Reszta jest ruchliwa i wrzaskliwa, więc myślę, że odchowa conajmniej 5, a jak się uda, to i 6 doberków. Zaczynam zastanawiać się nad tym, czy nie rozprowadzić szczeniaków wśród zaufanych ludzi (plus umowa, oczywiście), a "hodowcę" po prostu spłacić. Przynajmniej miałabym pewność, że maluszki dobrze trafią, bo naprawdę serce mnie boli na myśl, że za kilka tygodni będę musiała je po prostu oddać i on z nimi pojedzie na jakąś giełdę, czy coś... Ale to na razie tylko pomysł, najpierw muszę zapytać, na ile wycenia szczeniaka itd. Co o tym sądzicie?
  3. Nie znalazł się... Jutro po raz n-ty jadę na policję, ale już usłyszałam - od funkcjonariusza zirytowanego chyba moją upierdliwością - "a co mam posłać wszystkie radiowozy, żeby szukały psa?!"... no tak k* przewidywalna reakcja, bo to przwecież TYLKO PIES ... a nie np. radio samochodowe... chociaż wartość zbliżona, bo podałam, że Kremowego wyceniam na 300 zł... [quote name='MagYa^^']Grev a co z tym bokserem???[/quote] Na razie moje negocjacje spełzły na niczym, pies jest tam, gdzie był, ale stanę na głowie, żeby to zmienić.
  4. Przepraszam, że tak na raty piszę, ale mam internet z doskoku i próbuję na raz nadrobić wszystkie zaległości. c.d. Funkcjonariusz wyjaśnił mi, że świadectwo szczepień jest konieczne, żeby pogryziona kobieta nie musiała brać zastrzyków. W ogóle nie docierało, że ugryzł ją INNY pies i dla własnego dobra musi wziąć te zastrzyki! No nic, obiecałam świadectwo dostarczyć. Oraz zdjęcia Kremowego, żeby policja mogła pokazać je świadką zajścia: koleżance tej pani i ochroniarzowi z pobliskiego gimnazjum. Prawie do rana jeździłam po Chojnie i okolicznych wioskach z nadzieją, że ktoś go tylko wypuścił dla głupiego żartu z tej działki... ale nie trafiłam na ślad psa. Następnego dnia, czyli wczoraj, zrobiłam ogłoszenia, dałam inf. do lokalnej gazety, ze zdjęciem Kremika jeździłam po okolicy i pytałam ludzi. NIKT GO NIE WIDZIAŁ. To bardzo dziwne, bo wg słów właścicielki zagryzionego yorka, która dzień wcześniej jeździła i szukała psa - widziały go dziesiątki ludzi :roll: Widocznie widzieli TAMTEGO psa. Zresztą w opisie pani podała, że to mieszaniec owczarka niemieckiego z rottweilerem. Policja, która dostała ode mnie zdjęcia Kremowego, miała udać się do ochroniarza, który jest świadkiem, ale jeszcze tego nie zrobili. Ja rozmawiałam z tym panem i stwierdził on - patrząc na zdjęcie - że to inny pies. Tamten był mniejszy i nie miał takiej krótkiej, gładkiej sierści. Po Kremowym ślad zaginął. Policja zainteresowała się nim tylko dlatego, że chcą mi wrobić psa w pogryzienie. Rozwiesiłam dziesiątki ogłoszeń. Za informacje obiecana jest nagroda. Tak się boję, że ktoś go skrzywdzi... Żeby było "śmieszniej", jeżdżąc po wioskach, znalazłam dla niego dom - ludzie mają dobre warunki i szukają psa do stróżowania... ale jego nie ma, przepadł jak kamień w wodę :placz: No i trafiłam na boskera na kolczatce, na łańcuchu przy budzie... To się nigdy nie kończy...
  5. Już piszę, jak było. W niedzielę zaczęła rodzić dobermanka Lacrimosa - tydzień przed terminem. Musiałam natychmiast oddzielić od niej drugą sukę. Malutka poszła na razie do budy, a z Kremowym był problem - on nie może przebywać poza kojcem, bo poluje na koty. A moje głupie futra są ufne i podłażą do psów. Goebbelsa prawie chwycił. Zaczęłam szukać miejsca, aby przechować Kremika kilka dni... tylko kilka dni, bo szykował się dla niego tymczas w Poznaniu :placz: Pewna pani zgodziła się, by pies posiedział kilka dni u niej na ogródku działkowym, przy altance. Zawiozłam go wieczorem, solidnie przypięłam łańcuchem. Gruba obroża, dwa karabińczyki - na wszelki wypadek. Następnego dnia przed godz. 14 podjechałam go nakarmić. Wszytsko było w porządku. Po godz. 17 byłam tam znowu. W pierwszej chwili nie przestraszyłam się, widząc że psa nie ma. Nie było też łańcucha. Pomyślałam, że pani, do której należy działka, po prostu przepięła go w inne miejsce. Dzwonię. Ona zdumiona. Ależ nie, dziś nawet nie była na ogródkach, właśnie wybierała się tam ze znajomą... Szok! Od razu pojechałam na policję. A tam niespodzianka. Tego dnia pies podobny z opisu (później się okazało, że nieszczególnie podobny...) do Kremowego, zagryzł w Chojnie yorka i pogryzł jego właścicielkę. Nie ważne, że o godz. 11 rano, gdy mój pies siedział spokojnie koło altanki na działce. Robili problemy z przyjęciem zgłoszenia o kradzieży Kremowego. W końcu popłakałam się z nerwów i odesłali mnie od funkcjonariusza, który spisał notatkę. Oczywiście Kremowy - mimo że godzina zupełnie się nie zgadzała - nadal był głównym podejrzanym o zabicie yorka :shake: Wezwano jego pogryzioną właścicielkę. Pokazałam jej zdjęcie psa w laptopie. "Nie wiem... może... podobny... tak, to chyba ten!" no comments. Zarządano ode mnie świadectwa szczepień. c.d.n.
  6. Podnoszę aścika :loveu: Ogon ma jak bicz, może jakiś sado-masochista się na niego skusi :diabloti:
  7. Kremowy nie był u mnie, zaraz wszystko wyjaśnię, tylko zamieszczam właśnie informację w aktualnościach na swojej stronie. To było w poniedziałek, ale dopiero dziś mam internet.
  8. [B][SIZE=6][COLOR=red]Pies został SKRADZIONY !!![/COLOR][/SIZE][/B]
  9. Nie, on będzie je po prostu sprzedawał. Interesu na tym nie zrobi - od Lacrimosy przeżyje prawdopodobnie tylko 1 z 2 szczeniaków, a Lacrima urodziła 6, ale nie wiem, czy najmniejszy i najsłabszy też nie padnie. Patrząc na maluchy, takie śliczne, gładkie, lśniące i nieporadne, zastanawiam się - wiem, brzmi okrótnie - czy nie bardziej poszczęściło się tym, które umarły... Ale od początku. Lacrimosa zaczęła rodzić w niedzielę - nie wiem, czy w nocy, czy rano. Tydzień przed sugerowanym przez "hodowcę" terminem... Bardzo dziękuję Ci Aniu (wihu), że przyjechałaś, bo nie wiem, jak sama poradziłabym sobie z tym wszystkim. Pierwszeg szczeniaka suka zgniotła, dwa następne ok, a ostatni urodził się martwy. Niestety, obawiam się, że jeden z tych, które są, również padnie, bo jest bardzo mały (mała, to dziewczynka), słaby, niemrawy. Suka czuła się wyraźnie źle, była niespokojna. Istniała obawa, że w środku są jeszcze szczeniaki, więc pojechałam z nią do Szczecina. USG wykazało, że to łożysko, nie piesek. Wydaliła je po oxytocynie. Przez 5 dni ma dostawać synolux osłonowo. W poniedziałek rano w budzie Lacrimy - starszej dobermanki - było już sześć szczeniaków i myślałam, że urodzi kolejne, ale na sześciu na szczęście się zakończyło. Jeden jest słaby, ale reszta wygląda bardzo dobrze. Suka też. Ładnie im matkuje, w przeciwieństwie do swojej córki, która nie bardzo się dziećmi interesuje. W drodze do weterynarza Lacrimosa, mimo krótkiej smyczy dała radę przedostać się z bagażnika na tylne siedzenia, gdy usłyszała skomlenie swoich szczeniaków (jechały z przodu, pod nawiewem ciepłego powietrza przy fotelu pasażera) i kupą, krwią i innymi wydzielinami wysmarowała dosłownie wszystko. W drodze powrotnej od weterynarza musiałam zahaczyć o myjnię i było profesjonalne pranie tapicerek. W poczekalni w myjni weszła na kanapę i wczołgała się za plecy Ani, która się nią zajmowała. Bidulka, otwarta przestrzeń tak ją przeraża... :shake: Suki są rozdzielone, w osobnych kojcach. Mają duże, zabezpieczone od przeciągów budy z sianem. Lacrima już dziś zostawiła na sekundę szczeniaki i wyszła przywitać się ze mną, a Lacrimosa odważyła na chwilkę wychynąć, ale szybko wróciła do środka. Dostają karmę od Ani i Beaty, witaminy. Niestety, w związku z koniecznością przeniesienia Lacrimy do osobnego kojca (dodam, że wszystko było robione post factum, czyli gdy Lacrimosa rodziła, ponieważ "hodowca" o tydzień! pomylił się z datą krycia...), musiałam zawieźć Kremowego na przechowanie na ogródki działkowe i PIES ZOSTAŁ SKRADZIONY W PONIEDZIAŁEK między 13:40 a 17:30. Jestem w szoku. Więcej napiszę w jego wątku.
  10. Z tego, co słyszałam, suki ciężarne powinny jeść karmę dla szczeniaków. Przyjedź koniecznie, niech poznają innych ludzi. Zdjęcia bardzo się przydadzą! Martwi mnie, bo mała ma chyba jakąś infekcję. Już w samochodzie, gdy je wiozłam, słyszałam dziwne chrząkanie, ale przez całą drogę wymiotowały, więc jakoś nie skojarzyłam, że to może być co innego. Potem chowała się do budy na mój widok, ale wczoraj już wyglądała i miała zaklejony nosek, a dzisiaj nie uciekła od razu do budy i widziałam, że gluci. I co teraz? Lepiej przeczekać, czy narażać ją na wprost niewobrażalny stres transportu i wizyty u weterynarza?????? Suki prawdopodobnie nigdy na nic nie były szczepione. Traumatyczne przeżycia ostatnich dni na pewno spowodowały spadek odporności. Martwię się. I w ogóle nie wyobrażam sobie np. podawania jej leków...
  11. Lucky pokazuje się - bezjajeczny aścik :razz: Przypominiam też o głosowaniu na [URL="http://www.krakvet.pl"]www.krakvet.pl[/URL] tylko do północy... TWÓJ GŁOS MOŻE ZAWARZYĆ NA WYNIKU!
  12. Bullowate. Kasiu, dziękuję za bazarki :loveu: [quote name='aisaK']A jak sądzisz, Sandra: da się zresocjalizowac młoda sunię? Ma szanse na normalne życie?[/quote] Nie wiem. Matka jest kontaktowa. Lgnie do człowieka, chociaż bardzo się boi. Niestety młoda od razu zmyka do budy. Nie przesądzam, to dopiero pierwsze dni. I tak jest lepiej. Mogę podejść do krat, a ona się nie chowa. Jest taka śliczna, delikatna. I skrzywdzona :placz: Zna tylko ciasne pomieszczenie, żadnego kontaktu z człowiekiem. Biedna dzidzia. Na razie w ogóle jej nie ruszam. Mamusia była za to na spacerze, dobre 30 metrów odeszła od kojca :multi:
  13. Malutka dziękuje za psychodeliczne muminki na bazarku :loveu:
  14. Do końca głosowania na Krakvecie zostało już tylko kilka godzin. Proszę o Wasze wsparcie na żarełko dla psów. JEDEN GŁOS MOŻE ZMIENIĆ WYNIK. Jak to się robi? A tak ;) 1. wchodzisz na stronę [URL="http://www.krakvet.pl"]www.krakvet.pl[/URL] 2. wciskasz link Forum 3. wciskasz link Rejestracja 4. wyskakuje opis, a Ty wciskasz „zgadzam się na te warunki i mam powyżej 13 lat” 5. wyskakuje wniosek rejestracyjny, a Ty go wypełniasz: pole użytkownik, email, dwa razy hasło oraz wpisujesz kod z obrazka i wciskasz „wyślij”; 6. dostajesz na maila (często laduje on w spamach), którego podałeś, wiadomość aktywacyjną i klikasz na ten przysłany link; 7. znowu wchodzisz na Forum Krakvetu i wciskasz „Zaloguj się by sprawdzić wiadomości” 8. logujesz się wpisując nazwę użytkownika i hasło; 9. przeniesie Cię do Twoich prywatnych wiadomości 10. wciskasz „Forum [URL="http://www.krakvet.pl"]www.krakvet.pl[/URL] Strona Główna” 11. na forum wybierasz Forum , potem dział "sklep" 12. dalej wybierasz „Głosowanie na schronisko, które otrzyma pomoc-luty 2008” 13. wyskoczy Ci ankieta- zaznaczasz Sandra Koćmiel Pro Equo i klikasz pod ankietą „wyślij”. Dziękuję za bazarki :loveu:
  15. Lucky lżejszy bez jajców, łatwiej go będzie podnosić do góry :evil_lol:
  16. Mam na aparacie, muszę zgrać fajne zdjęcia Kremowego ze spaceru do lasu. Nad stawem chciał się napić i głuptas wpadł po brzuch. Był totalnie zdziwiony, postał chwilę w zimnej wodzie, po czym bardzo ostrożnie, łapa po łapie wyszedł na brzeg, rozejrzał i dopiero otrząsnął... żebyście widzieli, wyglądał, jakby chciał powiedzieć "wcale nie wpadłem, wszedłem sobie..." :evil_lol:
  17. [quote name='shadow_ona']Szczeka jak ktos obcy sie pojawia ale nie jazgota bez powodu[/quote] Super! Dokładnie tak zachowywała się u mnie. U mnie wszystkie młode psy uczą się czujności od Koksa, a ja tłumaczę im tylko, że nie należy jazgotać :evil_lol: Wspaniale, że dogaduje się z haszczami, a raczej one z nią. Może też nauczy się ciągnąć wózeczek? Junior mógłby powozić swoim mini wilkiem ;)
  18. Mamusia jest piękna. Ma oczy tak wyraziste i mądre, że są bardziej ludzkie, niż psie. Z budowy bardzo elegancka, na prostych łapach. Tylko brzuch rozepchany i wiszące cycuchy :shake: Nie wie, co to sucha karma. Powąchała, ale nie próbowała jeść. Wzięła kulkę, wypluła. Ona i córcia są przyzwyczajone wyłącznie do jedzenia kości, ale młoda jednak zdecydowała się spróbować, co to takiego te kulki w misce i wygląda na to, że jej zasmakowało. Dałam jej tylko trochę, żeby zbyt gwałtownie nie zmieniać diety. Do tego kupiłam surowe mięso na kościach, które połykają w locie. Mamusię dziś kilka razy wyprowadzałam z kojca, ale pozwoliła się odprowadzić najwyżej na pięć mterów i to nie od razu. Potem gwałtowny odwrót do klatki. Boi się dotyku, cała sztywnieje, ale jak kucnę obok i delikatnie ją głaszczę, to uspokaja się, przymyka oczy. Córcia chowa się do budy, gdy podchodzę, ale ciekawość zwycięża i zaczyna coraz śmielej wyglądać. Jest drobniejsza niż matka i ma śmiesznie ustawione uszy.
  19. Wczoraj przywiozłam dwie dobermanki. Matkę i córkę. Starsza ma 3 - 4 lata, młodsza około 1.5 roku. Suki są w ciąży. W zamian za oddanie miotów właścicielowi, przejdą na moją własność. Do wyciągnięcia jest jeszcze suka i pies. [B]1. suki za około 12 tygodni mogą trafić do nowego domu. AśkaK współpracująca z Fundacją Nadzieja Dobermana obiecała pomóc, ale może znajdzie się dla nich coś w Polsce?[/B] [B]2. potrzebna jest dobra karma, najlepiej dla szczeniąt (podobno taką podaje się sukom w ciążu i podczas laktacji) i dodatki witamiowe - kto zechce wspomóc?[/B] Suki są w fatalnym stanie psychicznym. Były trzymane w stodole. Panicznie boją się przestrzeni. Starszą udało mi się dzisiaj wyprowadzić za próg kojca, ale od razu chce wracać do środka, jest zesztywniała, trzęsie się. Boi się gwłatownych ruchów, podniesionego głosu - chodzi na niskich łapach, przypada do ziemi. Gdy ją głaskałam, po chwili przymknęła oczy i położyła mi głowę na kolanie. Myślę, że w ciągu paru tygodni uda się ją trochę naprostować. Gorzej z młodszą. Gdy z samochodu prowadziłam ją - a raczej wlekłam - do kojca, kłapała na mnie zębami. Na widok człowieka od razu chowa się w budzie. Nawet nie wiem dokładnie, jak wygląda... Zdjęcie robione telefonem, na razie jedyne jakie mamy: [URL="http://www.fotosik.pl"][IMG]http://images31.fotosik.pl/159/5f1bd47218b116ad.jpg[/IMG][/URL]
  20. Strączek ma samych cichych wielbicieli :evil_lol: Dziękujemy za pieniążki! [quote name='fona']Greven, jaki byl koszt operacji?[/quote] Nie wiem :evil_lol: Doktor Gugała, który decyduje ile za co zapłacę, był na urlopie. Dowiem się, jak pojadę ze Strączkiem na kontrolne RTG, czyli za ponad tydzień. Donoszę, że Strączek jeździ ze mną wszędzie i w samochodzie zachowuje się, jakby go wcale nie było. Jest psem w 100% niekłopotliwym. To samo na podwórzu, przy innych zwierzętach, w domu. Śpi w moim pokoju, grzecznie koło łóżka. Jedyny [B]problem[/B] ze Strączkiem jest taki, że potrafi się przecisnąć przez każdą dziórę, w której mieści się kot :evil_lol: co oznacza, że dowolnie wchodzi i wychodzi w nocy z mojego pokoju przez kocie drzwiczki i pożera karmę, którą zostawiam na noc, żeby w spokoju zjadły również te koty, które nie lubią pojawiać się w dzień. Już się wycwaniłam i stawiam wszystkie miseczki na meblach. Poza tym mieści się w kocie drzwiczki w furtce zamontowanej w drzwiach wejściowych i buszuje w zapasach karmy, gdy ja robię coś przy domu. Cwany ten nasz strączek :razz: Ostatnio w jego ślady próbował pójść źrebak, tylko że on wziął furtkę na klatę i teraz mam furtkę-nieco-uszkodzoną. Uwielbiam te moje zwierzęta...
×
×
  • Create New...