Witaj kruszynko
Dzień minął mi na dalszych rozważaniach dotyczących naszego wspólnego życia. Musiało upłynąć tyle czasu, żeby uporządkowac pewne sprawy i wyciągnąć odpowiednie wnioski. Zapewne stało by się to wczesniej, ale znasz mnie. Wiesz jaka jestem uparta. Wolałam zamknąć się w kokonie cierpienia i nie dopuszczać do siebie nikogo. Nikogo, kto chciałby mnie z niego wyciagnąć. Najdziwniejsze jest to, że człowiek potrafi doradzic innym, ale sam sobie przełumaczyć pewnych rzeczy nie potrafi. Taka oto jest ta istota rozumna.
Jasne, brałam wszystkie rady do serca, ale wprowadzic je w zycie było mi trudno. Nienawidziłas moich łez. Zawsze gdy płakałam byłas przerażona. Pewnie zamiast wylegiwać się tam w promykach słoneczka cierpiałaś razem ze mną. Co chciałaś pobiegać z psimi aniołkami zawracal cię mój płacz. Co to była za wolność? Żadna. Przepraszam cie bidunio moja kochana. Już nie zawracaj, biegaj swobodnie, baw się i nie zmieniaj swojej natury, to w tobie kochalismy najbardziej.
Kocham i tęsknię