Jutro jadę do Łodzi z Zuzią na badania z krwi. Chyba operacja jest nieunikniona. Jestem wściekła Psoniu i to bardzo. Gdyby nie ludzka głupota nigdy by do tego nie doszło.
Czasami zastanawiam się czy ja mam pecha.
Każda psinka, która do mnie trafiła na początku biegała ze mną od weta do weta. Z tobą było podobnie, pamiętasz?
Psońka, nadal nam potrzebne twoje wsparcie.
Wiesz jak bardzo cię kocham? Nigdy nie przestanę!
Światełko dla ciebie i dla calej reszty.