Nie zapomniałam o Tobie maleńka. Jestem, choc niedziele ma sie ku końcowi.
Jeszcze jedna konsultacja i wszystko będzie jasne co i jak, ale dziękuję wam bardzo za wsparcie duchowe, które jest mi potrzebne. Nawet nie wiecie jak ono wiele dla mnie znaczy. Dobrze mieć wśród was ludzi, którzy rozumieją co to znaczy choroba nowotworowa. Dobrze mieć takich przyjaciół. Tak przyjaciół! Nie boję sie uzyc tego słowa.Czyz nie ich poznajemy w potzrebie????
Wiele ludzi, których uważałam za bardzo dobrych znajomych nie podała mi ręki, ale robią na mieście sensację z mojej choroby. Nawet nei wiecie jak przykre jest wyjść na miasto , być wytykanym palcami , słyszec szepty za plecami, widziec ludzi zaglądających mi w dekold , sprawdzając czy mi ucięli pierś. Potem ogarnia ich zdziwienie, ze byłam w szpitalu, miałam RAKA operowali mnie i mam cycka na swoim miejscu.
To jeszcze nic! Nie ma dnia żeby mnie ktos nie zaczepił i nie wypytywał wprost o moją chorobę. I zaręczam wam , ze wsród nich są nie tylko kobiety. Dziwne prawda?
A ja???????? Nie zaprzeczam, cierpliwie odpowiadam i jeszcze na dodatek uczulam baby do badania piersi. Czyz nei sama sobie wymacałam guzka? Co roku robiłam profilaktycznie badania USG i co? Nigdy nic nie wykazały. Czujniejsze okazały sie moje własne paluchy. A moze Bóg naprowadził mi te paluchy w to własnie feralne miejsce? Nie wiem, zawsze badam piersi i tez nic nie wyczuwalam do ferelnego 13 maja tego roku. Feralnego czy szczęsliwego?????? Oto jest pytanie.
Gad jest juz w słoiku, wycieli go, poplasterkowali i niech spoczywa w pokoju. Niech nie wraca, niech go piekło pochłonie.Amen
Lecznie będzie długie przez taką gadzinę, ale cóż, padło na mnie i nie ma wyjścia.
Psoniu trzymaj łapiny skarbie. Kocham cię