Pestke ogłosiłam, dziś dokończę ogłoszenia.
Wiem, ze jest przerażona. Ale widać było, ze ona stara się zaufać człowiekowi. Jeden Pan Bóg wie ile naprawdę koczowała na tym cmentarzu.
Bardzo podobnie zachowywała sie moja Balbinka . Behawiorysta stwierdził, ze ma syndrom psa katowanego. Potrzeba było sporo czasu, żeby znów zaufała człowiekowi. Malutkimi kroczkami parlismy do przodu i sie udało. Dzis to pannica z charakterem, choć niektórych lęków nie udało nam sie wyeliminować. Byc może źle była traktowana w domu, a w koncu sie jej pozbyto na dobre.
Nie bardzo chce mi się wierzyć, ze była krzywdzona na cmentarzu, bo zaczepiała ludzi, zbliżała się , dawała sie głaskać. Gdyby tak było to raczej by unikała widoku człowieka i szybciej by zdziczała niż pozwoliła sie komuś do siebie zbliżyć.
Z tego co zauważyłam ona lubi kontakt z człowiekiem, ogonek wprawia w ruch, lubi jak sie do niej mówi, cieszy się. Jednak to wszystko jest poprzedzone płaszczeniem, wiciem, chodzeniem na ugiętych nóziach w pozycji poddańczej.. Nam tez się posikała. Pierwszy raz osikała mnie jak wyprowadzałam ją z domu. Bidulka zaparła sie i nie chciała wyjść. Tak jakby prosiła " zostaw mnie" Serce mi pękało jak ja wyprowadzałam z domu, w koncu wziełam ja na ręce i wtedy się posiusiała. Drogę do Łodzi spędziła w samochodzie spokojnie. Wtuliła główkę w moje kolana i tak dojechałyśmy. Gdy przenosiłam ją z siostry samochodu do samochodu Natalki znów się przeraziła i znów się posiusiała.
Iwonko, wiem, że masz z nią kłopot, wiem, że taka sunia wymaga szczególnej troski, ale uwierzcie mi, naprawdę nie miałam jej gdzie umieścić, a zostawić tą wypłoszona chudzinkę na pastwę losu nie mogłam. Szybciej by mi serce pękło.
Błagam , pomóżcie ratować to malutkie, biedne suczydło.