To prawda. Dziś wiem, że jednak coś Balbinkę męczyło. W niedzielę wieczorem zrobiła luźną k...ę. Wcześniej bardzo burczało jej w brzuszku. Jestem przekonana, że miała jakąś lekką niestrawność, choć zastanawiam sie od czego.
Na dworze dziewczyny są pilnowane i nie zdarzyło sie, żeby wzięły coś do pycholi, a w domu jedzą co to ja im ugotuje. Dostają jedzenie gotowane specjalnie dla nich bez jakichkolwiek przypraw. Jedyne, co przychodzi mi do głowy, to, że musiała wyżebrać od mojej mamy kawałek smażonego mięsa , a że nie jest przyzwyczajona do takiego menu stąd były te kłopoty.
I dobrze , że wezwałam weta, bo między innymi dostała leki na trawienie.