Sorki, że nie pisałam.
Złapałam doła.
Odeszła kolejna moja koleżanka- amazonka. Miała zaledwie 35 lat.
Dwie następne są w stanie ciężkim. Jestem z nimi blisko związana.
Bardzo mi ciężko z tego powodu, ale muszę się jakoś trzymać. Nie mogę pokazać im swojej słabości. Przyrzekłam sobie, że będę je pocieszała i wspierała do końca.
Boże ! Pocieszała? To jakaś kpina, farsa!!!!!
Już nie powiem wam ile dziewczyn walczy z przerzutami, bo to bez sensu. To jakaś cholerna plaga.
Ten sukinsyn wali na oślep, nie odpuszcza. Podła gadzina, że go piekło nie pochłonie, że nie odpuści ani ludzkości, ani zwierzętom.
Szkoda gadać.
Dziękuje Bogu za tak kochaną rodzinę, bo tak naprawdę to oni baczą, żebym nie wpadała w te dołki , dołeczki, a jak w jakiś wpadam to wspólnymi siłami mnie z nich wyciągają. Dzięki temu jeszcze umysł mi pracuje.
A moje badania? Nie jest ani lepiej ani gorzej czyli jest się z czego cieszyć. Niepokoi lekarkę jeden ból w gnatach , ale mam to obserwować. Mam nadal robic badania co 3 miesiące i obserwować organizm, który coraz gorzej znosi leczenie, bo skutki uboczne z miesiąca na miesiąc są coraz bardziej dotkliwe. Ale nie ma co marudzić. Coś za coś.
Psoniu, spisałaś się na medal. Dzieki za łapinki. Zawsze mogę na ciebie liczyć.
Dziękuje wam za kciuki a z tych prosiaczków to naprawdę się uśmiałam.
Jola , ale pokaźne stadko.
Cudne te szkraby.
Wiecie co? Gdyby te moje wampirzyce nie atakowały wszystkiego co się rusza to bym sobie zaadoptowała ze dwa prosiątka.
Patrze na te śliczne mordki i przypomina mi się moja słodka Kuleczka.
Psonia ją bardzo kochała. Teraz są tam obie.
Kocham cie mój maluszku.