Bardzo smutna historia. Łzy same napływają do oczu.
wiem, ze nie jest to dla ciebie żadnym pocieszeniem, ale Fraszka przez 6 lat miał u Cibie prawdziwa przystań, taka, o której może zamarzyć nie jeden psiak. Punia zwolniła miejsce w twoim domu. Nie spoczęłaś ale przygarnęłaś na to właśnie miejsce bidę w potrzebie. Ta bida miała u ciebie miłość i wszystko co najlepsze. Najpiękniejsze lata swojego życie spędziła właśnie u ciebie.
Myślę, że ten wypadek - to przypadek. Fraszka miała wiele dolegliwości związanych ze swoją choroba. Być może za mocno się wychyliła, złapała ja skurcz i nie zapanowała nad swoimi odruchami i stało się to co się stało. Nie możesz robić sobie żadnych wyrzutów. Nikt , ale to nikt nie był w stanie przewidzieć takiego zdarzenia. Nikt z nas nie jest jasnowidzem.
Fraszka znalazła się jakby z "nadania" Puni. Teraz są tam obie. Obie biegają, nic je nie boli, są szczęśliwe, a ty?
Jest ci smutno, bo komu by nie było? Przechodziłyśmy to już przecież i wiemy jak to jest. Moje słowa cię nie pociesza na to potrzeba czasu- czasem dużo czasu. Chce jednak żebyś wiedziała, że dzielę wraz z tobą ten smutek, tak jak robiłam to kiedy odeszła Punia. Jestem z tobą.
Fraszko dla ciebie światełko pamięci. Od tej chwili będę odwiedzać was obie na tym wątku.
Miało być inaczej, ale Bóg pisze swoje własne historie , a my nie mamy wyjścia- musimy się z nimi pogodzić.
Dla was kochane suczynki