Ta, księżniczki.
A Tysia to naprawdę słodka bestyjka. Całuśna jak cholera i żywa jak iskierka. Ma też swoje gusta. Suchą karmą pogardziła, parówą też, ale gotowane mięsko było godne jej podniebienia.
W przeciwieństwie do Pestki, która jadła wszystko i na zapas ( ale była też wybitnym szkieltorkiem) Tyska nie rzuca się na jedzenie, choć żeberka są wyczuwalne przez skórę.
No tak, ale Pestka nie bardzo miała od kogo zabrać jedzenie, bo na cmentarz ludzie się raczej wybierają bez prowiantu.
Bardzo bym chciała, żeby ta mała tez grzała dupkę w takim domku na jaki trafiła Pestka.