Oj Psotuś, jakiego mam potwornego doła. Siedzę , ryczę i nie mogę pogodzić się z niesprawiedliwością tego świata. Wszystko bierze w łeb.
Nie mam na nic ochoty, jestem drętwa i smutna, nie mogę sie skupić.
Dowiedziałam się na PwP o małej sunieczce NELI przebywającej w schronisku w Łodzi. Nikt małej nie chciał zaadoptować, a szanse na adopcje zmalały tym bardziej, ze zachorowała na świerzb. Mała była pełna życia, pulchniutka jak pączek w maśle i przytulaśna. Zasiliłam konto na jej leczenie i podnosiłam jej wątek adopcyjny. Zapadło mi to małe w serce. Dziś dowiedziałam się, że została zagryziona w schronisku. Z zagródki, w której była bezpieczna przeniesiono ją w inne miejsce. Na jej nieszczęście, na jej zgubę.. Gdyby była ciężko chora, odeszła ze starości.........
Tak bardzo wierzyłam, że jej życie ulegnie zmianie. Tak wierzyłam. Bezsensowna i bolesna śmierć.
Psotuniu, byłaś taka mądra, wrażliwa, pełna miłości. Zaopiekuj sie tym bezdomnym aniołeczkiem. Oprowadź ją po najpiękniejszych zakątkach za TM. Nie miała swojego człowieka, nie miała domu, nie miała nic. Choć nie znałam jej osobiście serce mi pęka.
To wszystko jest bez sensu.
Kocham, tęsknię